bill withers

Nowy teledysk: José James feat. Lalah Hathaway „Lovely Day”

Widziałam ludzi, których Bill Withers i jego jednoosobowy chórek w „Lovely Day” (powiedzmy to sobie szczerze — zawieszony nieco zbyt długo na jednej nutce) doprowadzał do stanu zgoła odmiennego od założonego w tym klasyku słonecznego R&B. Wersja Joségo Jamesa i Lali Hathaway, niby bezpieczna, ale z pewnością odpowiadająca potrzebom tych, którzy mają zarzuty do Withersa. Teledysk w reżyserii Maddie Deutch to zaś żywcem wzięta z lat 70. kombinacja włóczęgowskich obrazków i dyskoteki, podkreślającej bezpretensjonalny groove kryjący się za oryginałem. Szaleństwo utrzymane w ryzach? Sprawdźcie klip i piosenkę poniżej.

Utwór pochodzi z najnowszego albumu Joségo Jamesa, poświęconego w całości Billowi Withersowi.

José James w hołdzie Billowi Withersowi

Bill Withers, niekwestionowana legenda soulu, obchodzi w tym roku swoje 80. urodziny. Z tej okazji José James, który nie stroni od muzycznych eksperymentów, zdecydował się na stworzenie albumu z coverami piosenek jubilata pod wdzięczną i znaną doskonale fanom klasyki nazwą Lean on Me. James jest doświadczony w ukłonach dla najlepszych z najlepszych – na jego dorobek składają się tribute’y dla Billie Holiday czy Johna Coltrane’a. Artysta miał okazję poznać Billa Withersa i otrzymać jego błogosławieństwo dla powstania płyty.  „Pokazałem mu swoją listę jego numerów i absolutnie mu się spodobała. Myślę, że jest szczęśliwy, że jego muzyka nadal ma swoje miejsce w życiorysach i sercach ludzi na całym świecie i że chcemy celebrować jego twórczość i talent”.

Lean on Me promuje singiel „Use Me” – znalazł się on na bogatej w wybitne utwory Withersa trackliście, na której nie zabraknie m. in. niezapomnianych „Ain’t No Sunshine”, „Lovely Day” czy „Just the Two of Us”.

Jhené Aiko śpiewa numery Billa Withersa

jhene-aiko-withers
W zeszłym miesiącu Jhené Aiko postanowiła wziąć udział w sesji zdjęciowej, naśladując trzy najpopularniejsze fotografie 2Paca. Wszystko to w ramach urodzin zmarłego rapera. Był to ciekawy pomysł na to, by podtrzymać pamięć o legendzie hip hopu, ale pora na kolejne wyzwania — tym razem wokalistka postawiła na nagrania na żywo. Dziś Bill Withers obchodzi 77 urodziny i z tego powodu Jhené zaśpiewała dwa numery jubilata, „Ain’t No Sunshine” oraz „Lovely Day”. Naturalne, skromne wykonanie rozbudza wyobraźnie i zaostrza apetyt na więcej tego typu rzeczy od Aiko. To kto ma urodziny w przyszłym miesiącu?

Bill Withers dołączył do Rock and Roll Hall of Fame

bill

18 kwietnia 2015 roku to był prawdziwy „Lovely Day” dla Billa Withersa. Wczoraj odbyła się kolejna edycja corocznej imprezy wprowadzania artystów do zaszczytnego grona Rock and Roll Hall of Fame. Największymi wydarzeniami tego wieczoru z pewnością było pośmiertne wyróżnienie Lou Reeda, oraz wręczenie honorowego Award of Excellence Ringo Starrowi. Naszym miskowym punktem programu była indukcja pana Billa Withersa, autora znanego chyba przez wszystkich „Ain’t No Sunshine” oraz kilku innych ikonicznych dla muzyki soul przebojów (jak i całych albumów). Osobą, która bezpośrednio uhonorowała wokalistę wyróżnieniem, był sam Stevie Wonder. Oboje panowie mieli bardzo dobre humory i podczas swoich przemów sypali z rękawów pozytywnie autoironicznymi żartami. Nie zabarkło także występu na żywo — utwory Withersa („Use Me”, „Lean on Me”) wykonane zostały przez Steviego z małą pomocą Johna Legenda. Pozostałymi uhonorowanymi wszoraj muzykami byli Patti Smith, Stevie Ray Vaughan oraz grupy Joan Jett & the Blackhearts, Grren Day i Paul Butterfield Blues Band. Wśród nominowanych, ale bez wygranej w 2015 roku znaleźli się Chic, N.W.A., The Smiths, Nine Inch Nails, Chic, Sting i Kraftwerk.

Nowy utwór: Miles Bonny „Aint No Sunshine” (Bill Withers cover)

 

milesbonny

Ponadczasowy utwór Billa Withersa doczekał się już zapewne setek przeróżnych reinterpretacji. Zmierzenia się z nim podjął się również wychwalany przez nas od dłuższego czasu Miles Bonny. Mający polskie korzenie wokalista, trębacz, didżej oraz producent wyszedł zwycięsko z tej próby, prezentując słuchaczom niezwykle udany cover utrzymany w nowo-soulowym brzmieniu z hiphopowym zacięciem. (więcej…)

Ranking: 20 naszych ulubionych coverów The Beatles

Paul & The Supremes 1968

Poniższe zestawienie powstało w związku z zaistnieniem dwóch okazji żeby zamieścić na misce artykuł oscylujący wokół twórczości chłopaków z Liverpoolu. Pierwszą z nich jest przedwczorajsza zapowiedź pierwszego koncertu Paula McCartneya w Polsce – jak dla mnie istotny powód, by drugi raz w tym roku wpaść na Stadion Narodowy. Druga okazja związana jest z dniem dzisiejszym. 22 marca 1963 roku, dokładnie pół wieku temu, miała miejsce premiera debiutanckiego albumu The Beatles – grupy która na zawsze zmieniła oblicze muzyki rozrywkowej. Nieważne, czy słuchacie rocka, metalu, soulu, hip hopu, czy szeroko pojętej elektroniki – autorytet Cudownej Czwórki jest nie do podważenia i niezależny od podziałów. Dlatego postanowiliśmy na jeden dzień stać się rubbersoulbowl.pl i napisać o coverach Beatlesów w wykonaniu naszych „miskowych” artystów.

20. The Supremes „A Hard Day’s Night” (1964)
Beatlesi kochali Motown i to ze wzajemnością. Na początku kariery chętnie coverowali przeboje ze stajni Berry’ego Gordy’ego („Mr. Postman”, „Money”), później role się odwróciły. Największymi motownowskimi fankami chłopaków były dziewczyny z The Supremes. A Bit Of Liverpool, tytuł ich trzeciego studyjnego albumu, mówi sam za siebie. Na mocno zainspirowaną „brytyjską inwazją” płytę trafiło aż pięć coverów The Beatles, w tym prezentowane na dole „A Hard Day’s Night”. W Wielkiej Brytanii płyta wydana została pod tytułem With Love (From Us To You) będącym wyraźną aluzją do „From Me to You”.

19. The Brothers Johnson „Come Together” (1976)
„Come Together” zostało wykonane przez tyle znakomitości muzycznych, że ciężko byłoby wskazać ten jeden idealny cover. Czemu zatem the The Brothers Johnson? Ponieważ Diana Ross i Supremes już się pojawiły w rankingu. Ponieważ Michael Jackson nie do końca podołał takiemu wyzwaniu. Ponieważ król beatlesowskich coverów Joe Cocker to nie nasze klimaty. Ponieważ mamy właśnie na naszym profilowym facebooku tydzień z Quincym Jonesem, producentem The Brothers Johnson. Bo tak.

18. Beastie Boys „I’m Down” (1986)
„I’m Down” to mało znany utwór Żuków, wydany jako strona B singla „Help!”. Cover w wykonaniu Beastie Boysów również kariery nie zrobił jako odrzut z ich debiutanckiego Licensed To Ill (co dobrze słychać po produkcji – Rick Rubin pełną, brodatą gębą). Świat się nie zawalił z powodu wyrzucenia utworu z tracklisty, ale uważam, ze stanowiłby na płycie idealne podkreślenie rockowych korzeni raperów z Nowego Jorku. Jedno z kilku rewelacyjnych podkreśleń.

17. Bill Withers „Let It Be” (1971)
„Let It Be”…”Lovely Day”? Kalifornijski czarodziej zamienił klawisze na struny i sprawił, że tytułowy track z ostatniej płyty Beatlesów stał się czymś jakby innym. Odmienne instrumentarium, ale emocje identyczne – Bill Withers stracił matkę będąc w bardzo młodym wieku, tak samo jak dedykujący ten utwór swojej zmarłej rodzicielce Paul McCartney. Słowa mądrości zawsze będą słowami mądrości, nieważne w jakim muzycznym języku. #PATETYCZNYFRAZES

16. Wu-Tang Clan & Erykah Badu „The Heart Gently Weeps” (2007)
Hiphopowa wersja „While My Guitar Gently Weeps”, jednego z najbardziej popisowych utworów George’a Harrisona. RZA wiedział, że zebrać najmocniejsze trio Wu-Tangowych raperów (Method Man, Ghostface, Raekwon) to za mało, zatem zaprosił do utworu Erykę Badu, Johna Frusciante oraz syna George’a – Dhaniego Harrisona. Efekt przerósł nie tylko oczekiwania słuchaczy, ale i całą zawartość 8 Diagrams –  albumu Wu-Tang Clanu, o którego powstaniu wolałbym zapomnieć.

15. Eddie Hazel „I Want You (She’s So Heavy)” (1977)
P-funkowcy nie chcieli być gorsi i też mieli swój cover Beatlesów. Utwór powstał w czasie kiedy Latający Cyrk George’a Clintona wytaczał takie działa jak One Nation Under A GrooveMothership Connection, a trafił na mocno przegapiony solowy debiut ich najsłynniejszego gitarzysty – Eddiego Hazela. „Maggot Brain” może to nie jest, ale i tak kto by przypuszczał, że z „I Want You (She’s So Heavy)” można by wykrzesać tyle nieskrępowanej, funk-rockowej energii.

14. Lynden David Hall „All You Need Is Love” (2003)
Przebój „All You Need Is Love” raczej nie był chętnie coverowany przez artystów z naszej miski. Gdybym chciał być złośliwy powiedziałbym, że to przez dość trudne metrum piosenki. Poszukując udanej czarnej wersji propagandy miłości Żuków dotarłem do 2003 roku i ścieżki dźwiękowej do filmu „Love Actually”. Lynden David Hall podchodząc do sprawy bardzo minimalistycznie złożył znakomity hołd swoim rodakom. Nie ma fajerwerków, ale jest za to klasa.

13. Isaac Hayes „Something” (1970)
Isaac Hayes na początku lat siedemdziesiątych miał status takiej gwiazdy, że pseudonim Czarny Mojżesz nawet nikogo bardzo nie szokował. Nie rozsunął nigdy Morza Czerwonego, ale rozciągnął do granic możliwości „Something” Beatlesów. Przekształcona w 11-minutowego potwora piosenka była dla jednych arcydziełem, a dla drugich profanacją. Jak na opinie na temat utworu zareagował sam Hayes? Pewnie wzruszył ramionami, poprawił pokrytą złotymi cekinami pelerynę i ruszył w kolejną trasę.

12. Nina Simone „Here Comes The Sun” (1971)
Pozytywny hymn George’a Harrisona nie mógł wypaść lepiej w niczyim innym wykonaniu, niż w wykonaniu postaci znanej z takich utworów jak „Feeling Good” i „Ain’t Got No…I’ve Got Life”. Tekst utworu opiera się na motywie kończącej się zimy jako metafory pokonywania trudności życiowych przez autora piosenki. Patrząc na to co mam za oknem jestem jednak bardziej zwolennikiem dosłownego przekazu „Here Comes the Sun”. Wynocha zimo!

11. Earth, Wind & Fire „Got to Get You Into My Life” (1978)
Musical pod tytułem „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” stał się z miejsca jednym z największych nieporozumień w historii filmu muzycznego, niedaleko od tej jabłoni padła również sama nafaszerowana coverami Beatlesów ścieżka dźwiękowa. Nie odważyłem się nigdy tego całego przesłuchać, ale z przyjemnością sięgam po „Got to Get You Into My Life” w wykonaniu Earth, Wind & Fire. Track zawarty został również na oficjalnej składance największych przebojów Żywiołaków, zdecydowanie nie bez powodu. Jeden z najśmielej funkujących coverów The Beatles.

10. Otis Redding „Day Tripper” (1966)
Otis Redding wielokrotnie w swojej (niestety) krótkiej karierze udowodnił, że nieważne czyj utwór weźmie na warsztat, to wyjdzie z tego najczystsza definicja muzyki soul. Cover pochodzącego z albumu Rubber (nomen omen) Soul utworu, to doskonały przykład tego jak skutecznie zaadoptować czyjąś muzykę pod własny styl, ale jednocześnie nic nie stracić na wartości oryginału.

9. Booker T. & The MGs „Abbey Road Medley” (1970)
Zespół instrumentalistów z Memphis rozwinął wcześniej wspomniany pomysł The Supremes i nagrał album w stu procentach oparty na coverach Żuków i to z jednego albumu. Zatytułowany został McLemore Avenue – od ulicy, na której znajdowało się studio legendarnej wytwórni Stax Records. Sytuacja analogiczna do tytułu Abbey Road, okładka projektu również wiele wyjaśnia. Część utworów nagrana została pojedynczo, część została zebrana w większe wiązanki. Oto jedna z nich.

8. Natalie Cole „Lucy In The Sky With Diamonds” (1978)
Utwór Lennona zainspirowany szkolnym rysunkiem córeczki, a tak naprawdę to wszyscy dobrze wiemy czym. Jeden z symboli psychodelicznego oblicza Beatlesów (ale nie aż tak jak abstrakcyjne do granic możliwości „I Am The Walrus”) doczekał się genialnego kobiecego wykonania (nie żadnego „wykonu”). To jedyny live cover w moim zestawieniu, ale po prostu nie mogło zabraknąć Natalie Cole – prawdziwej „dziewczyny z kalejdoskopowymi oczami”.

7. Syreeta „She’s Leaving Home” (1972)
Cover utworu będącego wyobrażeniem jednej z największych obaw każdego rodzica. Nadinterpretując wybór utworu można powiedzieć, że Syreeta Wright udokumentowała tu swoje rozstanie ze Steviem Wonderem. Rozwód ten miał bardzo pokojowy charakter i na szczęście nie zniszczył ich więzi na linii muzycznej. W motownowskiej wersji „She’s Leaving Home” brakuje mi obecnej w pierwowzorze orkiestry smyczkowej, Syreeta nadrabia jednak świetnie zaśpiewanym refrenem urozmaiconym przez talkboxowe partie Steviego.

6. War „A Day In The Life” (1976)
War – zespół pod wezwaniem Erica Burdona, byłego lidera The Animals – miał już w 1976 status latin-funkowego giganta z kilkoma solidnymi przebojami na koncie („Spill The Wine”, „The Cisco Kid”, „Low Rider”). Ambicji jednak wciąż nie brakowało, stąd oryginalny pomysł, by drugą połowę albumu Love Is All Around poświęcić na dwa masywne covery dwóch gigantów rocka: Rolling Stonesów i Beatlesów. Jeśli chodzi o Cudowną Czwórkę, wybór bardzo odważnie padł na „A Day In The Life”. Zważywszy na kultowy status utworu podsumowującego geniusz Sgt Peppera, szanse na kompromitację były wielkie. Burdon wrócił z tarczą z tej wojny.

5. Ray Charles „Eleanor Rigby” (1968)
Wielu dziennikarzy muzycznych wymienia „Eleanor Rigby” jako ten przełomowy moment, w którym Beatlesi przestali być grzecznym rockowym bandem, a stali się głodnymi eksperymentów reformatorami muzyki rozrywkowej. Do dziś nie wiadomo, kim dokładnie była tytułowa pani Rigby (niestety serwis rapgenius.com wtedy nie istniał…), ale w ciągu tych paru dekad powstało kilka wiarygodnych teorii. Różne są też teorie kto nagrał najlepszy cover tego utworu. Ja postawiłbym pieniądze na tradycyjne, czysto soulowe podejście pana Raya Charlesa.

4. Marvin Gaye „Yesterday” (1970)
„Yesterday” to jeden z najwięcej razy coverowanych utworów w historii muzyki rozrywkowej. Komisja rekordów Guinessa naliczyła ponad dwa tysiące zarejestrowanych studyjnie wykonań tej piosenki. Narodzona we śnie Paula McCartneya melodia wypływała z ust takich „naszych” artystów jak Ray Charles, Donny Hathaway, Marvin Gaye, En Vogue, czy Boyz II Men. Jako psychofan Marvina nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jego wersja „Yesterday” jest najlepszą jaką słyszałem.

3. Stevie Wonder „We Can Work It Out” (1970)
Cover „We Can Work It Out” trafił na album Signed, Sealed & Delivered, uznawany jako początek złotego okresu twórczości Steviego Wondera. Cover ten stał się szybko obowiązkowym elementem koncertów Steviego, przyniósł mu także drugą w życiu nominację do nagrody Grammy. W 2010 roku muzyk wykonał ten utwór na żywo w Białym Domu podczas ceremonii przyznania Paulowi McCartneyowi nagrody im. Gerschwinów. Występ obserwował Barack Obama, kimkolwiek ten człowiek jest.

2. Wilson Pickett „Hey Jude” (1968)
„Take a sad song and make it better” – śpiewał Paul w wielkim przeboju dedykowanym (podobno) zaniedbywanemu synowi Johna Lennona. Wilson Pickett nie miał ambicji by „zrobić to lepiej” – nagrał ten cover wyłącznie dlatego, że nie miał pomysłu na własny nowy singiel. Obecny w tym samym czasie w studiu gitarzysta Duane Allman zaproponował „Hey Jude” i w taki właśnie sposób – zupełnie spontanicznie – powstał jeden z najwybitniejszych coverów tego utworu.

1. Al Green „I Want To Hold Your Hand” (1969)
„I Want To Hold Your Hand” to jeden z najbardziej tanecznych przebojów The Beatles. Dziwić może zatem fakt, że prezentujemy go w wykonaniu Ala Greena, wokalisty słynącego głównie ze spokojnego, quiet stormowego repertuaru. Jakiekolwiek przypisywanie artystom najlepszych stron ich brzmienia traci na znaczeniu w momencie, gdy Al tworzy coś takiego. Stały bywalec zestawień najlepszych beatlesowych coverów – bez podziału na gatunki.

Wzmianka honorowa: Danger Mouse „99 Problems/Helter Skelter” (2004)
Poza konkursem, gdyż to tylko mash-up nawijki Jaya-Z z muzyką Beatlesów. Pochodząca z Grey Albumu (Black Album + White Album) kombinacja „99 Problems” i „Helter Skelter” to przykład idealnej symbiozy. Wersy Hovy zyskały nowy wymiar swego prowokacyjnego tonu, proto-metalowe gitary McCartneya i Harrisona zaskoczyły energią  podaną w zupełnie nowy sposób. Największym zwycięzcą był DJ Danger Mouse – jeden z najważniejszych muzycznych producentów XXI wieku wypłynął na szerokie wody właśnie dzięki tej zabawie z blendami.

Nowy teledysk: John Legend & The Roots „I Can’t Write Left Handed”

John Legend i grupa The Roots zaprezentowali kolejny nowy numer z ich wspólnej płyty. Okraszona studyjnym klipem piosenka „I Can’t Write Left Handed” to ich wersja utworu Billa Withersa nagrana przez legendarnego wokalistę w roku 1973. Miejmy nadzieję, że John na dłużej powróci do klimatów mocno soulowych. To wychodzi mu najlepiej. The Roots zagrali jak zwykle genialnie, muzyczny majstersztyk. Oficjalna premiera „Wake Up!” już 21 września.

JukeBox #8: Bill Withers

withers-bill-060131

Po dwutygodniowej przerwie powraca JukeBox. Dzisiejszym bohaterem został Bill Withers, wokalista soulowy, który większości osób może się kojarzyć głównie z utworem „Ain’t No Sunshine”. Inni, którzy na półkach posiadają bardzo popularne swojego czasu składanki smooth jazzowe, mogą go jeszcze powiązać z jednym-dwoma utworami. Myślę tutaj o „Just The Two of Us” (swoją drogą jedna z najpiękniejszych piosenek jakie kiedykolwiek zostały napisane) i „Lovely Day”. No i tyle. A szkoda. Facet ma ogromny talent, swój niepowtarzalny styl, świetne brzmienie i bardzo charakterystyczny głos. Do moich faworytów należą utwory „Kissing My Love”, „Who Is He and What Is He To You”„Grandma’s Hands”. Oczywiście numery możecie sprawdzić po skoku.

(więcej…)

Jessie Ware - What's Your Pleasure