Recenzja: Brandy Two Eleven

Data: 2 listopada 2012 Autor: Komentarzy:

Brandy

Two Eleven (2012)

Chameleon/RCA

Komercyjna klapa Human sprzed czterech lat zmusiła Brandy do postawienia sobie trudnego pytania: co dalej z moją karierą? Odpowiedź nie przyszła ani łatwo, ani szybko. Norwood dała sobie wyraźnie potrzebny jej czas do tego by skonfrontować swoją twórczość z oczekiwaniami odbiorców oraz wymaganiami dzisiejszego rynku.

Nie oznacza to jednak, że Brandy zaczyna muzyczną podróż od zera. To, że konsekwentnie pozostaje ona w stylistyce konwencjonalnego R&B, może tyle zaskakiwać, co cieszyć. Ale wbrew temu, że zdążyła nas już przyzwyczaić do sprawdzonych rozwiązań, Two Eleven dalekie jest od bycia miałkim.

Zasób tematów poruszanych na krążku jak zwykle w przypadku Brandy zawęża się do różnych obrazów miłości. Widoczna jest jednak bardzo istotna zmiana w kontaktach z słuchaczem – od lat artystka nie była tak otwarta w tej relacji. Wystarczy wsłuchać się w niezwykle intymne „Scared of Beautiful”, podniosłe „Hardly Breathing” czy rozpaczliwe „Without You”. Najbardziej odważny i osobisty utwór „Wildest Dreams” sygnalizuje, że bariera, która utrudniała odbiór i zrozumienie poprzedniej płyty, pękła.

Obok sentymentalnych kompozycji znajdziemy tu jednak także i takie utrzymane w średnim tempie. Nie są to nagrania szczególnie zaskakujące czy nowatorskie, ale dzięki nim, Brandy wcale nie zostaje w tyle za światowymi trendami, a jednocześnie nie sprawia wrażenia by szczególnie za nimi goniła. Producenci zadbali o rzeczowe potraktowanie nader słodkiego singla „Put It Down” i sprytnie przemycili sample z Lykke Li w „Let Me Go”.

W czasach, gdy wolność ekspresji artystów starej szkoły R&B, rzadko idzie w parze z komercyjnym sukcesem, Two Eleven nie pozostawia żadnych złudzeń. Wypracowanie w sposób naturalny zadowalającego obie strony kompromisu jest jak najbardziej możliwe.

Komentarze

komentarzy