Recenzja: Josh Berman & His Gang There Now

Data: 2 grudnia 2012 Autor: Komentarzy:

Josh Berman & His Gang

There Now (2012)

Delmark

Wyobraźcie sobie, że Art Ensemble of Chicago bierze na warsztat klasyczne big bandowe melodie Louisa Armstronga. Co następuje? Harmonijne brzmienie zostaje brutalnie zakłócone i rozerwane na drobne strzępy przez szaleńczą free jazzową improwizację. To właśnie czyni na swojej ostatniej płycie There Now amerykański kornecista Josh Berman wraz z grupą siedmiu współpracowników, których nazywa staromodnie swoim gangiem.

Berman robi to, co ostatnio jest dość powszechne na wszelkich płaszczyznach muzyki rozrywkowej, czyli pożycza stare i po swojemu miesza je z nowym. O ile jednak nierzadko efekty takich połączeń bywają niezręczne i odtwórcze, na There Now wszystkie dźwięki układają się swobodnie, przez co płyta jako całość brzmi bardzo adekwatnie, nawet jeśli wciąż, dla niektórych, niewystarczająco nowatorsko.

Grupa na potrzeby projektu pożyczyła kilka jazzowych standardów sięgających aż do lat 20. poprzedniego stulecia — wśród nich „Liza” i „Sugar” Eddiego Condona czy „I’ve Found a New Baby” spopularyzowane m.in. przez Benny’ego Goodmana — które niejako przetransponowała na warunki współczesnego jazzu, częstokroć zmieniając je nie do poznania dzięki pstrzącym się gęsto kunsztownym, nierzadko improwizowanym, solówkom i motywom. Te same zabiegi zastosowano zresztą w oryginalnych kompozycjach Bermana, co pozwoliło na wplecenie ich zupełnie niepostrzeżenie w bieg albumu, bez zakłócania jego misternej konstrukcji.

Prawdziwy jazz wcale nie umarł — ma się doskonale, właśnie dzięki takim płytom jak There Now. Usunął się jedynie gdzieś w cień, przytłoczony coraz szybszym biegiem czasu. Ale kto wie — być może za kilkadziesiąt lat jego współczesne owoce staną się równie legendarne, co płyty Mingusa, Monka czy Davisa obecnie? Szczególnie jeśli są tego naprawdę warte.

Komentarze

komentarzy