Czy „Climax” należy do utworów, których coverować się nie powinno? Znajdzie się pewnie kilka głosów, które odpowiedzą na to pytanie „tak”. Do momentu póki nie wcisną play pod poniższym postem.
Można by się było rozpisać, ale wystarczy chyba jedynie kilka stwierdzeń:
– ostatnio „Good Kisser” przypomniało, że Uszaty ma na koncie dobrych numerów ciut i trochę;
– myśląc o zbliżającym się koncercie JT przyszedł czas na update listy „wymarzonych” i wpadł w oczy znajdujący się na niej Daley;
– połączywszy szalone umiejętności wokalne Daleya, akustyczną aranżację i bajeczną linię melodyczną, „Climax” wchodzi w nowy wymiar (lepszy, gorszy, czy po prostu równie świetny stwierdźcie sami).
Wciskamy i rozpływamy się. I co? Jest climax?


Komentarze