25 najlepszych piosenek 2013

Data: 20 grudnia 2013 Autor: Komentarzy:

Zanim przedstawimy Wam zestawienie najlepszych płyt tego roku wybranych przez naszą redakcję, oddajemy do dyspozycji analogicznie zestawienie najlepszych piosenek 2013. Ostateczne wyniki odrobinę zaskoczyły nawet nas samych, ale to był szalenie mocny rok i trudno było skonstruować reprezentatywny zestaw 25 utworów. Prawie wszystkich kawałków z naszego podsumowania wraz z dalszymi pozycjami można odsłuchać na specjalnej playliście Spotify na pasku z prawej strony.

1.

„Bow Down /
I Been On”

Beyoncé

Parkwood / Columbia

Czy tylko ja mam wrażenie, że Beyoncé pisze książkę zatytułowaną „Jak skutecznie zaskoczyć fanów na 1001 sposobów”? Kilka ze swoich pomysłów zdradziła w tym roku m.in. występem na Super Bowl, rewelacyjną trasą koncertową, wydaniem nowego albumu bez jakiejkolwiek zapowiedzi, opublikowaniem siedemnastu odważnych i bardzo rozebranych teledysków, ale chyba największą niespodzianką było pojawienie się w marcu w sieci nagrania „Bow Down / I Been On”. Ponoć Knowles obudziła się pewnego dnia z tym agresywnym tekstem w głowie i poszła do studia wyrzucić z siebie cały gniew i negatywne nastawienie. Utwór zaatakował ponownie wraz z ukazaniem się nowego krążka. Tym razem został wzbogacony o wypowiedź nigeryjskiej pisarki i feministki Chimamandy Ngozi Adiche, nową, drugą część „Flawless” oraz czarno-biały, niemal rockowy teledysk. W ten sposób pani Carter wykreowała kolejny hymn, który w każdej chwili zwątpienia czy niepowodzeń, pozwoli odzyskać pewność siebie, dać upust emocjom i wygrać z hejterami. Królowa wróciła i udowodniła, że nawet wstać lewą nogą z łózka potrafi lepiej od całej swojej konkurencji. — Brzozkaaa


2.

„Get Lucky”

Daft Punk feat. Pharrell

Columbia

„Get Lucky” jest na swój sposób fenomenalne, choć nie dzieje się w nim nic nadzwyczajnie wyjątkowego. Daft Punk po raz kolejny przenoszą nas w czasie do swojej własnej muzycznej epoki, gdzie przeszłość w osobliwy sposób miesza się z przyszłością, a disco i funk wyrastają z solidnego house’owego fundamentu (a nie odwrotnie!). I może właśnie tęsknota za tym abstrakcyjnym punktem na muzycznej osi czasu ostatecznie zadecydowała o niemal natychmiastowym ogromnym sukcesie tego numeru. Ale i ta zdałaby się na nic, gdyby Daft Punk po raz kolejny nie udało się stworzyć nadzwyczajnie żywej i chwytliwej melodii, która poniesiona przez dyskotekowy rytm, uroczo-niezdarny falset Pharrella Williamsa i charakterystyczne vocoderowe „We’re up all night to get lucky!”, zamknęła się w jednej z najbardziej przebojowych piosenek tego roku — nawet pomimo tego, że Daft Punk zagrali ten numer odrobinę zbyt bezpiecznie. — Kurtek


3.

„Hold On,
We’re Going Home”

Drake

Young Money

Drake przyznał, że w „Hold On, We’re Going Home” razem z producentem 40 chciał zmierzyć się z duetem Quincy Jones/Michael Jackson. Do oryginału może daleko, ale i tak udało im się stworzyć jeden z najlepszych kawałków tego roku. Zgodnie z tytułem tegorocznego albumu nic nie jest takie samo, więc zamiast rapu mamy śpiew i muzyczną podróż w synthpopowe klimaty lat osiemdziesiątych. Dorzucając do tego zestawu teledysk inspirowany filmem Miami Vice oraz dodatkowy wokal Majida Jordana, otrzymaliśmy w tym roku od Drake’a perfekcyjny popowy numer, którego melodyjność i powtarzający się refren trudno wyrzucić z pamięci. — Souljunkie


4.

„Happy”

Pharrell

Universal

Tuż po premierze 24-godzinnego teledysku, prawie przez cały dzień miałam na drugim monitorze podgląd na to, co dalej dzieje się w tej roztańczonej rzeczywistości. Efekt był taki, że po dotarciu z pracy do domu już nie miałam pewności, czy tylko to sobie wyobrażałam, czy faktycznie zaprezentowałam po drodze swój własny układ choreograficzny… A co tam, może ktoś był z tego powodu równie „Happy” jak ja. Pharell bez wątpienia zasługuje na miano artysty roku. Był współtwórcą aż dwóch spośród największych wakacyjnych przebojów, pracował nad najpopularniejszymi krążkami minionych dwunastu miesięcy i jeszcze znalazł czas na zarejestrowanie niesamowicie pozytywnego utworu do produkcji Despicable Me 2 oraz realizację klipu, który już przeszedł do historii. Jeśli nagrywając swój najnowszy album Williams utrzyma taką formę, to z pewnością w przyszłym roku znowu zagości w naszym zestawieniu. — Brzozkaaa


5.

„Body Party”

Ciara

Epic

W 2012 zaniemówiłem przy „Climax” Ushera, w tym roku bardzo podobnie miałem z Ciarą. Współczesna interpretacja „My Boo” Ghost Town DJ’s została zaśpiewana tak zmysłowo, że nie wyobrażamy sobie jej w repertuarze kogokolwiek innego. Rozchwytywany producent Mike Will Made It idealnie przetłumaczył miami bassowy sampel rodem ze stajni So So Def na nowomowę alternatywnego R&B. „Body Party” sprawiło, że wokalistka ostatecznie zamknęła rozdział archaicznie zatytułowany „księżniczka crunku”, otwierając się przed gronem słuchaczy zapatrzonych w nową falę rhythm and bluesu. W wielkim stylu. — Chojny


6.

„Papi Pacify”

FKA Twigs

Young Turks

Bezbłędne „Papy Pacify” to bezsprzeczny numer jeden na debiutanckiej epce FKA Twigs. Arca wznosi się tutaj na wyżyny swoich możliwości producenckich, co wokalistka umiejętnie wykorzystuje do zademonstrowania swojej muzycznej dojrzałości. Eksperymentalny minimalizm w połączeniu z leniwym i subtelnym głosem FKA Twigs okazał się strzałem w dziesiątkę. — Okinaki


7.

„Calls”

Robert Glasper Experiment
feat. Jill Scott

Blue Note

Musiało minąć 9 lat, bym ponownie zakochał się w Jill Scott. „Calls” to najlepszy numer filadelfijki od czasów „Cross My Mind” czy „Talk to Me”. Perfekcyjna aranżacja i budowa utworu jest zasługą eksperymentalnej ekipy Roberta Glaspera. Ciepłe akordy pianisty zrzeszonego w Blue Note idealnie uzupełniają subtelną historię Scott. — Kzięba


8.

„Heartbreaks
+ Setbacks”

Thundercat

Brainfeeder

Jak Kotogrzmot się za coś weźmie, a na dodatek do współpracy zaprosi Flying Lotusa, to nie może nie powstać hit. Hit, który być może nie nadaje się do radia, ale przepełniony jest za to pięknie brzmiącym, budującym utwór basem i eteryczną perkusją, które robią większą robotę niż komercyjna łupaninka; do tego ten piękny tekst traktujący o miłości, który nie dość, że każdy może odebrać personalnie i pomimo prostoty kupiony zostanie nawet przez największego trwardziela, to jeszcze wyśpiewywany jest przez Braunera tak, że nie da się tego utworu nie zapętlić choć kilka razy. W dzień, w nocy. Latem, zimą. — Dżesi


9.

„All of Me”

John Legend

GOOD Music

Wiele dobrego zapowiadały wcześniejsze single z albumu Love in the Future. Po „Made to Love” wydawało się, że niczego lepszego nie dostaniemy — aż do czasu pierwszego odsłuchu piosenki, która w naszym rankingu zajęła wysokie 9. miejsce. John w tym utworze przekazał swoim słuchaczom pełen pakiet pozytywnych emocji. Właśnie za takie dźwięki, aranżacje, teksty, wrażliwość — artystów ceni się najbardziej. — Lejdi K


10.

„Bankhead”

Kingdom feat. Kelela

Fade to Mind

Pierwotnie udostępniony na początku roku jako produkcja Kingdoma „Bankhead” okazał się przełomowym dla Keleli utworem, który otworzył jej drzwi do o wiele szerszego grona odbiorców. Smukły i spokojny podkład świetnie współpracuje z głosem wokalistki — jest futurystyczny, niesztampowy i elektroniczny, a jednocześnie pozostawia jej wiele przestrzeni na wokalne popisy, których Kelela nie szczędzi przez całe pięć minut trwania numeru. Bez wątpienia jest to jedna z najważniejszych pozycji tego roku, która powinna zyskać jeszcze większy rozgłos. — Jakub Manaj


11.

„Retrograde”

James Blake

Polydor

Wydany dwa lata temu debiut przyniósł nam już parę ikonicznych singli, ale to „Retrogade” z tegorocznego krążka bardziej prawdopodobnie zapisze się w historii wyspiarskiej muzyki. Utwór opowiada o zapędzonym w ślepy zaułek związku, z którego jedynym wyjściem jest pogrążenie się we wspomnieniach. Chociaż Blake błądzi jako kochanek, nie błądzi jako artysta i doskonale trzyma się obranej przez siebie, post-dubstepowej ścieżki. Legenda mówi, że „Retrogade” powstało pod nadzorem Kanyego Westa i Justina Vernora — jestem raczej pewien, że i bez ich pomocy utwór hipnotyzowałby tak samo. — Chojny


12.

„White Noise”

Disclosure feat. AlunaGeorge

Island

Rozpędzony duet braci Lawrence trudno już będzie zatrzymać, a gdy dodamy do tego jeszcze wokal Aluny Francis to staje się to prawie niewykonalne. W tym roku to Disclosure i AlunaGeorge rozdawali karty swoimi albumami. Ale po „White Noise” rezultat był łatwy do przewidzenia. Kolejny hit, który zawładnął stacjami radiowymi. Z takim numerem karnawałowy nastrój może się nigdy nie skończyć. — Emes


13.

„Blurred Lines”

Robin Thicke feat. T.I. & Pharrell

Polydor

Któż nie słyszał w tym roku „Blurred Lines”! Robin Thicke we współpracy ze starymi znajomymi skutecznie wrócił do gry, tworząc lekki, idealnie taneczny numer w stylu najlepszych momentów w swojej karierze jeszcze z czasów przełomowego The Evolution of Robin Thicke. Dzięki wyjątkowo udanemu połączeniu motownowskiego disco z Neptunesowskim R&B nieoczekiwanie ściągnął na siebie wzrok całego świata, lansując swój pierwszy międzynarodowy przebój. — Kurtek


14.

„Primetime”

Janelle Monáe feat. Miguel

Bad Boy

Jak zazwyczaj walczę słowem z wszelkiej maści cukierkowymi hymnami o wielkiej miłości, tak w tym wypadku musiałem się poddać. Niezwykły duet artystów, którzy w ostatnim czasie swoimi muzycznymi poczynaniami zdobyli spore uznanie, wypływając na szerokie wody mainstreamowej śmietanki. Trzeci singiel z albumu The Electric Lady, ma jednocześnie ze wszystkich trzech największy potencjał na przebój. Wyczuwalna chemia między wokalistami i sympatyczna gitarowa solówka sprawiły, że nie mogło go zabraknąć w naszym zestawieniu. — Okinaki


15.

„Vulnerable”

Tinashe feat. Travi$ Scott

self-released

Obiecująca i wszechstronnie utalentowana Tinashe może w tym roku pochwalić się znakomitym mixtapem Black Water, z którego pochodzi utrzymane w nurcie współczesnego R&B „Vulnerable”. Surowy podkład napędzany trapową perkusją w zestawieniu z eterycznym wokalem tworzy wyjątkowo spójną całość. Budowany stopniowo klimat eksploduje raz po raz w wielokrotnie powtarzanej frazie „Don’t stop looking at me”, gdzie Tinashe osiąga szczyt swojej zadziornej zmysłowości. Zaskakująca dojrzałość i charakterystyczny styl stanowią uzasadnienie dla częstych porównań do Aaliyah, które, bez względu na trafność, świadczą o tym, że Tinashe ma ogromne szanse, by na dobre zaistnieć w świecie kobiecego R&B. — Adrian


16.

„Dirty Laundry”

Kelly Rowland

Republic

Nikt nie przypuszczał, że zawsze uśmiechnięta, dobrze wyglądająca i jeszcze lepiej śpiewająca, Kelly Rowland od niemalże dekady zmaga się z bólem, którego podwalinami są toksyczny związek, przemoc i zazdrość o solowe sukcesy Beyoncé. Pierwsze uderzenia w klawisze pianina, powodujące u słuchacza dreszcze, zwiastują zbliżającą się tragedię, która z każdą sekundą nabiera większej dramaturgii. The-Dream sprawił, że była członkini Destiny’s Child nie tylko popełniła najszczersze wyznanie w całej swojej karierze, ale także nagrała najbardziej przejmujący kawałek od czasów „Stole”, jednocześnie nadając zupełnie nowe znaczenie poprzednim hitom grupy. — Eye Ma


17.

„Electric Lady”

Janelle Monáe

Bad Boy

Bycie Lejdi zobowiązuje. „Electric Lady” to miłość od pierwszego usłyszenia, gdy tylko poznałam go podczas występu Janelle na Openerze przed rokiem. Piosenkarka potrafi budować napięcie w piosenkach jak nikt inny — funkowa gitara, skoczna melodia, sprytnie wkomponowane instrumenty dęte i całe mnóstwo. To jeden z tych numerów, których nie sposób wyłączyć po jednym odsłuchaniu. — Lejdi K


18.

„Black Skinhead”

Kanye West

Def Jam

„Black Skinhead”, niewątpliwy highlight tegorocznego krążka Kanyego Westa, choć został zamknięty w hip-hopowej formie, jest w istocie punkowy z natury, co odzwierciedlają mroczny, industrialny, charczący bit i nieskrępowane, charyzmatyczne flow rapera. To kolejna udana autokreacja jednego z najważniejszych artystów naszych czasów. — Kurtek


19.

„Dontcha”

The Internet

Odd Future

The Internet przy okazji drugiej płyty powiększył swój skład, co zaowocowało rozszerzeniem instrumentarium i zmianą brzmienia na nieco bardziej organiczne. Odbyło się to trochę kosztem dźwiękowych eksperymentów, ale mając takie perełki jak „Dontcha” nie powinniśmy absolutnie narzekać. Utwór zbudowany jest przede wszystkim na rewelacyjnej linii basu idącej w parze z soczystą perkusją. Jeśli dodamy do tego wplecioną tu i ówdzie funkową gitarę, to z tych prostych elementów rodzi się potężne bogactwo dźwięków. Syd Tha Kid nie ma imponującej skali głosu, ale jej falset doskonale współgra z instrumentami, stanowiąc niejako kolejną teksturę tej spójnej muzycznej układanki. Złoty dotyk Chada Hugo i Mike’a Einzigera z zespołu Incubus, współodpowiedzialnych za kompozycję utworu, dopełniają obraz najlepszego numeru grupy The Internet i jednego z ciekawszych w roku 2013. — Emes


20.

„You’re Not Good
Enough”

Blood Orange

Domino

Na albumie Cupid Deluxe Dev Hynes w mistrzowski sposób operuje stylistyką, którą nakreślił podczas współpracy z Solange. W „You’re Not Good Enough” ciepłe, syntezatorowe brzmienie i charakterystyczny klimat lat osiemdziesiątych stanowią tło dla wspomnień szczęśliwych chwil skwitowanych dotkliwym „I never was in love / You know that you were never good enough.”. Wokale Blood Orange i towarzyszącej mu Samanthy Urbani przenikają się tworząc słodko-gorzką opowieść o niezdecydowaniu i rozpadającym się związku, gdzie jedyne rozsądne wyjście to po prostu odejść. — Adrian


21.

„Attracting Flies”

AlunaGeorge

Island

Już od pierwszych sekund „Attracting Flies” zdajemy sobie sprawę, że ten numer tętni życiem. Ekscentryczny tekst, który z marszu potraktowaliśmy jako zażalenie skierowane w kierunku nadgorliwego mężczyzny, nabrał zupełnie innego znaczenia dzięki elastycznym wokalom Aluny. Brytyjski duet flirtuje ze słuchaczem na potęgę, tworząc numer, który jest pewnego rodzaju zaczepką. I bez żadnego oporu dajemy się wciągnąć w ten niby-dialog. Donośne, przerysowane wręcz, dźwięki syntezatora potrafią uzależnić na długie godziny. — Eye Ma


22.

„Mirrors”

Justin Timberlake

RCA

Jak Timberlake to robi, że jego kawałki brzmią do siebie całkiem podobnie, a w rzeczywistości są zupełnie inne? „Mirrors” to solidna produkcja o typowo Timbalandowskim brzmieniu z tekstem prosto z serca i teledyskiem dedykowanym dziadkom wokalisty. Na jego sukces złożyły się w równych proporcjach: trochę talentu muzycznego, trochę duszy, nienaganny wokal i rzecz jasna taniec na najwyższym poziomie. — Antkovsky


23.

„Waiting All Night”

Rudimental feat. Ella Eyre

Asylum

Angielski kwartet Rudimental jeszcze do niedawna tylko okazjonalnie pojawiał się na brytyjskich listach przebojów, nie mówiąc już o rynku amerykańskim. Wszystko zmieniło się za sprawą singla „Waiting All Night” z gościnnym udziałem Elli Eyre. Kluczem do sukcesu okazała się właśnie wokalistka, która imponująco wykonała niewielką powtarzającą się ilość tekstu. Dodatkowo teledysk przedstawia prawdziwą i emocjonalną historię Kurta Yaegera, mistrza BMX, któremu w wyniku wypadku w 2006 roku amputowano nogę. Chociaż „Waiting All Night” to pierwszy utwór Rudimental, który zwrócił uwagę amerykańskiego radia, dzisiaj już wiemy, że nie był ostatnim. Mimo że opinie na temat „Waiting All Night” były w naszej redakcji podzielone, utwór ostatecznie zajął w zestawieniu 23. pozycję. — Raspberry


24.

„Back to Love”

Bilal

eOne

Ponad dekadę temu Bilal objawił się jako jeden z najciekawszych głosów we współczesnej muzyce. Dziś śmiało stwierdzić można, że jego twórczość wyniosła go do rangi żywej legendy. Czy to za sprawą fenomenalnych występów? Czy może właśnie dzięki utworom pokroju „Back to Love”? Świeży, jazzujący, emocjonalny, najprawdziwszy soul, czyli jak z urokiem i humorem podchodzić do miłosnych rozsterek, radzi Bilal. — Martka


25.

„Suit & Tie”

Justin Timberlake

RCA

Z „Suit & Tie” jest jak z Messim — jest tak dobry, że po pewnym czasie nikt już nie zwraca uwagi na jego dokonania i jest znudzony wieczną obecnością w mediach. Justin wypuszczając swój pierwszy singiel po latach przerwy udowodnił, że między nim i Timbalandem wciąż istnieje pewna magia, której nie da się podrobić. Samplowany i przyśpieszony soulowy bit w połączeniu z dynamiczną perkusją sprawił, że w efekcie dostaliśmy niesamowicie szybki, rytmiczny i chwytliwy kawałek, który okraszony wokalem Timberlake’a skutecznie wprowadził go ponownie na mainstreamowe salony. Jedynym jego minusem był fakt, że został on bardzo wyeksplatowany przez wszelkie radiostacje oraz telewizje, czego skutkiem była reakcja zwrotna i znużenie słuchaczy — ale to przecież już nie wina samego artysty. — Jakub Manaj

Komentarze

komentarzy