nosaj thing

Recenzja: Nosaj Thing Parallels

Nosaj Thing

Parallels (2017)

Innovative Leisure

Autor kultowego dla kalifornijskiej sceny beatowej albumu Drift z 2009 roku oraz jeden z fundamentów oficyny Innovative Leisure z Los Angeles wraca z czwartym solowym materiałem w swoim katalogu. Niestety krążek Parallels eksponuje niemalże wszystkie bolączki obecne na dotychczasowych wydawnictwach Jasona Chunga, w szczególności te bardziej radiowo-popowe zapędy, będące do tej pory raptem drobnym pierwiastkiem kompozycji przewijających się przez płyty artysty, a zaakcentowanym głównie przy okazji drugiego w dorobku Home. Jak twierdzi sam producent, jego najnowszy materiał miał być ekstrawertyczną próbą muzycznej socjalizacji, co niestety relatywnie często kończy się półśrodkami, poprawną przeciętnością i twórczym dyskomfortem oddanym poprzez uproszczone, nierzadko nijakie utwory.

Album otwiera bardzo udane „Nowhere” — repetytywne, duszne fortepianowe wprowadzenie zwieńczone krótkim przesterowanym monologiem z połączenia telefonicznego oraz przestrzennym dronowym finałem, napawając niemałą nadzieją na to, co ma nastąpić. Jednakże cały czar pryska już przy okazji kolejnej pozycji. „All Points Back to U” z gościnnym udziałem Steve’a Spaceka to okropnie wtórny, festiwalowy tech-house, po który być może z przyjemnością sięgnąłby Solomun o piątej nad ranem podczas Burning Mana, mnie natomiast bardzo ciężko w jakikolwiek sposób odebrać to za pozytyw. Sytuacja wygląda niemalże identycznie przy okazji numeru „U G” — bardzo obiecujący, skąpy, bujający początek ostatecznie przepoczwarza się w wyjące brzmienia basu i syntezatorów na paszy prosto z kotła z brązowymi kryształami MDMA. Wszystkie te nękające i ciężkostrawne niuanse prawdopodobnie nie wywoływałyby takiego niesmaku gdyby nie zaprzepaszczona realizacja na etapie postprodukcji oraz świadomość możliwości i poprzednich dokonań Nosaj Thinga.

Podobnie jak w przypadku wspomnianego „Nowhere” zdecydowanie najmocniejszą stroną Parallels są te stricte ambientowe kompozycje. Mimo pewnej prostoty „Form”, „TM” oraz „IGYC” potrafią oczarować swoim minimalizmem i jakością brzmienia wszystkich warstw. Stanowią one niestety znaczącą mniejszość materiału. Pozostałe utwory to przede wszystkim zmarnowany potencjał i źle rozwinięte pomysły. Złowroga melodia i śliczna paleta glitchowych dźwięków z „Get Like” roztrwonione zostały brakiem jakiejkolwiek modyfikacji, kwadratowymi bębnami, plastikowymi synthami w tle oraz banalną linią basową rodem z trapowych kompilacji internetowych. Podobnie — aczkolwiek pozornie delikatniej i intymniej — brzmi „How We Do”, w którym wokalnie udzieliła się Kazu Makino z Blonde Redhead. Efektem jest płaski, cyfrowy sound pozbawiony łóżkowej duszy, która z zamierzenia miała się tutaj pojawić i nadać kompozycji seksapilu, a tak pozostawia jedynie pustkę i ziewanie.

Najładniejszym złotym środkiem tych wszystkich prób popowej uniwersalizacji brzmienia jest utwór „Way We Were” z Zuri Marley, który mógł z powodzeniem zamknąć album, gdyż spokojnie byłby w stanie załagodzić wrażenie ogólnej płycizny. W zamian na koniec dostajemy numer „Sister”, który budzi jedynie obojętność swoją bolesną poprawnością i brakiem charakteru. I to w przypadku Parallels jest właśnie najsmutniejsze. Nie jest to bowiem w żadnym wypadku zła czy irytująca muzyka. Świetnie sprawdziłaby się w windzie, ale przecież zupełnie nie o to chodzi. Zdecydowanie najmniej wymagająca i najbardziej odtwórcza pozycja w dyskografii Jasona Chunga.

#FridayRoundup: Mount Kimbie, Tony Allen, Odesza i inni

Jak co tydzień w piątek dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych tygodnia. Dziś zestaw jest zaskakująco różnorodny — bo znajdziecie tu i połamane bity, i zabarwioną R&B elektronikę, i afrobeat, i rap, i klasyczne radiowe R&B. To będzie dobry weekend!


Love What Survives

Mount Kimbie

Art Pop

Love What Survives to jedenaście utworów pięknej muzycznej podróży przez psychodelię, elektronikę, ostre perkusyjne rytmy i melancholijne brzmienia. Mount Kimbie od dłuższego czasu raczyli swoich fanów pojedynczymi, niezwykle różnorodnymi kawałkami, aby w końcu zaprezentować zaskakująco spójną całość. Na płycie nie zabrakło gości, a wśród nich współpracujący często z duetem King Krule, Micachu, Andrea Balency czy James Blake, który pojawia się aż w dwóch piosenkach. — Polazofia


The Source

Tony Allen

Blue Note

To dobry dzień dla miłośników pełnokrwistego afrobeatu z tradycjami. Wieloletni perkusista Feli Kutiego i legenda gatunku Tony Allen wypuścił właśnie nową płytę The Source. Krążek wydany nakładem wydawnictwa Blue Note to pierwsza płyta Allena od premiery udanego Film of Life z 2014 roku. Podobnie jak wtedy, na nowej płycie także usłyszymy Damona Albarna. Lider Blur i Gorillaz pojawia się gościnnie w utworze „Cool Cats”. — Kurtek


A Moment Apart

Odesza

Foreign Family Collective

Jedni z naszych ulubionych synthpopowców, amerykański duet Odesza, wydali właśnie trzeci longplay. Następca In Return z 2014 roku został zatytułowany A Moment Apart. Wśród 16 numerów na krążku znajdziecie pięć znanych już singli wypuszczanych konsekwentnie od kwietnia, a także zaskakujące kolaboracje z Leonem Bridgesem i Reginą Spektor. Coś dla miłośników połamanego po londyńsku pop zawieszonego między tamtejszą elektroniką a nową falą R&B. — Kurtek


Parallels

Nosaj Thing

Innovative Leisure

Wiatr zmian dosięgnął i Jasona Chunga, znanego szerzej jako Nosaj Thing. Czwarty w dorobku album producenta z Los Angeles ma odzwierciedlać jego osobistą drogę i stanowić swoisty zwrot gatunkowy. Dobrze znane ambientowe, zimne przestrzenie na nowym albumie miałyby zostać wzbogacone już nie tylko o połamane hip-hopowe beaty, ale też zyskać nieco bardziej taneczny wydźwięk. Tradycyjnie pojawią się też goście: Kazu Makino, Steve Spaceck oraz Zuri Marley. Miłośnicy smutnej dyskoteki mogą już zacierać rączki. — MajaDan


Always Never Home

Syd

Columbia

Odd Future to najbardziej kreatywna i utalentowana grupa na współczesnej scenie. Chociaż jako kolektyw nigdy nie doczekała się albumu na miarę swojego potencjału, jej poszczególni członkowie stworzyli masę jakościowego materiału. The Internet od początku pracowało nad swoją pozycją, konsekwentnie nagrywając i wydając 3 rewelacyjne albumy, co zaowocowało szerokim uznaniem krytyków i nominacją do nagrody Grammy. Ta rekomendacja w pełni wystarczyła, żeby zainteresować mnie pierwszym podejściem do solowej płyty liderki i wokalistki zespołu, Syd. Fin, bo taką nazwę nosi debiut artystki, był solidną propozycją, która zgrabnie łączyła hip hop i subtelny neosoul. Nie ukrywam jednak, że płyta brzmiała dość niekompletnie i skromnie. Na szczęście, zaledwie po 7 miesiącach będzie dane nam usłyszeć kolejne wydawnictwo jej autorstwa. Oprócz domniemanego singla „Bad Dream/No Looking Back”, nie znamy żadnych szczegółów, lecz biorąc pod uwagę niesamowity talent i osobowość Syd, możemy być pewni, że Always Never Home będzie premierą wartą uwagi każdego miłośnika czarnej muzyki – Adrian


The Rise of the Phoenix

Chanté Moore

CM7

Chanté Moore, która, może poza jednym większym przebojem przed 18 laty, zawsze była drugoligową postacią amerykańskiej sceny R&B, wydała właśnie swój 7. studyjny album. The Rise of the Phoenix, pierwszy krążek Moore od czterech lat, to na swój sposób także ukoronowanie 25-lecia artystycznego piosenkarki. Trzeba uczciwie przyznać, że „Real One”, pierwszy singiel promujący album, to kawałek naprawdę sensownego R&B — jednocześnie w starym stylu, ale na tyle współcześnie wyprodukowanego, że zaprowadziło Moore na 10. miejsce najczęściej granych utworów w stacjach R&B w Stanach Zjednoczonych. Jeśli całość okaże się równie przekonująca, może się okazać, że w swojej lidze piosenkarka zdeklasuje w tym roku całą konkurencję. — Kurtek


Mourn

Corbin

WEDIDIT

Tęskniliście za smętnym zawodzeniem Deana Blunta? Pora na poszerzenie kręgu znajomych. Znany wcześniej jako Spooky Brown/Lil Spooky smutny raper ze stanu Minnesota powraca ze swoim (nomen omen) rzewnym, surowym R&B. Żeby przybliżyć atmosferę albumu, przedstawiamy krótki opis, podrzucony przez Corbina: „samotny mężczyzna w obliczu sytuacji panującej w kraju namawia swoją kochankę do przeprowadzki do bunkra w lesie. Następnie ginie w katastrofie lotniczej, a jego wybranka umiera tuż po nim, po swoim powrocie do domu”. I nie trzeba wam już niczego więcej pod tę jesień. — MajaDan


Funeral Balloons

Blockhead

Backwoodz

Blockhead oprócz owocnej współpracy z Aesop Rockiem, już od kilkudziesięciu lat, konsekwentnie dostarcza nam znakomite albumy będące jego wizją instrumentalnego hip-hopu opartego na samplach. Po pięciu krążkach wydanych dla wytwórni Ninja Tune oraz ostatnim, czyli wydanym własnym sumptem Bells and Whistles znalazł swoje miejsce w labelu Backwoodz, którego właścicielem jest raper Billy Woods (Blockhead) wyprodukował zresztą większą część jego ostatniego solowego wydawnictwa). Efektem wszystkiego jest dwanaście dopracowanych utworów, które z pewnością zrobią nie jednej osobie idealny soundtrack do zbliżającej się jesieni. — efdote

Nowy utwór: Chance the Rapper feat. Nosaj Thing „Paranoia”

Chance the Rapper oraz Nosaj Thing łączą siły we wspólnie wyprodukowanym kawałku pt. „Paranoia”. Utwór to mała niespodzianka i dodatek do wypuszczonej ostatnio do sieci EPki Acid Rain. Wydawnictwo cieszy się dużym uznaniem czego dowodem jest ocena serwisu Pitchfork, który ocenił EPke rapera jako best new music, co zdarza się nie tak często! Utalentowani artyści zadbali o spokojny i chillaoutowy klimat numeru, w którym ambientowy bit Nosaja jest idealnie dopełniony spokojnym i łagodnym flow Chance’a. Sprawdzajcie nowego kota oraz producenta z wyrobionym już nazwiskiem – obaj artyści są godni poświęcenia uwagi.

Nosaj Thing i Toro Y Moi w ambientowym klimacie

Obaj producenci wydają niedługo swe kolejne LP. Tak się składa, że krążki Home i Anything In Return ukażą się 22 stycznia. Trudno powiedzieć, czy to przypadkowa zbieżność czy celowy zabieg promocyjny, natomiast jedno wiemy na pewno: na nowym albumie Nosaja jest utwór z gościnnym udziałem Toro Y Moi. Kawałek „Try” jest idealną, chillwaveową  nutą na końcówkę tygodnia. Zmęczeni po weekendowych wojażach, a także Ci lubiący muzykę, która jest tłem dla ich wewnętrznych stanów uniesienia, polubią ten utwór. Przyzwoita forma współpracy dwóch współczesnych producentów.