O książkach i czytaniu – recenzja ,,Leksykonu muzyki soul & R&B. Rytm, dusza, ciało”

Data: 27 grudnia 2008 Autor: Komentarzy:

Obcowanie z ,,Leksykonem muzyki soul & R&B. Rytm, dusza, ciało”  autorstwa Andrzeja Cały, Radka MiszczakaHirka Wrony nastręcza kilku problemów. Po pierwsze, jak tytuł wskazuje, książka traktuje o muzyce, czyli o czymś, co tak naprawdę fizycznie nie istnieje, jest nienamacalne, ma wiele imion, a jego ocena zależy głównie od subiektywnych odczuć. Aby zmierzyć się z tą tajemniczą materią i starać się ją opisać, panowie Cała, MiszczakWrona  wybrali ścieżkę naukową, gwarantującą możliwie największy obiektywizm, a zatem formę encyklopedii, tudzież leksykonu. ,,Leksykon muzyki soul & R&B” to biografie, czy jak jest to określone w książce – profile 450 artystów specjalizujących się w gatunkach soul i R&B, od tych najbardziej komercyjnych spod znaku Beyonce czy Justina Timberlake’a, po bardziej alternatywnych wykonawców urban takich jak chociażby Steve Spacek czy Me’shell Ndege’Ocello. Przyjęty przedział czasowy (1990-2008) na szczęście nie wyklucza drobnych wycieczek w przeszłość i prezentacji sylwetek artystów, którzy mieli niebagatelne znaczenie dla rozwoju czarnych brzmień (wymieńmy choćby Jamesa Browna, Prince’a, czy Arethę Franklin). Jednocześnie całość wzbogacona jest o różnorakie zestawienia i rankingi (wszystkim zaangażowanym wyznawcom Lauryn Hill i D’Angelo ku refleksji szczególnie polecam top 5 największych upadków) oraz bardzo praktyczny słowniczek pojęć związanych z soulem i R&B, gdyż na naukę i doskonalenie się nigdy nie jest za późno (korzystając z okazji, chciałabym z tego miejsca prosić wydawców, aby przy kolejnych wydaniach wprowadzili do słowniczka obecnie bardzo powszechne pojęcie ,,auto-tune’a”). Na deser zostają nam jeszcze zdjęcia. Dla polskich słuchaczy i uczestników koncertów duże znaczenie może mieć fakt,  iż spora ich część pochodzi z koncertów tych wykonawców soul i R&B, które odbyły się w ostatnich latach w Polsce (i tak mamy tu m.in. PharrellaErykę z Babich Dołów, Craiga Davida z Opery Leśnej w Sopocie czy Jill Scott z jej występu w Kongresowej).

Narzucona z góry encyklopedyczna koncepcja prowokuje pewnego rodzaju sztampowość i zmęczenie materiału. I tak czytamy, że niemalże każdy wokalista R&B zaczynał swoją przygodę ze śpiewaniem w kościele, a co druga śpiewająca dama jest ,,bardzo urodziwa”. Można by zapytać się, jaki i czy w ogóle ma to związek z twórczością, danych artystów, ale chodźmy dalej. Tutaj bowiem powoli narzuca się kolejna wątpliwość.  Bo czy tworzenie takiego wydawnictwa jakim jest ,,Leksykon…”  ma rację bytu w wirtualnych czasach google i wikipedii, kiedy to potrzebna informacja jest na wyciągnięcie myszki, a jeśli jeszcze jej tam nie ma, to każdy może pobawić się w ,,dziennikarzenie” i ją stworzyć. Odpowiedź brzmi tak, ma, jak najbardziej. W przeciwieństwie do rzesz internetowych ,,krytyków” o mlecznych wąsach, autorzy od lat zajmują się profesjonalnie szerzeniem czarnych brzmień w naszym drogim kraju. Na kartach swojej książki dzielą się wiedzą, doświadczeniem, ale przede wszystkim trzeźwą oceną sytuacji na światowej scenie soulu i R&B. W dużej mierze twórcy ,,Leksykonu … ”  pozostają obiektywni, ale od czasu do czasu pozwalają sobie również na drobne złośliwości (przy profilu KanYe’ego Westa możemy przeczytać: ,, … ramię w ramię z wielkim talentem często idą też problemy natury psychicznej, a megalomania potrafi zajrzeć nawet najbardziej pozytywne wrażenie, jakie kojarzy nam się z twórczością danego artysty.”), bo przecież ktoś musi powiedzieć pewne rzeczy głośno. Dobrze gdy ten ktoś ma autorytet.

Jeśli mowa właśnie o estymie i poważaniu, to tu napotykamy także ostateczne utrudnienie. Jak bowiem ocenić pionierskie dzieło na polu soulu i R&B w Polsce, które zapewne przez kilka najbliższych lat nie będzie miało żadnej konkurencji ? Za sam ten fakt powinno się krzyknąć i zawołać ,,czapki z głów!” Ale jeśli już zaczęliśmy, to skończmy i podsumujmy. Oczywiście można byłoby czepiać się kilku kłujących błędów redakcyjno-edycyjnych (pośpiech jak mniemam), czy chociażby tego, że postaci Ayo poświęcono więcej miejsca niż Raphaelowi Saadiqowi, jednak koniec końców ,,Leksykonowi …” udaje się pewna niezwykła rzecz. To wydawnictwo wręcz zaraża pasją poszukiwania i odkrywania nowych dźwięków. Po przejrzeniu choć kilku stron książki Cały, MiszczakaWrony, aż chce się pędzić, nastawić swoje stereo, albo eksplorować nie tylko wirtualne przestrzenie w celu uzupełnienia muzycznych braków. Jeśli takie było choć jedne z założeń autorów, to Panowie, możecie zameldować sobie nawzajem wykonanie zadania.

Komentarze

komentarzy