Chris Brown & Tyga
Fan of a Fan: The Album (2015)
Young Money/RCA

Książę nowoczesnego R&B i nadal tułający się w poszukiwaniu konkretnego osiągnięcia w swojej karierze swieży MC razem na długogrającym albumie. Prywatnie przyjaciele, pięć lat temu połączyli siły aby stworzyć jeden z najlepszych mixtape’ów, który to łączył oba gatunki (R&B i rap) w sposób niesamowicie chwytliwy. Mowa o Breezym i T-Rawww. Gdy Chris potwierdził, że w przygotowaniach jest cały album, a gdzie na początku miała to być jedynie kontynuacja pierwszej części Fan of a Fan, byłem podekscytowany, bo wiem, że Brown i Tyga razem potrafią zrobić lekką i niesamowicie wpadającą w ucho muzykę, która będzie dobrym soundtrackiem na lato. Okładka albumu stylizowana na Kriss Kross podsuwała mi na myśl cukierkowe brzmienie i kolorowe bity. Czy będę chętnie wciskał „play” w wakacje 2015 roku?
Całość materiału, który znalazł się na finalnej liście utworów, jest przesączona kalifornijskim vibem. I to wcale nie jest wada. Dzięki temu numery te jeszcze bardziej pasują na letnie imprezy, czy pościelowe chillouty. Tematyka utworów — oczywiście seks, pieniądze, klub, noc — może się to z czasem nieprzyjemnie odbić czkawką. Nadrabia za to produkcja, bo wśród twórców bujających bitów znaleźli się między innymi Mustard („Nothin’ Like Me” z Ty Dolla $ign), Drumma Boy, D.A, czy legendarny i jednocześnie powracający do biznesu Scott Storch. Co więcej, nie wspomniałem o doskonałym Nic Nac, który to stworzył oba single promujące wydawnictwo Fan of a Fan: The Album — „Ayo” oraz „Bitches N Marijuana”. W tym pierwszym można poczuć lata 90te, a to za sprawą nie tylko bitu, lecz także oglądając klip, gdzie na myśl nasuwa się „Mo Money Mo Problems” Biggiego. Interesującym zabiegiem jest forma dialogu w trzeciej zwrotce, o której w sumie każdy portal już chyba wspomniał. W drugim singlu gościnnie udziela się Schoolboy Q (jeden z ulubionych raperów Tinashe), który będąc w 2014 roku na topie, podnosi rangę utworu i „poszerza” grono jego odbiorców. Poza tym usłyszeć można T.I.’a, będącego znów w formie 50 Centa, Wale, który wydał ostatnio album, czy Pusha T, dzięki któremu „D.G.I.F.U.” jest jeszcze lepsze niż tylko świetne dzięki produkcji D.A. Najważniejszym założeniem Browna mogłoby się wydawać było to, aby udowodnić niedowiarkom, że jego umiejętności rapowe rosną w siłę. Mnie przekonał — już od czasu „Look At Me Now” wiedziałem, że Breezy poszerza horyzonty — i całkiem słusznie. „Remember Me” jest tego idealnym przykładem, gdyż przeplata pikantny i szybki rap z łagodnym śpiewem w refrenie. Muzyka odgrywa zawsze największą rolę, dlatego też nie można nie wspomnieć o wprowadzającym „Westside”, które nie bez powodu znalazło się na trackliście jako numer jeden. Brzmi jak intro. Intro, które jest pełnoprawnym utworem.
Ogólnie rzecz biorąc, miało być o występującym w życiu chłopaków przepychu, pieniądzach i kobietach, czyli standardowo, lecz jednak ugryzione od innej strony. Moim zdaniem Chris Brown i Tyga zrobili bardzo dobrze nie skupiając się na poważniejszych tematach, bo gdyby tak się stało, nie mielibyśmy szesnastu numerów na dobry „piknik” ze znajomymi czy „film” z dziewczyną. Dla niektórych powtarzalność liryczna amerykanów jest męcząca, a inni zmuszeni są ją zaakceptować. Ja wpisuję się w opcję drugą. Cieszę się jednocześnie z powrotu Scotta Storcha, który zagubił się gdzieś po drodze w swoim bogactwie, co doprowadziło go do bankructwa. Krótko mówiąc, chemia pomiędzy autorem „Run It”, a podopiecznym Lil Wayne’a jest niezaprzeczalna, czego najlepszym dowodem jest oficjalny album Fan of a Fan: The Album.



Komentarze