cody chesnuTT
#FridayRoundup: Kool G Rap, Dua Lipa, Mali Music i inni

Jak co tydzień prezentujemy selekcję odsłuchów najciekawszych piątkowych premier płytowych. Tym razem w naszym #FridayRoundup m.in. wracający po latach weteran hip hopu Kool G Rap, debiutująca z opóźnieniem Dua Lipa, rozdzierający duszę Omar Souleyman, a także nowe krążki Jaya Prince’a, Cody’ego Chesnutta oraz Mali Music.

Return of the Don
Kool G Rap
Clockwork Music
W ostatnich latach rapowa scena obfituje w huczne powroty wielkich graczy z lat 90-tych. Nowymi longplayami zaskoczyli m.in. Dr. Dre czy A Tribe Called Quest. Teraz przyszła pora na Kool G Rap. No, może jego powrót nie jest aż tak nagły i niespodziewany (poprzedni album Riches, Royality, Respect ukazał się 6 lat temu), ale z pewnością godny uwagi. Na płycie znajdzie się 11 utworów, gościnnie pojawią się Reakwon, Freeway, nieżyjący już Sean Price oraz wielu innych. Dotychczasowe single zwiastują solidny projekt pełen olschoolowych brzmień. Warto zapoznać się z materiałem, zwłaszcza przed zbliżającym się wielkimi krokami Hip Hop Kempem, gdzie raper wystąpi jako jeden z headlinerów. – Mateusz

Late Summers
Jay Prince
Drmclb
Pochodzący z Londynu Jay Prince kończy wiosnę i rozpoczyna nam długo wyczekiwane lato swoim najnowszym mixtape’em Late Summer. Wyjątkowe ucho do odprężających melodii połączone z talentem do rozluźniania atmosfery pozwalają na stworzenie wyjątkowego projektu, który uświetni słoneczne popołudnia i ciepłe noce. Na nowym projekcie znalazło się miejsce między innymi dla Aminé, Avelino, Axlfolie, Shakka, Fabienne i Mahalia. Nasza rekomendacja na nadchodzący, gorący weekend wyjątkowo pozwoli wam poczuć letni klimat właśnie z tym wydawnictwem. — Richie Nixon

My Love Divine Degree
Cody ChesnuTT
Vibration Vineyard
Wydany po czterech latach przerwy od ostatniego wydawnictwa, album zatytułowany My Love Divine Degree ma szansę wynieść tego niezwykle uzdolnionego muzyka na jeszcze szersze wody muzycznego świata i dla wielu słuchaczy przestanie być może istnieć w świadomości jako człowiek od gitary i refrenu z nagrania „The Seed (2.0)” od The Roots. Pomóc mu w tym może wyśmienity producent Anthony „Twilite Tone” Kahn znany ze współpracy z takimi postaciami jak Kanye West, John Legend, Pusha T. ChesnuTT poznał go w studio podczas sesji nagraniowej Kanyego z liderem grupy Bon Iver, po jakimś czasie rozpoczęli prace nad ukazującym się właśnie albumem. Sprawdźcie, co wyszło im w trakcie 18-miesięcznej pracy nad tym krążkiem, na którym usłyszeć mamy zarówno tradycyjny soul, jak i elementy synth-funku. — efdote

Dua Lipa
Dua Lipa
Dua Lipa Limited
Nareszcie, po niecierpliwym wyczekiwaniu i parokrotnych zmianach terminu, Dua Lipa oficjalnie wydała swój debiutancki album. Oczekiwania są wysokie, zresztą nie ma co się dziwić, bo jeśli BBC Music zalicza cię do wąskiego grona Sound Of 2016 to musi wywrzeć niemałą presję. Czy Brytyjka podołała? Single, z którymi do tej pory mieliśmy przyjemność obcować, wskazują na ogromny potencjał wokalistki. Od strony muzycznej czerpie garściami z popu, r’n’b, dancehallu a nawet rapu, zaś jej wokal jest na tyle charakterystyczny, by zapaść w pamięć. Zresztą, jeśli na bieżąco śledzicie popularną scenę muzyczną, to bankowo potraficie zanucić refren „Be The One”, który nie tak dawno okupował nasze radiostacje. Na jej debiucie, zatytułowanym po prostu Dua Lipa, wokalnie udzielił się Miguel, a przy produkcji palce maczali między innymi MNEK oraz Chris Martin. Już samo zestawienie tych artystów brzmi co najmniej intrygująco. Dodatkowo, Dua jest współautorką wszystkich kompozycji na albumie. W teorii brzmi to znakomicie, a o tym jak jest w praktyce, możecie przekonać się poniżej. – Pat

The Transition of Mali
Mali Music
ByStorm Entertainment
Po dłuższej przerwie Mali Music nareszcie zdecydował się wypuścić drugi longplay. Następca uduchowionego Mali Is zatytułowany został The Transition of Mali zawiera 13 nowych utworów i został wydany nakładem ByStorm Entertainment z dystrybucją RCA Records. Pierwszy zwiastun projektu w postaci optymistycznego singla „Gonna Be Alright” ukazał się pod koniec marca. Pozycja ucieszy wszystkich tych, którzy lubią pozytywny soul zaprawiony gospel. — Kurtek

To Syria, With Love
Omar Souleyman
Monkeytown Records
Być może najbardziej znany współczesny syryjski muzyk Omar Souleyman wraca z nową płytą zadedykowaną jego znajdującej się w ostatnich latach w bardzo trudnym położeniu ojczyźnie. Do tej pory Souleyman nie wypowiedział się w kwestii trawiącej własny kraj wojny i kwestii politycznych. Tym krążkiem przerywa milczenie. Jest zrozpaczony. Bezsilność i smutek zestawia z bardziej niż kiedykolwiek basowym brzmieniem inspirowanym techno i EDM. To pierwsza płyta Souleymana wydana przez należącą do Diplo oficynę Monkeytown Records. — Kurtek
Odsłuch: Soundtrack do filmu “12 Years A Slave”
Dnia dzisiejszego w sieci pojawił się odsłuch ścieżki dźwiękowej do “12 Years A Slave” — zbierającej rewelacyjne recenzje ekranizacji powieści autobiograficznej Solomona Northupa. Szesnaście premierowych kompozycji pozwoli nam odpowiednio nastroić się na seans filmu, który niestety na polskie ekrany trafi dopiero w przyszłym roku, jakoś w okolicach rozdania Oscarów. Szanse na to, że obraz Steve’a McQueena zbirze kilka ważnych nagród od Akademii, są wielkie. Niewykluczone, ze docenione zostanie również jego O.S.T., w którego powstaniu wzięli udział John Legend, Alicia Keys, Gary Cralk Jr, Laura Mvula, Cody Chesnutt i wielu innych. Soundtrack soundtrackiem, ale również bardzo udana sama w sobie składanka utworów inspirowanych czasami niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych. Polecamy!
Nowy teledysk: Cody ChesnuTT „Till I Met Thee”

Album Landing on a Hundred zdecydowanie zasługuje na większą promocję, bo według mnie to trochę niedoceniona płyta 2012 roku. Lepiej późno niż wcale, Cody ChesnuTT wypusćił teledysk do jakże zacnego singla „Till I Met Thee”. Klip został wyreżyserowany przez Terence’a Nance’a i wprost perfekcyjnie oddaje klimat piosenki. Skupiający się na poprzednim życiu Cody’ego i jego obecnej drodze do zmiany na lepsze obrazek to teledysk, jakich zdecydowanie za mało powstaje. Tym bardziej zachęcam do obejrzenia!
Recenzja: Cody ChesnuTT Landing on a Hundred

Cody ChesnuTT
Landing on a Hundred (2012)
One Little Indian

Soul, klasyka, powrót do korzeni, Motown – tych kilka krótkich wyrażeń w najlepszy sposób opisuje najnowszy album artysty. W tym roku minęło 10 lat od wydania jego pierwszego dzieła The Headphone Masterpiece, jak można się więc domyślić, wszystko co słyszymy na Landing on a Hundred to podsumowanie minionej dekady w życiu ChesnuTTa. Mimo tego, iż w odróżnieniu od pierwszego albumu Cody zdecydował się rejestrować materiał w profesjonalnym studiu w Niemczech, jego zamiłowanie do analogowych technik nagrywania sprawia, że całość brzmi jakby stworzona była w domowym warunkach. Głębokość i ciepło analogowych taśm dają o sobie znać.
Podczas gdy pierwsza płyta była mieszanką popu, soulu i rapu, tym razem dostajemy krążek oparty w stu procentach o muzykę soul z okresu początku lat 70-tych. Cody skutecznie manipuluje swoim głosem oraz dźwiękiem instrumentów inspirując się przy tym największymi legendami soulu: Gayem, Womackiem czy Mayfieldem. Jeśli chodzi o treść, muzyk ociera się o różne tematy, oddając hołd swoim afrykańskim korzeniom w „I’ve Been Life”, rozważając o kwestiach miłości w „Love Is More Than a Weeding Day”, a także poruszając kwestie odkupienia w „Til I Met Thee”. Warto zaznaczyć, iż zdecydowaną siłą Codiego jest zdolność łączenia tematów socjalnych, politycznych i miłosnych z zachowaniem odpowiedniego balansu i uniknięciem tandetnego i taniego wydźwięku. Artysta swoimi tekstami zabiera nas na wycieczkę po życiu pełnym wzlotów, upadków, nadziei oraz ostatecznego zwycięstwa.
Analizując słabsze strony, muzycznie nie jest to produkt dla osób oczekujących nowoczesnych rozwiązań, ciekawych aranżacji oraz różnorakiej struktury utworów. Miłośnicy muzycznych innowacji z pewnością nie znajdą tutaj zbyt wielu rzeczy dla siebie. Mimo tego Cody swoim brzmieniem zabiera nas w interesującą podróż po zapominanych nieco w dzisiejszych czasach sferach oryginalnej muzyki soul, gdzie szumy i szelesty taśm dodają uroku a nie zakłócają odbioru płyty. Podsumowując całość, Landing on a Hundred to interesujące i ciekawe wydawnictwo, które jest godne polecenia wszystkim koneserom i fanom muzyki soul z lat 60-tych i 70-tych.
Recenzja: Meshell Ndegeocello Pour une âme souveraine: A Dedication to Nina Simone
Meshell Ndegeocello
Pour une âme souveraine: A Dedication to Nina Simone (2012)
Naive

Jeśli album jest 10-tym wydawnictwem szanowanej i uznanej artystki, a dodatkowo porywa się ona na materiał muzyka formatu Niny Simone, to oczekiwania mogą być niemiłosiernie wygórowane. Należy więc podkreślić, że zamierzeniem Meshell nie było obdarcie utworów Simone z jej samej i stworzenie czegoś kompletnie innego. Wręcz przeciwnie, ideą albumu było oddanie hołdu tej nieżyjącej artystce.
Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że jednym z atutów oryginalnych aranżacji jest wpływ wielu stylów takich jak R&B, jazz, blues czy folk. Jednocześnie należy oddać sprawiedliwość Ndegeocello, która tak dobrze znanemu repertuarowi, nadała swoje brzmienie. Zaczyna od klimatycznego “Please Don’t Let Me Be Misunderstood”, przez energetyczne „House of the Rising Sun”, aż do stanowiącego idealną kodę “Four Women”, prezentując instrumentalną perfekcję i spójność.
Dodatkowym atutem albumu są współpracownicy Meshell. Jedyny męski wokal należy do Codiego Chesnutta, który dzięki ciepłej barwie głosu, nadaje głębię minimalistycznemu podkładowi w „To Be Young, Gifted and Black”; Sinead O’Connor podejmuje próbę okiełznania „brudnego” brzmienia instrumentów w „Don’t Take All Night”, a Toshi Reagon, która w „House of the Rising Sun” daje słuchaczom popis dobrego, czarnego brzmienia, nie sposób wręcz się nie zachwycić. W ten bogaty wachlarz głosów i instrumentów wpisuje się i sama Meshell. Może się wydawać, że pośród tak ogromnej liczby coverów „Please Don’t Let Me Be Misunderstood”, jest w zasadzie niemożliwe stworzenie czegoś godnego uwagi – a jednak w tym wypadku opłaciło się podjąć ryzyko.
Trzeba przyznać, że Meshell znalazła złoty środek między poszanowaniem dla utworów uwielbianych od lat a nadaniem im swojego własnego stylu. Album jest dobrze skomponowany, wykonany i dopracowany do ostatniego dźwięku. Artystce można zarzucić jedynie brak podjęcia ryzyka w przypadku niektórych aranżacji — jak gdyby, na kilka utworów zabrakło już zdecydowanego pomysłu (choćby „Black is the Color of My True Love’s Hair” – niby ujmujące i przekonujące, ale brakuje tu Ndegeocellowego sznytu).
Nowy album: Cody ChesnuTT Landing On A Hundred

W tym roku mija dokładnie dekada od czasu, kiedy Rootsi sprezentowali światu „The Seed 2.0” – z pewnością największy hit, jaki udało im się kiedykolwiek wylansować. Mniej osób pamięta o tym, że w 2012 mija również dziesięć lat od debiutu Cody’ego ChesnuTTa – wokalisty, bez którego wspomniany przebój nigdy by nie powstał. Trwające prawie 100 minut The Headphone Masterpiece było bardzo przyzwoitym wydawnictwem, ale niewystarczająco przyzwoitym, by Cody mógł uwolnić się od etykiety „pana od The Seed”. Czy wychodzący dzisiaj bez żadnego rozgłosu i to po tylu latach drugi album wokalisty jest w stanie zmienić ten stan rzeczy? Wątpię najszczerzej jak tylko się da. Z przyjemnością jednak sprawdzę, zwłaszcza że Landing On A Hundred zbiera póki co całkiem przychylne recenzje.
Krok w tył: The Roots „The Seed (2.0.)” + Cody ChesnuTT
To jest takie wyświechtane, ale powiem to. Poniższy utwór jest genialny i jest to oczywiste niczym kacza oczywista oczywistość. Z tego, co pamiętam na zeszłorocznym Wujku Heńku Open’erze Rootsi NAWET (och, znowu odezwał się ten KanYe we mnie!) zagrali jego fragment. Można się spodziewać, że The Roots zagrają go także już 28 listopada w stołecznej Arenie Ursynów. Klip za to przemilczmy. Schody, korytarze i mała dziewczynka. Ocieka toto horrorem. Wręcz. Shyamalalalanaananamem. I dlaczego Cody ChesnuTT nie jest większą gwiazdą? Za ten sam boski kapelusz powinien być. Oby trochę ozłocić Cody’ego i wyciągnąć go z mroków niebytu, na deser proponuję próbkę jego zdolności. Ale noszenia skóry nie popieram, żeby nie było.


