Wydarzenia

Wygrzebane z szuflady: Stevie Wonder a muzyka wczoraj vs. muzyka jutra (luźna dygresja)

Data: 4 grudnia 2009 Autor: Komentarzy:

stevie

Po złotym okresie mainstreamowego R&B (i oczywiście również hip-hopu, który jednak tutaj nieco zmarginalizuję) w latach 90tych, kiedy to czerpano całymi garściami z soulowo-jazzowego dziedzictwa poprzednich dekad (głównie lat 60tych i 70tych; choć szczególnie na początku lat 90tych słychać było wciąż wyraźne muzyczne wpływy lat 80tych); zaczął następować stopniowy upadek nurtów…

Mało kreatywne sample, proste i oczywiste (choć niekoniecznie dla młodych generacji słuchaczy) zapożyczenia na początku obecnego dziesięciolecia z czasem przekształciły się w drętwą łupankę. Teraz jesteśmy świadkami zupełnego odrywania się od muzycznych tradycji na rzecz nazbyt popularnej ostatnio elektroniki. I tak oto R&B kojarzone jest przez dzieciaki już tylko z Black Eyed Peas czy Pussycat Dolls, a hip-hop z Flo Ridą i Pitbullem, co tak naprawdę czarną muzyką już nie jest. Mylnemu rozumowaniu sprzyjają: pamięć o korzeniach (o których jednak wydaje się, że zapomnieli sami zainteresowani) i kolor skóry wykonawców. Poza tym B.E.P. czy Beyonce to taki sam pop jak np. Lady Gaga. Czarne stacje radiowe coraz częściej odcinają się od grania ich muzyki, bo od pewnego czasu przestała się ona wpisywać w nurt R&B. To, w jak wielkim kryzysie jest obecnie czarna muzyka, zdają się tylko potwierdzać ogłoszone dwa dni temu nominacje do Grammy, gdzie jako Best Rap Album nominuje się R.O.O.T.S. Flo Ridy, a Beyonce za dotychczas najgorszy album w jej karierze ma szansę zgarnąć aż 10 statuetek, co jest samo w sobie kuriozalne! I nie chodzi nawet o to, że nie ma kogo nominować. Ambitna muzyka albo zwyczajnie już się nie sprzedaje i mało kto się o niej dowiaduje, albo jest na tyle innowacyjna, że tworzy wokół siebie kontrowersje i dzieli odbiorców. Dlatego we wszelkich plebiscytach i głosowaniach, takich jak właśnie chociażby wybór nominacji do Grammy, zamiast faktycznie najlepszych projektów, zwyciężają mdłe kompromisy.

Skąd taka refleksja? Punktem wyjścia jest najlepszy możliwie, w mojej opinii, album Stevie’go Wondera Songs in the Key of Life. Dlaczego więc już nie kontynuuje się wspaniałej tradycji z lat 90tych na coverowanie muzyki z lat 60tych i 70tych? Czy w społeczeństwie żądnej łatwej, a co często za tym idzie, prymitywnej muzyki, jest jeszcze miejsce na prawdziwą sztukę? Stevie co prawda nie udzieli nam bezpośredniej odpowiedzi, ale być może okaże się, że tak naprawdę kiedyś wcale nie było o wiele lepiej, a słuchacze zawsze dzielili się, gdy pojawiały się nowe popularne nurty w muzyce, a dzisiejszy obraz przeszłości został zniekształcony przez perspektywę czasu? Być może…

Komentarze

komentarzy