Wydarzenia

Radio Roux #4: Terri Walker “Untitled”

Data: 25 listopada 2009 Autor: Komentarzy:

terriwalker

Wielka Brytania rzadko kojarzy mi z soulowym brzmieniem. Amy Winehouse, Joss Stone, Jamie Lidell czy Alice Russell raczej zakorzenieni są w tradycjach retro soulowych, bardziej acid jazzowe brzmienie od dawna już serwuje nam Brand New Heavies czy Incognito, Craig David od początku robi coś swojego na granicy soulu, r’n’b i 2stepu a takie postaci jak Leona Lewis, Lemar czy Beverley Knight (poza pojedynczymi przypadkami) omijam szerokim łukiem. W historii zdarzyły się też takie rodzynki jak Mis-Teeq czy Jamelia, które w jakiś sposób próbowały nawiązać do mainstreamowego r’n’b z za oceanu i różnie na tym wyszły. Jako jedynej powiodło się Estelle. Wspomagana przez najlepszych zawodników odniosła ogromny sukces w Stanach i już nie jest postrzegana tylko jako jakaś tam wokalistka z wysp. Jednak co brzmieniami neo-soulowymi nawiązującymi do takich artystek jak Jill Scott, Angie Stone czy Erykah Badu?

Jedyna osoba jaka mi przychodzi do głowy to Terri Walker. Wokalistka zwróciła moją uwagę (na krótko niestety, ale solidnie) jakieś 5 lat temu. Myślę tutaj o jej debiutanckim krążku pt. „Untitled”. Następne wydawnictwa już nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, co wcale nie znaczy, że były złe. Różnica między debiutem a następnymi płytami jest taka, że na pierwszym krążku jest zdecydowanie więcej lepszych utworów, niż w sumie na kolejnych dwóch.
„Untitled” została wydana w 2003 roku. Jednak dla mnie ten rok przyniósł długo wyczekiwane „Worldwide Underground” Eryki Badu, Musiq Soulchild wydał wtedy też świetną „Soulstar”, debiutowała Joss Stone„Soul Session”. No i tak jakoś wyszło, że płyta mi gdzieś przeleciała. I pewnie by tak zostało gdyby nie Mos Def, który udzielił się gościnnie w utworze „Guess You Didn’t Love Me”. I tak po nitce do kłębka – dotarłem do albumu (niestety tam już bez Mos Def’a).

Debiut Terri nie jest idealny. Ma 2-3 słabe momenty. Jednak jako całości brzmi świetnie. Wokalistka nie jest obdarzona głosem o oryginalnej i nietypowej barwie, ale na pewno nie można jej odmówić umiejętności i wyczucia w tym jak go wykorzystywać. Produkcje też stoją na wysokim poziomie, utwory są z pomysłem, bardzo dobrze zaaranżowane, z wykorzystaniem różnych instrumentów, które nadają im ciekawe, ciepłe w odbiorze kolory. Przede wszystkim jednak groove niektórych kompozycji rozkłada mnie na łopatki. Moje faworyty to „Dirty Weekend”, „Love Fool”„Good Friend” – kozackie numery przy których ciało samo zaczyna się bujać. Brzmienie soulu jakie uwielbiam.

„Dirty Weekend”

„Love Fool”

„Good Friend”

Na potrzeby promocji krążka zostały nakręcone trzy teledyski do utworów „Guess You Didn’t Love Me”Mos Def’em (którego w samym klipie nie doświadczymy), „Drawing Board”„Ching Ching (Lovin’ You Still)”. Obrazki są proste, mało wyszukane, ale co z tego jak dostajemy naprawdę dobre numery o klasycznym brzmieniu. Zapraszam do sprawdzenia.

Komentarze

komentarzy