Jessie Ware - What's Your Pleasure

JukeBox #1: Stevie Wonder “Innervisions”

Data: 8 listopada 2009 Autor: Komentarzy:

Drugi cykl mojego autorstwa będzie nosił nazwę JukeBox. W mojej szafie grającej będzie można usłyszeć głównie stare nagrania, od funku, przez soul, rhythm ‚n’ blues, czasami nawet disco. Dużo historii i artystów bez których soulowa miska dziś mogłaby brzmieć kompletnie inaczej.

wonder

Rok 1972 nie kojarzył mi się z żadnym istotnym wydarzeniem. Nie było mnie jeszcze na świecie, ba, myślę, że nawet nie byłem jeszcze w planach. Z historią też zawsze byłem na bakier, nic na to poradzić nie mogę. Więc rok ten żył sobie w mojej świadomości tak samo jak 1971 i 1973 – nic specjalnego. Kiedy jednak zbierałem materiały do tego postu, te cztery cyfry nagle nabrały dużego znaczenia. Wydaje mi się zresztą, że dla każdego kto to czyta, a także ogromnej liczby ludzi na świecie rok ten powinien stanowić pewien zwrot w historii muzyki soul.

W 1972 Stevie Wonder miał za sobą już kilkanaście albumów wydanych w Motown, przyniósł także wytwórni kilkanaście wielkich, klasycznych dziś hitów jak „Signed, Sealed and Delivered”, „My Cherie Amour”, „I Was Made To Love Her” czy „If You Really Love Me”. Jego dziesięcioletni kontrakt właśnie wygasał i przychodziła pora na jego odnowienie. Po negocjacjach z zarządem Motown, artysta podpisał 120-to stronnicowe porozumienie, które gwarantowało mu pełną autonomiczność i wolność twórczą (btw. który artysta może się dziś pochwalić taką umową, nie wydając w wytwórni założonej przez siebie?). Dla mnie ta chwila jest początkiem nowego, lepszego w moim mniemaniu rozdziału w muzycznym życiu tego artysty (co nie znaczy, że jego wcześniejszych dokonań nie darzę należytym szacunkiem). Wolny od ograniczeń Stevie wydaje pierwszy album pt. „Music In My Mind”. Krążek spójny, bardziej osobisty i przemyślany. Za większość partii instrumentalnych odpowiedzialny jest sam Wonder (!). Pierwszy raz też wokalista wykorzystywał w nagraniach syntezatory takie jak Moog czy Arp, zaś same utwory były dłuższymi kompozycjami z bardziej śmiałymi i skomplikowanymi formami. Album ten jest pierwszym z pięciu wydawnictw, które wyszły w tzw. „okresie klasycznym”. Następne płyty to „Talking Box”, „Innervisions”, „Fulfillingness’ First Finale” i zamykająca, przepiękna “Songs in the Key of Life”. Brzmienie, jakie udało się uzyskać Stevie’mu to istny brylant. Równowaga i precyzja, melodyjność i wrażliwość, wszystko to składa się na pięć idealnych i pełnych dzieł.

Moim faworytem od zawsze był „Innervisions”. Do krążka mam ogromny sentyment ponieważ od niego zacząłem poznawanie Pana Wonder’a z „okresu klasycznego”. Po prostu uwielbiam ten album. Takie utwory jak „Too High”, „Golden Lady” czy „Higher Ground” zajmują należyte miejsca w mojej top 100 ulubionych piosenek. Dzisiaj do odsłuchu wspomniane kompozycje z tego albumu plus deser: „As” (dlatego, że na ten utwór jest zawsze czas i miejsce) i Dwele, który przerobił „Too High” na swój własny sposób, po czym umieścił go na swojej pierwszej, wtedy jeszcze „podziemnej” płycie pt. „Rize” z 1998 roku.



Deser:

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure