Recenzja: Miguel Kaleidoscope Dream

Data: 12 października 2012 Autor: Komentarzy:

Miguel

Kaleidoscope Dream (2012)

Bystorm / RCA

Miguel uczy się na własnych i cudzych błędach. Na drugim studyjnym albumie odważnie wciela bezlik gitarowych motywów i syntezatorowych wariacji rodem z najlepszych albumów Prince’a do na wskroś współczesnych formuł melodycznych. Błyskotliwie łączy eteryczną, surową produkcję spod znaku The Weeknd z klasycznym R&B na hip-hopowych beatach, dodając od siebie szczyptę psychodelii („Kaleidoscope Dream”, „Don’t Look Back”) i całe mnóstwo charakteru, dzięki któremu owocnie splata jedenaście różnorodnych melodii w jedną harmonijną kompozycję. Umiejętnie operując głosem, potrafi stworzyć nader intymny nastrój („Adorn”, „Where’s the Fun in Forever”), ale choćby śpiewał o miłości, wciąż brzmi zgoła nietuzinkowo.

Komentarze

komentarzy