Recenzja książki: Mitch Winehouse „Amy, moja córka”

Data: 24 kwietnia 2013 Autor: Komentarzy:

amy

Mitch Winehouse

Amy, moja córka

(2013)

SQN

Gdy pada nazwisko Amy Winehouse trzy skojarzenia są niemal natychmiastowe — genialna muzyka, oryginalny image i… narkotyki.  Wszystkie te elementy znajdują swoje miejsce w Amy, moja córka. Jest to opowieść snuta przez osobę najbliższą, a jednocześnie najmniej obiektywną, czyli Mitcha Winehouse’a — ojca tej muzycznej ikony. Zarzuca się mu, że pisząc tę biografię miał na celu dorobienie się fortuny kosztem tragicznie zmarłej córki, lecz mało kto wie, że dochody ze sprzedaży przeznaczone są w całości na wsparcie pośmiertnie założonej fundacji imieniem Winehouse. Skoro już niektórzy pokusili się o rzucenie kamienia w stronę autora, czas otworzyć książkę, którą przysłowiowo ocenili po okładce.

Być może Amy, moja córka nie jest przykładem literatury z najwyższej półki, a środki stylistyczne i kunszt literacki autora  miejscami pozostawiają wiele do życzenia, ale powiedzmy sobie szczerze — Mitch nie jest pisarzem. Sposób prowadzenia narracji wprowadza miejscami monotonię, jednak życiorys Amy nie pozwala zasypiać na długo i już za chwilę następuje dramatyczny zwrot akcji, który czasami szokuje, a czasami wzrusza. Momentami mam jednak wrażenie, że całość jest bardziej pamiętnikiem zrozpaczonego i chwilami bezradnego ojca, a mniej biografią zagubionej duszy. Spodziewany brak obiektywizmu można uznać za powód, dla którego cała wina za uzależnienie Amy od narkotyków zrzucona została na jej męża Blake’a.  Wymarzonym materiałem na drugą połówkę nie był, fakt, ale zabrakło mi wnikliwszej analizy samego procesu uzależniania. Stwierdzenie „okazało się, że jednak brała od dłuższego czasu” w tej całej dramatycznej historii wydaje się być niewystarczające.

Jednym z ciekawszych punktów biografii są opowieści o inspiracjach i procesie tworzenia muzyki. Dostajemy swoiste behind the scenes powstawania takich przebojów jak „Rehab” i poznajemy kolejne momenty, które kształtowały awangardowy image artystki. Nie zabrakło również rodzinnych wzlotów i upadków oraz dużej dawki tego, co tworzy fundament całości, czyli relacji ojciec-córka. Odrobina światła rzucona na brukowcową „prawdę” pozwala zapomnieć o skandalach i skupić się na tym co działo się we wnętrzu tej drobnej, zagubionej dziewczyny. Dzięki książce odkrywamy, że muzyka była dla niej nie tylko sposobem wyrażania siebie, ale również swoistym katharsis i najlepszą terapią odwykową.

Nie mamy tu do czynienia z dziełem na miarę trzynastozgłoskowca, ale przecież nie taki był zamysł autora. Dostajemy za to zmieniające się niczym slajdy obrazy z życia nieodżałowanej gwiazdy, której oblicze staje się coraz bardziej ludzkie.

Komentarze

komentarzy