lauryn hill

Pusha-T w jednym numerze z Ms. Lauryn Hill na bicie Kanyego Westa

No no! Gdy w połowie tygodnia wydawało się, że świeżo wydany singiel Pushy-T „Sociopath” z bitem Kanyego Westa, kontynuacja doskonałej formy rapera, to być może najlepszy nowy numer, jaki dostaniemy przed końcem miesiąca, raperowi udało się przebić samego siebie. Dwa dni później światło dzienne ujrzało „Coming Home”, także wyprodukowane przez Westa, także z jakościowym rapem Pushy, ale z Ms. Lauryn Hill w refrenie. Z jednej strony sam refren jest może odrobinę prostolinijny melodycznie i tekstowo, z drugiej w połączeniu z brzmieniem i konwencją kawałka, jest w tym wszystkim coś ze starej dobrej Lauryn, za którą wszyscy tęsknimy. No i Hill na bicie Westa to jednak wydarzenie, na które fani piosenkarki czekali od 2004, kiedy fragmenty „Mystery of Iniquity” samplowane z „All Falls Down” musiała nagrać ponownie Syleena Johnson. No i można pomarzyć, co by było, gdyby Hill pozwoliła Westowi, by ten wyprodukował jej kolejną płytę…

Lauryn Hill odpowiada na oskarżenia Roberta Glaspera

Na tydzień przed 20-stą rocznicą wydania The Miseducation of Lauryn Hill w wywiadzie dla The Madd Hatta Morning Show Robert Glasper otwarcie zaatakował piosenkarkę, oskarżając ją o to, że ukradła piosenki na jej jedyny studyjny krążek i że muzyków, z którymi współpracuje, traktuje bez należytego im szacunku. Teraz sama Hill postanowiła odnieść się do oskarżeń — rozpoczynając długi tekst opublikowany na Medium.com, przeprosiła za zwłokę spowodowaną tym, że informacje o wywiadzie Glaspera doszły do niej z opóźnieniem.

Hill zapewniła, że to jej własne piosenki, że nie ma takiej możliwości, by ktoś inny pisał je dla niej lub za nią, przyznała natomiast, że zatrudnia „budowniczych dźwięku”, którzy pomagają jej technicznie przełożyć jej koncepcje na faktyczne realizacje, ale to ona zawsze jest siłą sprawczą i architektem swojej muzyki. Wyjaśniła także, że w przeszłości jej podejście do współpracy twórczej było inne, ale, choć nie chce ranić nikogo intencjonalnie, ma określone zasady, wie czego chce i mówi o tym wprost od samego początku. Napisała również, że najstarsi członkowie jej obecnego zespołu grają z nią od ośmiu lat, ale stworzenie pożądanego komfortu współpracy wymagało czasu. „Niewielu naprawdę wie, czym jest ta droga, ale wielu ocenia i komentuje, nie mając takich doświadczeń” — dodała.

Hill odniosła się także do, jak to sama określiła, „miejskiej legendy, w którą wielu nadal wierzy”, jakby nienawidziła białych. Wyjaśniła, że to nieprawda, ale nie może jednocześnie godzić się na wykorzystywanie ludzi, ze względu na to, że są inni, odnosząc się do niewolnictwa i walki Afroamerykanów o równe prawa w społeczeństwie nadal zdominowanym ekonomicznie przez białych. „Tłamszenie wszystkiego [w sobie] w imię dogadywania się z innymi to zaprzeczenie własnemu prawu do uleczenia” — skwitowała. Spory fragment artykułu poświęciła także sytuacji, w której kolorowa kobieta u steru musi podejmować decyzje, a używany przez nią od jakiegoś czasu przed nazwiskiem zwrot „Ms.” wyjaśniła potrzebą szacunku, którego często brakowało. Zwieńczenie tekstu przytaczamy w oryginale:

The album inspired many people, from all walks of life, because of its radical(intense) will to live and to express Love. I appreciate everyone who was a part of it, in any and every capacity. It wouldn’t have existed the way that it did without the involvement, skill, hard work, and talents of the artists/musicians and technicians who were a part of it, but it still required my vision, my passion, my faith, my will, my soul, my heart, and my story.

Cały artykuł napisany przez Hill do przeczytania tutaj. O splocie losów twórcy i słuchacza, sile z jaką pojedyncza płyta może zmienić ludzkie życie i o pokłosiu obezwładniającego sukcesu krążka w kontekście The Miseducation of Lauryn Hill przeczytacie z kolei w naszym felietonie.

20 lat z The Miseducation of Lauryn Hill

The Miseducation of Lauryn Hill to płyta, która nauczyła mnie czuć muzykę. Pokazała mi, że muzyka może przeszywać na wskroś, penetrować i wypełniać psyche i zostawiać po sobie ślad. Wykształciła we mnie pewien zdrowy zmysł, że oto w centrum dobrego życia musi być miejsce i na radość, i na smutek. Ta słodko-gorzka, bardzo życiowa mieszanka stojąca w jej centrum; lekcja, na którą sama Lauryn Hill zaspała, była przysposobieniem dla mnie. To pierwsza płyta, którą miałem na winylu, pierwsza, przy której płakałem, pierwsza, której słowa traktowałem osobiście niczym moje własne, pierwsza, która wrosła bezbrzeżnie w mój świat, stając się naturalną ścieżką dźwiękową mojej codzienności. Nie potrafię myśleć o nastoletnim sobie w oderwaniu od Miseducation, ani o Miseducation, nie traktując jej jako części mojej własnej drogi.

Nie pamiętam już, jak to wszystko się zaczęło, ale niewątpliwie miało związek z Fugees. W domu bez kablówki (która byłaby oknem na świat w postaci niemieckiego MTV) w Polsce przed przełomem milenialnym debiutancki krążek Hill musiał być wielkim nieobecnym, podczas gdy „Killing Me Softly” i „Ready or Not” grano wszędzie i bez umiaru. Wokalna ekwilibrystyka Hill w połączeniu z jej nieustraszonym flow musiały budzić podziw. Moje pierwsze wspomnienia związane z odkryciem jej solowej kariery są jednak doszczętnie cyfrowe, niewątpliwie więc o kilka lat późniejsze, choć absolutnie nie spóźnione — Hill dotarła do mnie w samą porę. Samo Miseducation wielokrotnie odkrywane, studiowane z namaszczeniem w rozmaitych kontekstach i perspektywach musiało być dla mnie także bramą do wielkiego klasycznego soulu. Dzięki Hill odkryłem nie tylko Steviego Wondera, ale też nieodżałowaną Arethę, wspaniałego Curtisa, magnetyzującego Sama Cooke’a czy natchnionego Boba Marleya. Ten ostatni dla mnie wciąż najmocniej objawia się jednak w dość odległej mu interpretacji. To była ta właściwa brama do świata nieznanego zupełnie nastoletniemu młokosowi pozbawionemu świadomych kulturalnych wzorców. Dzisiaj myślę, że moi rodzice powinni napisać list z podziękowaniami do Lauryn Hill. Ich syna, gdy wchodził w ten głupi wiek, kiedy na swoich pierwszych idoli zwykle wybiera się największych czubów (w najlepszym razie bełkoczących raperów z wytatuowanymi twarzami; chyba że jest się postacią z filmu któregoś z naśladowców Wesa Andersona — wtedy nie), przyciągnął bez reszty jej niekłamany magnetyzm. Wtedy wydawało mi się to dosyć wstydliwe — na wpół dziwne, na wpół błahe, ale prawda była taka, że jeśli do kogoś z dalekiego świata wielkiej sztuki, poważnej nauki, ważkiej polityki miałem zaufanie, to właśnie do Hill.

W tym kontekście od lat próbuję bez powodzenia skleić jakiś tekst o Hill, którego podstawą byłyby właśnie zaufanie i zrozumienie. Tak jak zrozumienie — z początku w postaci nieśmiało kiełkującego poczucia, później obezwładniającej pewności, aż w końcu pewnej wygaszonej, enigmatycznej, ale jednak niepodważalnej prawdy — jest podstawą mojej relacji z Hill. Sama artystka nie daje mi jednak sposobności — Miseducation zostało na przestrzeni ostatnich dwóch dekad rozłożone na czynniki pierwsze przez amerykańskich krytyków niezliczoną ilość razy, można mniej lub bardziej świadomie powielać ich myśli, niezbornie układać na nowo, podpisywać się pod nimi własnym nazwiskiem, ale gdy od zawsze zna się na pamięć każdy wers i dźwięk na krążku, trudno o samopoczucie uczciwości takich sądów. Brak świeżej perspektywy, dystansu, przewrotnej myśli kwestionującej zastany ład. A i empatia jako budulec musi zawieść, kiedy wszyscy rozumieją, a w miejscu faktycznej kontry słychać wyłącznie echo unisonu. Próbując nieskładanie zebrać te pulsujące od lat samobieżnie myśli, słucham zresztą MTV Unplugged No. 2.0 z przekonaniem, że oto właśnie muzyka, dla której moje zrozumienie może mieć rzeczywisty sens. W tym kontekście Miseducation przyuczyło mnie do sztuki rozumienia, abym mógł z empatią pojąć Unplugged. Nie było to wynikiem żadnej artystycznej kalkulacji, stało się zupełnie naturalnie — tak jak rodzice, którzy uczą dzieci miłości, by te mogły oddać ją później światu, gdy jest mu najbardziej potrzebna.

Unplugged potrzebowało zrozumienia. Choć Hill w licznych interludiach sama rozwlekle wyjaśniała swoją obecną postawę wobec świata, oszczędna forma, złożone moralnie, emocjonalnie i leksykalnie teksty i wspomniane przerywniki musiały w mniej zdeterminowanym odbiorcy wywołać pewną konsternację. Tym z założenia nieoszlifowanym materiałem Hill połowicznie wybrnęła z klątwy drugiej płyty, która w obliczu bezprecedensowego sukcesu debiutu musiała pochłonąć ją wówczas bez reszty (i to właśnie ta druga połowa). Album, który się wtedy ukazał, nie mógł w swojej niedoskonałości uczciwiej przedstawić nowego emocjonalnego ładu piosenkarki. Ładu w fazie gwałtownej reformacji, ale nie irracjonalnego, sprzecznego u podstaw, kosmicznego ani odległego, a takie właśnie wrażenie można było odnieść po pobieżnym odsłuchu pozbawionym woli zrozumienia. Woli, która może przecież zaprowadzić nas w głąb nas samych, do miejsc, z których istnienia nie mogliśmy zdawać sobie sprawy. Kontakt z prawdziwym artystą obnażonym, przedstawiającym swoją prawdę na skraju (lub w zupełnym oderwaniu od) scenicznej kreacji, musi grozić zrozumieniem jego perspektywy. Unplugged względem Miseducation jest trudną być może, ale obezwładniająco szczerą dokumentacją stawania się — artystycznego oczywiście też, ale przede wszystkim tego człowieczego. Niewątpliwie drzemie w tym samoodarciu się megagwiazdy z atrybutów jej gwiazdorstwa pewna biblijna mistyka i w tym sensie Hill nie jest gołosłowna — not the talkers, but the walkers in His word, are the only ones the Father will forgive — puentuje przepełnione biblijną metaforyką 9-minutowe „Oh Jerusalem”. Szalone? Być może, ale jakże mocne! Współistnienie pozornych sprzeczności bezboleśnie i harmonijnie zaakcentowane na Miseducation, na Unplugged przybiera formę brutalnego emocjonalnego rollercoastera. Mimo wszystko zarówno w sensie artystycznym, jak i emocjonalnym jedno wynika z drugiego, a jestem przekonany, że także jedno drugie uzupełnia i wyjaśnia.

Okazuje się, że dokładnie 10 lat temu pisałem tutaj o technikaliach sukcesu Miseducation. Przed trzema laty zaś poświęciłem kolejom losu Hill audycję radiową.

Lauryn Hill twarzą kampanii promocyjnej marki Woolrich

Lauryn Hill twarza kampanii promocyjnej marki Woolrich

Marka odzieżowa Woolrich zaangażowała niedawno Lauryn Hill do swojej najnowszej kampanii na sezon jesień/zima 2018. Jako ikona muzyki soul, artystka idealnie wpasowuje się w tematykę kampanii American Soul Since 1830, również dzięki swojemu unikalnemu wyczuciu mody i nietuzinkowemu stylowi. W klipie promującym wydarzenie Hill, przy akompaniamencie jedynie pianina, wykonuje akustyczną wersję kawałka „Ex-Factor” z jej hitowego albumu The Miseducation of Lauryn Hill. Prezentowane warunki wokalne są wciąż nienaganne, podobnie jak przedstawione w reklamie stylizacje – kolorowe płaszcze, oversize’owe kurtki, wachlarz dodatków i ostry makijaż. Ponadto, na tle różnych scen, wyświetla się deklaracja na temat czym dla Lauryn jest „Amerykański soul”. Obejrzyjcie barwne wideo poniżej

W tym roku, 25 sierpnia mija już 20. rocznica wydania ponadczasowej płyty The Miseducation of Lauryn Hill. Tak, tak, to już tyle czasu przeleciało, a krążek wciąż uznawany jest za jeden z najlepszych w muzyce soulowej. Z okazji jubileuszu artystka wyruszyła w lipcu w trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Trasa potrwa do października, a podczas występów Hill wykona wszystkie utwory z jej jedynego albumu. Prawdziwa gratka dla fanów, ale tylko w USA.

Lauryn Hill na Coachelli u boku DJ-a Snake’a

Lauryn Hill podczas paryskiego występu, 1 marca 2017 (Zdjęcie Victor Boyko/Getty Images dla Kenzo)

W Europie Wielkanoc, w USA — Coachella. Tak upłynął po obu stronach oceanu miniony weekend. Podczas setu DJ-a Snake’a (tego od „Lean On”) nieoczekiwanie na scenie w roli gościa pojawiła się Lauryn Hill! Artystka wykonała nieśmiertelne “Ready or Not” i “Killing Me Softly” z repertuaru The Fugees, jak i jej solowy rapowy klasyk “Lost Ones”. I cóż. Pani Hill trzyma się znakomicie. Nadal to ma. Brzmi równie dobrze i witalnie, co dziesięć lat temu podczas ulotnej reaktywacji Fugees i ich słynnego występu podczas nagród BET. Pytanie dlaczego wciąż nie wydaje nowej płyty. Od premiery The Miseducation of Lauryn Hill minie w sierpniu 19 lat. Po odrobinę nostalgii zapraszamy na Instagram — do trzech krótkich, ale treściwych fanowskich filmów z weekendowego występu Hill: tutaj, tutajtu.

Lauryn Hill prezentuje nową wersję „Rebel”

laurynhill-rebel

Po sobotnim występie w ramach TIDAL X: 1015 Hill udostępniła ekskluzywnie na Tidalu nową wersję znanego z jej MTV Unplugged No. 2.0 utworu wydanego pierwotnie pod podwójnym tytułem „I Find It Hard to Say (Rebel)”. „Stary utwór, nowa wersja, taki sam kontekst, nawet bardziej adekwatny teraz” — napisała na Twitterze piosenkarka. Nowa interpretacja utworu zawiera odświeżoną (odrobinę kosmiczną, by nie napisać pokraczną) aranżację w stylu ostatnich produkcji Hill, ponownie nagrane wokale i odrobinę zmienioną linię melodyczną. To już trzecia wersja utworu, która ujrzała światło dzienne. Oprócz oficjalnego wykonania unplugged, kilka lat po pamiętnym koncercie dla MTV do internetu wyciekła nieautoryzowana studyjna wersja utworu. Wszystkich trzech możecie posłuchać poniżej.

Cały godzinny występ Lauryn Hill w Austin City Limits

002_aclmslaurynhill__dsc3096

Jak informowaliśmy w czwartek w specjalnym odcinku show Austin City Limits wypuszczonym w ostatni weekend jeszcze przed inauguracją 42 sezonu programu, wystąpiła Lauryn Hill. Piosenkarka zaprezentowała przekrojowy materiał od „Killing Me Softly” i „Ready or Not” Fugees, przez najlepsze momenty The Miseducation of Lauryn Hill, aż po włączony w zeszłym roku do repertuaru piosenkarki cover „Feeling Good” Niny Simone. Hill znana z dawania nierównych, czasem zbyt głośnych i bardzo opóźnionych występów tym razem zaprezentowała się od najlepszej strony — pozytywnie zaskakując zarówno wokalnie, jak i aranżacyjnie. Niemal godzinny występ nagrany w listopadzie ubiegłego roku w Moody Theater w Austin można teraz zobaczyć w całości dzięki uprzejmości PBS. Zdecydowanie warto!

Lauryn Hill ogłasza amerykańską trasę i występuje w Austin City Limits

LaurynHillTour

Zawsze mam wątpliwości, czy jest sens informować polskich czytelników o amerykańskich trasach koncertowych, a tymczasem tutaj znalazłem aż trzy, a później jeszcze doszedł do tego niespodziewany bonus. Otóż — w przypadku Hill dobrze wiedzieć, że cokolwiek się dzieje, bo jej aktywność od lata jest niesamowicie nieregularna. Poza tym amerykańskie trasy koncertowe czasem zyskują europejskie odnogi, choć chyba nie liczyłbym na to nadto w tym przypadku. No i przede wszystkim plakat i nazwa trasy robią wrażenie. Pytanie czy wskazują też choćby orientacyjnie kierunek, w jakim zmierza stylistyka Hill. Trasa MLH Caravan: A Diaspora Calling! rozpocznie się pod koniec sierpnia w Filadelfii, a zakończy w połowie listopada w Phoenix i 16 koncertów. Trasę prezentują Tidal i Live Nation. Ryzykowna inwestycja, ale trzymamy kciuki. Jeśli chodzi natomiast o samą nazwę trasy, oddajmy głos samej Hill.

“The MLH Caravan allows me to continue the theme of unity and celebration of the many facets of cultural and artistic beauty throughout the African diaspora while on tour this summer and fall. In these days of tension, tumult and transition, an exchange of this kind can yield direction, expression, understanding and empowerment as well as connection, self Love and appreciation that hopefully overflows into our respective communities.”

Piosenkarka zresztą jest obecnie w znakomitej formie koncertowej, a przynajmniej była podczas kręcenia odcinka Austin City Limits, który w ten weekend amerykańscy widzowie zobaczą na PBS. Piosenkarka wykonała między innymi charyzmatyczne i kunsztowne wersje „Doo Wop (That Thing)” i niegranego od wielu lat „Mystery of Iniquity”, z którego przed laty Kanye West pożyczył sobie refren. Ten drugi utwór trafił do sieci jako web exclusive, a pełną setlistę koncertu można znaleźć tu. Koniecznie posłuchajcie.

The Weeknd i Lauryn Hill na żywo w The Tonight Show

lauryn

Wielki zawód sprawiła Lauryn Hill fanom nie pojawiając się na imprezie Grammy. Krążą różne plotki, Lauryn wydała oficjalne oświadczenie w tej sprawie, a prawda może być zupełnie inna, znając kapryśną naturę artystki. Najważniejsze jednak, że The Weeknd doczekał się wspólnego występu z Amerykanką, a całość okazała się niezłym zaskoczeniem dla fanów podczas The Tonigh Show Starring with Jimmy Fallon. Para wykonała utwór artysty „In the Night” z jego topowego albumu Beauty Behind the Madness. Może kiedyś tych dwoje nagra coś wspólnie, bo ich głosy brzmią razem wyjątkowo dobrze. Sprawdźcie poniżej.

Nowy utwór: Lauryn Hill „A Cradle In Bethlehem”

artworks-000140796323-dcyycz-t500x500

Dawno nic nowego nie słyszeliśmy od Pani Hill. Wciąż czekamy na jakieś wieści o drugiej solówce, może trzecim wspólnym albumie The Fugees, ale póki co możemy się delektować „A Cradle In Bethlehem” — coverem piosenki z 1920 roku, która zdobyła sporą popularność dzięki wykonaniu Nat King Coele’a jeszcze w latach sześćdziesiątych. Lauryn postanowiła wypuścić swoją wersję tego utworu właśnie teraz, co wydaje się zupełnie zrozumiałe, bo w końcu mamy jeszcze Święta i można na luzaczku, przy odpowiedniej atmosferze i choince posłuchać całkiem przyjemnej interpretacji klasyka. Zaparzcie dobrą herbatkę, zapalcie świeczkę na stole i sprawdźcie, jak to brzmi.

Lauryn Hill na żywo w programie The Tonight Show

Lauryn-Hill

Jimmy Fallon od zawsze zapraszał do swojego show wspaniałe gwiazdy. Tym razem przyszła kolej na Lauryn Hill, która niedawno powróciła na scenę za sprawą płyty Nina Revisited: A Tribute to Nina Simone. Artystka wykonała na niej parę piosenek. Jedną z nich, zatytułowaną „Feeling Good” zaśpiewała podczas wieczornego programu. Wykonanie budzi respekt za sprawą sporej sekcji muzycznej, w której skład weszły smyczki i instrumenty dęte. Właśnie one, wraz z zachrypłym głosem wokalistki nadały potężną energię piosence. Szkoda tylko, że jest ona tak bardzo podobna do oryginału.

 

Kolejne utwory w hołdzie Ninie Simone

Image1

Do premiery Nina Revisited: A Tribute to Nina Simone zostały jeszcze ponad dwa tygodnie, ale sam film o piosenkarce, któremu płyta towarzyszy, zadebiutuje już za dwa dni. Nic więc dziwnego, że już teraz twórcy podsycają ciekawość kolejnymi reinterpretacjami. Po „Feeling Good” w wykonaniu Lauryn Hill, RCA prezentuje dwa kolejne utwory — „Black Is the Color of My True Love’s Hair” także zaśpiewane przez Hill i „My Baby Just Cares for Me” w interpretacji Ushera. Oba są w swoich aranżach znacznie bardziej oddalone od oryginałów niż wspomniane „Feeling Good”, ale trudno ocenić na ile tak dalece posunięte przeobrażenie służy projektowi.

Lauryn Hill w hołdzie Ninie Simone

hill

Nina Revisited: A Tribute to Nina Simone to tytuł nadchodzącego albumu z coverami utworów Niny Simone. Nie będzie to co prawda płyta nagrana w całości przez Lauryn Hill, ale wystarczy rzut oka na tracklistę, by spostrzec, że nazwisko piosenkarki pojawia się aż przy sześciu z piętnastu interpretacji. Płyta ma ukazać się 10 lipca i towarzyszyć premierze filmu What Happened, Miss Simone? przygotowywanego przez Netflix. Poza Hill na płycie znajdziemy także Mary J. Blige, Ushera, Jazmine Sulliva, Gregory’ego Portera, Commona, Lalę Hathaway czy córkę legendarnej piosenkarki — Lisę Simone.

Hill początkowo zgodziła się, by nagrać na płytę dwa utwory, ale doświadczenie tak bardzo ją pochłonęło, że ostatecznie na krążku pojawi się aż sześciokrotnie. Razem z Robertem Glasperem wcieliła się też w rolę producentki płyty. Premiera What Happened, Miss Simone? zaplanowana została na 26 czerwca. Poniżej premierowe wykonanie klasycznego „Feeling Good” w interpretacji Hill i tracklista zapowiadanego krążka. Hill brzmi całkiem nieźle, choć może odrobinę topornie w porównaniu do oryginalnej wersji. Szkoda natomiast, że aranżacja jest zachowawcza i wierna klasycznemu wzorcowi. Jeśli cała płyta będzie utrzymana w takim stylu, nawet mimo zaskakująco udziału Hill, chyba możemy sobie opuścić odsłuch.

Tracklista:
1. Lisa Simone „Nobody’s Fault but Mine (Intro)”
2. Ms. Lauryn Hill „Feeling Good”
3. Ms. Lauryn Hill „I’ve Got Life”
4. Ms. Lauryn Hill „Ne Me Quitte Pas”
5. Jazmine Sullivan „Baltimore”
6. Grace „Love Me or Leave Me”
7. Usher „My Baby Just Cares for Me”
8. Mary J. Blige „Don’t Let Me Be Misunderstood”
9. Gregory Porter „Sinnerman”
10. Common & Lalah Hathaway „YG&B”
11. Alice Smith „I Put a Spell on You”
12. Lisa Simone „I Want a Little Sugar in My Bowl”
13. Ms. Lauryn Hill „Black Is the Color of My True Love’s Hair”
14. Ms. Lauryn Hill „Wild Is the Wind”
15. Ms. Lauryn Hill „African Mailman”
16. Nina Simone „I Wish I Knew How It Would Feel to Be Free”

Lauryn Hill wykonuje „Ready or Not” i zapowiada koncertowy film

Image11

Nie zobaczycie go jednak w kinach, ani nie kupicie na DVD. Zapis dwugodzinnego koncertu Hill Live From the Brooklyn Bowl można będzie zobaczyć w grudniu (czyli właściwie już) na rozmaitych platformach tylko video on demand czy pay-per-view. A przynajmniej tak podaje informacja prasowa — mnie udało się znaleźć jedynie jedną stronę oferującą obejrzenie koncertu, na której dostęp do materiału wideo na sześć godzin kosztuje prawie 20 dolarów. To nie pierwszy raz, gdy Lauryn Hill wykorzystuje pay-per-view — ponad dekadę temu teledysk do utworu Social Drugs także można było obejrzeć tylko w tym trybie na specjalnej stronie internetowej. Na pocieszenie pozostaje nam całkiem udane wykonanie „Ready or Not” ze wspomnianego koncertu, które zostało udostępnione jako zwiastun całości na YouTube.

Lauryn Hill dedykuje nowy utwór Michaelowi Brownowi

Po tym jak w biały dzień 18-letni Afroamerykanin Michael Brown został zabity przez policjanta w Ferguson w stanie Missouri, sprawa stała się głośna na całym świecie, a w samym Missouri doszło do protestów czy nawet zamieszek. Wielu czarnoskórych aktywistów i artystów wyraziło swoje rozgoryczenie. Wśród nich byli m.in. Frank Ocean, Killer Mike, J. Cole czy Childish Gambino, a teraz do tej grupy dołączyła Lauryn Hill, która na tę okoliczność przerobiła klasyk z filmu Dźwięki muzyki „My Favorite Things” na hymn bitewny zatytułowany „Black Rage”.

Utwór w formie muzycznego skeczu, dema nagranego w sypialni, wokalistka udostępniła na soundcloudzie do odsłuchu i downloadu. Jednocześnie jest to pierwszy od dawna w całości śpiewany utwór piosenkarki. Posłuchajcie go i przeczytajcie tekst poniżej.

Nowy utwór: Lauryn Hill „Doo Wop (MKL Remix)”

mlk lauryn

Wzmożona ilość promieni słonecznych zdecydowanie służy producentom. Ileż to letniaczków zdążyło się przewinąć do tego czasu, a wciąż jest lipiec w kalendarzach. Do chóru beatmakerów dorzucających muzycznego żaru dołączamy dziś Paryżanina MKL. Młodzieniec to odważny, ponieważ porwał się na tak oryginalny i charakterystyczny utwór jak „Doo Wop”, którego brzmienie zna chyba każdy. Ten rym wyszedł mi nieumyślnie, za to poniższa produkcja to już z pewnością przemyślana kwestia. Odpalajcie więc bez wahania tą chropowatą, nowosoulową kompozycję, w której poukrywane jest sporo słońca!

Nowy utwór: Drake „Draft Day”

drake1
Trasa po Europie, a co tam, koncertowanie wcale nie przeszkadza w nagrywkach. Nie wiem co o „Draft Day” sądzi Lauryn Hill, w każdym razie musicie przyznać, że samplowanie klasyka “Doo-Wop (That Thing)” to dość odważne i ryzykowane posunięcie. Mało tego, w tekście świeżynki Drizzy’ego można doszukać się zaczepki w stronę Chance’a The Rappera i pochwał dla aktorki Jennifer Lawrence, ale z punkt widzenia Miski to raczej mało ważne. Posłuchajcie i sami oceńcie czy Drake rzeczywiście jest taki kontrowersyjny.

Lauryn Hill coveruje Beatlesów

Image2

W programie Davida Lettermana. Amerykanie świętują w tym tygodniu 50-lecie Beatlesów, a dokładniej w miniony piątek minęło pół wieku od momentu, gdy czwórka z Liverpoolu wylądowała na amerykańskiej ziemi i rozpoczęła się brytyjska inwazja. Z tej okazji wszyscy i wszędzie coverują ostatnio ich utwory. Swoją wersję „Something” wczoraj przedstawiła także Lauryn Hill. Jej czarujące, soul rockowe wykonanie możecie obejrzeć poniżej.

Nowy teledysk: Lauryn Hill „Consumerism”

Image7

Muszę przyznać, że po usłyszeniu „Neurotic Society” byłem bardzo zawiedziony muzyczną formą Hill i do „Consumerism” podszedłem z wielkim dystansem, ale oto z czasem coraz wyraźniej zacząłem dostrzegać sens tego pozornie chaotycznego numeru. Hill wypluwa kolejne wersy niczym karabin maszynowy, a hipnotyczny refren skutecznie wchodzi pod skórę. Czegokolwiek by o piosenkarce nie powiedzieć, nie można odmówić jej talentu i umiejętności krytycznej oceny rzeczywistości. „Consumerism” to nie kawałek, który podbije listy przebojów, a ludzie będą przy nim tańczyć w klubach. To smutny i niestety całkiem trafny komentarz społeczno-polityczny, teraz zilustrowany odpowiednim teledyskiem. Póki co to jedynie lyric video, ale oddaje w pełni przesłanie utworu, więc mam przeczucie, że w tym wypadku na tym się skończy.

Lauryn Hill powraca na scenę

457339_459426140764535_600607258_o

Lauryn Hill w ubiegłą środę dała swój pierwszy koncert w nowojorskim Bowery Ballroom po wyjściu z więzienia. Odbywała karę trzech miesięcy pozbawienia wolności za uchylanie się od płacenia podatków. Cieszmy się jednak, że wraca w dobrej formie. Podczas dwugodzinnego występu, pani Hill zaprezentowała pozycje z jej najbardziej czczonego albumu The Miseducation of Lauryn Hill w nieco innych aranżacjach oraz jeden nowy utwór. Wielokrotnie nagradzana Grammy artystka będzie kontynuować swoją trasę podczas świętowania Sylwestra. Wśród dużych miast pojawi się m.in. w Waszyngtonie, Bostonie i ponownie przybędzie zagrać do Nowego Jorku.