shabazz palaces

Recenzja: Shabazz Palaces Quazarz / Quazarz vs. The Jealous Machines

Shabazz Palaces

Quazarz: Born on a Gangster Star (2017)

Sub Pop

Quazarz vs. The Jealous Machines (2017)

Sub Pop

Ostatnio miałam okazję obejrzeć fragment video z ulicznego performansu. Artyści z USA, z pomocą barwnych rekwizytów, celebrowali elastyczność ciała, tańcząc w rytm muzyki na żywo i głosząc przy tym sobie tylko znane prawdy, właściwie bez żadnego konkretnego celu — ot, sztuka dla sztuki, ekspresja dla ekspresji. W powietrzu wisiało pytanie o zastosowane używki. Słuchając nowych albumów Shabazz Palaces, można odnieść podobne wrażenie — pomimo wielu wyraźnych odniesień, pławimy się w ogólnej niedookreśloności, która może być na dłuższą metę męcząca.

Idea projektu, na który składają się dwie części Quazarz: Born on a Gangster StarQuazarz vs. The Jealous Machines, jest klarowna. Dostajemy dwa, logicznie podzielone, koncepcyjne albumy orbitujące wokół tajemniczej postaci kosmicznego emisariusza z Gangster Star i jego konfrontacji z miejscem nacechowanym upadkiem moralnym o wymownej nazwie „Amurderica”. Opowieść starsza chyba niż sama Ameryka, wyraźnie wpisująca się w afrofuturyzm, przedstawiona w typowy dla Shabazz Palaces abstrakcyjny i psychodeliczny sposób. „Only pill is real” — oznajmia Quazarz, ale nawet jak na afrofuturystyczne dywagacje jest to pigułka wyjątkowo gorzka.

Sposób przedstawienia konfrontacji obcego z okrutnym światem zahacza tu o groteskę. Quazarz, po obszernej autoprezentacji na pierwszej płycie, rozważa między innymi o Illuminati (stąd już niebezpiecznie blisko do domniemanych powiązań Illuminatów ze śmiercią Prince’a) i utyskuje na wirtualny świat z jego wszystkimi wadami. Wychodzi z tego jakiś barokowy motyw marności, pretendujący do wydumanego nowatorstwa. W powietrzu wisi już nie tylko pytanie o zastosowane używki, ale też o skalę powagi zaprezentowanych przemyśleń. Być może, gdyby temat nie był przedstawiony za pomocą gigantycznej (czy też raczej — kosmicznej) hiperboli, łatwiej byłoby zareagować na niego refleksyjnie, bez sarkastycznego grymasu.

Z obu albumów można wyłuskać lepsze fragmenty i, na szczęście, są to fragmenty muzyczne. Dużo łatwiej o to na Quazaraz vs. Jealous Machines, płycie znacznie bardziej skondensowanej i mniej nużącej (może lepiej było zostać przy tej jednej?). Mowa między innymi o rozmarzonym „Effeminence” (bardzo ładnie wyprowadzonym z „Atlaantis”), psychodelicznym „Julian’s Dream (Ode to a Bad)”, napisanym z myślą o Julianie Casablancasie, który miał tę piosenkę wykonać, a nawet singlowym „30 Clip Extension” z orientalnym tłem. Jeżeli chodzi zaś o pierwszy krążek, wyróżnia się na pewno zblazowane „Fine Ass Hairdresser”, coś jakby gościnny występ kosmicznego brata Maca de Marco. Dobrze brzmią też openery obu płyt. Wciąż jednak bardzo łatwo o ukończenie tej podróży z pewnym uczuciem przytłoczenia, zwłaszcza że już spotkanie z niemiłosiernie rozwlekłym Born on a Gangster Star jest wyjątkowo wymagające dla uwagi i cierpliwości słuchacza.

Jak na performans przystało, najlepiej byłoby przedstawić materiał z obu płyt w szerszym, przestrzennym kontekście, koniecznie po zmroku. Być może różnorodne i niekiedy przyjemne dla ucha perkusjonalia (niewątpliwa zasługa Tendaia Maraire’a), wokół których nadbudowano futurystyczną dźwiękową magmę, dopełnione charakterystyczną rap-recytacją Palaceera Lazaro, znacznie lepiej brzmiałyby w otoczeniu konkretnej przestrzeni. Wtedy bylibyśmy zmuszeni do skupienia się na detalach, które teraz potrafią co najwyżej drażnić i sprawiać, że Quazarz: Born on a Gangster Star zlewa się zbyt często w jeden przydługi nielinearny twór.

Shabazz Palaces po trzech latach przerwy wciąż pozostają jednym z ciekawszych zjawisk na hip-hopowej scenie. Ale mimo bardzo konkretnej formy, mamy też do czynienia z bardzo osobliwą treścią. Jest dokładnie tak, jak podczas uczestnictwa w performansie — dostajemy skrawki, tropy i emocje, do których możemy się bez trudu odnieść, ale całościowe wrażenie nie wydaje się celem samym w sobie. Artyści bazują raczej na jednorazowości i chwilowości zjawiska, i to w dużej mierze od kontekstu danej chwili zależy nasz odbiór. Choć to jednak dość ironiczne, jak na albumy ostro krytykujące doraźne zjawiska świata wirtualnego.

Shabazz Palaces i Actress na festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty


Wrocław nareszcie stał się prawdziwie „mądry” (jak od lat chcą go widzieć autorzy pewnej serialowej piosenki), przynajmniej jeżeli chodzi o wakacyjny repertuar koncertowy. Organizatorzy 17. edycji festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty, jak zresztą niemal co roku, zadbali o to, żeby muzyczne punkty programu były nie mniej interesujące niż te filmowe. W Klubie Festiwalowym w Arsenale między 3 a 13 sierpnia pojawią się między innymi Shabazz Palaces, Actress, Hatti Vatti oraz Mitch & Mitch. Świetna okazja, zwłaszcza dla tych, którzy będą chcieli nadrobić nowości płytowe. Pełny program koncertowy do sprawdzenia tutaj.

Nowy utwór: Shabazz Palaces „30 Clip Extension”

Już 14 lipca będzie miała miejsce premiera nie jednego, a aż dwóch nowych albumów od Shabazz Palaces — Quazarz vs. The Jealous MachinesQuazarz: Born on a Gangster Star. Dwa dni temu pochodzący ze Seattle duet podzielił się ze słuchaczami utworem „30 Clip Extension”, który promuje pierwszą z tych płyt. Mimo że pod względem klimatu numer ten różni się zdecydowanie od zaprezentowanego pod koniec kwietnia „Shine a Light”, to na pewno w równym stopniu zaostrza apetyt na sporą dawkę świetnego eksperymentalnego hip-hopu spod szyldu członków wytwórni Sub Pop.

Shabazz Palaces zapowiadają nowy album


Kosmiczne duo Shabazz Palaces zstępuje ze swojej galaktyki. Powodem jest ich trzeci album Quazarz: Born on a Gangster Star. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na kontynuację astralnych wątków z Lese Majesty. Nowy krążek ma być historią przybysza imieniem Quazarz, który odkrywa swoją tożsamość z dala od rodzimej gwiazdy Gangster. Ishmael Butler i Tendai Maraire zapowiedzieli już część gości, wśród nich znajdą się między innymi: Julian Casablancas, Thundercat oraz Gamble and Huff. Całość promuje oldskulowe i dość zachowawcze „Shine a Light”, ale być może to cisza przed kosmiczną burzą. Płyta ukaże się 14 lipca, tradycyjnie nakładem Sub Pop.

Nowy utwór: WOKE & George Clinton „The Lavishments of Light Looking”

thelavishmentsoflightlooking

Dziękuję pan Adult Swim za wspaniałe seriale animowane (Rick & Morty!), ale przede wszystkim dziękuję za działalność w obszarach muzycznych, zrzeszanie ciekawych artystów w ramach pojedynczych nagrań sygnowanych nazwą stacji. Swoją najnowszą publikacją kupili mnie jednak całkowicie. WOKE to supergrupa (z akcentem na super) jednocząca eksperymentalno-rapowy duet Shabazz Palaces z niewymagającymi już na pewno przedstawiania Flying LotusemThundercatem. Mało tego, swoim wokalem utwór pobłogosławił także sam Juras Clinton. Jak ochłonąć to nie jest najbardziej zaskakujące połączenie świata (trzech artystów spotkało się już w tym roku u Kendricka), ale najważniejsze, ze utwór jest dokładnie tak dobry, jak wygląda na papierze/ekranie. Do tego coś czuję, ze nie jest to ostatni raz, kiedy widzimy napis WOKE w podpisie utworu.

Recenzja: Shabazz Palaces Lese Majesty

Shabazz Palaces

Lese Majesty (2014)

Sub Pop

Lese Majesty, drugi longplay eksperymentalnego hiphopowego duetu Shabazz Palaces, to płyta na tyle trudna w odbiorze, że trudno rzeczywiście się nią zachwycić. O ile wydane przed trzema laty Black Up od pierwszego odsłuchu zapierało dech w piersi i momentalnie wciągało słuchacza w swój przewrotny, szaleńczy rytm, jego tegoroczny następca wydaje się frustrująco fragmentaryczny.

Shabazz Palaces postanowili podzielić 45-ciominutowe Lese Majesty na siedem koncepcyjnych suit, splatając kolejne utwory w ich obrębie w swoiste cykle piosenek. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że wynosząc swoją i tak już przecież abstrakcyjną twórczość na kolejny poziom abstrakcji, przynajmniej częściowo stracili nad nią kontrolę. Bo choć album trwa zaledwie trzy kwadranse, większość spośród 18 pozycji na trackliście to około 2-minutowe impresje, raczej szkice utworów niż faktyczne piosenki.

Rap Palaceera Lazaro (wcześniej znanego jako Butterfly z Digital Planets) i muzyczna produkcja Tendai’a Maraire’a są wciąż bezsprzecznie na wysokim poziomie, ale jakkolwiek elokwentni panowie z Shabazz Palaces by nie byli, rozmienianie się na drobne definitywnie nie wychodzi im na dobre. Czuć energię i kreatywny puls. Brakuje natomiast konsekwencji, przysłowiowej kropki nad i, ścisłego splotu, który nadałby płycie określony kształt. Bez tego Lese Majesty rozlewa się bezładnie we wszystkie strony, zbyt szybko zastępując jedną myśl przewodnią drugą, jeden szalony bit kolejnym, jeden błyskotliwy pomysł innym.

Trudno nie odnieść wrażenia, że na podobnej zasadzie gdzieniegdzie na krążku pojawiają się wokalne przejścia w wykonaniu dziewcząt z zaprzyjaźnionej grupy THEESatisfaction — ich zeszłoroczny krążek And That’s Your Time pod względem budowy jest zresztą prawdopodobnie najbliższą analogią dla Lese Majesty. Największym problemem drugiej płyty Shabazz Palaces jest jednak to, że z jednej strony trudno odbierać ją jako zwięzłą całość, a jednocześnie (pomijając singlowe „They Come in Gold” i łączące freak-hop z klubowym zacięciem przezabawne „#CAKE”) brakuje jej wyrazistych momentów, wokół których mogłaby skoncentrować się reszta materiału.

Odsłuch: Shabazz Palaces Lese Majesty

lesemajesty-600x600
Patrząc na ilość ciekawych hiphopowych projektów w tym roku zastanawiam się — czy to ja staję się ostatnio zbyt krytyczny wobec nowych wydawnictw, czy rok 2014 jest po prostu słaby? Jedno jest pewne — z podsumowaniami roku najlepiej poczekać do końca grudnia, a na razie cieszyć się tym co jest. Lese Majesty — drugi album autorstwa pochodzącego z Seattle duetu Shabazz Palaces — jest jednym z tych materiałów, które wierzę, że poprawią moją opinię o dwa tysiące czternastym. Materiał w zasadzie już od jakiegoś czasu krążył po legalnych inaczej źródłach, ale już od dzisiaj możemy słuchać oficjalnie i w satysfakcjonującej jakości, klikając tutaj. Ta właściwa, sklepowa premiera Lese Majesty już za tydzień.

Shabazz Palaces na złoto

Image1

Art-raperzy z Seattle zapowiadają kontynuację wydanego przed trzema laty Black Up. Nowy krążek, zatytułowany Lese Majesty ma ukazać się 29 lipca nakładem Sub Pop. W sumie na krążku znajdzie się aż 18 utworów, z których pierwszy, „They Come in Gold” grupa opublikowała na swoim soundcloudzie już dwa tygodnie temu. Nie ma wątpliwości, że drugi album grupy jest potencjalnie jednym z najciekawszych rapowych projektów roku. Miejmy nadzieję, że nie zawiedzie pokładanych w nim nadziei. Poniżej możecie je umiarkowanie skonfrontować z rzeczywistością, odsłuchując „They Come in Gold” i przeglądając spis utworów.

Tracklista:
1. „Dawn in Luxor”
2. „Forerunner Foray”
3. „They Come In Gold”
4. „Solemn Swears”
5. „Harem Aria”
6. „Noetic Noiromantics”
7. „The Ballad of Lt. Major Winnings”
8. „Soundview”
9. „Ishmael”
10. „…Down 155th in the MCM Snorkel”
11. „Divine of Form”
12. „#CAKE”
13. „Colluding Oligarchs”
14. „Suspicion of a Shape”
15. „MindGlitch Keytar TM Theme”
16. „Motion Sickness”
17. „New Black Wave”
18. „Sonic MythMap for the Trip Back”

Nowy utwór: THEESatisfaction „Enchantruss”

Nadzieja psychodelicznego soulu, podopieczni Shabazz Palaces, duet THEESatisfaction udostępnił kolejny numer z ich nadchodzącego debiutu awE naturalE (premiera 27 marca nakładem Sub Pop). Kawałek jest jeszcze bardziej pokręcony niż poprzednie i doskonale wpisuje się w neo-soulowe standardy ustanowione kilka lat temu przez Georgię Anne Muldrow. W numerze gościnnie rapuje Palaceer Lazaro (Shabazz Palaces). Piosenka do odsłuchu i downloadu poniżej.

Nowy teledysk: Shabazz Palaces „Are You… Can You.. Were You? (Felt)”

Mimo że Shabazz Palaces nie doczekali się ani sukcesu komercyjnego, ani solidnego uznania krytyki, nadal konsekwentnie robią swoje i promują jak się da swój rewelacyjny zeszłoroczny album Black Up. Tym razem teledysku doczekało się nagranie „Are You… Can You.. Were You? (Felt)” i o ile dobrze liczę to już czwarty klip promujący wydawnictwo. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie zapoznaliście się z twórczością grupy, koniecznie jak najszybciej nadrabiajcie.

Nowy teledysk: Shabazz Palaces „Black Up”

Tytułowy utwór z tegorocznego krążka eksperymentalnego hip hopowego składu Shabazz Palaces doczekał się równie wizjonerskiego teledysku, czy może raczej krótkiego filmu, bo obraz jest tak pocięty i pozlepiany, zarówno, pod względem wizualnym, jak i muzycznym, że ciężko byłoby go włączyć do playlisty MTV (R.I.P. btw). Znalazło się nawet miejsce na mały tribute dla zmarłego w tym roku Gila Scotta-Herona. Koniecznie obejrzyjcie. A jeśli nie słyszeliście jeszcze płyty, koniecznie słuchajcie!

Nowy utwór: Shabazz Palaces „Bronny on a Breakaway”

shabazzz

Swoją drogą to bardzo krótki i rzeczowy tytuł, biorąc pod uwagę te z debiutanckiego krążka grupy Black Up. Jest to zresztą iTunesowy bonus z tego właśnie albumu. Podobnie jak cała reszta płyty, dudni i bębni w nieszablonowy, awangardowy czy też eksperymentalny (zwał jak zwał) sposób. To definitywnie ekipa, której warto się przyjrzeć w tym roku, bo z pewnością zdominują go pod koniec na wszelkiego rodzaju listach najlepszych albumów ostatnich 12 miesięcy.

Poznajcie Shabazz Palaces

shabazz

A może nawet poznajmy, bo ja sam dopiero słyszałem jeden utwór, ale czuję się zafascynowany i definitywnie chcę więcej. Ostatnio w hip hopie dzieją się rzeczy, o których kilka lat temu byśmy chyba nie pomyśleli, że będą się dziać. Nas nawet proklamował śmierć gatunku, a tutaj obok trywialnej i podpartej efekciarstwem papki, zaczynają wyrastać na niezależnym gruncie fundamenty, na których można spokojnie stawiać nową falę hip hopu. Pamiętacie Digable Planets? Tak, to było dawno. Otóż Shabazz Palaces to projekt jednego z członków grupy Ishmaela Butlera, wedle informacji, jakie znalazłem – jednoosobowy, ale w utworze, który chcę zaprezentować słychać jeszcze inne głosy. W 2009 Shabazz Palaces wydało dwie dobrze przyjęte EP-ki, a teraz przymierza się do wypuszczenia pełnoprawnego debiutanckiego longplaya Black Up, zapowiadanego na 28 czerwca. Shabazz Palaces jest bardzo na czasie, to eksperymentalna rzecz inkorporująca mnogość elektronicznych smaczków, a jednocześnie mocno hołdująca klasyce gatunku. Sami zresztą posłuchajcie utworu, kończącego płytę, o tytule „Swerve… The Reeping of All That Is Worthwhile (Noir Not Withstanding)”.