snoop dogg
Nowy teledysk: Snoop Lion feat. Rita Ora „Torn Apart”
Ot, taka zwyczajna historia – on i ona, spotykają się przy barze, popijają zimne piwo i wybierają się w egzotyczną podróż. Ale zaraz, zaraz… i my przenosimy się w te plażowe scenerie Tajlandii, spoglądamy na krystalicznie czystą wodę i niemalże sami wskakujemy do obłędnie ekskluzywnych basenów. Wszystko to za sprawą singla „Torn Apart” promującego wydawnictwo Reincarnated. U boku Snoop Liona występuje tu Rita Ora. Nie jestem specjalnie przekonana, czy to nagranie ma duży potencjał na zostanie przebojem lata, ale za to… są słonie, liczne atrakcje turystyczne Bangkoku i od samego patrzenia na Snoop’a jakoś tak człowiek czuje się bardziej zrelaksowany…
Nowy utwór: Snoop Dogg „Heaven”

Z powodu nagłej śmierci Mr. Magica (nie mylić z polskim czarodziejem, który pewnego razu na Śląsku zawarł pakt przy dźwiękach głośnikach) i jego żony, Snoop Dogg odłożył na chwilę sprawy reinkarnacji i nagrał numer upamiętniający artystę. Po cichu mówimy, że „Heaven” to mizerna produkcja, na głos, że ładny gest. W utworach tego typu, wartość artystyczna jest raczej na drugim miejscu.
Mr. Magic i Chastity zginęli w wypadku samochodowym, osierocając 12-letnią córkę.
Nowy utwór: Snoop Lion „Here Comes The King”
Snoop Dogg kiedy poczuł, iż traci na siłach i zaczyna się wypalać postanowił przejść reinkarnację i powstać na nowo jako nowy bóg reggae i dub nazywając się jakże kuriozalnie Snoop Lion. Pomysłowości odebrać mu nie można, a kolejnym dowodem na nowe wcielenie Snoopa jest drugi, niezbyt udany singiel „Here Comes The King” z gościnnym udziałem Angeli Hunte. Singiel pochodzi z nadchodzącego, dwunastego już albumu Reincarnated. Całość jak głosi sam Snoop Lion ujrzy światło dzienne na początku przyszłego roku, konkretnie w lutym. Jednak niewielkie zainteresowanie przemianą artysty może spowodować kolejne przesunięcia w premierze wydawnictwa wyprodukowanego przez takich docenianych producentów jak Major Lazer i Diplo.
Nowy teledysk: Snoop Lion „La La La”

Oto pierwszy oficjalny teledysk Snoop Liona. Twórca nader kolorowego, ruchomego obrazka „La La La”, Eli Roth, zainspirował się wczorajszym świętem Halloween. Nie ma jednak się czego bać – obok Snoopa w przebraniu lwa, widzimy tutaj całą gromadkę dzieciaków przebranych za zwierzaki. Niemniej uroczy jest też wstęp, gdzie dwie dziewczynki wypowiadają się przed kamerą. Pokojowy klimat reggae został jednak zachowany. Możecie na chwilę zapomnieć o gangsta rapie, limuzynach, ledwo ubranych paniach tańczących na rurze i strzelaninach. Płyta Reincarnated oraz dokument pokazujący przemianę Snoopa pojawią się już niedługo.
Roots’n’roll oraz Snoop przed i po reinkarnacji, czyli relacja z CLMF 2012
Nie ma co ukrywać, swoim zeszłorocznym show na CLMF Kanye West podniósł poprzeczkę tak wysoko, że nie sposób mu dorównać. Nie zrobili tego Rootsi, nie zrobił tego nawet Snoop Dogg ALE! hip hopowi weterani spożytkowali przydzielony im czas na scenie najlepiej jak potrafili. Bez wątpienia oba widowiska należą do najbardziej udanych na tegorocznej edycji festiwalu.
The Roots

(fot. Monika Stolarska / Onet)
The Roots zaczęli grać kilka minut po dziewiątej, kiedy pod sceną stał już kilkutysięczny tłum. ‚Korzenie’ oddali muzyczny hołd J Dilli oraz zmarłemu niedawno raperowi MCA z Beastie Boys. Ale to był dopiero początek prawdziwego szaleństwa.
Członkowie zespołu od pierwszych minut uśmiechali się na widok rozentuzjazmowanej publiczności. Black Thought utrzymywał kontakt z widzami przez cały koncert, ?uestlove oraz F. Knuckles (choć skupieni na perkusji i bębnach) nie mogli nadziwić się pozytywnej energii płynącej z pod sceny, a gitarzyści skakali i biegali po parkiecie jak szaleni, zachęcając do wyciągania rąk w górę i klaskania. Ba, Rootsi czarowali także tanecznymi ruchami i spontanicznie przygotowaną choreografią. A wszystko to niezwykle naturalne i prawdziwe. Wydawać by się mogło, że ekscesy zburzą przygotowany przez chłopaków materiał. Nic z tych rzeczy. The Roots to profesjonaliści, którzy potrafią grać, rapować i śpiewać stojąc na jednej ręce z zamkniętymi oczami. Prawdziwi wirtuozi.
Rootsi sięgnęli po wszystko co najlepsze w ich repertuarze. Black Thought był liderem na scenie przez jakiś czas, ochoczo wywołując ducha alternatywnego hip hopu lat 90., po czym prym wiedli ?uestlove i F. Knuckless. Ich solowy występ sprawił, że publiczność na chwilę zatrzymała oddech. To niewiarygodne, wręcz niemożliwe, aby tak grać! – padały głosy z tłumu. Możliwe. W przypadku The Roots możliwe jest wszystko! Muzycznym eksperymentom nie było końca, dzięki czemu mieliśmy okazję posłuchać coverów „Sweet Child o’Mine” oraz „Jungle Boogie”. Nawet moje ulubione, soulowe i spokojne „U Got Me” zyskało intensywny wydźwięk. Nie zabrakło także nieobliczalnych, gorączkowych i pokręconych ujęć takich hitów jak „The Seed 2.0”, „The Fire” i „Thought at Work”.
Nie bez powodu nazywa się tę grupę jednym z najlepszych zespołów koncertowych. Swoją pozycję w tej kategorii umacniali przez ponad półtorej godziny w Krakowie. The Roots pokazali klasę nie tylko jeśli chodzi o techniczne przygotowanie, ale także w kwestii dobrej rozrywki i zabawy. Ich koncert można podsumować tylko jednym zwrotem: Roots’n’roll!
Snoop Dogg / Snoop Lion

(fot. Monika Stolarska / Onet)
Nie było większej zagadki na tegorocznym Coke’u niż ta, które wcielenie odsłoni przed nami Snoop. Pogłoski o jego reinkarnacji i nowym repertuarze w stylu reagge okazały się prawdziwe, ale Dogg nie stracił jeszcze poczucia własnej tożsamości na tyle, by zupełnie zrezygnować z rapowej setlisty.
Występ poprzedzony zlepkiem gangsterskich filmów przedstawiających Snoopa jako tego najgroźniejszego zawodnika w grze trwał około półtorej godziny. Raper zaczął od zachęcającej do skandowania jego imienia piosenki „I Wanna Rock”, po czym płynnie przeszedł do swoich największych hitów, a w całej swojej karierze miał ich ogrom.
Nie zabrakło klasyków Dr. Dre „The Next Episode” czy „Nuthin’ but a „G” Thang”, nie moglibyśmy się obejść bez „P.I.M.P.” 50 Centa, nie sposób było nie zagrać „Beautiful” czy cofnąć się w czasie przy dźwiękach „Gin & Juice”. Co było najśmieszniejsze lub najbardziej zdumiewające, publiczność bawiła się wspaniale nie tylko przy wyżej wymienionych numerach, ale także przy ostatnich utworach z dyskografii Snoopa, podchodzącym mocno pod techno „Sweat” i przesłodkim duecie z Katy Perry „California girls”. Snoop Lion objawił się w jednej piosence „La La La”, która została przyjęta z ogromnym entuzjazmem.
Snoop nie byłby sobą, gdyby nie odpalił jointa na scenie. Tak też się stało. Poza tym incydentem do drobnych skandali można zaliczyć taniec dwóch seksownych tancerek oraz muzyka przebranego za wielkiego psa z gigantycznym członkiem. Wszystko to jednak obrócone było w żart, robione z przymrużeniem oka.
Tempo grania kawałków było oszałamiające, wyśpiewywanym pod niebiosa wersom nie było końca. Snoop zebrał fantastyczną publiczność, która w swoim szaleństwie ustąpiła tylko na chwilę, gdy muzycy zagrali soulową wersję „Young, Wild & Free”. Jakże prawdziwe były w tamtym momencie wersy tego refrenu mogą wyobrazić sobie tylko Ci, którzy swoją młodość przeżywają równie ekscytująco jak osoby, które zdecydowały się ostatecznie zagościć na Coke’u.
Snoop powiedział, że wróci do Polski tyle razy ile będziemy go chcieli tu oglądać i słuchać. Obawiam się, że jeśli chce spełnić swoją obietnicę nie będzie w stanie wyprowadzić się z naszego kraju. O tak, Polska kocha Snoop Dogga. Z wzajemnością!
Nowy utwór: Snoop Dogg „La La La”

Jeśli myśleliście, że po humorystycznym „Sensual Seduction” i po przygodzie z country wujek Snoop nie jest już w stanie niczym zaskoczyć, to właśnie wyprowadzamy Was z błędu. W ramach pracy nad najnowszym albumem raper nawiązał współpracę z Diplo i obrał kierunek na Jamajkę. Ku mojemu zaskoczeniu nie ma tragedii. Obawiałem się trochę tandetnego pop dancehallu, tymczasem „La La La” czerpie insirację z klasycznego, wailersowego roots reggae. Fajny eksperyment, aczkolwiek nie wiem czy Snoop Dogg byłby w stanie udźwignąć cały projekt jako Snoop Lion. Obstawiam, że wbrew zapowiedziom Reincarnated i tak będzie przede wszystkim rapowym albumem.
Iza Lach w jednym kawałku ze Snoop Doggiem?

Ostatnio polscy wykonawcy mają niezłe powodzenie w międzynarodowych konkursach muzycznych. Po imponującym zwycięstwie Radzimira Dębskiego w konkursie na remix dla Beyonce, kolejny (mniejszy) sukces odniosła indie popowa wokalistka Iza Lach. Słynąca z zamiłowania do amerykańskiego hip hopu piosenkarka postanowiła wziąć udział w zorganizowanym przez Snoopa konkursie. Nadesłany przez Izę remix tak spodobał się raperowi, że – ku naszemu wczorajszemu zaskoczeniu – opublikował go na własnym soundcloudzie. Co mu się tutaj tak spodobało to do końca nie wiem, niemniej cenię muzykę autorki zeszłorocznego Krzyku i cieszy mnie jej małe zwycięstwo. Drzwi do kariery na zachodzie jej to nie otworzy, ale na pewno mocno przyczyni się do wzrostu popularności w samej Polsce. Już zresztą się przyczyniło, pudelki i onety właśnie szaleją.
Nowy utwór: Raheem DeVaughn feat. Snoop Dogg „Be The One”

Wspomniany wczoraj Brother Ali okazuje się nie być jedynym muzykiem, który postanowił podarować nam epkę na walentynki. Kolejnym artystą wydającym EP na 14 lutego jest Raheem DeVaughn. Jego produkcja nosić będzie tytuł Destination Loveland. Jak mozna odczytac z okładki, zawierać będzie featuringi Mayi Angelou, Marshy Ambrosius, Dwele’a, Phila Ade i Snoopa. Utworu z gościnnym udziałem tego ostatniego możemy posłuchać już dzisiaj.
Odsłuch soundtracku Mac + Devin Go to High School

Premiera soundtracku odbędzie się dopiero 13. grudnia, ale hip hopowy duet częstuje nas już dziś odsłuchem snippetów Mac + Devin Go to High School. Mam wrażenie, że Wiz Khalifa bardzo się stara i wyciągnął Snoop Dogg’a z artystycznego dołka – a przynajmniej kiedy rapują razem wychodzi im to świetnie. Dodatkowymi gośćmi na płycie są: Juicy J, Mike Posner oraz Bruno Mars. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać na pełne wydanie krążka oraz na film.
Snoop Dogg i Wiz Khalifa idą do liceum?

Właściwie nie oni, a postacie w które wcielają się w komedii zatytułowanej „Mac And Devin Go To High School”. Szkolne perypetie dwójki przejaranych ziomków – bardzo znajomo to brzmi, obraz z pewnością nie uniknie porównań do kultowego już „How High” z Method Manem i Redmanem. Nawet jakby film okazał się być skończoną szmirą, to i tak bardziej interesuje nas jego ścieżka dźwiękowa – czyli wspólny album Snoop Dogga i Wiza Khalify, na którym gościnnie udzielą się Bruno Mars, Curren$y, Juicy J i Mike Posner. Liczę na przyjemny, beztroski materiał na klimatycznych bitach, taki jak wypuszczone do tej pory single: „That Good” i „Young, Wild & Free” (teledysk poniżej). Premiera soundtracku – 13 grudnia.
Get More: Snoop Dogg, Young, Wild and Free, Music, More Music Videos

