książka

Jak zapiski Jamesa Baldwina mogą pomóc Polsce w 2021 roku

James Baldwin - Zapiski syna tego kraju

Zapiski syna tego kraju Jamesa Baldwina to osobiste i konstruktywne spojrzenie na społeczne i systemowe wykluczenie

James Baldwin, choć spisywał myśli zawarte w książce Zapiski syna tego kraju siedemdziesiąt lat temu (w co trudno zresztą uwierzyć), w wielu kwestiach pozostaje boleśnie aktualny. Jak sam pisze w przedmowie do wydania z 1984 roku, Francuzi mawiają, że im więcej się zmienia, tym bardziej pozostaje takie samo. Trudno nie odczuć ciężaru tych słów, gdy mieszka się w Polsce w 2021 roku.

Moje pierwsze obszerniejsze spotkanie z Baldwinem nastąpiło przed kilkoma laty poprzez zrealizowany na kanwie jego niepublikowanych dzienników esej dokumentalny I Am Not Your Negro, gdzie przemawiał z ekranu głosem Samuela L. Jacksona (ale też swoim własnym w licznych archiwaliach). Wydał mi się wówczas postacią niezwykle czarującą i merytoryczną zarazem — potrafił rzeczowo i z humorem mówić o sprawach trudnych i ważnych związanych najoględniej rzecz biorąc ze wciąż jeszcze niekompletną emancypacją Afroamerykanów. „Zapiski syna tego kraju” ze względu na ich osobistą naturę są doskonałym dopełnieniem tamtego filmowego doświadczenia i vice versa. Słowo „Negro”, które pojawia się w tytule filmu ma swój polski odpowiednik także w książce. „Murzynowi” tłumacz poświęcił trzy-stronicową notę, bo sam Baldwin używa go w oryginalnych esejach wielokrotnie i bynajmniej nie z rezerwą, co należy jednak jednoznacznie zrzucić na karb ówczesnych realiów. „Murzyn” doczekał się wielu często wykluczających się analiz lingwistyczno-socjologicznych, także w Polsce, a wywoływane przez nie dyskusje są najlepszym potwierdzeniem, że Polacy potrzebują lektury Baldwina nie mniej (a przynajmniej niewiele mniej) niż Amerykanie.

W wieńczącej książkę nocie autor enigmatycznie dziękuje rozmaitym czasopismom za wyrażenie zgody na przedruk opublikowanych na ich łamach między 1948 a 1955 rokiem esejów, które później złożyły się na program książki. I tak należałoby ją w zasadzie czytać, zwłaszcza że zarówno kontekst kolejnych tekstów, jak i sposób w jaki zostały napisane są różnorakie i tą różnorakością mogą czytelnika wyprowadzić nieco z równowagi, a nawet spłoszyć. A kontekst jest w tym wypadku bardzo ważny, bo Baldwin niejednokrotnie odwołuje się do konkretnych dat, nazw, tytułów, nazwisk, z intencją co prawda wyjścia poza, jakbyśmy to określili dzisiaj, swoją bańkę (a w wydaniu Karakteru także z pomocą przypisów polskiego tłumacza), ale nie sposób czasem nie odczuć w Polsce w 2021 roku, że jest się synem innego zgoła kraju — jak się jednak potwierdzi nie raz, i nie dwa podczas tej lektury zupełnie jednak takiego samego, wyłączając pewne różnice kulturowo-historyczne.

„Ludzie są uwięzieni w historii, a historia jest uwięziona w nich”

Baldwin wychodzi w tym zbiorze esejów z dwóch stanowisk — komentatora zarówno białej, jak i czarnej rzeczywistości dookoła niego oraz mimowolnego uczestnika obu. Opisuje swoją historię, czasem linearnie i w szczegółach, czasem między wierszami innych wydarzeń, które też poniekąd ją współtworzą. Parafrazuje przy tym Joyce’a, pisząc że „ludzie są uwięzieni w historii, a historia jest uwięziona w nich”. Jego przemyślenia na temat stosunków czarnych z białymi są jednak zawiłe i pełne niejednoznaczności. Analizuje szanse czarnoskórych na ucieczkę z Harlemu, jeśli okoliczności pozwolą im na poddanie się schematowi narzuconemu przez białych, zanim ich ambicji nie wypaczy środowiskowa bezradność. Opisuje codzienny rasizm w południowych stanach i systemowy rasizm z całej Ameryce. Gorzko podsumowuje bilans szkód, jakie wykluczenie czarnych w zdominowanym przez białych pod każdym względem społeczeństwie czyni w tych pierwszych już w okresie dzieciństwa i dorastania. Snuje teorie, że przyczyną trudnych wzajemnych stosunków Afroamerykanów i Żydów jest właśnie dyskryminacja obu tych grup. Wreszcie porównuje perspektywę Afroamerykanina z doświadczeniem europejskim, gdzie na czarnego patrzy się inaczej, choć też przez pryzmat jego koloru skóry.

Wszystkie jego opowieści łączy konstatacja, że ta bezsilność, ten strach muszą prowadzić do jakiejś wściekłości, czy wręcz do nienawiści, ale nie nienawiści czystej i bezwzględnej, a takiej, która miota się między wewnętrznymi sprzecznościami. Baldwin porównuje ją do wyboru „między amputacją a gangreną”, która zawsze prowadzi do autodestrukcji. Dużo lepiej czyta się go zresztą, gdy wychodzi od własnych doświadczeń, niż gdy próbuje rozważać zagadnienia w wymiarze oderwanym od konkretnych sytuacji. Wtedy bywa, że wpada w pułapkę mędrkowania i trudno dotrzymać mu kroku.

Najbardziej poruszającą historią zawartą w zbiorze, a zarazem najbardziej przemawiającą do wyobraźni, także ze względu na talent Baldwina do dobitnego i obrazowego wyrażania własnych myśli w formie narracji powieściowej, jest osobisty opis pogrzebu ojca, który zbiegł się w czasie z narodzinami jego najmłodszej siostry. Te same wykluczające się emocje, które są dominantą wszystkich esejów, tutaj przybierają wymiar najbardziej osobisty. Doskonale czyta się też opowieść o feralnym oskarżeniu i aresztowaniu pisarza w Paryżu w przeddzień Bożego Narodzenia. Od naszego polskiego folkloru, mieszanki prostolinijności i dobrych chęci, która nie do końca wie, co z tym „Murzynem” począć, zupełnie niedaleko położona wydaje się pewna górska wioska w Szwajcarii, gdzie Baldwin przez wzgląd na kolor skóry stał się czymś w rodzaju lokalnej atrakcji. Swoje odczucia zawarł w wieńczącym zbiór eseju Obcy w wiosce.

„Im więcej się zmienia, tym bardziej pozostaje takie samo”, czyli jak lektura Jamesa Baldwina może pomóc wszystkim nam w Polsce 2021 roku

Mimo pewnych narracyjnych nierówności, warto po Baldwina sięgnąć. Nie da się z dorównującym jego zrozumieniem tematu i elokwencją wyekstrahować jego myśli. Można natomiast w jego historiach nawet w Polsce w 2021 roku odnaleźć zupełnie znajomy rys — opresyjnych rządów bezmyślnej większości, systemowego wykluczenia tych, którzy nie mogą zadbać o własne interesy, wykalkulowanego kozłoofiaryzmu do realizacji konkretnych celów politycznych, bezrefleksyjnego tłumienia buntów społecznych bez próby zrozumienia ich źródła, podejmowania doraźnych decyzji o charakterze wyłącznie marketingowym w odpowiedzi na poważne i głęboko zakorzenione problemy społeczne. To wszystko znamy przecież na wyrywki. Naszymi „innymi” nie są czarnoskórzy tylko dlatego, że mają to szczęście nie mieszkać w Polsce nazbyt licznie.

Nie zrozumcie mnie źle, moim celem nie jest wcale przykrycie lub strywializowanie problemów czarnoskórych w USA zarówno w czasach esejów Baldwina, jak i dziś. Wręcz przeciwnie — próbuję tę bezsilność połączoną z wściekłością przenieść na znajomy grunt, żeby lepiej zrozumieć, zarówno je same jako żywe i dojmujące uczucia, jak i ich konsekwencje. Zwłaszcza że sam czuję się na swój sposób mimowolną częścią tego dyskryminacyjnego systemu. Swego czasu dość często podróżowałem do Paryża — tego samego, wydawałoby się, w którym przez wiele lat mieszkał Baldwin i o którym pisał także w tych esejach. Podczas jednego z tych wyjazdów kilkakrotnie, nie znając zupełnie topografii miasta, zdarzało mi się zabłądzić i znaleźć się w miejscach, w których nigdy wcześniej nie byłem — w czarnych dzielnicach. Raz jeden wybrałem się samotnie na wieczorny spacer w okolice, dość wydawałoby się turystyczne, w pobliżu bazyliki Sacré-Cœur.

Mój plan na mapie wyglądał zupełnie dobrze, ale gdy wysiadłem na stacji metra okazało się, że jestem w centrum miasta zgoła innego niż to, które jako tako już poznałem. Nie zawróciłem jednak. Początkowo zupełnie nie zwróciłem uwagi, że byłem jedynym białym w zasięgu wzroku. Dopiero po kilku minutach wędrówki przez kolejne ciemne uliczki otoczone metalowymi siatkami, coraz śmielej przechodzące w blokowiska zdałem sobie sprawę, że być może nie powinno mnie tam być. Zacząłem panikować. Nie zawróciłem jednak. Kilkanaście minut później zszedłem do napotkanej stacji metra i z bijącym sercem wróciłem do siebie. Nie zdarzyło się wtedy przy tym nic zupełnie nadzwyczajnego. Nikt do mnie nie podszedł, nikt mnie nie zaczepił, nie widziałem niczego niepokojącego. Poza tym strachem, który rozpanoszył się wówczas w mojej głowie. Nie potrafię stwierdzić, czy był jakkolwiek zasadny. W tamtym czasie często pytano mnie o Paryż pod kątem bezpieczeństwa i porządku na ulicach, ale nigdy nie zdarzyła mi się tam sytuacja jakiegokolwiek faktycznego zagrożenia. Mimo wszystko w tamtej chwili poczułem się bardzo niepewnie. Od tego czasu raz po raz wracam myślą do tamtego wieczoru i tak jak Baldwinowi, towarzyszą mi sprzeczne odczucia.

Cenię najbardziej takie właśnie głosy, jak Zapiski syna tego kraju, które wyprowadzają mnie z pułapki kodeksowego myślenia, skłaniają do osobistych refleksji, otwierają oczy, polemizują ze mną, a ja z nimi i z samym sobą zarazem. I nieśmiało marzę, że może gdybyśmy szerzej poznali Zapiski, umielibyśmy szerzej i trzeźwiej spojrzeć zarówno na to, co wciąż dzieje się w Ameryce, jak i na to, co zaczęło dziać się w Polsce. Z nadzieją czekam na polskie przekłady późniejszych esejów Baldwina, bo „Zapiski syna tego kraju” to jedynie wstęp do myśli tego płodnego autora i myśliciela, który nigdy nie poddał swojego krytycznego głosu. Głosu, który, jak pokazują doświadczenia ostatnich lat, jest nam wciąż, także tutaj, w naszej polskiej bańce, zupełnie niezbędny.

Polskie wydanie „Zapisków syna tego kraju” Jamesa Baldwina ukazało się nakładem wydawnictwa Karakter w przekładzie Mikołaja Denderskiego w listopadzie 2019 roku.

James Baldwin - Zapiski syna tego kraju

Recenzja książki: Mo’ Meta Blues: The World According to Questlove

questlove-mo-meta-blues-715

Ahmir „Questlove” Thompson and Ben Greenman

Mo’ Meta Blues: The World According to Questlove

(2013)

Grand Central Publishing

QuestloveThe Roots od zawsze słynęli z tego, że równie dobrze się ich czytało jak i słuchało. To oni za pomocą umieszczonych w książeczkąch albumów liner notesów wyprzedzali epokę pod względem bezpośredniej relacji ze słuchaczem, natomiast w nastałej zaraz erze internetu wylansowali prężnie do dziś działający serwis Okayplayer.com. W przypadku autobiograficznych książek hiphopowych artystów nie zawsze można się spodziewać satysfakcjonującej lektury (co czasem też jest plusem, zważywszy na bardzo miło zaskakujące Decoded Jaya-Z). Sięgając po ksiażkę Ahmira „Questlove’a” Thompsona byłem więcej niż pewien, że warto. Nie myliłem się. W jednym z rozdziałów Questo przedstawia własną teorię podziału hip hopu na artystyczne epoki, w nawiązaniu do tego również pozwolę sobie na chronologiczną systematykę opisanych w Mo Meta Blues... okresów działalności muzyka.

Już pierwsze rozdziały opisujące dzieciństwo pokazują, że będziemy mieli do czynienia z nietypową jak na hiphopowca historią. Ahmir pochodził z porządnej, muzycznej (jego ojciec był gwiazdą filadelfijskiego doo-wopu) rodziny gotowej zapewnić mu wszelkie środki do rozwoju jego pasji. Nie był również typem rozrabiaki, raczej rozważnego, pokornego introwertyka. Chociaż brzmi to jak sielanka, Questo wyraźnie zwraca uwagę na problematykę związaną z życiem wśród rówieśników, którym już tak dobrze w życiu się nie wiodło. Cała historia nabiera lekkiego rock’n’rollowego klimatu dopiero wtedy, kiedy poznajemy postać Tariqa, dobrze nam znanego pod ksywą Black Thought.

Początki rapowej kariery Rootsów stanowi zdecydowanie najciekawszą część książki. Wielu z Was czytając te rozdziały uświadomi sobie jakim ogromnym wyzwaniem było rozkręcenie kariery alternatywnej grupy hiphopowej w dobie komercyjnych sukcesów wykonawców z Death RowBad Boy Records, czy w obliczu posiadających większą siłę przebicia marek typu A Tribe Called Quest i Wu-Tang Clan. Wielka cierpliwość i determinacja pozwalały grupie wkraczać coraz głębiej w szeregi rapowego światka, dzięki czemu poznajemy interesujące szczegóły prosto z frontu niesławnej wojny między wschodnim a zachodnim wybrzeżem. W tym samym czasie pojawiają się D’Angelo, J Dilla, a astrologowie powoli zaczynają przewidywać zwiększoną aktywność konstelacji wodnika (jeśli wiecie o czym mówię…).

Wraz z biegiem lat coraz mniejsze dla Ahmira znaczenie mają kolejne premiery albumów Pierwiastków (nie Korzeni, jak powszechnie uważamy), a coraz większe: relacje z artystami, politykami i innymi osobami publicznymi, z którymi Questlove zaczął przez te wszystkie lata się zadawać (duża w tym zasługa programu Jimmy’ego Fallona). Najbardziej rzecz jasna emocjonujące były dla mnie spotkania i momenty współpracy z innymi wielkimi muzykami. Al Green, Pharrell, D’Angelo czy Jay-Z — możecie być zaskoczeni wrażeniami Questa z tworzenia muzyki w towarzystwie tych osobowości. Nic nie przebije jednak niewiarygodnych wręcz spotkań Ahmira z jednym z największych idoli jego dzieciństwa, czyli z Księciem z Minneapolis — są to sytuacje prawie jak ze skeczu Dave’a Chappelle’aCharliego Murpy’ego.

Wydawnictwo przemawia nie tylko głosem posiadacza najsłynniejszego afro w rapgrze. O ile rozdziały Bena Greenmana (piarz, dziennikarz The New Yorkera) opowiadające o kulisach powstawania książki wydają mi się raczej zbędne, to nie można tego powiedzieć o licznych wtrąceniach Richarda Nicholsa. Menedżer i producent wykonawczy wszystkich albumów The Roots okazuje się być nie mniej istotnym bohaterem opowieści co Black ThoughtQuesto, a jego nieraz zupełnie odmienne spostrzeżenia dodają wiele kolorytu i tak już barwnej narracji Ahmira. Oprócz tego książka oferuje nam również kilkanaście stron kolorowych zdjęć (naturalnie z przezabawnymi komentarzami) oraz rocznikowe zestawienie najważniejszych albumów życia — od roku urodzenia do momentu, w którym ? rozpoczął własną muzyczną karierę.

Mo’ Meta Blues… jest dokładnie taką książką, na którą czekałem. Czasem śmieszna, czasem poruszająca, pełna wartościowych ciekawostek (których celowo nie zdradzam, by nie psuć Wam niespodzianki), umiejętnie spuentowana lektura faktycznie pozwala nam spojrzeć na świat oczami naszego ulubionego perkusisty, producenta, dziennikarza, muzycznego nerda, a przede wszystkim pasjonata.  Nawet jeśli interesujesz się zupełnie innymi gatunkami muzycznymi (co zatem robisz na soulbowl.pl?), to i tak nawiążesz z Questo pewną nić porozumienia. Wystarczy, że też chociaż trochę kochasz muzykę.

Recenzja książki: Mitch Winehouse „Amy, moja córka”

amy

Mitch Winehouse

Amy, moja córka

(2013)

SQN

Gdy pada nazwisko Amy Winehouse trzy skojarzenia są niemal natychmiastowe — genialna muzyka, oryginalny image i… narkotyki.  Wszystkie te elementy znajdują swoje miejsce w Amy, moja córka. Jest to opowieść snuta przez osobę najbliższą, a jednocześnie najmniej obiektywną, czyli Mitcha Winehouse’a — ojca tej muzycznej ikony. Zarzuca się mu, że pisząc tę biografię miał na celu dorobienie się fortuny kosztem tragicznie zmarłej córki, lecz mało kto wie, że dochody ze sprzedaży przeznaczone są w całości na wsparcie pośmiertnie założonej fundacji imieniem Winehouse. Skoro już niektórzy pokusili się o rzucenie kamienia w stronę autora, czas otworzyć książkę, którą przysłowiowo ocenili po okładce.

Być może Amy, moja córka nie jest przykładem literatury z najwyższej półki, a środki stylistyczne i kunszt literacki autora  miejscami pozostawiają wiele do życzenia, ale powiedzmy sobie szczerze — Mitch nie jest pisarzem. Sposób prowadzenia narracji wprowadza miejscami monotonię, jednak życiorys Amy nie pozwala zasypiać na długo i już za chwilę następuje dramatyczny zwrot akcji, który czasami szokuje, a czasami wzrusza. Momentami mam jednak wrażenie, że całość jest bardziej pamiętnikiem zrozpaczonego i chwilami bezradnego ojca, a mniej biografią zagubionej duszy. Spodziewany brak obiektywizmu można uznać za powód, dla którego cała wina za uzależnienie Amy od narkotyków zrzucona została na jej męża Blake’a.  Wymarzonym materiałem na drugą połówkę nie był, fakt, ale zabrakło mi wnikliwszej analizy samego procesu uzależniania. Stwierdzenie „okazało się, że jednak brała od dłuższego czasu” w tej całej dramatycznej historii wydaje się być niewystarczające.

Jednym z ciekawszych punktów biografii są opowieści o inspiracjach i procesie tworzenia muzyki. Dostajemy swoiste behind the scenes powstawania takich przebojów jak „Rehab” i poznajemy kolejne momenty, które kształtowały awangardowy image artystki. Nie zabrakło również rodzinnych wzlotów i upadków oraz dużej dawki tego, co tworzy fundament całości, czyli relacji ojciec-córka. Odrobina światła rzucona na brukowcową „prawdę” pozwala zapomnieć o skandalach i skupić się na tym co działo się we wnętrzu tej drobnej, zagubionej dziewczyny. Dzięki książce odkrywamy, że muzyka była dla niej nie tylko sposobem wyrażania siebie, ale również swoistym katharsis i najlepszą terapią odwykową.

Nie mamy tu do czynienia z dziełem na miarę trzynastozgłoskowca, ale przecież nie taki był zamysł autora. Dostajemy za to zmieniające się niczym slajdy obrazy z życia nieodżałowanej gwiazdy, której oblicze staje się coraz bardziej ludzkie.

Zgarnij książkę o życiu Amy Winehouse – ROZWIĄZANIE

65tpxi

ROZWIĄZANIE: Książki trafiają do Magdy Głowiak, Gabrieli Maśki, Krzyśka Feste i Marty Kamińskiej. Skontaktujemy się z Wami mailowo. Gratulujemy!

___________
Tym razem do rozdania mamy 4 (!) książki „Amy Moja Córka” autorstwa ojca artystki. Co należy zrobić?

Po 1. Podać swój ulubiony utwór Amy Winehouse i uzasadnić dlaczego. (Forma dowolna, ale uprzedzamy, że kreatywność dla nas liczy się najbardziej, a rysunki lubimy najbardziej!)

Po 2. Udostępnić miskowy profil na swojej fejsowej ścianie, zaprosić swoich ziomków do polubienia go i wysłać nam print screena.

Po 3. Nic więcej robić nie trzeba.

Wszystko wysyłajcie na adres mailowy lil.kw@wp.pl do hm… 12 marca.

Impreza promująca ,,Leksykon…” w Krk!

Nie macie planów na piątek, a znajdujecie się obecnie w stolicy Małopolski? Idealnie się składa, bo mamy dla Was propozycję nie do odrzucenia! 23 stycznia (tak, właśnie ten piątek) o godz. 21.00 w krakowskim klubie InBlanco odbędzie się kolejna impreza promująca niezwykle zacne i unikatowe na europejskim rynku wydawnictwo – ,,Leksykon muzyki soul & R&B. Rytm, dusza, ciało”. Spotkanie umilać będą szanowni autorzy dzieła, Andrzej Cała Radek Miszczak, którzy na pewno uraczą Was arią wysmakowanych dźwięków. Wstęp wolny! Natomiast parę godzin wcześniej (godz. 17.00) w Empiku na Rynku Głównym będzie można spotkać się z autorami i przyozdobić swój egzemplarz książki (zakładamy, że oczywiście posiadacie już taki w swojej kolekcji! W każdym razie na miejscu możecie szybko nadrobić to skrajne niedopatrzenie!) ich oryginalnym autografem.  Przybywajcie!

O książkach i czytaniu w wersji video

Nie da się ukryć, iż ,,Leksykon muzyki soul & R&B. Rytm, dusza, ciało”  gorąco polecamy, zachwalamy i promujemy od dłuższego już czasu. Tym razem zachęcamy Was do obejrzenia wywiadu, jaki Radek Miszczak, jeden ze trójcy świętej autorów dzieła, udzielił Myspace Tv. I jeśli jesteśmy przy właśnie tym serwisie, to twórcy serdecznie zapraszają do dodawania profilu ,,Leksykonu … ” do znajomych i szerzenia tym sposobem dobrej nowiny. A zatem nie lękajcie się (!) i dodawajcie, dodawajcie. A może jesteście z miasta Kraka? W takim razie koniecznie MUSICIE wybrać się na imprezę promującą książkę, która 23 stycznia odbędzie w krakowskim klubie InBlanco.  W roli głównej wystąpią szanowni autorzy, a wstęp jest wolny. Więcej informacji po skoku, a już teraz naciskajcie play, oglądajcie i słuchajcie co o tym wielkim przedsięwzięciu, jakim jest owa encyklopedia soulu i R&B, miał do powiedzenia Radek Miszczak. Andrzej Cała ustosunkował się już tutaj.

(więcej…)

O książkach i czytaniu – recenzja ,,Leksykonu muzyki soul & R&B. Rytm, dusza, ciało”

Obcowanie z ,,Leksykonem muzyki soul & R&B. Rytm, dusza, ciało”  autorstwa Andrzeja Cały, Radka MiszczakaHirka Wrony nastręcza kilku problemów. Po pierwsze, jak tytuł wskazuje, książka traktuje o muzyce, czyli o czymś, co tak naprawdę fizycznie nie istnieje, jest nienamacalne, ma wiele imion, a jego ocena zależy głównie od subiektywnych odczuć. Aby zmierzyć się z tą tajemniczą materią i starać się ją opisać, panowie Cała, MiszczakWrona  wybrali ścieżkę naukową, gwarantującą możliwie największy obiektywizm, a zatem formę encyklopedii, tudzież leksykonu. (więcej…)