Wydarzenia

Relacja z koncertu: The Puppini Sisters we Wrocławiu

Data: 8 listopada 2008 Autor: Komentarzy:

The Puppini Sisters
Obiecałem relację i słowa dotrzymuję, chociaż, nie ukrywajmy, dość długo kazałem Wam na nię czekać, bo aż trzy tygodnie od samego koncertu. Przez pierwszy tydzień gorliwie wypatrywałem aż którykolwiek z polskich portali internetowych łaskawie opublikuje zdjęcia z tego wydarzenia, bo mimo iż trafiło mi się naprawdę miłe miejsce na samym środku drugiego rzędu, mój kompletny brak jakichkolwiek zdolności fotograficznych nie pozwolił mi na zrobienia zdjęcia, na którym byłoby cokolwiek widać! Przede mną jednak, tuż przy samej scenie ustawił się sznurek różnorakich osób z profesjonalnymi aparatami fotograficznymi, co dało mi nadzieję na upolowanie zdjęć w sieci. Ale nie o tym chciałem dzisiaj pisać.

Myślę, że w zależności od znajomości materiału z dwóch dotychczasowych albumów The Puppini Sisters, można samemu wyobrazić sobie jak taki koncert może wyglądać. A wspierając się dodatkowo, na nielicznych co prawda, ale dość „obrazotwórczych” koncertowych filmach z youtube, można już w zupełności wygenerować sobie sztucznie taki koncert w swojej głowie. I pod tym względem właśnie czuję pewien koncertowy niedosyt. bo dziewczyny nie zaskoczyły mnie totalnie niczym.

A miałem szczerze mówiąc nadzieję, że to zrobią. Do koncertu bowiem przez kilka dni sumiennie przygotowywałem się muzycznie, przesłuchując skrupulatnie, każdy z utworów umieszczonych, na płytach grupy, a nawet o wiele więcej. I właśnie głównie w tym obrębie zamyka się setlista wrocławskiej imprezy. Mniej więcej, bo jednak nie do końca, o czym później.

Kate Gdy blisko 45 minut przed planowanym rozpoczęciem imprezy stawiłem się w CS Impart, gdzie w ostatniej chwili przeniesiono koncert z Wytwórni Filmów Fabularnych, w budynku było już sporo osób. Z tego co zauważyłem, większość z nich to nie tyle fani twórczości zespołu, ale przypadkowe osoby, które wygrały bilety w jakimś radiowym konkursie i zdawały się nie wiedzieć nawet za bardzo czyj to koncert i czego mogą się spodziewać, gorliwie więc zapoznawali się z treścią dość wybrakowanej mimo wszystko broszury, którą rozdawali wszystkim chętnym przy wejściu. Ten brak szczególnego obeznania większości znalazł zresztą później odzwierciedlenie w trakcie koncertu, kiedy to najgoręcej przyjętymi zostały hity lat 70 w postaci „Heart of Glass” Blondie i „I Will Survive” Glorii Gaynor. Niewątpliwie warto zaznaczyć ogromne różnice wiekowe między osobami, które na koncercie się znalazły. Zdecydowanie wiele było osób w wieku około 40 czy 50 lat. Żeby jednak nie dyskredytować do końca publiczności, w drugiej części koncertu ludzie starali się wypaść dobrze i żywo uczestniczyli w wykonywaniu chociażby „Eeooeeoo” w zamykającym występ „Walk Like An Egyptian”, co The Puppini Sisters na samym końcu skwitowały słowami, że jesteśmy „wonderful” i że na pewno do nas wrócą przy najbliższej okazji.

Niestety nawet na koncercie tak niekomercyjnego (oczywiście w swej hitowej komercyjności, żeby nie było!) wykonawcy, znalazł odzwierciedlenie zachodni trend artysty z bogatego kraju, występującego w biednej Wschodniej Europie. Przeglądając bowiem czy to zdjęcia promocyjne zespołu, czy to ich występy z tej czy poprzedniej trasy koncertowej, od początku uderzają człowieka niebagatelne kreacje dziewcząt, zaprojektowane w stylu epoki z gustem i smakiem. Tego natomiast nie można powiedzieć o wizualnej stronie koncertu w Polsce. Panie ubrane były w rosyjsko kiczowate kolorowe (zieloną, czerwoną i niebieską) kreacje, pełne falban i nadmiaru złoceń. Wyszło raczej cyrkowo niż klimatycznie, co zresztą w pewnych miejscach komponowało się także z repertuarem.

Trwający ponad półtorej godziny koncert obfitował przede wszystkim w zamieszczone na studyjnych albumach grupy doskonale znane aranżacje największych hitów ubiegłego wieku. I mimo nawet, że wokalnie dziewczyny były perfekcyjnie, a towarzyszący im trzyosobowy zespół spisał się wspaniale, zostawiało to pewien niedosyt. Bo przecież koncerty to nie tylko odtwarzanie albumowych wersji albumów, ale w moim odczuciu nadawanie im nowych nie zawsze doskonałych, ale uderzających odbiorcę kształtów. Tutaj niewątpliwie tego zabrakło.

Marcella Zaskoczeniem, także dla mnie, były trzy solowe utwory wykonywane kolejno przez każdą z dziewczyn, skwapliwie wplecione w setlistę występu. Pierwsza wystąpiła Kate (w niebieskiej sukience), jak dla mnie obdarzona najlepszym głosem, co zresztą udowodniła podczas wykonywania tego utworu. Wykonała bardzo dramatyczną i emocjonalną adaptację wiersza, którego tytuł podała, ale nie udało mi się go zapamiętać. To zdecydowanie był jeden z najmocniejszych punktów programu. Kolejny solowy utwór, po „And She Sang” wykonała Stephanie (zielona sukienka). Była to długa i dość nudna niestety ballada. Wokalnie poradziła sobie bardzo dobrze, ale nie ujęła mnie tak jak poprzednie wykonanie. Jako ostatnia wystąpiła niekwestionowana liderka zespołu, założycielka Marcella (w czerwonej sukience). Utwór był bardzo mocny, teatralny i z pazurem, wręcz przekombinowany pod tym względem. To wykonanie także niespecjalnie przypadło mi do gustu, ze względu na cygańską stylistykę. Ludziom natomiast bardzo się podobało.

Kolejną ciekawą rzeczą, może już nie tyle zaskakującą, co po prostu interesującą była tzw. The Puppini Orchestra, czyli instrumenty, które dziewczyny wyciągały w trakcie niektórych utworów i jednocześnie przy tym śpiewając, dołączały instrumentalnie do swojego zespołu muzyków. Stephanie grała na skrzypcach (zresztą bardzo dobrze), Marcella na akordeonie, a Kate na pianinie i czymś co z wyglądu przypominało flet, choć zapewne nim nie było. Sami muzycy wystąpili w składzie: Blake Wilner (gitara), Patrick Levett (perkusja) oraz Henrik Jenson (bas). Dziewczyny przedstawiły ich zresztą podczas ostatniego utworu „Walk Like An Egyptian”, któremu towarzyszyło specjalne kilkuminutowe instrumentalne intro.

Steph Warto także wspomnieć o scenkach dramatycznych, które między utworami, a także w czasie ich, odgrywały dziewczyny. Na samym początku wybrały sobie z publiczności mężczyznę, do którego Stephanie i Marcella kierowały (nazwijmy to) „czułości” podczas wyśpiewywania tekstów piosenek. Wyniknęło z tego wiele zabawnych scenek, jako że Kate co jakiś czas, nawet w trakcie piosenek przywoływała dziewczyny do porządku, a podczas wykonywania „And She Sang”, utworu o nieszczęśliwej miłości, zwyzywała go za porzucenie Steph. Wszystko było oczywiście jak najbardziej na żarty. W pamięć wbiło mi się także wykonanie „Heebie Jeebies”, pod koniec którego dziewczyny zaczęły pytać się wzajemnie „What actually are the heebie jeebies?”. Jednym niealbumowym utworem (poza solówkami) był genialny kawałek „Seafood Mama” (który można w wersji koncertowej usłyszeć od jakiegoś czasu na ich myspace) – jest to przeróbka hitu „Hold Tight, Hold Tight” The Andrews Sisters.

Na uznanie zasługują również „układy choreograficzne” grupy, bo poza śpiewaniem, dziewczyny co prawda nie miały jakiejś piorunująco trudnej choreografii, ale każdemu utworowi towarzyszyły wyuczone gesty, ruchy i mimika. Ciężko zresztą stwierdzić na ile cały plan koncertu, włącznie ze wszystkimi gagami i scenami był wyreżyserowany, ale wypadło to naprawdę dobrze i nawet odrobina chaosu towarzysząca paniom na scenie stanowiła na ich korzyść.

Ostatecznie koncert zdecydowanie zbliżył mnie do grupy, której wydawnictwa wcześniej traktowałem zdecydowanie pobieżnie. Dziewczyny zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie, przede wszystkim wokalnie, bo brzmiały razem naprawdę niesamowicie. Zarówno plusem, jak i minusem był w większości doskonale znany repertuar

Setlista (w kolejności wykonywania):
Bei Mir Bist Du Schon
Heart of Glass
Mr. Sandman
Sway
Wuthering Heights
It Don’t Mean A Thing (If You Ain’t Got That Swing)
Katherine’s Song
Heebie Jeebies
Jave Jive
Don’t Sit Under The Apple Tree
I Will Survive
Tu Vyo’ Fa L’Americano
And She Sang
Stephanie’s Song
I Can’t Belive I’m Not A Millionaire
In The Mood
Marcella’s Song
Soho Nights
Crazy In Love
Seafood Mama
Boogie Woogie Bugle Boy (From Company B)
Walk Like An Egyptian

Autor zdjęć: Róża Wiśniewska-Zając

Komentarze

komentarzy