nina simone

Recenzja: Nina Revisited. A Tribute to Nina Simone

Różni wykonawcy

Nina Revisited. A Tribute to Nina Simone (2015)

Columbia / RCA

Muzyka Niny Simone jest niewątpliwe jednym z fundamentów klasycznego rhythm & bluesa. Już studiując tracklistę wydanego przed miesiącem krążka Nina Revisited. A Tribute to Nina Simone, natykamy się tu na tytuły, które doskonale kojarzymy, a które albo miały swój początek w dyskografii Niny Simone, albo w pewnym momencie trafiły w jej ręce, przez co zasadniczo zmieniły swój wcześniejszy kontekst. To już samo w sobie jest poważnym zobowiązaniem dla każdego, kto postanowi złożyć hołd piosenkarce poprzez własną interpretację części jej repertuaru.

Płytę Nina Revisited. A Tribute to Nina Simone, będącą nota bene muzycznym dodatkiem do przygotowanego przez Netflix filmu What Happened, Miss Simone?, można na starcie podzielić na dwie części, a właściwie terytoria — dominium Roberta Glaspera, odpowiadającego za produkcję znaczącej części materiału, oraz strefę wpływów Lauryn Hill, która od pewnego czasu musi mieć nad swoim (czy w tym wypadku oswojonym) materiałem pełną kontrolę artystyczną. Hill podpisana jest pod aż 6 z 16 numerami, które znajdziemy na krążku, tworzącymi dwa oddzielne pasaże — jeden otwierający, a drugi zamykający album. Z jednej strony można było pokładać w tej niewątpliwej dominacji Hill pewnego zamysłu artystycznego — neo-soulowa wokalistka z roku na rok coraz bardziej zbliża się bowiem do szorstkiej barwy głosu Simone. Z drugiej o wielkich oczekiwaniach mowy być nie może — Hill nie potrafi sprawnie produkować swojej muzyki — jej miksy są chaotyczne, pozbawione głębi, wypełnione chybionymi pomysłami na aranżacje. Podobnie jest niestety na Nina Revisited — w najlepszym z sześciu wykonanych utworów „Feeling Good piosenkarka co najwyżej sprawnie imituje oryginał. „Black Is the Color of My True Love’s Hair” i instrumentalne „African Mailman” odrzucają aranżacyjnym bezguściem, 7-minutowa hiphopowa wariacja „I’ve Got Life” podąża tylko sobie znaną ścieżką interpretacyjną, a francuskojęzyczne „Ne me quitte pas”, które już w wersji Niny było całkowicie do pominięcia na tle emocjonalnego oryginału Jacquesa Brela, jest być może najgorszym repertuarowym wyborem nie tylko tej płyty, ale być może w całej dotychczasowej karierze Hill.

Część Glaspera również jest nierówna. Producent znanym sposobem wygładza i ujednolica brzmienie utworów, otrzymując przyjemne, ale całkowicie pozbawione charakteru radiowe kluchy. I tu o charakter muszą zatroszczyć się sami wokaliści, z czym w większości mają problem (tu warto podkreślić, że gdyby tylko Hill pozwoliła wyprodukować swoje numery Glasperowi, z pewnością nie miałaby z tym trudności). Z sytuacji udaje się wybrnąć Jazmine Sullivan, która reggae’owy cover „Baltimore” Randy’ego Newmana bez trudu czyni swoim własnym. Całkiem nieźle prezentuje się też Gregory Porter, który co prawda nie podołał do końca monumentalnemu „Sinnerman”, ale w kontekście Nina Revisited i tak jawi się jako jedno z ciekawszych wykonań. Porter zresztą, który z repertuarem Simone miał już styczność w zeszłym roku w coverze „Don’t Let Me Be Misunderstood” współdzielonym z Jamiem Callumem, bije na głowę bezbarwną Mary J. Blige, której na płycie właśnie ta kompozycja przypadła w udziale. Nieco bardziej angażujące, choć przesadnie zalane lukrem, wydaje się „My Baby Just Cares for Me” w interpretacji Ushera i dezorientująco odmiennej od oryginalnej szacie muzycznej autorstwa Salaama Remiego.

Tak naprawdę jedynym utworem na krążku, który zasługuje na owacje na stojąco jest rewolucyjna odsłona „I Put a Spell on You” (kojarzonego zwykle ze Screamy’m Jay’em Hawkinsem, ale będącego także tytułowym numerem jednego z krążków Simone) według Alice Smith. Niemal 7-minutowe minimalistyczne ujęcie doskonale znanego tematu przez nowojorską wokalistkę w kulminacyjnym momencie przyprawia o dreszcze i pokazuje niewątpliwie sławniejszym artystom zaangażowanym w projekt, jak robi się covery będące prawdziwym hołdem dla interpretowanego artysty. Krążek bardzo adekwatnie zamyka oryginalna wersja „I Wish I Knew How It Would Feel to Be Free” Niny Simone, która stety-niestety jest drugim najjaśniejszym punktem tej w przeciwnym razie bardzo przeciętnej płyty.

Lauryn Hill na żywo w programie The Tonight Show

Lauryn-Hill

Jimmy Fallon od zawsze zapraszał do swojego show wspaniałe gwiazdy. Tym razem przyszła kolej na Lauryn Hill, która niedawno powróciła na scenę za sprawą płyty Nina Revisited: A Tribute to Nina Simone. Artystka wykonała na niej parę piosenek. Jedną z nich, zatytułowaną „Feeling Good” zaśpiewała podczas wieczornego programu. Wykonanie budzi respekt za sprawą sporej sekcji muzycznej, w której skład weszły smyczki i instrumenty dęte. Właśnie one, wraz z zachrypłym głosem wokalistki nadały potężną energię piosence. Szkoda tylko, że jest ona tak bardzo podobna do oryginału.

 

Kolejne utwory w hołdzie Ninie Simone

Image1

Do premiery Nina Revisited: A Tribute to Nina Simone zostały jeszcze ponad dwa tygodnie, ale sam film o piosenkarce, któremu płyta towarzyszy, zadebiutuje już za dwa dni. Nic więc dziwnego, że już teraz twórcy podsycają ciekawość kolejnymi reinterpretacjami. Po „Feeling Good” w wykonaniu Lauryn Hill, RCA prezentuje dwa kolejne utwory — „Black Is the Color of My True Love’s Hair” także zaśpiewane przez Hill i „My Baby Just Cares for Me” w interpretacji Ushera. Oba są w swoich aranżach znacznie bardziej oddalone od oryginałów niż wspomniane „Feeling Good”, ale trudno ocenić na ile tak dalece posunięte przeobrażenie służy projektowi.

Lauryn Hill w hołdzie Ninie Simone

hill

Nina Revisited: A Tribute to Nina Simone to tytuł nadchodzącego albumu z coverami utworów Niny Simone. Nie będzie to co prawda płyta nagrana w całości przez Lauryn Hill, ale wystarczy rzut oka na tracklistę, by spostrzec, że nazwisko piosenkarki pojawia się aż przy sześciu z piętnastu interpretacji. Płyta ma ukazać się 10 lipca i towarzyszyć premierze filmu What Happened, Miss Simone? przygotowywanego przez Netflix. Poza Hill na płycie znajdziemy także Mary J. Blige, Ushera, Jazmine Sulliva, Gregory’ego Portera, Commona, Lalę Hathaway czy córkę legendarnej piosenkarki — Lisę Simone.

Hill początkowo zgodziła się, by nagrać na płytę dwa utwory, ale doświadczenie tak bardzo ją pochłonęło, że ostatecznie na krążku pojawi się aż sześciokrotnie. Razem z Robertem Glasperem wcieliła się też w rolę producentki płyty. Premiera What Happened, Miss Simone? zaplanowana została na 26 czerwca. Poniżej premierowe wykonanie klasycznego „Feeling Good” w interpretacji Hill i tracklista zapowiadanego krążka. Hill brzmi całkiem nieźle, choć może odrobinę topornie w porównaniu do oryginalnej wersji. Szkoda natomiast, że aranżacja jest zachowawcza i wierna klasycznemu wzorcowi. Jeśli cała płyta będzie utrzymana w takim stylu, nawet mimo zaskakująco udziału Hill, chyba możemy sobie opuścić odsłuch.

Tracklista:
1. Lisa Simone „Nobody’s Fault but Mine (Intro)”
2. Ms. Lauryn Hill „Feeling Good”
3. Ms. Lauryn Hill „I’ve Got Life”
4. Ms. Lauryn Hill „Ne Me Quitte Pas”
5. Jazmine Sullivan „Baltimore”
6. Grace „Love Me or Leave Me”
7. Usher „My Baby Just Cares for Me”
8. Mary J. Blige „Don’t Let Me Be Misunderstood”
9. Gregory Porter „Sinnerman”
10. Common & Lalah Hathaway „YG&B”
11. Alice Smith „I Put a Spell on You”
12. Lisa Simone „I Want a Little Sugar in My Bowl”
13. Ms. Lauryn Hill „Black Is the Color of My True Love’s Hair”
14. Ms. Lauryn Hill „Wild Is the Wind”
15. Ms. Lauryn Hill „African Mailman”
16. Nina Simone „I Wish I Knew How It Would Feel to Be Free”

Nowy teledysk: Lion Babe feat. Childish Gambino „Jump Hi”

lion-babe-childish-gambino-jump-hi-vevo-official-music-video-lyrics-750x421

Nowojorski duet Lion Babe zachęca do skakania! A to wszystko za sprawą najnowszego teledysku do kawałka „Jump Hi”. Obrazek idealnie oddaje klimat funkowego i energetycznego singla, ukazując apetycznie poruszającą się wokalistkę Jillian Hervey na przedmieściach Nowego Jorku. W utworze usłyszymy zwrotkę od Childisha Gambino oraz sample z  „Mr. Bojangles” Niny Simone, co potwierdza że Lion Babe nie boją się eksperymentować i mieszać gatunków. Jak dla mnie połączenie wszystkich tych elementów dało mega pozytywy efekt, dlatego zachęcam do odsłuchania i oglądania. Kto wie, może ktoś z Was skusi się na mały podskok, bo ja zdecydowanie mam na to ochotę.

Aga Zaryan śpiewa Ninę Simone i Abbey Lincoln

zaryan

Nowy album polskiej piosenkarki, Remembering Nina & Abbey, można już od tygodnia znaleźć w sklepach. Płyta, wydana w 10. rocznicę śmierci Simone przez Parlophone Music Poland, jest powrotem do wczesnych muzycznych inspiracji Zaryan. Piosenkarka na temat albumu powiedziała:

„Nina Simone oraz Abbey Lincoln to postacie, które od lat inspirują mnie do tworzenia. Mimo tego, że żyję w innych czasach i innym miejscu, one są mi bardzo bliskie, to bratnie dusze. Uwielbiam artystów wyrazistych, takich, których twórczość i postawa zapada w pamięć i powoduje przemyślenia. Duch Niny Simone jest wiecznie żywy. Kiedy na koncertach gramy piosenki z jej repertuaru panuje magiczna atmosfera…”

Poniżej tracklista płyty i odsłuch coveru jednego z największych przebojów Simone — „My Baby Just Cares for Me”. A już jutro w Gdańsku pierwszy przystanek trasy koncertowej promującej album.

Tracklista
1. „Don’t Let Me Be Misunderstood”
2. „Wild Is the Wind”
3. „My Baby Cares for Me”
4. „When Love Was You and Me”
5. „Long as You’re LIving”
6. „I Want Some Sugar in My Bowl”
7. „Lilac Wine”
8. „I Got Thunder and It Rings”
9. „Bird Alone”
10. „Avec les temps”
11. „Strange Fruit”
12. „Who Knows Where the Time Goes”
13. „Beautiful Land”

>

„Myślę, że mam kontakt ze swoją powiedzmy „czarnością”” – Monika Mariotti dla soulbowl.pl

wywiadzzz

Rynek Nowego Miasta w Warszawie, wnętrze nowo powstałego Teatru WarsSawy, dawniej Teatru Konsekwentnego, w tej chwili puste, tylko na scenie odbywa się próba jednego ze spektakli. (więcej…)

Ranking: 20 naszych ulubionych coverów The Beatles

Paul & The Supremes 1968

Poniższe zestawienie powstało w związku z zaistnieniem dwóch okazji żeby zamieścić na misce artykuł oscylujący wokół twórczości chłopaków z Liverpoolu. Pierwszą z nich jest przedwczorajsza zapowiedź pierwszego koncertu Paula McCartneya w Polsce – jak dla mnie istotny powód, by drugi raz w tym roku wpaść na Stadion Narodowy. Druga okazja związana jest z dniem dzisiejszym. 22 marca 1963 roku, dokładnie pół wieku temu, miała miejsce premiera debiutanckiego albumu The Beatles – grupy która na zawsze zmieniła oblicze muzyki rozrywkowej. Nieważne, czy słuchacie rocka, metalu, soulu, hip hopu, czy szeroko pojętej elektroniki – autorytet Cudownej Czwórki jest nie do podważenia i niezależny od podziałów. Dlatego postanowiliśmy na jeden dzień stać się rubbersoulbowl.pl i napisać o coverach Beatlesów w wykonaniu naszych „miskowych” artystów.

20. The Supremes „A Hard Day’s Night” (1964)
Beatlesi kochali Motown i to ze wzajemnością. Na początku kariery chętnie coverowali przeboje ze stajni Berry’ego Gordy’ego („Mr. Postman”, „Money”), później role się odwróciły. Największymi motownowskimi fankami chłopaków były dziewczyny z The Supremes. A Bit Of Liverpool, tytuł ich trzeciego studyjnego albumu, mówi sam za siebie. Na mocno zainspirowaną „brytyjską inwazją” płytę trafiło aż pięć coverów The Beatles, w tym prezentowane na dole „A Hard Day’s Night”. W Wielkiej Brytanii płyta wydana została pod tytułem With Love (From Us To You) będącym wyraźną aluzją do „From Me to You”.

19. The Brothers Johnson „Come Together” (1976)
„Come Together” zostało wykonane przez tyle znakomitości muzycznych, że ciężko byłoby wskazać ten jeden idealny cover. Czemu zatem the The Brothers Johnson? Ponieważ Diana Ross i Supremes już się pojawiły w rankingu. Ponieważ Michael Jackson nie do końca podołał takiemu wyzwaniu. Ponieważ król beatlesowskich coverów Joe Cocker to nie nasze klimaty. Ponieważ mamy właśnie na naszym profilowym facebooku tydzień z Quincym Jonesem, producentem The Brothers Johnson. Bo tak.

18. Beastie Boys „I’m Down” (1986)
„I’m Down” to mało znany utwór Żuków, wydany jako strona B singla „Help!”. Cover w wykonaniu Beastie Boysów również kariery nie zrobił jako odrzut z ich debiutanckiego Licensed To Ill (co dobrze słychać po produkcji – Rick Rubin pełną, brodatą gębą). Świat się nie zawalił z powodu wyrzucenia utworu z tracklisty, ale uważam, ze stanowiłby na płycie idealne podkreślenie rockowych korzeni raperów z Nowego Jorku. Jedno z kilku rewelacyjnych podkreśleń.

17. Bill Withers „Let It Be” (1971)
„Let It Be”…”Lovely Day”? Kalifornijski czarodziej zamienił klawisze na struny i sprawił, że tytułowy track z ostatniej płyty Beatlesów stał się czymś jakby innym. Odmienne instrumentarium, ale emocje identyczne – Bill Withers stracił matkę będąc w bardzo młodym wieku, tak samo jak dedykujący ten utwór swojej zmarłej rodzicielce Paul McCartney. Słowa mądrości zawsze będą słowami mądrości, nieważne w jakim muzycznym języku. #PATETYCZNYFRAZES

16. Wu-Tang Clan & Erykah Badu „The Heart Gently Weeps” (2007)
Hiphopowa wersja „While My Guitar Gently Weeps”, jednego z najbardziej popisowych utworów George’a Harrisona. RZA wiedział, że zebrać najmocniejsze trio Wu-Tangowych raperów (Method Man, Ghostface, Raekwon) to za mało, zatem zaprosił do utworu Erykę Badu, Johna Frusciante oraz syna George’a – Dhaniego Harrisona. Efekt przerósł nie tylko oczekiwania słuchaczy, ale i całą zawartość 8 Diagrams –  albumu Wu-Tang Clanu, o którego powstaniu wolałbym zapomnieć.

15. Eddie Hazel „I Want You (She’s So Heavy)” (1977)
P-funkowcy nie chcieli być gorsi i też mieli swój cover Beatlesów. Utwór powstał w czasie kiedy Latający Cyrk George’a Clintona wytaczał takie działa jak One Nation Under A GrooveMothership Connection, a trafił na mocno przegapiony solowy debiut ich najsłynniejszego gitarzysty – Eddiego Hazela. „Maggot Brain” może to nie jest, ale i tak kto by przypuszczał, że z „I Want You (She’s So Heavy)” można by wykrzesać tyle nieskrępowanej, funk-rockowej energii.

14. Lynden David Hall „All You Need Is Love” (2003)
Przebój „All You Need Is Love” raczej nie był chętnie coverowany przez artystów z naszej miski. Gdybym chciał być złośliwy powiedziałbym, że to przez dość trudne metrum piosenki. Poszukując udanej czarnej wersji propagandy miłości Żuków dotarłem do 2003 roku i ścieżki dźwiękowej do filmu „Love Actually”. Lynden David Hall podchodząc do sprawy bardzo minimalistycznie złożył znakomity hołd swoim rodakom. Nie ma fajerwerków, ale jest za to klasa.

13. Isaac Hayes „Something” (1970)
Isaac Hayes na początku lat siedemdziesiątych miał status takiej gwiazdy, że pseudonim Czarny Mojżesz nawet nikogo bardzo nie szokował. Nie rozsunął nigdy Morza Czerwonego, ale rozciągnął do granic możliwości „Something” Beatlesów. Przekształcona w 11-minutowego potwora piosenka była dla jednych arcydziełem, a dla drugich profanacją. Jak na opinie na temat utworu zareagował sam Hayes? Pewnie wzruszył ramionami, poprawił pokrytą złotymi cekinami pelerynę i ruszył w kolejną trasę.

12. Nina Simone „Here Comes The Sun” (1971)
Pozytywny hymn George’a Harrisona nie mógł wypaść lepiej w niczyim innym wykonaniu, niż w wykonaniu postaci znanej z takich utworów jak „Feeling Good” i „Ain’t Got No…I’ve Got Life”. Tekst utworu opiera się na motywie kończącej się zimy jako metafory pokonywania trudności życiowych przez autora piosenki. Patrząc na to co mam za oknem jestem jednak bardziej zwolennikiem dosłownego przekazu „Here Comes the Sun”. Wynocha zimo!

11. Earth, Wind & Fire „Got to Get You Into My Life” (1978)
Musical pod tytułem „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” stał się z miejsca jednym z największych nieporozumień w historii filmu muzycznego, niedaleko od tej jabłoni padła również sama nafaszerowana coverami Beatlesów ścieżka dźwiękowa. Nie odważyłem się nigdy tego całego przesłuchać, ale z przyjemnością sięgam po „Got to Get You Into My Life” w wykonaniu Earth, Wind & Fire. Track zawarty został również na oficjalnej składance największych przebojów Żywiołaków, zdecydowanie nie bez powodu. Jeden z najśmielej funkujących coverów The Beatles.

10. Otis Redding „Day Tripper” (1966)
Otis Redding wielokrotnie w swojej (niestety) krótkiej karierze udowodnił, że nieważne czyj utwór weźmie na warsztat, to wyjdzie z tego najczystsza definicja muzyki soul. Cover pochodzącego z albumu Rubber (nomen omen) Soul utworu, to doskonały przykład tego jak skutecznie zaadoptować czyjąś muzykę pod własny styl, ale jednocześnie nic nie stracić na wartości oryginału.

9. Booker T. & The MGs „Abbey Road Medley” (1970)
Zespół instrumentalistów z Memphis rozwinął wcześniej wspomniany pomysł The Supremes i nagrał album w stu procentach oparty na coverach Żuków i to z jednego albumu. Zatytułowany został McLemore Avenue – od ulicy, na której znajdowało się studio legendarnej wytwórni Stax Records. Sytuacja analogiczna do tytułu Abbey Road, okładka projektu również wiele wyjaśnia. Część utworów nagrana została pojedynczo, część została zebrana w większe wiązanki. Oto jedna z nich.

8. Natalie Cole „Lucy In The Sky With Diamonds” (1978)
Utwór Lennona zainspirowany szkolnym rysunkiem córeczki, a tak naprawdę to wszyscy dobrze wiemy czym. Jeden z symboli psychodelicznego oblicza Beatlesów (ale nie aż tak jak abstrakcyjne do granic możliwości „I Am The Walrus”) doczekał się genialnego kobiecego wykonania (nie żadnego „wykonu”). To jedyny live cover w moim zestawieniu, ale po prostu nie mogło zabraknąć Natalie Cole – prawdziwej „dziewczyny z kalejdoskopowymi oczami”.

7. Syreeta „She’s Leaving Home” (1972)
Cover utworu będącego wyobrażeniem jednej z największych obaw każdego rodzica. Nadinterpretując wybór utworu można powiedzieć, że Syreeta Wright udokumentowała tu swoje rozstanie ze Steviem Wonderem. Rozwód ten miał bardzo pokojowy charakter i na szczęście nie zniszczył ich więzi na linii muzycznej. W motownowskiej wersji „She’s Leaving Home” brakuje mi obecnej w pierwowzorze orkiestry smyczkowej, Syreeta nadrabia jednak świetnie zaśpiewanym refrenem urozmaiconym przez talkboxowe partie Steviego.

6. War „A Day In The Life” (1976)
War – zespół pod wezwaniem Erica Burdona, byłego lidera The Animals – miał już w 1976 status latin-funkowego giganta z kilkoma solidnymi przebojami na koncie („Spill The Wine”, „The Cisco Kid”, „Low Rider”). Ambicji jednak wciąż nie brakowało, stąd oryginalny pomysł, by drugą połowę albumu Love Is All Around poświęcić na dwa masywne covery dwóch gigantów rocka: Rolling Stonesów i Beatlesów. Jeśli chodzi o Cudowną Czwórkę, wybór bardzo odważnie padł na „A Day In The Life”. Zważywszy na kultowy status utworu podsumowującego geniusz Sgt Peppera, szanse na kompromitację były wielkie. Burdon wrócił z tarczą z tej wojny.

5. Ray Charles „Eleanor Rigby” (1968)
Wielu dziennikarzy muzycznych wymienia „Eleanor Rigby” jako ten przełomowy moment, w którym Beatlesi przestali być grzecznym rockowym bandem, a stali się głodnymi eksperymentów reformatorami muzyki rozrywkowej. Do dziś nie wiadomo, kim dokładnie była tytułowa pani Rigby (niestety serwis rapgenius.com wtedy nie istniał…), ale w ciągu tych paru dekad powstało kilka wiarygodnych teorii. Różne są też teorie kto nagrał najlepszy cover tego utworu. Ja postawiłbym pieniądze na tradycyjne, czysto soulowe podejście pana Raya Charlesa.

4. Marvin Gaye „Yesterday” (1970)
„Yesterday” to jeden z najwięcej razy coverowanych utworów w historii muzyki rozrywkowej. Komisja rekordów Guinessa naliczyła ponad dwa tysiące zarejestrowanych studyjnie wykonań tej piosenki. Narodzona we śnie Paula McCartneya melodia wypływała z ust takich „naszych” artystów jak Ray Charles, Donny Hathaway, Marvin Gaye, En Vogue, czy Boyz II Men. Jako psychofan Marvina nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jego wersja „Yesterday” jest najlepszą jaką słyszałem.

3. Stevie Wonder „We Can Work It Out” (1970)
Cover „We Can Work It Out” trafił na album Signed, Sealed & Delivered, uznawany jako początek złotego okresu twórczości Steviego Wondera. Cover ten stał się szybko obowiązkowym elementem koncertów Steviego, przyniósł mu także drugą w życiu nominację do nagrody Grammy. W 2010 roku muzyk wykonał ten utwór na żywo w Białym Domu podczas ceremonii przyznania Paulowi McCartneyowi nagrody im. Gerschwinów. Występ obserwował Barack Obama, kimkolwiek ten człowiek jest.

2. Wilson Pickett „Hey Jude” (1968)
„Take a sad song and make it better” – śpiewał Paul w wielkim przeboju dedykowanym (podobno) zaniedbywanemu synowi Johna Lennona. Wilson Pickett nie miał ambicji by „zrobić to lepiej” – nagrał ten cover wyłącznie dlatego, że nie miał pomysłu na własny nowy singiel. Obecny w tym samym czasie w studiu gitarzysta Duane Allman zaproponował „Hey Jude” i w taki właśnie sposób – zupełnie spontanicznie – powstał jeden z najwybitniejszych coverów tego utworu.

1. Al Green „I Want To Hold Your Hand” (1969)
„I Want To Hold Your Hand” to jeden z najbardziej tanecznych przebojów The Beatles. Dziwić może zatem fakt, że prezentujemy go w wykonaniu Ala Greena, wokalisty słynącego głównie ze spokojnego, quiet stormowego repertuaru. Jakiekolwiek przypisywanie artystom najlepszych stron ich brzmienia traci na znaczeniu w momencie, gdy Al tworzy coś takiego. Stały bywalec zestawień najlepszych beatlesowych coverów – bez podziału na gatunki.

Wzmianka honorowa: Danger Mouse „99 Problems/Helter Skelter” (2004)
Poza konkursem, gdyż to tylko mash-up nawijki Jaya-Z z muzyką Beatlesów. Pochodząca z Grey Albumu (Black Album + White Album) kombinacja „99 Problems” i „Helter Skelter” to przykład idealnej symbiozy. Wersy Hovy zyskały nowy wymiar swego prowokacyjnego tonu, proto-metalowe gitary McCartneya i Harrisona zaskoczyły energią  podaną w zupełnie nowy sposób. Największym zwycięzcą był DJ Danger Mouse – jeden z najważniejszych muzycznych producentów XXI wieku wypłynął na szerokie wody właśnie dzięki tej zabawie z blendami.

Moja Nina w Teatrze Syrena

226537_447174718686694_1947993839_n.jak-zmniejszyc-fotke_pl

Spektakl pod tytułem Moja Nina ma być w założeniu połączeniem zaskakująco zaaranżowanego recitalu, złożonego z utworów Niny Simone (przetłumaczonych specjalnie na tę okazję przez Katarzynę Groniec) z różnych okresów jej twórczości z klasycznym monodramem opartym na adaptacji autobiograficznej. Zarówno piosenki jak i tekst mają tworzyć spójną opowieść o skomplikowanym i pełnym napięć życiu artystki, która od wczesnej młodości, aż do późnej starości zmagała się z piętnem jakim na zawsze w jej życiu pozostał kolor skóry. Piętno na spektaklu odcisnęła fascynacja polskiej aktorki włoskiego pochodzenia- Moniki Mariotti postacią piosenkarki – Niny Simone. Świat Niny aktorka śpiewa czarną barwą, o sobie głosem Europejki. W monodramie Moja Nina usłyszeć można graną na żywo muzykę afrykańską, kawałki prosto z nowojorskich klubów, jazz i zaangażowaną piosenkę aktorską.

Wieczór Moja Nina odbywa się w ramach akcji „Dotknij Teatru”. Na spotkanie z artystami zaprasza cafe&bistro Syrena w foyer teatru.

MOJA NINA
występuje: Monika Mariotti
muzyka na żywo: Nikodem Bąkowski, Gwidon Cybulski, Michał Lamża
Spektakle:
25, 26 marca 2013 r, godz. 19.00
18, 19 kwietnia 2013 r, godz. 19.00
Bilety: 45 zł
Rezerwacja biletów online: Teatr Syrena; Teatr Konsekwentny

Kasy biletowe i rezerwacje:
Teatr Syrena – tel. 22 10 11 616, tel. 22 10 11 613,
Teatr Konsekwentny – info@teatrkonsekwentny.pl; tel. 509 780 261

Recenzja: Meshell Ndegeocello Pour une âme souveraine: A Dedication to Nina Simone

Meshell Ndegeocello

Pour une âme souveraine: A Dedication to Nina Simone (2012)

Naive

Jeśli album jest 10-tym wydawnictwem szanowanej i uznanej artystki, a dodatkowo porywa się ona na materiał muzyka formatu Niny Simone, to oczekiwania mogą być niemiłosiernie wygórowane. Należy więc podkreślić, że zamierzeniem Meshell nie było obdarcie utworów Simone z jej samej i stworzenie czegoś kompletnie innego. Wręcz przeciwnie, ideą albumu było oddanie hołdu tej nieżyjącej artystce.

Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że jednym z atutów oryginalnych aranżacji jest wpływ wielu stylów takich jak R&B, jazz, blues czy folk. Jednocześnie należy oddać sprawiedliwość Ndegeocello, która tak dobrze znanemu repertuarowi, nadała swoje brzmienie. Zaczyna od klimatycznego “Please Don’t Let Me Be Misunderstood”, przez energetyczne „House of the Rising Sun”, aż do stanowiącego idealną kodę “Four Women”, prezentując instrumentalną perfekcję i spójność.

Dodatkowym atutem albumu są współpracownicy Meshell. Jedyny męski wokal należy do Codiego Chesnutta, który dzięki ciepłej barwie głosu, nadaje głębię minimalistycznemu podkładowi w „To Be Young, Gifted and Black”; Sinead O’Connor podejmuje próbę okiełznania „brudnego” brzmienia instrumentów w „Don’t Take All Night”, a Toshi Reagon, która w „House of the Rising Sun” daje słuchaczom popis dobrego, czarnego brzmienia, nie sposób wręcz się nie zachwycić. W ten bogaty wachlarz głosów i instrumentów wpisuje się i sama Meshell. Może się wydawać, że pośród tak ogromnej liczby coverów „Please Don’t Let Me Be Misunderstood”, jest w zasadzie niemożliwe stworzenie czegoś godnego uwagi – a jednak w tym wypadku opłaciło się podjąć ryzyko.

Trzeba przyznać, że Meshell znalazła złoty środek między poszanowaniem dla utworów uwielbianych od lat a nadaniem im swojego własnego stylu. Album jest dobrze skomponowany, wykonany i dopracowany do ostatniego dźwięku. Artystce można zarzucić jedynie brak podjęcia ryzyka w przypadku niektórych aranżacji — jak gdyby, na kilka utworów zabrakło już zdecydowanego pomysłu (choćby „Black is the Color of My True Love’s Hair” – niby ujmujące i przekonujące, ale brakuje tu Ndegeocellowego sznytu).