Autoportret Lalah Hathaway

Data: 29 lipca 2008 Autor: Komentarzy:

z5501537x.jpg

Jeśli ktoś lubi wyrafinowany i spokojny soul w stylu India. Arie czy Ledisi od razu powinien zaopatrzyć sie w płytę pani z okładki powyżej. Prezentuję Wam recenzję Andrzeja Cały na temat płyty Lalah Hathaway „Self Portrait”:

Nazwisko Hathaway z pewnością nie jest obce żadnemu fanowi czarnych brzmień. Z tym, że niekoniecznie za sprawą osoby opisywanej tutaj Lalah, lecz jej ojca, legendarnego Donny Hathawaya. Wokalistka odziedziczyła w spadku wielki talent, lecz jak dotąd nie w pełni wykorzystała swój potencjał.

 

Lalah Hathaway „Self Portrait”, Stax Records/ Universal Music

 

Wracając do tego potencjału. Nie chodzi tu bezpośrednio o muzyczny poziom jej poprzednich wydawnictw, czyli trzech solówek i jednego krążka nagranego wspólnie z Joe Sample, a raczej fakt ich niewielkiego komercyjnego potencjału. To sprawiło, że wielu fanów soulu i r&b tak naprawdę nie kojarzy nawet osoby Lalah Hathaway. Najwyższa pora nadrobić tę zaległość.

 

„Self Portrait” to pierwszy krążek nagrany przez wokalistkę dla Stax Records. Legendarna wytwórnia, która w latach 60. i pierwszej połowie kolejnej dekady była prawdziwą mekką muzyki soul i funk, odrodziła się rok temu za sprawą Angie Stone. Lalah Hathaway jeśli chodzi o potencjał artystyczny, w niczym Angie nie ustępuje. Jest równie dobrą autorką tekstów, fantastycznie wykorzystuje swój wokalny potencjał, a jej muzyka roztacza niesamowitą, magiczną atmosferę ciepła i intymności, którą potęguje warstwa muzyczna. Producentami większości materiału są sama Lalah, Rex Rideout oraz Rahsaan Patterson, których wspomaga cały zastęp świetnych instrumentalistów. Kompozycje swobodnie czerpią zarówno z soulu, r&b, jak i jazzu. Mamy momenty bardzo bujające („Let It Go”, „Udo”), przeważają jednak kawałki spokojne, w których słyszymy przede wszystkim akustyczną gitarę i nienachalne partie klawiszy w tle. Może to przywodzić na myśl dokonania India.Arie czy Ledisi i fani tych artystek z pewnością „Self Portrait” przyjmą z otwartymi ramionami.

 

Nie postawiłbym złamanego grosza na to, że Lalah dorówna kiedyś popularnością swojemu tragicznie zmarłemu ojcu. Na szczęście nie ma chyba nawet takich aspiracji, skupiając się po prostu na nagrywaniu dobrej muzyki. Ta, którą zaserwowała nam na najnowszym krążku broni się od pierwszej do ostatniej sekundy i z pewnością zadowoli nawet najbardziej wybrednych fanów soulu garściami czerpiącego z r&b i jazzu.

Andrzej Cała

 

infomuzyka_box_430x48.jpg

Komentarze

komentarzy