Recenzja: Tamia Beautiful Surprise

Data: 7 września 2012 Autor: Komentarzy:

Tamia

Beautiful Surprise (2012)

Plus 1 Music Group / EMI

Sześć lat. Tyle czasu przyszło nam czekać na piąty studyjny album Tamii. Wiadomość o powrocie piosenkarki do studia była niewątpliwie niespodzianką, ale czy zarejestrowany materiał rzeczywiście wynagradza tak długie oczekiwanie? Czy po długiej nieobecności na scenie można mieć jeszcze coś do powiedzenia? Okazuje się, że niekoniecznie.

Niewiele osób wie, że Tamia dysponuje głosem w skali pięciu oktaw. Na Beautiful Surprise znajdzie się więc kilka ceremonialnych momentów („Is It Over Yet”), które podsuną słuchaczowi myśl, że być może wokalistka powinna stać w jednym szeregu z Marią Carey. Jednak patetyczne ballady („Love I’m Yours”) szybko nużą, a produkcja wielokrotnie przekracza granicę między prostotą a banałem.

Utwory utrzymane w średnim tempie („Lose My Mind”, „Beautiful Surprise”) nie są w stanie uratować sytuacji. Schematyczne, przywołujące na myśl początek poprzedniej dekady, popowe piosenki z domieszką R&B nie są w stanie niczym zaskoczyć. Sporadyczne pozytywne momenty opierają się wyłącznie na wytartych szablonach. W gąszczu trywialnych kompozycji na próżno szukać czegoś świeżego, co mogłoby pozostać w pamięci na dłużej.

Tamia nie tylko nie podjęła na Beautiful Surprise żadnego muzycznego ryzyka, ale nie wykorzystała nawet w części drzemiącego w niej potencjału. Wbrew tytułowi, album ani nie jest piękny, ani nie jest niespodzianką.

Komentarze

komentarzy