sławek uniatowski

Kayah, Badach, Uniatowski na pośmiertnym krążku Wodeckiego

Zbigniew Wodecki był jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci polskiej estrady od połowy lat 70. aż do jego niespodziewanej śmierci przed rokiem. Po fenomenalnym projekcie z grupą Mitch & Mitch i na swój sposób przełomowym występie artysty na płycie Albo inaczej Wodecki naturalnie pracował nad kolejnym solowym krążkiem, którego jednak nie ukończył. Dokończyli go zaprzyjaźnieni muzycy i pokrewni w pewnym sensie Wodeckiemu wokaliści. Dziś nakładem Agory ukazała się płyta Dobrze, że jesteś. Po resztę detali odsyłam do oficjalnego opisu wydawcy:

23 maja na sklepowe półki trafi wyjątkowy album „Dobrze, że jesteś” powstały na kanwie niedokończonych utworów Zbigniewa Wodeckiego, z udziałem m.in. Kayah, Kuby Badacha i Sławka Uniatowskiego. Wydawnictwo promuje kompozycja „Chwytaj dzień” z tekstem Jacka Cygana, którą śpiewają Zbigniew Wodecki w duecie z Kayah. Do utworu powstał wzruszający teledysk, z sentymentalnymi, archiwalnymi ujęciami Zbigniewa Wodeckiego. Twórcą scenariusza i reżyserem jest Roman Przylipiak.

W sumie to 13 utworów, które trochę nawiązują do bacharachowskiej popowej tradycji, w której przed laty rozkochał się (a po latach i polską publiczność) Wodecki, a trochę do nijakiego radiowego popsoulu ze smoothjazzowym (o zgrozo!) i fusionfunkowym (lepiej, but not quite) zacięciem. To że utwory są niedokończone w wielu przypadkach znaczy zresztą, że Wodecki nie zdążył nagrać do nich wokali — te lepiej lub gorzej zapewniają zaproszeni goście. Wodecki wyraźnie próbował nawiązać tu do swojego błyskotliwego debiutu z 1976 roku, ale raz, że przed rokiem nie był jeszcze w momencie, by tamtą magię skutecznie na nowo odtworzyć (co słychać), a dwa, że współczesny aranż i produkcja (być może będące efektem pośmiertnego działania speców z Agory) skutecznie to uniemożliwiają. Efekt jest bardzo kompromisowy. Miło usłyszeć pana Zbyszka w jego ostatnich muzycznych próbach, ale nie jest to na pewno rzecz, na którą czekała młodsza część jego publiczności. Całość jest już na Spotify — posłuchajcie przynajmniej trzech solowych numerów Wodeckiego: „Dobrze, że słońce”, „Kod dostępu” i „Nauczymy się żyć obok siebie” i oceńcie sami, co z tego wyszło.

Sławek Uniatowski zapowiada debiutancką płytę Metamorphosis

Slawek Uniatowski zapowiada debiutancka plyte Metamorphosis

Sławka Uniatowskiego znacie zapewne z czwartej edycji Idola. Wtedy wyglądał nieco inaczej, ale jego wokal pozostaje wciąż na niezmienionym wysokim poziomie. W uszach wielu słuchaczy wciąż rozbrzmiewa jego głos podczas koncertu poświęconego Frankowi Sinatrze. Po długim czasie śpiewania nieswoich kompozycji przyszedł czas, aby stworzone na przełomie kilkunastu lat kompozycje, ujrzały światło dzienne. Z nadchodzącego krążka znany jest już jeden singiel „Każdemu wolno kochać”, a najnowszym, zwiastującym debiutancki krążek Metamorphosis, jest „Honolulu”.

Utwór został napisany przez Sławka w 2012 roku i opowiada oczywiście o miłości. Na uwagę zasługuje zabawny i dwuznaczny tytuł. Sama kompozycja jest spod znaku inteligentnego popu z elementami jazzu, w którym tak lubuje się Uniatowski. Cała płyta będzie zawierała piosenki z pogranicza popu, jazzu i soulu. Tytuł nie oznacza wcale przemiany fizycznej, lecz dorastanie muzyczne. W końcu muzykę na krążek napisał sam wokalista. Za teksty, oprócz artysty, odpowiedzialni są również Janusz Onufrowicz, Krzysztof Zalewski i Tomasz Organek. Premiera Metamorphosis, jeśli nie zostanie przesunięta jak w przypadku daty „Honolulu”, odbędzie się 20 kwietnia i wyleci spod skrzydeł Agory. W oczekiwaniu na płytę, delektujcie swoje zmysły oglądając poniższy teledysk.

Każdemu wolno kochać”