emeli sande

Emeli Sandé w klasycznej czarno-białej odsłonie

Emeli Sande w klasycznej czarno-białej odsłonie

Emeli Sandé zaprezentowała teledysk do niedawnego singla, podniosłej ballady „You Are Not Alone”. W klasycznym czarno-białym klipie artystka występuje z chórem, który nadaje kawałkowi gospelowego klimatu. Sandé, wraz z ogłoszeniem informacji o nowej płyty, zaprezentowała nowy wizerunek, w którym stawia na prostotę i siłę przekazu. Bez zbędnych fajerwerków, kosztownych strojów, czy ciężarówek jeżdżących po ulicach z jej wizerunkiem, odsłania kolejne etapy jej życiowej podróży. Całość poznamy już 13 września, kiedy premierę będzie miał album Real Life, a wokal Emeli wyśpiewa resztę jej życiowych zmagań.

Emeli Sandé zaprezentowała nowe EP z nienową muzyką

Emeli Sandé zaprezentowała nowe EP z nienową muzyką

Najnowszy album Emeli Sandé Real Life ukaże się 13 września. Płyta jest zapisem osobistej intensywnej podróży życiowej, podczas której zdarzały się chwile zwątpienia, ale również pozytywne momenty. Aby umilić czas oczekiwania, artystka zaprezentowała w serwisach streamingowych EP My Version of Events, na którym znalazł się utwór „Tiger”, będący bonusem na debiutanckiej płycie oraz 3 wersje live piosenek z Our Version of Events, wykonane w legendarnym studio Air Edel w 2012 roku w Wielkiej Brytanii. Przypomnijcie sobie hitowe kompozycji, którymi Emeli zawojowała listy przebojów.

Oprócz wspomnianego wyżej mini wydawnictwa, Sandé pojawiła się gościnnie w wakacyjnym kawałku Nany Roguesa. Ten producent i autor muzyki sprawnie łączy słoneczne rytmy, w których czuje się najlepiej, z innymi gatunkami muzycznymi, współpracując z różnymi artystami. Tym razem promienie słońca w jego dźwięki wplotła Brytyjka, z jej pozytywnym wokalem. Wakacje jeszcze trwają, więc wciśnijcie play poniżej.

Nowy wzniosły singiel „Shine” od Emeli Sandé

Nowy wzniosły singiel Shine od Emeli Sandé

Do premiery Real Life Emeli Sandé pozostało jeszcze dwa miesiące, tymczasem poznajemy coraz więcej szczegółów nadchodzącego wydawnictwa. Niedawno artystka zaprezentowała nowy wzniosły singiel „Shine” oraz teledysk do niego. Kawałek, opowiadający o wewnętrznej sile i miłości, tematyką mógłby objąć całą płytę „Real Life”, która powstała w wyniku podróży artystki do własnego wnętrza, pokonania własnych demonów i pokochania siebie na nowo. Krążek ma dawać energię do działania dla każdego, kto będzie go słuchał.

W teledysku do „Shine”, oprócz Emeli, występuje jej siostra Lucy. Razem przemierzają dzikie i słoneczne pustynne tereny, pokazując ogromną więź między nimi, a jednocześnie ucieleśniając zabawę i swobodną wrażliwość utworu. Sprawdźcie poniżej wakacyjny i radosny klip.

“Extraordinary Being” Emeli Sandé w odsłonie nu disco

Extraordinary Being Emeli Sandé w odsłonie nu disco

Emeli Sandé przygotowuje przed wakacjami niespodziankę w postaci trzeciej płyty. Wydawnictwo, oprócz „Sparrow”, promuje najnowszy singiel “Extraordinary Being”, do którego powstał również klip. Z nowym kawałkiem Emeli wkracza w erę nu disco. Odsłania tym samym nowy kierunek muzyczny, którym miejmy nadzieje przyciągnie więcej słuchaczy, niż w przypadku Long Live the Angels, czy całkiem znośnej epki Kingdom Coming. Piosenka znalazła się również na soundtracku do najnowszej produkcji o superbohaterze X-Menie X-Men: Dark Phoenix.

Trzecia płyta Sandé będzie nosiła tytuł Real Life i znajdzie się na niej jedenaście kompozycji, bez żadnych featuringów. Wszystkie teksty na krążek napisała Emeli. Nad powstaniem Real Life pracowali również Salaam Remi, James Poyser oraz Troy Miller. Jak mówi piosenkarka, album przynosi nadzieję i pokrzepienie, głownie tym, którzy w jakiś sposób zostali zmarginalizowani, odsunięci ze społeczeństwa lub odrzuceni. Real Life ma dawać siłę i sprawiać, że ludzie przestaną być niewidzialni. Premiera nastąpi 21 czerwca. Zapoznajcie się poniżej z teledyskiem, okładką i spisem utworów.

Spis utworów Real Life:

1. „Human”
2. „Love To Help”
3. „You Are Not Alone”
4. „Shine”
5. „Sparrow”
6. „Honest”
7. „Survivor”
8. „Extraordinary Being”
9. „Same Old Feeling”
10. „Real Life”
11. „Free As A Bird”

Unikalna siła kobiet w nowym teledysku Emeli Sandé

Unikalna sila kobiet w nowym teledysku Emeli Sande

Kobiety rosną w siłę i nie boją się tego pokazywać. Pokazują swoją unikalność i naturalne piękno. W teledysku do niedawnego singla „Sparrow”, Emeli Sandé występuje wraz z grupą kobiet, które w indywidualny sposób pokazują siebie. Reżyserka klipu Sarah McColgan zaprezentowała nie tylko osobliwą siłę żeńską, ale również potęgę, którą kobiety mają w sobie, jednocząc się. Wideo nie przedstawia żadnej historii, jest proste, ale z wyraźnym przekazem girl power.

Artystka przygotowuje się powoli do wydania trzeciego albumu. Szczegóły następcy Long Live the Angels nie są jeszcze znane, ale Emeli wyraźnie przypomina o sobie w mediach. Nie tylko za sprawą gościnnego udziału w hicie Don Diablo „Survive”, ale również wcześniej, przy okazji kolaboracji z Naughty Boyem oraz Rahatem Fatehem Ali Khanem w „Bungee Jumping”. Jeśli czujecie niedosyt wokalu Sandé, zajrzyjcie pod ten link. Polecam.

Pokrzepiający nowy singiel Emeli Sandé

Pokrzepiajacy nowy singiel Emeli Sande

Pokrzepiający nowy singiel Emeli Sandé pojawił się w sieci. Szkocja artystka, wydaniem kompozycji „Sparrow”, zapowiada swój trzeci album.

Ostatnimi czasy o Emeli Sandé zrobiło się głośno za sprawą kawałka „Survive”, w którym wystąpiła gościnnie u Don Diablo, wspólnie z Gucci Manem. Piosenka okazała się mega hitem, na fali którego Emeli postanowiła wydać premierowy utwór „Sparrow”. Wróbel zawsze był symbolem czegoś pokrzepiającego, niosącego nadzieję i radość. Tym samym artystka, na bazie tegoż symbolu, napisała kompozycję, która

„przynosi nadzieję we wszystkich jej formach, jest pieśnią, która wyrywa nas z ciemności i pozwala nam wzlecieć”.

„Sparrow” jest podniosłą, soulową pieśnią, z podkreślonymi bębnami, w której piosenkarka uwydatnia swój silny wokal. Sandé jest prawdziwą romantyczką, której brakuje poezji we współczesnym świecie. Dlatego chce tchnąć trochę miłości w ludzkość.

Emeli Sandé i Gucci Mane w katastroficznym klipie do utworu Don Diablo

Emeli Sande i Gucci Mane w katastroficznym klipie do utworu Don Diablo

We wrześniu Don Diablo zaprezentował swój nowy singiel „Survive”, w którym gościnnie wystąpili Emeli Sandé i Gucci Mane. Kawałek wyróżnia się kompozycyjnie swoją oryginalnością, a do tanecznego house’owego bitu, soulową cegiełkę dodała Sande, a rapową — Mane. Miesiąc po premierze kawałka ukazał się klip. Katastroficzny, futurystyczny obrazek przedstawia głównych bohaterów, jako przetrwańców świata. Sprawdźcie poniżej efekt holendersko-brytyjsko-amerykańskiej współpracy.

Nowe brzmienie Emeli Sandé

Nowe brzmienie Emeli Sande

Po ostatnim albumie Long Live the Angels, który okazał się znacznie mniejszym komercyjnym sukcesem w porównaniu do debiutu, słuch po Emeli Sandé zaginął. Artystka zajęła się tworzeniem nieco offowego projektu pod nazwą Kingdom Coming. Na nowym EP znalazło się sześć utworów z pogranicza soulu i popu, a wśród nich akustyczna wersja poznanego wcześniej „Starlight”. Wśród zaproszonych gości znalazły się takie postaci, jak Giggs, Wretch 32, czy Dave East, z których artystka jest bardzo dumna. Projekt, w którym Brytyjka porusza się w nowej muzycznej materii, powstał w ciągu bardzo intensywnego tygodnia, bez pośpiechu i zbędnych obwarowań, co wyraźnie słychać na epce.

Drugim singlem promującym wydawnictwo jest kolaboracja ze wspomnianym wcześniej Giggsem — „Higher”. Ta spokojna soulowa kompozycja, przedstawiona została w sposób oszczędny i subtelny. Artyści przeplatają się we wspólnych scenach na tle kolorowych wizualizacji, które rozpoczynają się od zimnych barw, by przy końcu osiągnąć ogniste odzwierciedlenie prawdziwego uczucia miłości.

Jeśli jeszcze nie słuchaliście EP Kingdom Coming, zapoznajcie się z nim poniżej.

Emeli Sandé artystką roku na Brit Awards

Emeli Sande artystka roku!

W środowy wieczór odbyło się rozdanie nagród Brit Awards. W kategorii „British Female Solo Artist” wygrała Emeli Sandé, tym samym pokonując Ellie Goulding, Anohni, Lianne La Havas oraz Nao. Co więcej, Emeli wystąpiła podczas ceremonii, dając fantastyczny występ. Zaśpiewała swój pierwszy singiel „Hurts” z jej ostaniej płyty Long Live the Angels, która ukazała się w listopadzie tamtego roku nakładem wytwórni Capitol Records.

Recenzja: Emeli Sandé Long Live the Angels

emeli

Emeli Sandé

Long Live the Angels (2016)

Universal Music

Emeli Sandé jest obecnie jedną z najbardziej popularnych artystek na Wyspach. Po spektakularnym triumfie jej debiutanckiego albumu, który doczekał się reedycji i wersji koncertowej nagranej w słynnym The Royal Albert Hall, wokalistka na dobre wpisała się do historii brytyjskiej muzyki. Jeśli chodzi o ilość sprzedanych egzemplarzy Our Version of Events w swoim kraju, pokonała nawet królującą wówczas na całym świecie Adele i jej krążek 21. Nieoczekiwana sława na tyle zmęczyła Emeli, że zmuszona była zrobić sobie dłuższą przerwę. W tym czasie fani z niecierpliwością czekali na drugie wydawnictwo, które ukazało się dopiero po czterech latach. Sukces pierwszej płyty zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko, dlatego jej następcę czeka ciężkie zadanie.

Po wydaniu singli „Heaven” oraz „Daddy”, listy przebojów oszalały na punkcie Szkotki. Stopniowo, ale z uporem, kawałki wspinały się na szczyt, wyznaczając jednocześnie nowe standardy muzyczne. W przypadku kompozycji z Long Live the Angels jest zupełnie inaczej. Płaczliwe zwrotki i nadwyrężone refreny w „Give Me Something”, „Shakes” czy „Sweet Architect” powtarzają schemat z poprzedniej płyty i nie wnoszą żadnej świeżości do twórczości artystki. Promujący album utwór „Hurts” zapalił iskierkę nadziei, że po tak długim czasie ujrzymy nową odsłonę gwiazdy. Iskra przerodziła się szybko w płomień, gdy do sieci trafiło zaskakująco dobre „Garden” z gościnnym udziałem Jaya Electronici i Áine Zion. Dzięki oszczędnemu bitowi, delikatnym dźwiękom i spokojnemu rapowi kompozycja zdecydowanie wyróżnia się od dotychczasowych dokonań Sandé. I na tym koniec oryginalności. Większość propozycji na krążku to typowe dla artystki podniosłe, pełne dramaturgii ballady, jak promowane „Breathing Underwater”. Na uwagę zasługuje otwierające, soulowe „Selah” z delikatnym i stonowanym wokalem. Jednak podobnie, jak w przypadku Here Alicii Keys, uwagę należy zwrócić na inteligentne i pełne uczucia teksty. W końcu Brytyjka jest cenioną autorką piosenek. Pisała m.in. dla Professora Greena, Tinchy Strydera, Gabrielle oraz Leony Lewis. Na Long Live the Angels nie brakuje na szczęście energicznego drum’n’bassowego brzmienia w „High & Lows”, podobnego do tego z „Heaven” i „Next to Me”, a także przyjemnego szkockiego folku w „This Much Is True” czy „Tenderly” z gościnnym udziałem jej ojca, Joela Sandé.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Long Live the Angels dopadła klątwa drugiej płyty. Nadmiar smutnych ballad i brak oryginalności powoduje, że album jest nieco jednostajny. Jest jak podróż po nizinnych terenach Wielkiej Brytanii z ukazującymi się gdzieniegdzie szkockimi szczytami pasm górskich. Gdyby nie wspomniane wcześniej „Garden”, „Hurts” czy „High & Lows”, następcę Our Version of Events zadedykowałbym wszystkich nieszczęśliwcom, chcącym podupaść na psychice jeszcze bardziej. Artystka potrafi kreować emocje jak prawdziwy wirtuoz, ale nadmiar wyznań nieszczęśliwej w życiu kobiety może miejscami przytłaczać. Wydawnictwo zyskuje jednak przy kolejnych odsłuchach, podobnie, jak w przypadku szóstego albumu Keys. Przy lepszym poznaniu zawartości krążka słuchacz zaczyna się z nim utożsamiać, a teksty mocno zapadają w pamięć. Zachęcam więc do poświęcenia kilku wieczorów, aby Long Live the Angels nie spisać pochopnie na straty lub przedwcześnie nie odłożyć bezpowrotnie na półkę.

Emeli Sandé w elektronicznym ogrodzie wysublimowanych dźwięków

emeli_sande_garden_video_soulbowlpl

Emeli Sandé weszła do bardzo ciekawego ogrodu, pełnego elektroniki i inteligentnych dźwięków. Gdyby w nim została i zaczęła czerpać z niego inspiracje do nowej płyty, byłby z tego na pewno album roku. A co wyszło? Sprawdźcie wkrótce naszą recenzję. Tymczasem do jednego z najlepszych utworów na płycie „Garden” powstał minimalistyczny teledysk, dosłownie nawiązujący do tytułu piosenki, ale kryjący w sobie wiele tajemnic. Określa wolność i pasję, czyli dwie ważne życiowe cechy. Ogromnym zaskoczeniem jest sam wizerunek Brytyjki, luźny i nieco gangsta. Gościnnie w kawałku wystąpili Jay Electronica i Aine Zion. Szkotka zaprasza do ogrodu, nietypowego i oryginalnego. Zajrzycie?

Odsłuch: Emeli Sandé Long Live the Angels

emeli

Doczekaliśmy się drugiego krążka Emeli Sandé. Po spektakularnym sukcesie jej debiutu, Brytyjka postanowiła chwilę odpocząć, a później skupić się na następcy Our Version of Events. Poznaliśmy już trzy single promujące wydawnictwo: zaskakujące brzmieniowo „Hurts„, minimalistyczne „Garden” oraz przeciętne, ale emocjonalne „Breathing Underwater”. Nie wysuwam jeszcze żadnych osądów, tylko udostępniam na razie odsłuch długo wyczekiwanej płyty Long Live the Angels. Dodam tylko, że najmocniejszymi punktami albumu są wspomniane „Hurts” oraz „Garden”. Press play below.

Nowy teledysk: Emeli Sandé „Breathing Underwater”

emeli_sande_soulbowlpl

Czyżby syndrom drugiej płyty? Nie, nie chcę tak myśleć, ponieważ Emeli Sandé jest utalentowaną artystką o wielkim potencjale. Poza tym jest bardziej lubiana na Wyspach, niż sama Adele. Świadzy o tym chociażby fakt, że w Wielkiej Brytanii Sandé sprzedała więcej egzemplarzy swojej płyty, niż autorka hitu „Rolling in the Deep”. Dotychczasowe single Emilii są jak nierówna sinusoida. Od energicznego „Hurts” przez eletroniczne „Garden” wzwyż, skończywszy na nieznacznym spadku w „Breathing Underwater”. O singlu wspominałem już wcześniej, a teraz można zobaczyć do niego teledysk. Przedstawia on życiowe cierpienia ludzi znajdujących się na różnych etapach życia. Przyjemne do oglądania i słuchania. Może moje zbyt intensywne myślenie prowadzi do anomalii? Może nie powinienem być surowy w stosunku do Brytyjki i poczekać na cały album? Tak zrobię. Poczekam do premiery płyty. Tymczasem sprawdźcie klip poniżej. Przekonuje Was?

Nowy utwór: Emeli Sandé „Breathing Underwater”

emeli_sande_soulbowlpl

Kolejny przedsmak drugiego krążka, jaki serwuje nam Emeli Sandé, to podniosła ballada „Breathing Underwater”. Trochę nijaka, a jednocześnie bardzo w stylu Brytyjki. Wszystkie trzy prezentowane do tej pory single są odmienne brzmieniowo i odkrywają inne odsłony Long Live the Angels. Pamiętam, że w swoim czasie męczyłem debiut Emeli, ale niestety z biegiem czasu okazał się dla mnie nużący, a przeciągające nuty w wykonywaniu artystki — irytujące. Od tego wydawnictwa oczekuję czegoś więcej. Time will tell.

Emeli Sandé rekrutuje Jaya Electronicę i Áine Zion do nowego singla „Garden”

emeli-sande-garden-768x768

Tak, tak, szkocka piosenkarka przygotowuje nowy album. Long Live the Angels trafi do sklepów 11 listopada, a Sandé właśnie zaprezentowała drugi singiel po wydanym przed miesiącem „Hurts”. Szczerze mówiąc, nie wiem, czym zaczarowała Jaya „wciąż czekamy na album” Electronicę, ale legenda niewydawania własnej muzyki pojawia się w numerze gościnnie. Numer zresztą całkiem do rzeczy, zwłaszcza jak na zazwyczaj prześpiewującą nawet generyczne bity Sandé. Tu tymczasem mamy klasyczny podkład i refren, który w kontekście dyskografii piosenkarki można nazwać minimalistycznym. Tak trzymać!

Nowy teledysk: Emeli Sandé „Hurts”

emeli_sande_soulbowlpl

Jak wspominaliśmy przy okazji premiery singla, „Hurts” to energetyczna bomba, która wybuchła zaraz po jego wydaniu. Nie inaczej jest w przypadku teledysku. Ekspresyjna Emeli Sandé wyśpiewuje kolejne wersy utworu, a w tym bólu jest niezwykle przekonująca. Żeby spotęgować cierpienie, Sande występuje w mocnym wyrazistym make-upie, a klip został nakręcony w smutnej czarno-białej tonacji. Stylistyka na pewno odmienna od tej, zaprezentowanej na debiucie, co tym bardziej potęguje ciekawość, jaka zawartość znajdzie się na Long Live The Angels. Tymczasem enjoy.

Nowy utwór: Emeli Sandé „Hurts”

14231400_10153697116171898_4887380449357200065_o

Co za powrót! Emeli Sandé zapowiadała w zeszłym miesiącu nowy singiel, ale nie spodziewaliśmy się takiego ognia! „Hurts” niemalże płonie od nadmiaru energii i emocji, które nagromadziły się w wokalistce po rozwodzie. Świetna zapowiedź Long Live The Angels. Już teraz możemy zakładać, że będzie to niezwykle szczery i mocny album. Premiera odbędzie się 11 listopada.

Emeli Sandé wśród artystów Roc Nation

emeli222Emeli Sandé, po długiej przerwie, podczas której zdobywała życiowe doświadczenie, zaprezentowała niedawno na swoim profilu na Instagramie zdjęcie „rodziny” Roc Nation, informując tym samym podpisanie nowego kontraktu płytowego z tym labelem. Nie wiem, czy cieszyć się, czy płakać. Wytwórnia znana jest z tego, że nie potrafi zadbać o debiutantów i marnuje ich kariery, czego przykładem są Melanie Fiona, Alexis Jordan, czy Rita Ora. Szkotka z takim potencjałem muzycznym i ogromną popularnością jej debiutu, który przewyższył sprzedaż Adele 21 w Wielkiej Brytanii, nie mogła trafić gorzej. Wydaje się, że Jay Z dba obecnie tylko o siebie i Rihannę. Obym się mylił i chociaż Emeli nie jest już debiutantką, niech Roc Nation da jej możliwość wypłynąć w Stanach i rozwinąć skrzydła jako artystce. Przypomnijcie sobie, jaki talent posiada artystka.

Nowy utwór: Emeli Sande „Don’t Fight The Bullet”

Przechwytywanie

Emeli Sande powraca i serwuje nam coś zupełnie nowego. Jeśli tęskniliście za tą bardzo utalentowaną piosenkarką, to ten filmik będzie Wam w stanie wynagrodzić czekanie. Co prawda nie jest to studyjny materiał audio, ale raczej na pewno się spodoba i prawdopodobnie już niedługo doczekamy się oficjalnej wersji utworu „Don’t Fight The Bullet”. Teraz pozostaje nam pozachwycać się nagraniem, które artystka zarejestrowała podczas próby w domowym zaciszu.

Nowy freestyle: Chris Loco feat. Emeli Sandé „Moon”

emeli-sande-press-2013-650-430
W sierpniowy poranek jakieś niecałe dwa lata temu pokochałam szczere do bólu „Comfort Inn Ending” Jhené Aiko, całkiem niedawno wylewałam łzy w rytm „Female Energy” Willow Smith (które nota bene oparte jest na „The Pressure” wcześniej wspomnianej artystki) i wygląda na to, że moja miłość (a może raczej sentyment?) do kobiecych freestyli nie ustanie po przesłuchaniu „Moon”. Gorące brawa za piękny debiut w tej kategorii dla Emeli Sandé i (kimkolwiek by nie był ten pan) Chrisa Loco. Brytyjska wokalistka jak zwykle zachwyca tekstem, z którym można się utożsamić i wyciągnąć mądrości życiowe oraz ciepłym, gładkim wokalem. Nie mogę doczekać się już nowej płyty artystki z Wysp, a Wy?