niia

#FridayRoundup: Tame Impala, Justin Bieber, PJ Morton i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Nie dziwota, że w walentynki, globalne święto miłości, rzeka premier płytowych znów wylała. Nowe płyty przygotowali nie tylko Tame Impala i Justin Bieber. PJ Morton zaprezentował swój repertuar w wersji akustycznej, swój długogrający debiut wypuścił Sega Bodega, a nowe longplaye wypuścili także Tennis, Moses Boyd, The Heliocentrics, Jazzpospolita czy Nathaniel Rateliff. Ponadto na plejlistę trafili w tym tygodniu także: Niia, $uicideBoy$, Tink, LightSkinKeisha, Bill Laurance, Tim Berne’s Snakeoil, A Boogie With da Hoodie, Eric Bellinger, Chasity London, Fetty Wap i Lil B. Sami widzicie, że wylała!


The Slow Rush

Tame Impala

Modular / Island

Tame Impala właśnie wypuścili czwarty, wyczekiwany przez fanów album. Następca Currents nosi tytuł The Slow Rush i znalazły się na nim między innymi „Lost In Yesterday” czy „Borderline”. Najnowszy materiał Kevina Parkera i spółki to kolejna podróż przez psychodelię, rockowe riffy i syntetyzatory. Tym razem oczywistych punktów zaczepienia jest jakby mniej. Na płycie, może poza „Borderline”, trudno od razu wyłapać równie przebojowe kawałki co „The Less I Know The Better” czy „Let It Happen”. Nie jest to jednak wada albumu, The Slow Rush wciąga —- jeden utwór zlewa się z kolejnym. Czuć, że nad wszystkim czuwał Parker —- muzyczny perfekcjonista, który skrupulatnie nadzorował proces powstawania płyty. Tytułowy „powolny pośpiech” idealnie odzwierciedla uczucie, które może towarzyszyć przy słuchaniu płyty. Przez ostatnie lata muzycy przyzwyczaili nas do minimalizmu, dlatego przy odsłuchu dwunastu kawałków, które trwają w sumie prawie godzinę, naprawdę można się zgubić. — Polazofia


Changes

Justin Bieber

Def Jam / UMG

Justin Bieber wraz z kolejną dekadą rozpoczął nowy etap w swoim życiu. Następca wydanego w 2015 Purpose to, jak łatwo można się domyśleć, list miłosny do jego żony, Hailey Bieber. Zmiany rzeczywiście są duże. Oprócz tych związanych z życiem prywatnym i kondycją psychiczną artysty, mają miejsce również w warstwie muzycznej. Najdłuższy album Justina Biebera gatunkowo umieścić można bliżej około trapowego r’n’b, niż jak do tej pory, popu. Mimo, że gościnnie pojawia się na nim m.in. Kehlani, Summer Walker czy Post Malone, a także raperzy, Quavo albo Travis Scott, materiał pozbawiony jest mocniejszych momentów. Jest trochę jak jego tytuł – właściwy, ale w żaden sposób zaskakujący. — Klementyna


The Piano Album

PJ Morton

Morton

Spontaniczna, casualowa nagrywka z ziomkami? Nic prostszego, wystarczy PJ Morton, który sprosi grono znajomków i współpracowników do wspólnego śpiewania, a do tego zaaranżuje wszystko w taki sposób, żeby sprawiało wrażenie, jakby umówił się z nimi tego samego dnia. The Piano Album to już czwarty album PJ-a Mortona live, kolejny po Gumbo Unplugged, ale o wiele bardziej kameralny i przytulny niż poprzednik, nagrany z 22-osobową orkiestrą. Wśród utworów i gości z ostatniej płyty Mortona PAUL pojawia się też kilka innych atrakcji. Tym razem wszystko wyłącznie przy akompaniamencie fortepianu. Z tą walentynką PJ Morton dopiero się rozkręca, bo zapowiedział już co najmniej dwa projekty na nowy rok. Zanim jednak spadną na nas nowości z firmy Morton, sprawdźcie koniecznie wideo z nagrania:dzieje się!Maja


Swimmer

Tennis

Mutually Detrimental

Amerykański duet Tennis to od kilku dobry lat moi faworyci, jeśli chodzi o kunsztowne łączenie smooth soulu, dream popu i soft rocka pod banderą szeroko pojętego indie. Ich poprzedni krążek Your Conditionally był synonimem muzycznej słodyczy bez przesadnej sacharozy. Klasyczna nienachalna popowa melodyka, stylistyczne inspiracje produkcją lat 70. i doskonała równowaga pomiędzy sentymentalizmem a poptymizmem to najważniejsze cechy twórczości grupy. Nowy album, wydany tak samo jak poprzedni nakładem własnej oficyny duetu Mutually Detrimental, to naturalna kontynuacja wcześniejszego dorobku Tennis w nawet bardziej przebojowym wydaniu. — Kurtek


II: La Bella Vita

Niia

Niiarocco

Rozstania bywają bardzo trudne dla obydwu stron. Aby poradzić sobie ze smutkiem i wypełnić pustkę, która została po drugiej połowie, ludzie radzą sobie w różny sposób. Niektórzy zmieniają całkowicie otoczenie, by nic nie kojarzyło im się z ex, inni zastępują starą miłość nową, a jeszcze inni przelewają wszystko na papier i oczyszczają umysł. Ostatni sposób wybrała Niia, która po zakończeniu jakby się mogło wydawać obiecującego związku, by poradzić sobie z traumą, wydała album II: La Bella Vita. Postanowiła przetrasformatować smutki w nuty i stworzyć wyzwalające wydawnictwo. Znana ze swojego jazzowego klimatu artystka, na drugiej płycie postanowiła wyskoczyć nieco z ram i nadać muzyce więcej emocji i dynamiki. Dodała nieco szybszego bitu, mocniejszego basu i nowoczesności. Postanowiła nawet zmodernizować hitowy kawałek Mariah Carey „Obsessed” i wydać go pod nieco zmienionym tytułem „Obsession” z nową linią melodyczną. Całość przyprawiła swoim uwodzicielskim wokalem. Jak widać dla Amerykanki święto zakochanych jawi się w tym roku jako black Valentine’s day. — Forrel


Dark Matter

Moses Boyd

Exodus

W odróżnieniu od ostatniej płyty nagranej jako Moses Boyd Exodus, która w dużej merze oscylowała wokół jazzu, wyśmienity perkusista, producent oraz kompozytor dostarczył nam pierwszy solowy krążek, na którym idzie trochę dalej. I chociaż takie hybrydy stylistyk nie powinny nas już zaskakiwać, tym bardziej, jeżeli dostajemy je od reprezentanta londyńskiej sceny, to poznać trzeba, że mix jazzu, tanecznej oraz bardziej mrocznej elektroniki, afro beatów oraz garażowego 2stepu robi spore wrażenie. Jeżeli dorzucimy do tego kilka wokalistek, wnoszących dodatkowo odrobinę liryzmu, otrzymujemy dzieło, przy którym nie sposób jest się nudzić i z pewnością często będzie się wracać. — efdote


Salvador

Sega Bodega

Nuxxe

Irlandczyk Sega Bodega to członek Y1640, współzałożyciel wytwórni Nuxxe i przedstawiciel muzycznego ruchu zdekonstruowanego klubu. Przede wszystkim to producent (ma na koncie współpracę z Shygirl, Cosimą, Brooke Candy czy Oklou) i muzyk. 2 lata po ostatniej epce self*care debiutuje imiennym krążkiem Salvador. Pokręcone struktury i przesterowane wokale charakterystyczne dla elektronicznej awangardy stanowią odpowiedź na francuskie electro house spod znaku SebastiAna czy Gesaffelsteina. Na debiucie Sega Bodega pozostawił więcej miejsca na eksperymenty z surrealistycznym R&B. Pomiędzy estetycznym synth-popem Sophie, szczerością Arci i industrialnym housem Doriana Electry jest jeszcze miejsce dla Segi Bodegi. Taneczne „Masochizm”, absorbujące „Heaven Knows” i dziwaczne, singlowe „Salv Goes to Hollywood” to zdecydowane hajlajty, które rekompensują słabsze momenty. — Ibinks


Infinity of Now

The Heliocentrics

Madlib Invazion

Wychodzący pod szyldem legendarnego producenta (i z tegoż błogosławieństwem) longplay Heliocentryków to istna jazzowa postmoderna. Z gatunkowych ram stroi sobie żarty, romansując przelotnie z przeróżnymi stylistykami, aby ostatecznie po tych bezpruderyjnych flirtach ponownie trafić w ramiona szeroko rozumianego Nu-Jazzu. Utwory zatem często zaczynają się trip-hopującym pulsem, wzmacnianym gatunkowo przez równie eteryczne co nieporadne wokale, aby, prędzej czy później, odlecieć w sobie tylko znane rejony. Najczęściej narracja rozwijana jest w kierunku klasycznego krautorockowego jamu opartego na wyrazistej motoryce perkusji, aczkolwiek równie gęsto usiane są wpływy spontaniczności Jamesa Browna, elektroakustycznej improwizerki, rozbieganego futuryzmu zawieszonego gdzieś między Sun Ra a King Cirmson czy nawet Swansowej medytacyjnej mantryczności. Doraźnie sprawia ogromną frajdę, choć wydaje się cierpieć na poważny deficyt godnych zapamiętania czy ponownego przesłuchania momentów. — Wojtek


And It’s Still Alright

Nathaniel Rateliff

Stax / Concord

Zostać solistą jest przywilejem lidera. And It’s Still Alright to pierwszy solowy krążek Nathaniela Rateliffa od czasu sukcesu komercyjnego z jego grupą The Night Sweats w 2015 roku. Pierwszy drwal niebieskookiego rhythm & bluesa na solowym projekcie odchodzi quasi-bigbandowych aranży w stronę korzennego brudu, który zawsze podszywał twórczość zespołu. Na pierwszy plan wychodzą więc introspektywny folk i countrująca americana, ale w głosie Rateliffa wciąż wybrzmiewa ta sama bluesowa melodia, a płytę wciąż wydaje klasyczna soulowa oficyna — wszystko więc nadal zostaje w rodzinie! — Kurtek


Stop Staring at the Shadows

$uicideBoy$

G*59

— Coś się zmieniło? — Niekoniecznie. Na tym krótkim dialogu przeprowadzonym z moim znajomym apropos pytania, czy nowe $B warto sprawdzać cały opis mógłby się skończyć. Napiszę jednak trochę więcej, trochę dlatego, że nie wypada serwować takiej fuszerki, a trochę dlatego, że mimo obrzydliwie przewidywalnej formuły, chłopaki starają się ten prezent zaserwować tak, abyśmy przynajmniej mieli frajdę z rozpakowywania go. Do łask powracają zatem zapomniane przez chwilę przez duet phonkowe wpływy spod znaku SpaceGhostPurrpa (na plus) oraz autotunowe wokalizy (bardzo, bardzo na minus). Tu krzykną, tam przyspieszą, jeszcze gdzieś indziej pobawią się w ASMR z piekła rodem, a fani formuły (sam dosyć sympatyzuję) powinni być zachwyceni. Jeżeli natomiast miałbym wskazać najjaśniejszy punkt mixtape’u, to produkcyjnie dawno tak dobrze u duetu nie było. „That Just Isn’t empirically possible” zapisuję złotymi zgłoskami już za sam sampel. — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Niia i jej muzyczne obsesje ukazane w nowym nagraniu

niia obsession

niia obsession

Niia mierzy się z zazdrością i współzawodnictwem w nowym singlu

Niia to specjalistka od wyrafinowanego R&B i smooth soulu, co udowodniła na debiutanckim krążku oraz w duecie z Gallantem. Zainspirowana kompozycją Mariah Carey postanowiła stworzyć własną wersję. Samotna dziewczyna w wielkim mieście filmowana przez stalkera? To się nie może skończyć dobrze. A jednak Niia w wideoklipie do najnowszego utworu „Obession” wdzięczy się do kamery na tle hotelowych wnętrz i wygina na karuzeli w cętkowanym futrze i różowej peruce. Następca albumu nr 1 I z 2017 r. II: La Bella Vita ukaże się już w tegoroczne Walentynki. Tymczasem mamy na punkcie amerykańskiej wokalistki obsesję.

Miłosne rozterki Nii i Gallanta w nowym teledysku do „Constantly Dissatisfied”

Milosne rozterki Nii i Galanta w nowym teledysku do Constantly Dissatisfied

Amerykańska wokalistka Niia nie przestaje promować swojego debiutanckiego krążka I. Najnowszym singlem z tego wydawnictwa jest jazzująca kompozycja „Constantly Dissatisfied”, z gościnnym udziałem Gallanta. W teledysku wyreżyserowanym przez Sashę Samsonovą, artystka zmaga się z nieustannym niezadowoleniem i miłosnymi rozterkami. Muzyczna para raz kłóci się, by na końcu pogodzić się i wpaść sobie w objęcia, a wszystko dzieje się w ciekawej retro hollywódzkiej scenerii. Wsiądźcie do kapsuły czasu i przenieście się razem Niią i Galantem do czasów rodem ze starszych amerykańskich filmów.

Nowy teledysk: Niia feat. Jazmine Sullivan „Sideline”


Takiego duetu się nie spodziewałam! Niia, czyli amerykańska wokalistka, która współpracowała m.in. z Wyclef Jeanem oraz JMSN, tym razem połączyła siły z Jazmine Sullivan (której chyba czytelnikom Miski nie muszę przedstawiać). Obie panie nagrały kawałek „Sideline”, który znalazł się na świeżutkim debiucie Nii I a od jakiegoś czasu możemy cieszyć oko wizualizacją do tegoż utworu. Artystki niesamowicie współgrają wokalnie, więc słuchanie ich popisów to czysta przyjemność, zwłaszcza gdy utwór dotyka tematyki damsko-męskich potyczek. Teledysk jest niezwykle prostą kompozycją naszpikowaną wielkimi emocjami. Mamy prosty scenariusz, który idealnie pasuje do treści utworu. Za reżyserię klipu odpowiada Sasha Samsonova (polecam sprawdzić instagram tej pani, dużo wizualnych perełek). Po obejrzeniu teledysku nie zapomnijcie odsłuchać płyty I, bo jeśli jeszcze nie znacie Nii to gwarantuje błyskawiczne zauroczenie!

Niia i jej „Generation Blue” zapowiadają klimatyczny album

niiaNa jednym z moich ulubionych muzycznych blogów przeczytałam ostatnio „Delilah ma konkurencję”, ze wskazaniem na Tinashe. Chwilę później mignęła mi przed oczami Banks. Gdy nie mogłam się zdecydować, której posłuchać, obijając się od jednej do drugiej, na pomoc przyszła mi Niia. Wypuszcza ona nowe utwory z częstotliwością zdecydowanie za małą, ale należy do tych wokalistek, których stronę odwiedzam przynajmniej raz w tygodniu, żeby mieć pewność, że żadnej z jej pereł nie przegapię. Od czasu „Sweetest Girl” z Wyclefem, dojrzała, dorosła, odnalazła swoje miejsce. Jazzowe korzenie nadają jej głosowi pewności, a barwa — subtelności. Jest idealnym połączeniem delikatności ze zdecydowaniem. Wypuszczony na początku tego roku utwór „Made For You”, czy rok temu prezentowany w Misce „Libertine Hero„, tak podsyciły apetyt na album długogrający, że niemal rozerwałam komputer ładując najnowszy teledysk. Standardowo już minimalistyczny obraz jest tak wymowny (podobnie jak i poprzednie), że można by go było zapętlić i wpatrywać się w niego bez fonii. Można by było, owszem, ale po co, skoro „Generation Blue” jest kolejnym magicznym utworem. Człowiek ma ochotę dosłownie wybiec na ulicę i w zwolnionym tempie podążać w mrok. Bez zbędnych ceregieli i dalszych wywodów, klikajcie play i wciągajcie Niia na listę „albumów, których nie możemy doczekać się w roku 2014-stym”.

Nowy utwór: Niia „Libertine Hero”

Wiele lat minęło od kiedy Niia przedstawiona została światu za sprawą Wyclef Jeana, kiedy to zaśpiewała wraz z nim w utworze „Sweetest Gril (Dollar Bill)”. Od tamtego momentu nie pozwalała o sobie zapomnieć, głównie dzięki niezliczonej liczbie coverów – w tym „Bang Bang” Nancy Sinatry. Wypuszczony wczoraj utwór „Libertine Hero” ma stanowić zapowiedź jej własnego wydawnictwa. Co to będzie i jaka będzie jego zawartość trudno określić, zwłaszcza, że dostępne informacje są znikome, bądź też sprzeczne. Skupiając się jednak na tym, co dane nam jest usłyszeć, stwierdzam, że chyba czeka nas spore zaskoczenie. Sprawdźcie zresztą sami.

Nowa epka: Brandee Younger Prelude

Miesiąc temu, ta młoda harfistka z Nowego Jorku wydała epkę Prelude. Warto przyjrzeć się jej bliżej, bo fakt, że nieźle radzi sobie z harfą docenili już Common, Rayan Leslie, Talib Kweli, Drake. Na tej krótkiej epce, żeby równowaga została zachowana, 2 utwory są instrumentalne, 2 z warstwą tekstową. Na „So Alive”„Oriental Folk Song” Brandee wspomaga wokalnie Niia. I to jak wspomaga! Mmm! Ten głos hipnotyzuje. Całość hipnotyzuje. Przekonajcie się sami.