pharoahe monch

Bilal i Pharoahe Monch gościnnie w najnowszym singlu Marcusa Stricklanda

<a

Już 9 listopada amerykański saksofonista Marcus Strickland dostarczy nam swój nowy album zatytułowany People of the Sun. Na wydanym przez Blue Note krążku znajdziemy zarówno wpływy zachodniej Afryki (afrobeat, kultura Griot), jak i Ameryki (post-bop, funk-soul, beat music, hip-hop). Pierwszym singlem zapowiadającym to wydawnictwo jest niesamowite „On My Mind”, gdzie obok głównego bohatera oraz jego zespołu Twi-Life, gościnnie udzielają się Bilal, Pharoahe Monch oraz Greg Tate. Taki zestaw muzycznych osobowości gwarantuje najwyższą jakość i sporo emocji.

Odsłuch: Keyon Harrold The Mugician

Keyon Harrold dał się poznać jako świetny muzyk sesyjny chociażby na płytach Beyonce, Maxwella czy Gregory’ego Portera. Współpracował też z Robertem Glasperem przy ścieżce dźwiękowej do Miles Ahead. To po prostu piekielnie utalentowany trębacz. W 2009 nagrał świetną solówkę Introducing Keyon Harrold, a w tym roku wyszła jego nowa płyta The Mugician. Krążek sprzed ośmiu lat był materiałem stricte jazzowym, natomiast na nowym albumie dostajemy kolaż gatunków — od jazzu i soulu po hip-hop, a nawet reggae. Gościnne udziały takich artystów jak Bilal, Big K.R.I.T., czy Pharoahe Monch tylko zachęcają do sprawdzenia całości. Karierę Harrolda śledzę już od jakiegoś czasu, więc przyznam, że jestem bardzo ciekawy, co tym razem przygotował.

J. Period, Black Thought, Pharoahe Monch, Posdnuos oraz Joss Stone, w mocno zaangażowanym utworze „Rise Up!”

Kumulacja artystów udzielających się w utworze „Rise Up!” przypomina kumulację w totka. Tym razem wygrywają jednak wszyscy słuchacze. Na tracku, który wyprodukował i firmuje swoją ksywką — J.Period, pojawili się bowiem Pharoahe Monch, Black Thought, Posdnuos oraz Joss Stone, czyli zdecydowanie pierwsza muzyczna liga. Utwór zapowiada epkę zatytułowaną RISE UP EP, która ukazać ma się 2 maja, a zainspirowana jest serią dokumentów pod nazwą AMERICA DIVIDED. Oprócz wyżej wymienionych artystów pojawić mają się na niej m.in. Rhymefest, Aloe Blacc, DJ Jazzy Jeff czy Xzibit. Złość na polityczną sytuację, bardzo często zamieniana jest w różne przejawy artystycznej aktywności i tak zaangażowanych projektów usłyszymy niebawem pewnie jeszcze sporo, bo z pewnością na swój sposób dają one ludziom siłę do przeciwstawienia się oraz nadzieję, że jest to tylko przejściowy etap.

Nowy teledysk: Marco Polo x Organized Konfusion “3-O-Clock”

marco-polo-konfusion-3-o-clock-lead

12 listopada do sprzedaży trafi PA2: The Director’s Cut — długo oczekiwana kontynuacja producenckiego albumu Marco Polo. Za pomocą wydanego w 2007 roku Port Authority kanadyjski producent zyskał uznanie jako jeden z najważniejszych spadkobierców stylu DJ’a PremieraPete’a Rocka. Wygląda na to, że nowe wydawnictwo (z gościnnymi występami Taliba Kweli, Large Professora, Inspectah Decka, Masta Ace’a i wielu innych) stanie się kolejnym bastionem trueschoolowego hip hopu. Dla mnie album ten będzie szczególnie ważny z tego powodu, że ma na nim miejsce reaktywacja jednego z najbardziej niedocenionych rapowych duetów w historii. Mowa o Organized Konfusion, których możemy usłyszeć w otwierającym album “3-O-Clock”. Pharoahe MonachPrince Po spotykając się po latach na tracku błyszczą prawie tak samo jak dawniej, o czym przekonać się na własne uszy (i oczy) możecie poniżej.

Nowy utwór: Pharoahe Monch „Damage”

Można odnieść wrażenie, że Pharoahe Monch coraz przykładniej podchodzi do wydawania muzyki. Między premierą debiutanckiego Internal Affairs a premierą Desire upłynęło aż 8 lat, na W.A.R. (We Are Renegades) przyszło czekać 4 lata, natomiast najnowszy album, jak dobrze pójdzie, trafi do nas w niecałe 2 lata po poprzednim. Pierwszym singlem promującym PTSD (Post-Traumatic Stress Disorder) jest „Damage” – kolejna część cyklu utworów rapera opowiedzianych z perspektywy pocisku, zbudowana wokół oczywistego nawiązania do wielkiego przeboju LL Cool J’a. Za produkcję bitu odpowiada Lee Stone.

Relacja: Pharoahe Monch i Yassin Bey na Adidas Originals Rocks the Floor

Marka Adidas nie ma ostatnio szczęścia jeśli chodzi o szacunek wśród polskich hiphopowców. Firma odzieżowa, która w latach osiemdziesiątych zapracowała w Ameryce na status symbolu kultury hip hop, rok temu wstrząsnęła nami przez akcję z zamalowaniem muru na warszawskich Wyścigach na rzecz reklamy. Adidas Originals Rocks the Floor nieoficjalnie miało być rekompensatą za ten strzał w ubraną w Superstara stopę. Teoretycznie znakomitą, bo związaną z wystąpieniem na żywo dwójki wielce szanowanych w środowisku raperów – Pharoahe MonchaYassina Beya, który dla nas zawsze tak naprawdę pozostanie Mos Defem. Praktycznie niestety – nie do końca udaną.
Kto miał dziś styczność z kimkolwiek zainteresowanym tym wydarzeniem, ten na pewno słyszał o ogromnej, wręcz absurdalnej, obsuwie. Absurdalnej w takim sensie, że zagraniczne gwiazdy wieczoru zaczęły grać półtorej godziny po… planowanym zakończeniu imprezy. Czas oczekiwania między koncertem O.S.T.R.’a (też zresztą opóźnionego), a koncertem gwiazd ze Stanów był udręką dla każdego, któremu zależało na miejscu prawie pod samą sceną. Wypowiadane przez prowadzącego imprezę Rufina „jeszcze pół godziny”, tudzież „jeszcze minuta-osiem” w połączeniu z brakiem jakiejkolwiek informacji na temat przyczyn obsuwy, wywoływało wśród publiczności oburzenie i wprowadzało stadionową atmosferę w negatywnym tego słowa znaczeniu. Kiedy wreszcie na scenę wkroczyli Pharoahe Monch wraz ze swoim DJ’em, publiczność odzyskała dobry humor, dostała w końcu to na co w większości przyszła. Tylko co z tego, jak już spora część osób nie miała sił dobrze się bawić?
W tym momencie dała znać o sobie kolejna wielka wada imprezy – nagłośnienie. Kto jest fanem Faraona ten dobrze wie, że jest on arcymistrzem precyzyjnego, technicznego składania wersów – sporo radości ze słuchania rapera zostało nam odebrane, gdyż ciężko było zrozumieć linijki, jeśli nie znało się ich na pamięć. Koncert nie był na dodatek zbyt długi – trwał niby standardową godzinę, ale przeplatany był długimi przerwami między utworami, bynajmniej słabo wykorzystanymi na nawiązanie kontaktu z publicznością. Każdemu słuchaczowi Moncha z pewnością któregoś jego przeboju zabrakło. Oczywiście było też trochę pozytywów, wśród nich przede wszystkim osoby towarzyszące, czyli utalentowany Boogie Blind na deckach, oraz śpiewająca refreny MeLa Machinko. Powiedziałbym, że wokalistka wręcz ukradła show raperowi. Wielkim plusem było też wykonanie „Simon Says” – koncertowy mega-przebój najmocniej zabujał publiką, a dodatkowo mocno ją rozbawił, gdy Pharoahe chciał urzeczywistnić treść niektórych linijek na pani Machinko. Zaraz po „Szymonie” raper przerwał koncert, żeby złożyć hołd dla zmarłego rok temu Nate Dogga, co było oczywistym syngałem do wspólnego wykonania rawkusowskiego „Oh No!” wraz z drugim bohaterem wieczoru, czyli z Yassinem Beyem.

W ten sposób koncert Moncha płynnie przeszedł w koncert Mos Defa. Zmienił się protagonista, ale główny czarny charakter, zwany nagłośnieniem, pozostał ten sam. Zrozumienie słów posiadacza jednego z najtrudniejszych do rozgryzienia akcentów wśród raperów, było jeszcze większym wyzwaniem niż rozumienie poprzedniego występującego. Na szczęście dała o sobie znać zasada, według której mowa ciała stanowi główną część komunikacji ludzkiej. Pod tym względem artysta dawał z siebie bardzo wiele, w końcu rzadkim widokiem jest mc tańczący na scenie do rapowanych i śpiewanych przez siebie utworów. Widać było, że bardzo dobrze się przy tym bawił i jego występ wymykał się spod stereotypu hiphopowego koncertu z raperem i dj’em w rolach głównych i jedynych. Robił na scenie show, które mogło porwać również widzów nieznających albumów rapera, gdyby tylko nie nieszczęsne nagłośnienie i zmęczenie oczekiwaniem. Za to ci wierni fani z pewnością byli rozczarowani niezagraniem przebojów z nagranego z Talibem Kweli albumu Black Star. Można było się pocieszać świadomością, że właśnie on, Mos Def ze swoim czerwonym mikrofonem zagrał nareszcie koncert dla Polaków, ale czy to ma sens? Tym bardziej miałem prawo wymagać, by wszystko tego sobotniego wieczoru zostało zapięte na ostatni guzik.
Głód, zmęczenie i rozczarowanie dawały mocno znać o sobie, kiedy o trzeciej nad ranem na zebrany tłum czekała jeszcze jedna niespodzianka – wielka bitwa pod szatniami. Z czasem negatywne emocje jednak opadły i jako wieloletni słuchacz hip hopu trochę ucieszyłem się, że mogłem odhaczyć kolejne dwa nazwiska z listy raperów, których chciałem zobaczyć na żywo. Problem w tym, że w chodzeniu na koncerty nie chodzi chyba o ich zaliczanie, a o dobrą zabawę przy tym. Organizatorzy (nie mylić ze sponsorem swoją drogą) odebrali nam sporo tej zabawy. Mogło być pięknie.

Nowy teledysk: Pharoahe Monch „Still Standing” ft. Jill Scott

Obrazek z dzieciakiem, które spada z drzewa – niby nic, zapewne place zabaw oglądają takie sytuacje codzienne. Właśnie, „niby” budzi wątpliwości, kiedy widzimy, że ten mały chłopiec to odzwierciedlenie dorosłego muzyka. To właśnie dzieje się w nowym teledysku Pharoahe Monch’a. Trochę stresujące, ale z happy endem. Przecież Monch wciąż tu jest, co więcej – jest tutaj nawet z Jill Scott. Ktoś płakał, że rap ma się źle w dzisiejszych czasach? Najwidoczniej szuka nie w tych miejscach gdzie powinien!

Pharoahe Monch na adidas Originals Rocks the Floor !

Tym samym Pharoahe Monch dołączył do Mos Defa czyniąc tę imprezę najgorętszym wydarzeniem sezonu jak dla mnie. Całość odbędzie się w dniach 2-3 marca w warszawskim Soho Factory. Bilety już w sprzedaży na stronie Ticket Pro. Mam nadzieję, że Panowie nie odmówią nam i sobie tej przyjemności i wykonają wspólnie utwór „Oh No”. To byłoby coś.

(więcej…)

Mos Def oraz Pharoahe Monch na festiwalu w Nowym Jorku

Dla wszystkich zainteresowanych poniżej małe rozeznanie co w tym roku działo się na piątej już edycji festiwalu Restoration Rocks w Nowym Jorku. W tym krótkim materiale na scenie zagościli: Mos Def oraz Pharoahe Monch. Przy okazji, wyobrażacie sobie podobne uliczne tak kolorowe wydarzenie w którymś z polskich miast?

CULTURELIST// Mos Def and Pharoahe Monch at 5th Annual Restoration Rocks! from Centric TV on Vimeo.

Nowy teledysk: Pharoahe Monch feat. Styles P & Phonte „Black Hand Side”

Pharoahe Monch to bez dwóch zdań jeden z najlepszych raperów w histori. Album W.A.R. to dobry krążek, trzymający poziom poniżej którego Pharoahe nie zwykł schodzić. Od takich asów wymagam jednak zdecydowanie więcej i krążek nie do końca spełnił moje oczekiwania. Umieścił bym go najniżej w hierarchii jego solowych dokonań. Nie mniej jednak warto go promować i tak też czyni artysta wypuszczając nowy klip do utworu „Black Hand Side” z gościnnym udziałem PhonteStylesem P. Jeden z ważniejszych momentów na płycie.

Nowy utwór: Pharoahe Monch feat. Mela Machinko „Shine”

pharoahemonchshine_

Pharoahe Monch powraca z pierwszym singlem z mającego się ukazać jesienią nakładem Duck Down Music nowego albumu zatytułowanego„WAR (We Are Renegades)”. Produkcją utworu „Shine” zajął się sam Diamond D. Pharoahe to jeden z moich ulubionych mc’s i zawsze dostarcza produkt na najwyższym poziomie. Mam nadzieję, że będzie tak i tym razem. Nowy numer pokazuje, że nie powinno być inaczej.

Nadchodzi BlakRoc

Coraz rzadziej zdarza mi się znaleźć coś co faktycznie zwali mnie z nóg. Coraz rzadziej czuję ten dreszczyk przeszywający ciało, kiedy odpalam jakiś numer. Coraz rzadziej zdarza mi się mimowolnie uśmiechać w czasie słuchania jakiegoś utworu po raz kolejny i odkrywać w nim kolejne smaczki. Coraz rzadziej coś mnie zaskakuje swoją świeżością, klimatem, pomysłem i wykonaniem. Coraz rzadziej zdarzają się takie projekty jak Blakroc.
blakroc

(więcej…)

Nowy teledysk: Pharoahe Monch „Welcome to the Terrordome”

Wprawdzie album Desire Pharoahe Moncha świeżością nie grzeszy i datuje się na czerwiec zeszłego roku, raper uznał, że być może zbliżający się dzień 4-tego listopada i Obamowa ,,change”, która ponoć ma przyjść, to odpowiedni moment na wypuszczenie zaangażowanego wideoklipu do utworu mocno inspirującego się twórczością Public Enemy. Nie wiem. Wy mi powiedzcie. Ja w każdym razie dziękuję Monchowi za to, że nadal dzielnie promuje swoje dzieło, bo to z kolei przypomniało mi, że muszę natychmiast do niego wrócić.

Lauryn i Erykah na krążku Pharoahe Monch

Jak donosi mtv.co.uk Pharoache Monch zdradził ostatnio, że przy okazji swojego kolejnego krążka Desire nawiązał współpracę z Lauryn Hill. Piosenkarka pojawi się gościnnie w kawałku Hold On. Wiadomo również, że w tym samym utworze zaśpiewa również inna legenda czarnej muzyki – Erykah Badu. Póki co album nie jest do jeszcze ukończony. Wiadomo jednak, że na krążku znajdzie się tytułowy kawałek Desire, a singlem zostanie utwór zatytułowany Push.

W wywiadzie dla MTV – Pharoahe Monch powiedział, że na jego najnowszym, albumie nie będzie raperów, pojawią się natomiast wokaliści (tudzież wokalistki). Premiera albumu Desire została zaplanowana na 27 listopada tego roku.

Jessie Ware - What's Your Pleasure