Wydarzenia

Recenzja: Cody ChesnuTT Landing on a Hundred

Data: 10 grudnia 2012 Autor: Komentarzy:

Cody ChesnuTT

Landing on a Hundred (2012)

One Little Indian

Soul, klasyka, powrót do korzeni, Motown – tych kilka krótkich wyrażeń w najlepszy sposób opisuje najnowszy album artysty. W tym roku minęło 10 lat od wydania jego pierwszego dzieła The Headphone Masterpiece, jak można się więc domyślić, wszystko co słyszymy na Landing on a Hundred to podsumowanie minionej dekady w życiu ChesnuTTa. Mimo tego, iż w odróżnieniu od pierwszego albumu Cody zdecydował się rejestrować materiał w profesjonalnym studiu w Niemczech, jego zamiłowanie do analogowych technik nagrywania sprawia, że całość brzmi jakby stworzona była w domowym warunkach. Głębokość i ciepło analogowych taśm dają o sobie znać.

Podczas gdy pierwsza płyta była mieszanką popu, soulu i rapu, tym razem dostajemy krążek oparty w stu procentach o muzykę soul z okresu początku lat 70-tych. Cody skutecznie manipuluje swoim głosem oraz dźwiękiem instrumentów inspirując się przy tym największymi legendami soulu: Gayem, Womackiem czy Mayfieldem. Jeśli chodzi o treść, muzyk ociera się o różne tematy, oddając hołd swoim afrykańskim korzeniom w „I’ve Been Life”, rozważając o kwestiach miłości w „Love Is More Than a Weeding Day”, a także poruszając kwestie odkupienia w „Til I Met Thee”. Warto zaznaczyć, iż zdecydowaną siłą Codiego jest zdolność łączenia tematów socjalnych, politycznych i miłosnych z zachowaniem odpowiedniego balansu i uniknięciem tandetnego i taniego wydźwięku. Artysta swoimi tekstami zabiera nas na wycieczkę po życiu pełnym wzlotów, upadków, nadziei oraz ostatecznego zwycięstwa.

Analizując słabsze strony, muzycznie nie jest to produkt dla osób oczekujących nowoczesnych rozwiązań, ciekawych aranżacji oraz różnorakiej struktury utworów. Miłośnicy muzycznych innowacji z pewnością nie znajdą tutaj zbyt wielu rzeczy dla siebie. Mimo tego Cody swoim brzmieniem zabiera nas w interesującą podróż po zapominanych nieco w dzisiejszych czasach sferach oryginalnej muzyki soul, gdzie szumy i szelesty taśm dodają uroku a nie zakłócają odbioru płyty. Podsumowując całość, Landing on a Hundred to interesujące i ciekawe wydawnictwo, które jest godne polecenia wszystkim koneserom i fanom muzyki soul z lat 60-tych i 70-tych.

Komentarze

komentarzy