wygrzebane z szuflady
Wygrzebane z szuflady: Stevie Wonder a muzyka wczoraj vs. muzyka jutra (luźna dygresja)

Po złotym okresie mainstreamowego R&B (i oczywiście również hip-hopu, który jednak tutaj nieco zmarginalizuję) w latach 90tych, kiedy to czerpano całymi garściami z soulowo-jazzowego dziedzictwa poprzednich dekad (głównie lat 60tych i 70tych; choć szczególnie na początku lat 90tych słychać było wciąż wyraźne muzyczne wpływy lat 80tych); zaczął następować stopniowy upadek nurtów…
Wygrzebane z szuflady: Kanye’s Gone (luźna dygresja)

Nie chcę przypadkiem stworzyć nowej serii postów pod szyldem „każdy powód do napisania o Kanye jest dobry”, ale ostatnio dość mocno wróciłem do jego drugiego, i moim zdaniem najlepszego do tej pory, krążka – laTeRegistration (uwielbiam Kejnowe CAPS-y)…
Jest faktem, że od czasu Graduation Ye, świadomie lub nie, coraz bardziej dzieli swoich fanów. Przede wszystkim muzycznie – bo najpierw przy okazji w/w krążka mocniej niż do tej pory uderzył w elektroniczną nutę, a na 808s and Heartbreak nie tylko zaczął notorycznie używać vocodera, ale też śpiewać(!); ale także (jakkolwiek to nie zabrzmi) ideologicznie, ze względu na coraz bardziej kontrowersyjne wypowiedzi i zachowanie. Spekuluje się, że muzyk ma problemy z alkoholem, choć bardziej niż to, wszystkich uderza mocno przerośnięte ego gwiazdora.
