Recenzja: Cee Lo Green Cee Lo’s Magic Moment

Data: 6 grudnia 2012 Autor: Komentarzy:

Cee Lo Green

Cee Lo’s Magic Moment (2012)

Warner

„Dobra robota Cee Lo! Dobrze Cię widzieć po raz kolejny w tv! Uwielbiamy wszystkie twoje przeboje!” – sarkastycznie na temat ostatniej działalności muzyka wypowiadają się bohaterowie jednego z ostatnich odcinków serialu South Park. Wiecznie czujni łowcy absurdów popkultury po raz kolejny trafiają w sedno. Nie tylko oni zastanawiają się co kieruje panem Greenem, że ponad eksperymentalny hip hop postawił balansowanie na granicy kiczu w sferze retro-popu, a medialną nieśmiałość projektu Gnarls Barkley zamienił na celebryckie wszędobylstwo. Kiedy dowiedziałem się, że szykuje album ze świątecznymi piosenkami zacząłem się zastanawiać, czy będzie to tylko strzał w kolana, czy już gwóźdź do trumny.

Lubię wydany dwa lata temu nostalgiczny brzmieniowo album The Lady Killer. Jego urok tkwił nie tyle w podróży w lata 60.-80., co w kreowaniu bezpośrednio na muzycznej płaszczyźnie image’u pociesznego psychopaty z kreskówkowym głosem i niewyparzoną gębą. Są to aspekty, na które zabrakło miejsca na Cee Lo’s Magic Moment. Covery najbardziej znanych centrohandlowych przebojów na gwiazdkę nie dają wokaliście pola do popisu. Cee Lo grzecznie trzyma się oryginalnych wersji utworów. To zła droga – ktoś taki jak on powinien wokalne braki nadrabiać charyzmą post-outkastowego freaka, emanowaniem ekstrawagancją, a standardy śpiewane pod linijką zostawić takim osobom jak Michael Buble, czy obecny na płycie Rod Stewart.

Same aranżacje również utrzymane są głównie w mocno klasycznym stylu, dopiero zaskakująco chłodna i syntetyczna „Cicha noc” wzbudza pewien podziw – szkoda, że to dopiero ostatni utwór na płycie. Przed nim trzeba się zmierzyć na przykład z „All I Need Is Love” – koszmarkiem bazującym na muppetowym „Mah Na Mah Na”, słuchając którego poczułem w sobie nienawidzącego świąt Grincha.

„Walcie się, jestem Cee Lo i mogę robić co chcę, nawet nagrać świąteczny album!” – mam cichą nadzieję, że właśnie taka idea przyświecała muzykowi z Atlanty, kiedy zdecydował się nagrać tę płytę. Wciąż go cenię i dalej wierzę, że znów uraczy nas dobrym krążkiem, ale niestety, chcąc nie chcąc, słuchając Cee Lo’s Magic Moment zamiast przeżywać magiczną chwilę, z wyjątkowym utęsknieniem patrzyłem na półkę, na której stoją niesamowite Soul Food, Cee-Lo Green… Is the Soul Machine, czy St. Elsewhere.

Komentarze

komentarzy