podsumowanie

Soulbowl 2010s: Najlepsze albumy dekady

 
 

 

„Marzenia się spełniają całą zgrają” — rapował dawno temu, na Sile sióstr Sistars, Numer Raz. Do piosenkowego podsumowania dekady z dumą dokładamy też jego albumowy odpowiednik. Bez skrótów, wraz ze wspaniałą ekipą (poza obecnym zespołem redakcyjnym wśród współtwórców obu zestawień znaleźli się również Marcin Flint, Radek Miszczak, Andrzej Cała, Hirek Wrona, Eskaubei, Dawid „Goodkid” Bartkowski, Łukasz Kowalka, Marcin Harper, Marta „Young Majli” Malinowska, Łukasz Lorenc z Regime Brigade, Modest z El Quatro, DJ Praktyczna Pani, Piotr Grabski, Mikołaj Buszkers, a także emm!, Maciek „Chojny” Chojnacki, Julia „Eye Ma” Borowczyk, Dźwięku Maniak, Paweł Wojdylak, Klaudia „Lejdi K” Wąsowska, Jakub Wojewódka i Ola Nadzieja), prezentujemy więc setkę najlepszych okołosoulwych albumów minionej dekady.

Ta część zestawienia jest nawet bardziej uprawniona, bo to przecież właśnie w ostatnim dziesięcioleciu szerokopojęte R&B zaczęło wreszcie na dużo skalę konceptualizować długie formy muzyczne. Doszła do tego nawet Rihanna, która przez większość swojej kariery funkcjonowała od singla do singla, a duże krążki stanowiły zwykle jedynie wypełnienie przestrzeni pomiędzy kolejnymi przebojami. Dzięki Frankowi Oceanowi, Janelle Monáe, FKA Twigs, Solange, Beyoncé, Jamesowi Blake’owi i całej rzeszy utalentowanych młodych twórców długogrające R&B wyszło dalece poza sztandarowy koncept „dwunastu piosenek o miłości”. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s100.

Jardín

Gabriel Garzón-Montano

Stones Throw

Trzy lata po wydaniu niesamowicie plastycznej epki Bishouné: Alma del Huila w 2017 roku, Gabriel Garzón-Montano wreszcie postawił kropkę nad i swojej muzycznej kariery, zapraszając słuchaczy do władnego ogrodu. Ogród Montano wypełniają wysmakowane kameralne aranże, od oszczędnego smyczkowego motywu otwierającego album w intymnym „Trial” poczynając, a kończąc prowadzoną przez głos Montano i fortepian solo wyciszoną kodą w „Lullaby”. I choć pomiędzy nimi płyta rozkwita feerią najróżniejszych uczuć, wprowadzona we wstępie i zakończeniu stylistyczna dominanta ani na chwilę nie opuszcza słuchacza, prowadząc go przez kolejne zaułki ogrodu Gabriela, który choć wykorzystuje nieco odmienne środki, uderza w te same nuty ludzkiej wrażliwości co James Blake, Frank Ocean czy Electric Wire Hustle na dwóch pierwszych płytach. Wszystko to poddane lekko i nienachalnie. Jardín to pierwszorzędny neosoulowy krążek, w którym bez reszty można się zagubić — błądzić godzinami złudnie nakreślonymi ścieżkami, nie próbując nawet znaleźć wyjścia. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s99.

Native Sun

Blitz the Ambassador

Jakarta

Świadome słuchanie muzyki zacząłem od rapu. Po wielu latach upajania się wyłącznie tą muzyką, wszystkie utwory zaczynały się zlewać w jeden. Przestałem dostrzegać w rapie ten element zaskoczenia i oryginalności, który najbardziej w nim ceniłem. Ze względu na trochę ograniczoną formułę tej muzyki, zacząłem poszukiwać innej. Czegoś z bardziej rozbudowanymi aranżacjami na przykład. Pchnęło mnie to w stronę jazzu, funku czy nawet afrobeatu. Dziś lubię raz na jakiś czas wrócić do korzennego rapu i za każdym razem pochłaniam go z jeszcze większą radością niż za młodu. Jednak najbardziej uwielbiam płyty raperów, w których to paradoksalnie rap nie gra pierwszych skrzypiec. Tylko w ten sposób mogę idealnie zaspokoić moje gusta, a z pomocą przychodzi właśnie album Blitza. Raper pochodzi z Ghany, a po zakończeniu szkoły przeniósł się do Nowego Jorku, aby spełniać swoje muzyczne marzenia. Na szczęście nie zostawił w Akrze inspiracji muzyką ludową. W efekcie jego Native Sun to urzekający album, oparty na rozbudowanych etnicznych aranżacjach. Surowy rap Blitza, niepozbawiony społecznego przesłania, równoważony jest przez hipnotyzujący śpiew, w jednym utworze nawet przez nieco zapomniane dziewczyny z Les Nubians. Marzę o podróży autostopem po Afryce, lecz nawet gdybym odwagę znalazł w chipsach, bieżące zobowiązania nie pozwoliłyby mi na realizację tego planu. Native Sun już tak — przez niemal 45 minut umożliwia podróż po najdalszych afrykańskich zakątkach bez wychodzenia z domu. — Modest


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s98.

Cadillactica

Big K.R.I.T.

Def Jam

Ascetyczne, hałaśliwie bangery z „osiemset ósemki” czy kolorowa, organiczna kołderka z miękkich grooves? Bezczelna przewózka czy zaangażowany przekaz? Płomień pasji, czy krągły, wypracowany styl? Najbardziej lubię w Cadillactice to, że nie każe mi wybierać. Big K.R.I.T. potrzebuje jednej płyty, by największym laikom wytłumaczyć, dlaczego południe narzuciło w hip-hopie swój dyskurs, jednocześnie nie obrażając się na nowojorski etos i liryczne zacięcie. Dzięki albumowi chłopaka z prowincji widzę, jak Pimp C wypływa błyszczącym z oddali Cadillakiem na przestwór dzielnicy, 2pac wiąże w słońcu bandanę, Kanye West z dala od Twittera składa ręce do modlitwy, B.B. King pochyla się nad gitarą, a Big Boi sięga po skrzydełko do kubełka stojącego na czerwonej glinie. Słyszę mulistość bluesa delty, melodyjność funku znad zatoki, wzniosłość gospel pasa biblijnego i trapową redukcję. Ale nie wydaje mi się wcale, że to jest niedzisiejsze. Cadillactica żyje i żyć będzie. — Marcin Flint


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s97.

Double Cup

DJ Rashad

Hyperdub

Chicagowski footwork zdążył już doczekać się niejednego klasyka w konfiguracji długogrającej — Last Bus to Lake Park DJ-a Clenta, Fingers, Bank Pads & Shoe PrintsI’ll Tell You What! RP Boo czy seria Da Mind of Traxman Traxmana. Jednakże na ten moment nic nie może równać się zarówno na polu zawartości muzycznej jak i popkulturowej eksplozji z premierą absolutnie magicznego Double Cup DJ-a Rashada. 160 uderzeń na minutę, bogata paleta sampli ze świata soulu czy R&B, hip-hopowy sznyt beatmakerski, basowe, breakowe i acidowe patenty rodem z brytyjskiej sceny klubowej, a wszystko to zespolone niepowtarzalną, niejednokrotnie popową wręcz przebojowością. — Kamil Matyja


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s96.

Konnichiwa

Skepta

Boy Better Know

Dla brytyjskiej sceny minionej dekady Konnichiwa było dokładnie tym, czym Boy in da Corner Dizzee’go Rascala kilkanaście lat wcześniej. Odrestaurowana, zabójczo charyzmatyczna estetyka grime’u wreszcie zdobyła uznanie za oceanem, a wszystko to za sprawą takich hitów jak „Shutdown”, „That’s Not Me” czy „It Ain’t Safe”, które rozwijają klasyczny schemat powtarzanych w refrenach fraz o nowe melodie surowego rapowania pod minimalistyczne, urywające głowę produkcje. W połowie minionej dekady przez jakieś dwa lata niemalże każdy hip-hopowy artysta chciał ukraść Skepcie trochę energii, a równie wielu producentów połamanej muzyki basowej uczyło się tej relacji oszczędności środków i przebojowości. — Kamil Matyja


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s95.

Avantdale Bowling Club

Avantdale Bowling Club

Years Gone By

To nie tylko jeden z najlepszych albumów roku 2018, ale bez wątpienia jedna z najwybitniejszych i najbardziej satysfakcjonujących płyt łączących muzykę jazzową z rapem (dokładnie w takiej kolejności). Liderem i głosem projektu jest Tom Scott, Brytyjczyk mieszkający w Nowej Zelandii, dziś uznawany za jedną z najważniejszych postaci tamtejszej sceny hip-hop. Wcześniej działał w takich grupach jak Home Brew, @Peace oraz Average Rap Band, a sporo wyjaśnia również fakt, że tata naszego bohatera, Peter Scott, to wzięty muzyk jazzowy, który grywał m.in. z Dr. Johnem. I to właśnie jazz — organiczne żywe granie nieskrępowane schematycznymi, powtarzającymi się loopami — cały ten materiał napędza i wyznacza mu kierunek. Scott doskonale czuje muzykę i frazę, rymuje z finezją i lekkością, a chwilami można go nawet pomylić z Kendrickiem Lamarem (co w tym przypadku jest komplementem, a nie zarzutem). Słucha się tego świetnie, i pewnie tak również będzie choćby i za kolejne 10 lat. — Marcin Harper


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s94.

Acid Rap

Chance the Rapper

Chance the Rapper

Można budować Chance’owi pomnik za wachlarz flow, którym operuje, za dużą świadomość i jeszcze większą witalność; mieć pewność, że Acid Rap żarłby również bez kwasu. Ja najbardziej cenię sobie to wydawnictwo za to, że jest w stu procentach chicagowskie. Od genialnego intro wiemy, że to z kolebki gospel i footworku jednocześnie, parę utworów później wnioskujemy na podstawie słyszalnych bluesowych naleciałości, że miasto jest tyle wietrzne, co błotniste. Chance niesie dalej soulowy ogień Kanye, zaangażowanie Lupe, dojrzałość Commona i rozpędza się, nie tracąc ze słów sensu jak Twista. A przy tym – co doskonale widać z perspektywy czasu – staje się trampoliną dla artystów pokroju Vica Mensy, Saby i Noname, błyszczącej swoją slamową poezją na tle dogranych partii klawiszy w fenomenalnym „Lost”. Nie dajcie się zwieść kreskówkowemu głosowi, ani nie bójcie się gwałtownych przeskoków od poruszającego ekshibicjonizmu do bezceremonialnie ogłaszanego banger alert. Ta dobrze naoliwiona huśtawka nastrojów jest z placu zabaw dla dorosłych. — Marcin Flint


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s93.

Kiwanuka

Michael Kiwanuka

Polydor

Okrzyknięty jednym z największych soulowych odkryć ostatnich lat, Michael Kiwanuka na swoim trzecim studyjnym albumie mniej progresywnie, za to znacznie swobodniej, płynie po gitarowych riffach, kreując bezbrzeżny utwór pełen inspiracji uduchowionym brzmieniem Isaaca Hayesa czy Gila Scotta-Herona. Całość utrzymana jest w nostalgicznym, a jednak elektryzującym klimacie, w który co rusz wkradają się tąpnięcia psychodelii i odważne aranżacje. Przejmujący głos Michaela Kiwanuki niesie się z sobie właściwą swobodą na tych tkliwych, ale i gitarowo nasyconych podkładach. Kolejny przepiękny album w dorobku brytyjskiego muzyka, na zimowe wieczory jak ulał. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s92.

Magdalene

FKA Twigs

Young Turks

Magdalene, druga płyta FKA twigs, musiała się udać. Za jej produkcję odpowiadał w końcu zespół złożony z Nicolasa Jaara, Skrilexxa, Cashmere Cata, Benny’ego Blanca i Jacka Antonoffa oraz Oneothrix Point Never, co przełożyło się na brzmieniową mozaikę. Postać świętej stała się dla wokalistki inspiracją dla rozmyślań nad miłosnym życiem oprawionym w muzyczne ramy. Drugi album artystki to afirmacja kobiecej twórczości i siły przełożona na słowa i melodie. Świadoma dokonań starszych koleżanek – od Kate Bush po Aaliyah – FKA twigs podzieliła się własną historią. Muzyczne dzieło jest tu traktowane jako ludzki organ i lustro dla udręk ciała i duszy. — Ibinks


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s91.

99.9%

Kaytranda

XL

Pamiętacie jak Soundcloud był Waszą stroną startową przeglądarki? I co chwilę wypływał z tej chmury jakiś zdolny beatmaker, który po chwili robił karierę? Kaytranada to archetyp takiego soundcloudowego producenta. Zaczęło się od chwytliwego editu Janet Jackson… Boy, did that one blow up! Nie było imprezy bez tego hitu w latach 2014/2015. Na cały album trzeba było poczekać do 2016, w międzyczasie Kanadyjczyk przecież musiał zrobić trochę bitów dla takich tuzów jak Vic Mensa, Mick Jenkins czy Talib Kweli. A, no i tour z Madonną… Ale jak już nadszedł czas albumu, to Kaytranada nie zawiódł. Jego styl bezboleśnie blenduje hip-hop, disco, boogie i R&B. Proste loopy i sample podbite chwytliwym bassline’em — nie sposób nie napiąć łydki! „Glowed Up” z .Paakiem, to jeden z największych hitów tamtego roku, jednakże faworyta na albumie mam innego — „Lite Spots” nie wyjedzie do końca życia z mojego didżejskiego kuferka — piękny brazylijski sampel i hipnotyzujący bit. Topowy sztos od Kaytranady! — Mikołaj Buszkers


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s90.

The 20/20 Experience

Justin Timberlake

RCA

Czy ktoś jeszcze pamięta o tej płycie? Zwłaszcza po ostatnich, flanelowych wyczynach Justina. Wydaje mi się, że to jeden z tych materiałów, które zestarzały się w trakcie kilku ostatnich lat najokrutniej, choć przecież już od samego początku był to poniekąd łabędzi śpiew przebrzmiałych głosów Timberlake’a i Timbalanda. The 20/20 Experience to doskonały przejaw pięknej, pokręconej fantazji. „Skoro mogli Pink Floydzi, to dlaczego nie my?” – pyta Justin i, na spółkę z Timbą, sam sobie odpowiada. The 20/20 Experience to nomen omen epickie doświadczenie – postmodernistyczna i ambicjonalna w formie (ale nie w treści) hybryda retro pop soulu, czerpiącego z wielkich nazwisk i resztek produkcyjnego rozmachu Timbalanda. Dziś już bardziej chyba patynowa niż przebojowa, ale z pewnością pięknie ilustrująca progresywne i dekonstruktywne ambicje towarzyszące w tej dekadzie wszystkim — od raperów, przez croonerów, po wykonawców pop. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s89.

Prąd

Natalia Przybysz

Warner

W ciągu ostatniej dekady byliśmy świadkami transformacji muzycznej artystki, której kolejne albumy stawały się dojrzalsze od poprzednich. Szło to w parze z poszukiwaniem krainy dźwięków, w której Natalii Przybysz najswobodniej. Wyraźny sygnał odczuliśmy po premierze bardzo dobrze przyjętego Prądu, który w dużym stopniu pozwolił uwolnić się Natalii od marudzeń, rozczarowanych po Kozmic Blues: Tribute to Janis Joplin fanów Sistars, którzy faworyzując neo-soulową naturę artystki, byli zawiedzeni gitarowym brzmieniem jej nagrań. Świetnie dobrane single stłumiły jednak głosy malkontentów i pozwoliły zawędrować zespołowi na mainstreamowe ścieżki, na których w 2015 roku coraz częściej można było spotkać wielu świeżych i wartościowych muzyków, redefiniujących pop w Polsce. Prąd odkrywa spory fragment duszy kobiety niezależnej, wrażliwej, kochającej i zadziornej. Połączenie niebanalnych tekstów charyzmatycznej wokalistki i kompozycji Jurka Zagórskiego dało w efekcie nagrania pozbawione daty ważności. Soul, country, blues czy rock — co za różnica. Ważne, że płyty słucha się równie dobrze jak przed pięciu laty. — Krzysztof Zięba


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s88.

Mirrorwriting

Jamie Woon

Candent Songs / Polydor

Trudno jest dziś oprzeć się myśli, że rozbłyśnięcie gwiazdki pokroju Jamie’ego Woona było tak samo nieuchronne jak jej szybkie wygaśnięcie. Niepozorny gość, który z wielką skromnością przedstawiał debiutancki materiał publiczności zebranej w Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Katowicach w 2011 roku, miał wszelkie zadatki na supernową – promienne, ale ulotne zjawisko. Płynąc gdzieś obok Jamesa Blake’a i Jamie’ego XX na fali rozkwitu dubstep/future garage, Woon kierował swoją falę w stronę przeboju. Można narzekać, że Mirrorwriting to muzyczka do zakupów, ale równocześnie trudno odmówić jej uroku. Sztandarowym przykładem jest oczywiście „Lady Luck” z polifonicznymi, blue-eyed soulowymi wokalami, który dał nam poniekąd przedsmak tego, co usłyszeliśmy dużo później choćby na El mal querer Rosalíi. Zapętlone siatki wokaliz Woona, wyeksponowane dodatkowo przez basy, utkano na Mirrorwriting z dużą finezją. Zwyczajny młodzieniec z metra nie został ani Jamesem Blakiem, ani Jamie’em XX, ale z pewnością i on dołożył swoje do rozgrzewania publiczności przed dekadą wrażliwości w muzyce. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s87.

Yellow Memories

Fatima

Eglo

Fatima w ciągu ponad dekady aktywności na scenie współczesnego soulu i elektroniki zdała znaleźć sobie bardzo oddane grono wielbicieli, mimo że nie zanosi się, żeby jej pseudonim w szerszych kręgach zagroził marce portugalskiego sanktuarium. Podopieczna Floating Points wydała, po serii EP-ek, długogrający debiut dopiero 2015 roku. W moim odczuciu jest to jedna z tych bezbłędnych ponadczasowych płyt, które można katować po kilka-naście razy z rzędu bez poczucia przesytu. I zawsze się do niej dobrze wraca. Fantastyczny, głęboki i melodyjny głos Szwedki nastrojowo komponuje się zarówno z kompozycjami opartymi na żywych instrumentach, jak i tych elektronicznych. Wyróżnienie dla albumu roku podczas Worldwide Awards Gillesa Petersona to szczyt szczytów, jaki może osiągnąć artysta poruszający się w muzyce czarnego pochodzenia spoza głównego nurtu. Co jeszcze potęguje radość, nie był to jednorazowy strzał, gdyż kolejne produkcje Fatimy, ponownie dotykające tekstowo świata relacji romantycznych, dalej trzymają wysoko postawioną poprzeczkę na każdym poziomie – produkcyjnie, wokalnie, lirycznie. Pielgrzymowałbym ku Fatimie! — Radek Miszczak


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s86.

4

Beyoncé

Columbia

Po zasłużonej przerwie po intensywnym koncertowaniu i promowaniu wcześniejszych płyt, po czasie spędzonym z rodziną i zwiedzaniu świata, Beyoncé poczuła się na tyle zakochana i zainspirowana, by niezależnie od wszystkich, rozpocząć pracę nad kolejnym albumem. Krążek, którego tytułem stała się bardzo znacząca dla artystki czwórka, udowodnił, że warto czasem wziąć dłuższy urlop, by zregenerować siły. W przypadku Bey była to ponownie siła kobiecości i miłości. Od hymnu dziewczyn rządzących światem, przez wzniosłe ballady, aż po wzruszającą chęć postawienia swojego śladu na ziemi Beyoncé forsuje swoje możliwości wokalne tak, że momentami wydaje się to aż nieprawdopodobne. Miłość wyśpiewywania jest tu na wszystkie możliwe sposoby. Jest miłość romantyczna w „1+1”, miłość zdesperowana w „I Care”, miłość nieznająca granic w „Rather Die Young” i w końcu miłość spełniona i roztańczona w „Love on Top”, która do historii minionej dekady przeszła jako moment publicznego ogłoszenia światu o ciąży artystki. Do tego na płycie nie zabrakło odrobiny zaczepnego flirtu w „Countdown”, uwodzenia w „Dance for You”, a nawet próby powtórzenia hitowego „Irreplaceable” w „Best Thing i Never Had”. Pomimo wpadającego w ucho kombinowania z brzmieniem nawiązującym do lekkiej mieszanki popu i R&B lat 90., z perspektywy czasu 4 stało się zaledwie niezobowiązującym przerywnikiem między ukrywaniem się za Sashą Fierce a dojrzałością pani Carter. — Hanna Brzezińska


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s85.

Piñata

Freddie Gibbs & Madlib

Madlib Invazion / RCA

Pochodzący z rodzinnych stron Michaela Jacksona raper podąża ścieżką udeptaną przez Scarface’a, Raekwona i innych naczelnych dilerów rap gry. Jego historie są tak wiarygodne i opisane z taką starannością, że nie potrzebują żadnego certyfikatu autentyczności. Wywołują u nas to niekomfortowe wrażenie, że nasza codzienność wydaje się nudna i bezbarwna w porównaniu z życiorysem Gibbsa. Piñata nie byłaby jednak tym czym jest bez drugiego bohatera, czyli legendarnego Madliba — urzekającego brudnymi, wysamplowanymi z zakurzonych jazzowych i soulowych winyli pętlami, melancholijnymi melodiami, pomysłowymi partiami perkusyjnymi, powycinanymi z filmów dialogami. To najlepsza pozycja w dyskografii Freddiego Gibbsa, a także najmocniejsza produkcja Otisa Jacksona od czasów Madvillainy. — Chojny


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s84.

Universal Beings

Makaya McCraven

International Anthem Recording Company

Dwupłytowy album nagrany podczas czterech sesji w czterech różnych miejscach świata — Nowym Jorku, Chicago, Londynie i Los Angeles. I właśnie na cztery części się dzieli. Makaya jest perkusistą i motorem napędowym całego projektu, a grają tutaj m.in. Tomeka Reid, Shabaka Hutchings, Nubya Garcia, Ashley Henry, Miguel Atwood-Ferguson i Carlos Niño. Improwizacje jazzowe odwołujące się do humanizmu, wolności, a przede wszystkim siły jaką jest kreatywna współpraca pomiędzy wrażliwymi ludźmi z różnych stron globu. Wybitny wprost przykład, że muzyka jako jedna z niewielu już kwestii potrafi nas bezgranicznie łączyć, nie patrząc na płeć, kolor skóry, orientację seksualną i setki innych kwestii, które nie mają większego znaczenia, gdy odwołujemy się do tego, co najważniejsze — człowieczeństwa. — Andrzej Cała


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s83.

Childqueen

Kadhja Bonet

Fat Possum

Powab Minnie Riperton, artyzm Kate Bush i gatunkowa żonglerka godna Esperanzy Spalding — oto Kadhja Bonet w krzywdzącym jej indywidualizm, wirtuozerię i talent uproszczeniu. Jej wydana w 2018 roku druga studyjna płyta Childqueen jest bowiem podróżą do zupełnie innego wymiaru muzyki soul — inspirowanej na różnych poziomach mistyczną kosmogonią i psychodelicznym popem późnych lat 60. Songwritersko bywa odrobinę ekscentryczna, ale jest jej znacznie bliżej do artpopowych kanonów przebojowości niż większości wydawnictw z nurtu alternatywnego R&B, którym tę łatkę doczepiono. To uniwersalna płyta osadzona poza czasem, w dużej mierze sama kreująca swój kontekst i dająca się różnorako czytać — z jednej strony wciągająca słuchacza głęboko w swoje meandry, z drugiej — współistniejąca z nim, jego tęsknotami, potrzebami i refleksjami i dająca mu się do pewnego stopnia modelować. Childqueen Kadhji Bonet to wielowarstwowy, harmonijnie zaaranżowany, autonomiczny artystyczny byt. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s82.

Aromanticism

Moses Sumney

Jagjaguwar

Aromanticism, błyskotliwy debiut soul-folkowego wrażliwca Mosesa Sumneya, przenika przez rozmaite konwencje i środki wyrazu na wielu płaszczyznach. Gatunkowa ulotność — zawieszenie pomiędzy songwriterskim kameralnym folkiem, kojącym neo-soulem a artystowskim ambient popem to jedynie najbardziej powierzchowna z nich. Na tym poziomie Sumney z dolegliwym czasami umiarem dysponuje swoimi rozlicznymi talentami — fenomenalnego wokalisty, zdolnego tekściarza, zręcznego instrumentalisty i przede wszystkim producenta-wizjonera — bliżej mu do bedroomowego ASMR niż do emocjonalnego i aranżacyjnego splendoru — nawet pomimo Miguela Atwooda-Fergusona i Thundercata na podorędziu. Przez to określeniem gatunkowym, które można by Sumneyowi doprawić, mógłby stać się homogeniczny ascetyzm. Byłoby ono zasadne jednak tylko wówczas, gdybyśmy nonszalancko zignorowali poetyckie niuanse, w których skąpany jest Aromanticism. Niuanse, dzięki którym krążek zyskuje drugi wymiar, bywa, że stojący z tym zewnętrznym w pozornej sprzeczności. Bo choć Sumney kreuje pejzaż kameralny i intymny, nie sposób, nawet pomimo kompaktowego rozmiaru materiału, zamknąć go ściśle z każdej strony — to otwarta twórcza przestrzeń, mająca za nic granice, zdająca się wykraczać dalece poza horyzont, ale niekreująca wrażenia chłodu i obcości. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s81.

Arca

Arca

XL

„Quítame la piel de ayer” („Pozbądź mnie wczorajszej skóry”) — niepewnie rozpoczyna łamiącym falsetem wenezuelska producentka Arca w „Piel” otwierającym jej ostatni album — intymną opowieść o rozpaczliwym pragnieniu miłości mającej wypełnić wewnętrzną otchłań dojmującej samotności. Arca rozbiera się przed słuchaczem — dosłownie i w przenośni — swoje uczucia, doznania i myśli wyrażając emocjami, zarówno na poziomie brzmienia, tekstów, jak i — w znaczącej mierze — nieoszlifowanego, na wpół amatorskiego paraoperowego wokalu. Dzięki temu Arca jest w stanie przenieść swój mroczny, do tej pory dość chaotyczny i surrealistyczny sznyt producencki w nową sferę, gdzie tkanka muzyczna musi stanowić dopełnienie pozamuzycznej substancji — całkiem już realnej i namacalnej. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s80.

Wildheart

Miguel

RCA

Czy słynny-niesłynny diss Miguela na Franka Oceana w 2015 roku nie powinien przypadkiem brzmieć — „robię lepszą muzykę niż Lenny Kravitz”? Przy Wildheart to raczej gość wieńczący adresowaną płytę przychodzi do głowy jako wzór do naśladowania. Równie zacięcie aspirujący do miana symbolu seksu Kravitz, skończył ostatecznie w roli nieszkodliwego grania do radia. Miguel podchodzi do tematu z większą delikatnością (w końcu to 2015, wychowanym na Trójce już dziękujemy), ale jego wersja zmysłowego R&B eksploatuje gitary nie mniej żarliwie niż zadziora Kravitz. Wildheart to płyta może zbyt impresyjna, by zapadła całościowo w pamięć naszą i playlist stacji radiowych, a jednak wciąż zgrabnie spajająca „niemodną” gitarę z współczesnym R&B na astralnym synth-electro podkładzie. A przy okazji, zgodnie z jedną z linii programowych dekady, odnajdującą stare riffy w nowych kontekstach, jak osławione wplecenie „1979” Smashing Pumpkins w „Leaves”. Płyta niezupełnie w linii wyznaczonej wrażliwością Franka Oceana (jak chyba chciały ówczesne recenzje), choć niewątpliwie nim inspirowana, to jednak wyraźnie autorska i całkiem przebojowa. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s79.

Nawiasem mówiąc

Łona i Webber

Dobrzewiesz

Nawiasem mówiąc, piąta płyta Łony i Webbera jest jedną z ich lepszych, jeżeli nie najlepszą produkcją. Tylko Łona w naszym rapowym światku był w stanie zauważyć plakatowy romans Gombrowicza i Azealii Banks przed opublikowaniem takiego gorącego newsa na portalach typu Pudelek czy TMZ. Aż strach pomyśleć jakie jeszcze połączenia Adam potrafi dostrzec w sklepach z szeroko pojętą kulturą. Doskonale wie, że jesteśmy gdybającym narodem i spokojnie moglibyśmy w tej dyscyplinie wystawić drużynę na olimpiadzie i co cztery lata sięgać po złoty medal, GDYBY igrzyska obejmowały taką konkurencję. Doskonale wie, dlaczego Jarmusch chudnie w połowie, kiedy decydujemy się na heroiczny czyn rzucając papierosy i tym samym nasze rozmowy ubożeją bez dymiącego nałogu. Łona jest rozbrajający w rapowaniu o prostych sprawach w metaforyczny sposób — odsłuchujesz te numery kilkakrotnie i za każdym razem wyłapujesz kolejne metafory, czy odniesienia chociażby do słów homilii Jana Pawła II bądź bajki „Wilk i Zając”. To wszystko podane w błyskotliwy i oryginalny sposób, no ale nawiasem mówiąc, czy kogoś to jeszcze dziwi w przypadku tego duetu? — Rafał Kulasiński


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s78.

Love & Hate

Michael Kiwanuka

Polydor

W 2016 roku z pomocą Danger Mouse’a Michael Kiwanuka wyszedł obronną ręką z dojrzewającej przez ostatnie cztery lata klątwy drugiego albumu. Śmiało zwrócił się w stronę soczystej progresywnej fuzji soulu, funku, rocka, gospel i subtelnych orkiestrowych aranży, które kiełkowały już na jego debiucie, a Danger Mouse doskonale wiedział, jak to połączenie zaadaptować, aby zabrzmiało współcześnie, ale ponadczasowo. Kiwanuka nie próbuje się jednak pod wymyślnymi aranżacjami ukrywać — choć jest mu z nimi nadzwyczaj do twarzy, w dalszym ciągu pozostaje tym samym wrażliwym chłopakiem z gitarą. Nie przebiera się, nie zwodzi słuchacza, nie odwraca od siebie uwagi, by zatuszować niedoskonałości. Wręcz przeciwnie, obraca je w atut i podaje w oprawie, która jednocześnie rozdziera i koi, rozdrapuje rany, by za chwilę je zasklepić. — Kurtek Lewski


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s77.

Emily’s D+Evolution

Esperanza Spalding

Concord

Dla części fanów Esperanzy Spalding jej piąty krążek musiał być nie lada zaskoczeniem. Na Emily’s D+Evolution artystka coraz bardziej muzycznie odchodzi od ściśle rozumianego jazzu, a wchodzi w rejony do tej pory w jakimś sensie dla siebie nieodkryte prezentując swoje alter ego — tytułową Emily. Krążek pokazuje jej mocniejszą, bardziej gitarową, wręcz rockową odsłonę — instrumentalnie to właśnie gitara elektryczna króluje w dużej części numerów na płycie. Pojawiały się nawet porównania do Prince’a, ale wyraźnie słychać, że Spalding była pod silnym wpływem dokonań chociażby Janelle Monáe. To bezsprzecznie nowa jakość w karierze wokalistki i tchnienie życia w oldschoolowy koncept mieszania jazzu z rockiem. Doskonała warstwa muzyczna połączona z bardzo dobrymi tekstami zaśpiewanymi na jazzowo skutkuje jedną wielką jazz-rockową czy może nawet funk-rockową operą. — Dill


Soulbowl: Najlepsze albumy dekady 2010s76.

Astroworld

Travis Scott

Epic / Cactus Jack / Grand Hustle

Astroworld to najspójniejszy, a zarazem najbardziej progresywny projekt Travisa Scotta. Raper składając hołd rodzinnemu Houston, wykorzystuje motyw zamkniętego w 2005 roku, słynnego parku rozrywki, do którego podróż z La Flame’em jest niemalże godzinnym, narkotycznym tripem. Travis jeszcze lepiej płynie po podkładach, które stworzone przede wszystkim przez Mike’a Deana, przetarły kolejne szlaki w gatunku. Mamy tu choćby podwójną zmianę bitu w „Sicko Mode”, autorefleksyjną, oniryczną balladę „Stop Trying to Be God”, w której wykorzystana została harmonijka Stevie’ego Wondera albo shout out dla legendarnego DJ-a Screw wykonany zapoczątkowaną przez niego techniką. — Klementyna Szczuka


NAJLEPSZE ALBUMY DEKADY 100-76
NAJLEPSZE ALBUMY DEKADY 75-51
NAJLEPSZE ALBUMY DEKADY 50-26
NAJLEPSZE ALBUMY DEKADY 25-1


Soulbowl 2010s: Najlepsze utwory dekady

 
 

 

Marzyłem o tej chwili i o tej liście, od kiedy tylko zacząłem pisać na Soulbowl, ba!, jeszcze wcześniej, jako dzieciak, gdy Rolling Stone opublikował swoje monumentalne podsumowanie płyt wszech czasów. Ostatnie dziesięciolecie nie jest może okresem na miarę pięćdziesięciolecia jednego z (wciąż) najbardziej opiniotwórczych magazynów muzycznych Ameryki, ale są to poniekąd Soulbowlowe wszechczasy, zwłaszcza że okres od 2010 roku to właśnie ten czas, gdy w soulu i okolicach na dobre zaczęło się dziać — R&B wyszło z okowów anachronicznego radiowego formatu i przemieniło się, przynajmniej w części, w gatunek artystyczny, a bywa, że i artystowski. To zresztą nie nasze pierwsze redakcyjne podejście do takiego podsumowania, a, o ile dobrze liczę, trzecie. Najpierw mieliśmy podsumowywać dekadę jeszcze wcześniejszą, ale wtedy okazało się, że nie udało nam się wyjść spoza naszych własnych ram, tzn. że muzyki przed 2006 rokiem (kiedy Soulbowl powstał) słuchaliśmy zupełnie inaczej niż po tym. Trzeba było pogodzić się, zacisnąć zęby i poczekać dziesięć lat, tzn. ja musiałem. Kolejną okazją miało być dziesięciolecie strony, co również, tym razem z powodów organizacyjnych, nie wyszło. Ale, że do trzech razy sztuka, a Polak mądry po szkodzie, tym razem wreszcie byłem przekonany i nie zawiodłem się — mieliśmy wreszcie zaplecze, by wygrać tę przegraną bitwę. Korzystając z okazji, zaprosiliśmy do współpracy szereg zaprzyjaźnionych z nami osób, których cechą wspólną jest to, że kochają soul i nie wyobrażają sobie bez soulu muzyki jako takiej. Wśród współtwórców poniższego podsumowania poza obecnym zespołem redakcyjnym znaleźli się również Marcin Flint, Radek Miszczak, Andrzej Cała, Hirek Wrona, Eskaubei, Dawid „Goodkid” Bartkowski, Łukasz Kowalka, Marcin Harper, Marta Malinowska z Trójki, Łukasz Lorenc z Regime Brigade, Modest z El Quatro, DJ Praktyczna Pani, Piotr Grabski, Mikołaj Buszkers, a także emm!, Maciek Chojnacki, Julia „Eye Ma” Borowczyk, Dźwięku Maniak, Paweł Wojdylak, Klaudia „Lejdi K” Wąsowska, Jakub Wojewódka i Ola Nadzieja. Tym samym oddajemy w wasze ręce piosenkowy przewodnik po latach 2010-2019. Bon appétit! — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s100.

Thank U, Next

Ariana Grande

Republic / UMG

Rozstanie z Mac Millerem, tabloidowy związek z Petem Davidsonem, niespodziewana śmierć rapera, szybkie zaręczyny z komikiem i równie szybkie rozstanie. No, nie było lekko. „Thank U, Next” to nic innego jak miłosny biogram Ariany Grande, który choć trąci banalnym przesłaniem, jest niezwykle szczery i ujmujący. Oto dowód na to, że można jednocześnie śpiewać o byłych i stać daleko od bycia żałosną, a tytułowe „next” nie musi wcale oznaczać kolejnego romansu, no chyba że z samą sobą. „To najlepszy rok w mojej karierze, ale w życiu prywatnym? Nie wiem, kur…, co ja robię…” — tymi słowami pół żartem, pół serio dziękowała ze łzami w oczach za nagrodę dla Kobiety Roku magazynu Billboard i trudno było się nie uśmiechnąć, gdy to mówiła. „Thank U, Next” pełne jest paradoksów: to w końcu lekki popowy numer o stracie, ale właśnie dzięki temu tak przełomowy w obu strefach życia gwiazdy. I zapewne też dlatego okazał się tak ważny dla wielu milionów dziewczyn po przejściach na całym świecie. — Julia Borowczyk []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s99.

New York Is Killing Me

Gil Scott-Heron

XL

Któż inny, jak nie Gil Scott-Heron, byłby w stanie tak wspaniale przywrócić do życie tradycje afroamerykańskich spirytuali rodem z delta bluesowego anturażu. Jazzowy poeta nowojorskiej ulicy tradycje akustycznych zaśpiewów osadzonych w dziedzictwie niewolniczego folku przenosi na współczesną wrażliwość, na instrumentalu który brzmi jakby przewidział 3 lata młodszego od siebie Yeezusa, pozostając przy tym tak korzennym, jak tylko się da. W tej dwoistości i kontraście znajduje swoją siłę i aż trudno uwierzyć, że mimo tego, że sam Heron w momencie premiery miał 61 lat, track dziś, dekadę później, wciąż brzmi tak bardzo świeżo. — Wojtek Siwik []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s98.

If You Know You Know

Pusha T

Getting Out Our Dreams / Def Jam / UMG

Otwierający track z Daytony Pushy T to istna petarda. Raper nawet nie czeka na intro i już od pierwszej sekundy rzuca pełne pewności siebie linijki. Przez chwilę towarzyszą mu jedynie szybkie hi-haty i wokalny sampel, a po pełnej zwrotce możemy już podziwiać bit w pełnej krasie. Produkcja Kanyego Westa kojarzy się stylistycznie z jego dokonaniami z czasów MBDTF oraz Cruel Summer. Numer świetnie wprowadza słuchacza w klimat Daytony — od tej chwili wiadomo, że ma się do czynienia z Pushą T u szczytu możliwości. Jednym z najmocniejszych momentów miesiąca z Ye zaordynowanego przez rapera i jego świtę w połowie 2018 roku okazało się właśnie jego otwarcie. — Mateusz Mudry []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s97.

All of Me

John Legend

Getting Out Our Dreams / Columbia / Sony Music

Pochodzący z czwartego albumu Love In the Future singiel Johna Legenda „All of Me” wzbudza lawinę uczuć zarówno u autora, podczas wykonywania, jak również u odbiorcy, podczas słuchania. Piękna i wzruszająca ballada, oczywiście o miłości, została sprawnie wykorzystana, jako wyznanie miłości artysty dla jego partnerki i muzy Chrissy Teigen. Urok utworu, pomimo że miłość jest skomplikowana, tkwi w prostocie przekazu, oszczędnych dźwiękach fortepianu, a cały ciężar interpretacji spoczywa jedynie na wokalu Johna. „All of Me” brzmi niemal jak wersja akustyczna, a o jego popularności świadczą liczby oraz ilość wzruszonych fanów. Popowy kawałek stał się jednym z największych hitów Amerykanina, a tekst, chociaż opowiada o poważnym uczuciu, czyni to w sposób żartobliwy i zdystansowany. Proste i klasyczne „All of Me” szybko zostało jednak zaszufladkowane i stało się niekwestionowanym numerem jeden wielu imprez weselnych. — Forrel []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s96.

Swamp

Brockhampton

Question Everything / Empire

Wydana w 2017 roku trylogia Saturation udowodniła, że w dobie dominacji artystów solowych, wciąż jest miejsce na supergrupy. To, co nie udało się kolektywom takim jak Odd Future czy Awful Records, doskonale wyszło internetowemu samozwańczemu boysbandowi Brockhampton. Pochodzący z drugiej odsłony serii singiel “Swamp” jest tego świetnym przykładem. To przede wszystkim bezpardonowa, luzacka i zaczepna deklaracja statusu grupy, która mimo swojego alternatywnego charakteru zdołała przebić się do głównego nurtu. Podobnie jak wiele innych utworów „Swamp” czerpie z różnorodności stylów członków zespołu, takich jak Merlyn Woods, Joba czy niesławny Ameer Vann. Największym atutem jest jednak warstwa liryczna, w której Brockhampton z rozbrajającą szczerością mówią to, czego nigdy na głos nie powiedzieliby inni raperzy. I oto właśnie znak ostatniej dekady — mainstreamowy hip-hop wyszedł daleko poza uliczne swoje uliczne ramy, oddając głos mniejszościom, ludziom spoza środowiska i twórcom sięgającym po pozornie odległe inspiracje i gatunki. Jak słychać, z niepodważalną korzyścią — Adrian Felis []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s95.

Crew Love

Drake ft. The Weeknd

Cash Money

Za każdym razem, kiedy Drake wspomina w kawałkach o swojej ekipie i miłości do niej, nie mamy pewności, czy mowa o konkretnych ludziach, czy o nieuchwytnym posiadaniu kogoś bliskiego, kto zmienia się w zależności od… potrzeb Drizzy’iego (czy ktoś go w ogóle jeszcze tak nazywa?!). W 2011 przeżywaliśmy prawdziwy rozkwit podgatunku nazwanego wtedy alt R&B, którym zazwyczaj określano domowych twórców publikujących muzykę zupełnie za darmo w internecie. Dzisiaj już wiemy, że w tym przypadku „alt” to przedimek dla niskich budżetów, czego doskonałym przykładem jest kariera The Weeknd, który towarzyszy…. tfu! jest autorem i pomysłodawcą utworu „Crew Love”, na który wprosił się Drake i umieścił go na swoim albumie. Żeby było jasne — nadal jestem fanką Drake’a, a Take Care to moja ulubiona płyta ostatniej dekady. Pamiętajmy jednak, że w przypadku Aubreya granice między byciem kuratorem, a autorem są płynne, a jego dyskografia coraz bardziej przypomina mini-przewodniki po trendach muzycznych pt. „Tam byłem, to usłyszałem” — Marta Malinowska []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s94.

Time Moves Slow

BadBadNotGood ft. Sam Herring

Innovative Leisure

Aktywność kanadyjskiego kwartetu w ostatnich latach pozostawia wiele do życzenia. Ubolewamy nad nią z prostego powodu — dotychczasowe albumy BadBadNotGood mocno zakorzeniły się w naszych playlistach, a poszczególne single z powodzeniem przetrwały próbę czasu. Dowodem na to jest obecność w niniejszym rankingu „Times Moves Slow” z gościnnym udziałem Samuela Herringa z Future Islands. Oszczędna kompozycja jest jedną z lepszych prób uchwycenia emocji związanych z samotnością i odtrąceniem, jakie słyszeliśmy od 2010 roku. Romantycy z potrzebą częstych autorefleksji – ten numer jest dla was! — Krzysztof Zięba []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s93.

Happy

Pharrell Williams

Columbia / Sony Music

Happy to kropka nad i dyskografii Pharella Williamsa. Po latach przekraczania gatunkowych granic i przeprowadzania kreatywnych rewolucji brzmieniowych w hip-hopie i R&B z tylnego fotela, „Happy” wreszcie sprawiło, że Williams wreszcie trafił pod strzechy wszystkich gospodarstw domowych na planecie Ziemia pod własnym nazwiskiem. To bardziej fenomen popkulturowy niż nagranie muzyczne jako takie. W kontekście dyskografii Pharrella, a nawet krążka G I R L, na którym go ostatecznie umieszczono, wychodzi ze strefy komfortu wokalisty na soul-popowe terytorium eksplorujące lekką jak piórko melodykę i staromodnie nieironiczny dobry nastrój. Niezależnie od tego, czy „Happy” trafiło na wasze plejlisty i czy utrzymało się na nich do dziś, to kawałek naprawdę przebojowego, beztroskiego radiowego popu, który swego czasu sprawił, że przez kilka miesięcy życie milionów ludzi zdawało się choć odrobinę lepsze. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s92.

Dang!

Mac Miller ft. Anderson .Paak

Warner

Żywa gwarancja udanego utworu, jaką jest Anderson .Paak, ponownie zaskakuje. A to dlatego, że totalnie nic nie wskazuje na to, że refren tego utworu został napisany po śmierci Davida Bowiego. Pogodny, wibrujący funk, który w pięć minut dosłownie zamyka energię letnich związków, jest niesamowicie przyjemny, zwłaszcza patrząc przez pryzmat nieco zblazowanych i depresyjnych poprzednich kilku albumów w karierze Mac Millera. Jazzujące akordy stanowią wyśmienite tło dla figlarnej opowieści o nie do końca układających się związkach, które mimo wszystkich kłopotów, ciężko sobie ot tak odpuścić. Z dzisiejszej perspektywy, świadomość tego, że Malcolm nie wypuści już tak nieprzyzwoicie dobrego letniaczka, za każdym odsłuchem sprawia, że pęka serce. Na szczęście jego dorobek zostanie już z nami na zawsze. — Nikodem Jedynak []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s91.

Insane

Madison McFerrin

Madison McFerrin

Madison McFerrin z pasją, wyczuciem i charakterem przetwarza dziedzictwo wokalne „Don’t Worry Be Happy” swojego ojca i bagaż młodzieńczych muzycznych inspiracji, łącząc wokalny kunszt a cappella z połamaną neo-soulową melodyką i emocjonalną otwartością. „Insane” to bose szaleństwo, słoneczna oda do buzujących zmysłów i obezwładniającego pożądania, wreszcie — kameralny showcase czystego talentu — zarówno wokalnego, jak i songwriterskiego. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s90.

Goddess

Banks

Harvest

Gdyby nagle nieżyjący już Disney zapragnął animowanej wersji Banks w jednej ze swoich bajek, nie trudno się domyślić, że odegrałaby ona rolę Królowej Śniegu. Określenie „powiało chłodem” to najdelikatniejsze sformułowanie, jakim można obdarować „Goddess”. Już od pierwszych dźwięków Banks stara się narzucić swój władczy ton, choć wbrew pozorom nie jest to wcale krzyk. Zdystansowana, jak na kobietę z klasą przystało, Banks nagrała kawałek, który jest muzycznym odpowiednikiem zdania słyszanego przez niejednego eks-partnera — „Jeszcze tego pożałujesz”. — Julia Borowczyk []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s89.

Niggas in Paris

Jay-Z & Kanye West

Roc-A-Fella

Kiedy Kanye West i Jay-Z połączyli siły, stworzyli dzieło wyjątkowo barokowe i eleganckie, a „Niggas in Paris” to jeden z najmocniejszych bangerów ubiegłej dekady. W utworze słychać sample z „Baptizing Scene” Reverenda W.A. Donaldsona, „Victory” Puff Daddy’ego z Notoriousem i Busta Rhymesem oraz dialogi z filmu Blades of Glory. Inspirowany podróżą do Paryża kawałek dotyka historii Afroamerykanów w stolicy Francji, sięgającej początków XIX wieku. To tam czarnoskórzy artyści mogli uciec i wreszcie zostać docenieni. — Klementyna Szczuka []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s88.

Humble

Kendrick Lamar

Top Dawg / Aftermath / Interscope

Każda premiera od Kendricka Lamara stawia na nogi cały przemysł muzyczny i środowisko fanów. Nie inaczej było, gdy w świetnym “The Heart Pt .4” artysta zarapował “Y’all got till April 7th to get y’all shit together”. Koncept nowej płyty K. Dot zdradził w wywiadzie dla New York Timesa, mówiąc, że „obecnie jest skupiony na tematyce Boga”. Wszystko w pewnym sensie potwierdziło się 30 marca — w dniu premiery pierwszego singla z nadchodzącego albumu Damn. “Humble” wzbudziło olbrzymie kontrowersje: trapowy bit Mike’a Will Made-It, Kendrick, który w warstwie lirycznej stał w kompletnej opozycji do tytułu kawałka oraz kinowy teledysk autorstwa Dave’a Meyersa i The Little Homies (Dave Free i Kendrick we własnej osobie), gdzie mogliśmy zobaczyć serię nawiązań do Biblii, takich jak ostatnia wieczerza czy płonące głowy. Opowiadając o kulisach powstawania “Humble”, jego producent wyznał, że bit był oryginalnie przeznaczony dla Gucci Mane’a. — Adrian Felis []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s87.

Retrograde

James Blake

Polydor

Debiut Jamesa Blake’a przyniósł parę ikonicznych singli, ale „Retrogade” z drugiego krążka artysty miało wcale nie mniejszy potencjał, aby zapisać się wielkimi literami w historii wyspiarskiej muzyki. Utwór opowiada o zapędzonym w ślepy zaułek związku, z którego jedynym wyjściem jest pogrążenie się we wspomnieniach. Chociaż Blake błądzi jako kochanek, nie błądzi jako artysta i doskonale trzyma się obranej przez siebie, post-dubstepowej ścieżki. Legenda mówi, że „Retrogade” powstało pod nadzorem Kanyego Westa i Justina Vernora — jestem jednak pewien, że i bez ich pomocy utwór hipnotyzowałby tak samo. — Chojny []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s86.

Peso

A$AP Rocky

A$AP Rocky / RCA

Właściwie to od tego kawałka rozpoczęła się kariera A$APa Rocky’ego. Mimo, że raper na koncie miał już krótki mixtape Deep Purple, to właśnie dzięki Live.Love.A$AP został w pełni doceniony. Projekt zapowiadał właśnie „Peso”, który finalnie dwa lat później nie trafił jednak na tracklistę wydawnictwa. Jak powiedział jednak sam Flacko — „czuję się, jakby dopiero w nim pokazał swoje liryczne umiejętności”. Samplujący „No One’s Gonna Love You” The S.O.S. Band, cloud rapowy, narkotyczny bit stał się charakterystycznym brzmieniem młodego rapera z Harlemu. — Klementyna Szczuka []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s85.

Shutdown

Skepta

Boy Better Know

Wszystkie trueschoolowe głowy doskonale pamiętają wydawnictwa XL Recordings i Boy In Da Corner Dizzeego Rascala czy Treddin’ on Thin Ice Wileya — ponadczasowy grime’owy panteon uformowany jeszcze na początku XXI wieku. Wielu słuchaczom i słuchaczkom, którym nie było dane zetknąć się z gatunkiem w trakcie bądź zaraz po pierwszej fali międzynarodowej popularności brzmienia, termin grime nominalnie wwiercił się w świadomość najprawdopodobniej dzięki singlowemu killstreakowi prowadzącemu do premiery albumu Konnichiwa Skepty, a zastępom wieloletnich fanów dał tak upragniony powiew świeżości. Od „It Ain’t Safe” i „That’s Not Me” aż po kultowe już „Shutdown” — minęło prawie pięć lat, ale największe przeboje całe szczęście nie znają pojęcia czasu. — Kamil Matyja []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s84.

Exhibit C

Jay Electronica

The Dogon Society / Just Blaze / Mass Appeal

Plotka głosi, że potężny, oparty o sampel z nagrania „Cross My Heart” z repertuaru Billy Stewart, instrumental do „Exibit C”, Just Blaze stworzył w niecałe 15 minut. Ten, jak to się zwykło mawiać w takich przypadkach, beat-forteca stał się na tyle kultowy, że wykorzystali go później jeszcze, chociażby tacy raperzy jak Fabolous, Crooked I, Joell Ortiz, AZ, N.O.R.E., Saigon, B.o.B, Childish Gambino, Twista, Game czy Big K.R.I.T. Głównym bohaterem tego nagrania jest jednak Jay Electronica, który w stylu osadzonym między tym, co na krążku The 18th Letter pokazał Rakim a najlepszymi momentami z twórczości Nasa, opowiada nam wciągającą i pełną ukrytych znaczeń historię swojej kariery, zaczynając od trudnych momentów, pełnych zgubnych nałogów i barku świadomości, przez swoiste oświecenie, aż do chwili, kiedy to legendy hip-hopu domagają się od niego większej dawki muzyki. Nikt tak naprawdę nie powinien się im dziwić, albowiem na tym ponad 5-minutowym nagraniu pozbawionym refrenów, raper nie zaserwował nam ani jednej słabej linijki. — Efdote []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s83.

Almeda

Solange ft. Playboi Carti

Columbia / Sony Music

“Almedę” można lubić, podziwiać, cenić za warstwę muzyczną, uważać, że to zdecydowanie wyróżniający się numer z doskonałego When I Get Home. Mimo to jest jednak dziełem ekskluzywnym — nie każdemu dany jest pełny dostęp do jej zrozumienia, a słowa Solange skierowane są do określonej grupy odbiorców. W tych czasach wszyscy chętnie przytakujemy, że muzyka powinna łączyć, bez względu na wszelkie różnice. Są jednak pewne doświadczenia, które nigdy nie będą naszymi przeżyciami. Możemy rozumieć, o czym mówi Solange, ale ostatecznie „These are black-owned things”. „Almeda” to podróż w rodzinne strony wokalistki — południowe rejony Houston. Powraca do korzeni, miejsca przesiąkniętego czarną kulturą, co objawia się nie tylko na poziomie tekstowym, ale i w warstwie muzycznej. Produkcja utworu, za którą odpowiedzialny jest między innymi Pharrell, nawiązuje do chopped and screwed, techniki remiksu popularnej w Houston w latach 90-tych. Nie można nie wspomnieć o Cartim, którego gościnne wersy odważnie przybliżyły „Almedę” do miana trapowego hymnu celebrującego czarne dziedzictwo. — Polazofia []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s82.

Black Skinhead

Kanye West

Def Jam / UMG

„Black Skinhead”, niewątpliwy highlight Yeezusa, choć został zamknięty w hip-hopowej formie, jest w istocie punkowy z natury, co odzwierciedlają mroczny, industrialny, charczący bit i nieskrępowane, charyzmatyczne flow rapera. To jedna z wielu udanych autokreacji jednego z najważniejszych artystów naszych czasów. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s81.

No Sleeep

Janet Jackson

Black Doll / BMG

Kiedy usłyszałam ten numer po raz pierwszy, moje skojarzenie było takie, że to pewnie kolaboracja z Kaytranadą lub remiks od Casual Connection. Byłam zaskoczona lekkim groovem rodem z lat 90tych. Tak oszczędnie i tak w punkt. Żaden numer Janet od czasów „Got til It’s Gone” czy „ Go Deep” tak mi się nie podobał. Moją twarz wykrzywił grymas aprobaty podobny do grymasu producentów, którzy mocno jarają się swoim bitem. To był miód na moją oldschoolową duszę. Z jednej strony pościelówa, z drugiej zaś, podbijając tempo nieco ponad 90 BPM-ów bujam się jak do starego dobrego R&B. W czasach pogoni za brzmieniem nowego pokolenia, kultowi artyści często podążają za nowymi trendami. Janet nie jest tu niestety wyjątkiem, ale akurat ten numer wynagradza to muzyczne meandrowanie. Wybór producenckiego zasłużonego duo bardzo się tu sprawdził. Mogę się mylić, ale w tle chyba słyszę zsamplowane podbicia Ala Greena. Wsłuchajcie się. — Praktyczna Pani []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s80.

Heartbreaks + Setbacks

Thundercat

Brainfeeder

Wirtuoz i wizjoner. Oba te określenia można dziś z pełną powagą oraz śmiałością przypisać do niezwykle utalentowanego basisty Stephena Lee Brunera, którego większość słuchaczy zna szerzej z aliasu Thundercat. Zanim zdecydował się na karierę solową swoją markę budował, współpracując z takimi artystami, jak: Erykah Badu, Sa-Ra Creative Partners, J*DaVeY czy Flying Lotus. To właśnie współpraca z tym ostatnim przyniosła mu większy rozgłos i pierwszy poważniejszy hit na koncie. Chodzi o utwór „Heartbreaks + Setbacks”, który bardzo szybko stał się pierwszą wizytówką Thundercata i rzucił więcej światła na jego postać i twórczość. Piosenka, którą oprócz FlyLo współprodukował także inny kalifornijski artysta Mono/Poly, wręcz kipi dźwiękami, układającymi się w multigatunkowy miraż. Z kompozycji wybijają się oczywiście głębokie i bardzo rytmiczne tony gitary basowej, podawane z wielką wytrawnością, z którą Stephen Bruner jest od lat utożsamiany. — Dźwięku Maniak []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s79.

The Wilhelm Scream

James Blake

Polydor

Dziś James Blake musi jawić się jako jeden z tych wiecznie poszukujących artpopowych wrażliwców, którzy nieustannie potrzebują redefinicji, ale w 2011 roku, gdy po kilku nieśmiałych post-dubstepowych (tak wtedy o tym pisaliśmy) epkach, Blake zadebiutował wreszcie dużym krążkiem, jego kontury były wyraziste jak nigdy wcześniej i nigdy później. Miało się wtedy (i ma się dziś) poczucie, słuchając tego materiału, że 23-letni artysta, wie doskonale, czego chce i wie, jak to osiągnąć. Słuchało się tej muzyki u progu fali nowego R&B z otwartą głową i ona miała to w swoim DNA. Blake doskonale wykorzystał ten moment i położył swoim debiutem, chcąc niechcąc, podwaliny pod brzmienie dzisiejszego popu. „The Wilhelm Scream” był w tym ujęciu najbliżej melodyki klasycznego popu — zaaranżowanego introwertycznie, na zdekonstruowanym post-dubstepowym bicie z masą dźwiękowego efekciarstwa z pogranicza muzyki eksperymentalnej, ale melodycznie w całym swoim minimalistycznym zapętleniu jednak wchodzącego w głowę z niesamowitą siłą, na modłę przebojów z radia Top 40, a jednak zupełnie inaczej niż one. Ten intymny nastrój świadomie kreowany od pierwszej do ostatniej sekundy, ta wrażliwość na dłoni, niepewność — z tym nie dało się wtedy, będąc niemal równolatkiem Blake’a, nie utożsamić. Kto wie, jak zabrzmiałoby Blonde Franka Oceana, gdyby nie ta płyta i ten kameralny krzyk. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s78.

Can’t Feel My Face

The Weeknd

XO / Republic / UMG

Promocja, jaka towarzyszyła premierze „Can’t Feel My Face” sprawiła, że singiel odniósł znaczący sukces. Przyczynił się do tego zarówno start platformy Apple Music, jak również odwołanie do muzyki Michaela Jacksona i zaangażowanie Maxa Martina do powstania kompozycji. Niezgłębienie tekstu piosenki może początkowo sugerować temat nieszczęśliwego uczucia do kobiety, jednak okazuje się, że The Weeknd używając alegorii i w rzeczywistości rozprawia o pozytywnych dla niego skutkach obcowania z kokainą. Idąc dalej i łącząc oba tematy, dochodzimy do konkluzji, że artysta może śpiewa jednak o miłości uzależniającej jak narkotyk. Disco-pop-funkowy singiel ukazuje płynne przejście Abla od R&B do bardziej popowego brzmienia. W „Can’t Feel My Face” słyszymy R&B i pop o bardzo tradycyjnej strukturze i wykonaniu, które odnoszą się bezpośrednio do takich klasyków Jacksona, jak „The Way You Make Me Feel” i „Billie Jean”. Na szczęście sama piosenka nie przynosi wrażenia, że już gdzieś to słyszeliśmy, ale jest żywą i nowoczesną wersją własnego stylu Kanadyjczyka. — Forrel []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s77.

3500

Travis Scott ft. Future & 2 Chainz

Epic / Sony Music

Debiut Travisa Scotta to kosmos, niedościgniony wzór, jak tworzyć płyty kompletne i świeże w całym trapowym uniwersum. Tej legendy nie byłoby jednak, gdyby nie „3500”, które zmienia słowo w ciało — mokre rockowe sny całych pokoleń raperów materializuje w niedoścignionym 8-minutowym prog-trapowym opusie. Scott wraz z Future’m i 2 Chainzem nieśpiesznie nawijają o prawdzie w hip-hopie i na osiedlu (hehe), co ma jednak znaczenie zupełnie drugorzędne wobec majestatycznego intergatunkowego bitu, który wyszedł z warsztatu Metro Boomina, Mike’a Deana, Mano i Zaytovena. Synthy ściśle sprzężone z gitarami w mocarny świdrujący dron w trakcie eksplozywnego hooka przechodzący w psychodelicznie pulsujący bit mający coś w klasycznych gangsta rapowych produkcji lat 90., tu na charakterystycznym trapowym podbiciu, robi robotę jak mało która traprapowa produkcja minionej dekady. To jednak zaledwie punkt wyjścia dla hipnotyzującego numeru, który z każdą kolejną zwrotką, z każdą kolejną woltą produkcyjną, z każdym kolejnym padającym „trill n*gga” w refrenie wprowadza słuchacz w coraz głębszy trans, co konsekwentnie czyni do ostatnich sekund w półtoraminutowym progresywnym outro, jakiego nowy rap wcześniej nie widział. — Kurtek Lewski []


Soulbowl: Najlepsze piosenki dekady 2010s76.

Latch

Disclosure ft. Sam Smith

Island / Universal

Debiutancki singiel „Latch” okazał się ogromnym sukcesem komercyjnym i wyniósł kariery Disclosure i Sama Smitha na wyższy poziom. Przed pojawieniem się kawałka cała trójka nie była znana na światowa skalę, ale kompozycja stopniowo zyskiwała na sile, by w konsekwencji osiągnąć numer jeden w Stanach Zjednoczonych i pokryć się potrójną platyną. Piosenka była męczona przez stacje radiowe, a artyści byli postrzegani chwilowo jako gwiazdy jednego przeboju. Przyszłość pokazała jednak coś innego. Zarówno „Latch”, dzięki oryginalnemu brzmieniu, garażowym dźwiękom i włączeniu soulowego wokalu Sama, stało się niekwestionowanym bangerem, jak i Brytyjczycy poradzili sobie w muzycznym biznesie bardzo dobrze. Do dziś wracamy z przyjemnością do tego klubowego hitu z soulowo-jazzowym zacięciem. — Forrel []


NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 100-76
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 75-51
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 50-26
NAJLEPSZE UTWORY DEKADY 25-1


15 najlepszych epek 2019

Najlepsze epki 2019

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego lata mijają, a my z uporem maniaka w dalszy ciąg w osobnym podsumowaniu rokrocznie wyróżniamy epki, wierzę, że wystarczy rzut okiem na to zestawienie w kontekście opublikowanych już albumówutworów. U nas serwowane są na deser, ale dla karier wielu raczkujących, choć już utytułowanych i ekscytujących artystów, to raczej aperitif. To właśnie epki należy śledzić, żeby usłyszeć przyszłość nowego soulu. Oto najlepsze epki 2019 według Soulbowl.pl


Soulbowl: Najlepsze epki 201915.

The Afterlife

The Comet Is Coming

Impulse!

Shabaka Hutchings to obok Kamasiego Washingtona najbardziej rozchwytywany jazzman ostatnich lat. Tym bardziej, że każde jego kolejne wcielenie redefiniuje na nowo jego brzmienie i stylistyczne ścieżki. The Comet Is Coming w obu tegorocznych odsłonach (długogrającej i na tej epce) to jazz kreślony grubo i bez ogródek, taneczny, progresywny, retrofuturystyczny, żonglujący kiczowatymi schematami 70sowego fusion i przerabiającymi na miazgę inspiracje Sun Ra. A wszystko to nakładem legendarnej oficyny Impulse! Słowem: jazz na przypale! Jeśli macie więc ochotę na więcej przypałów, panowie dokoptowali do longplaya półgodzinny suplement The Afterlife. Na przypale albo wcale! — Kurtek

„The Softness of the Present”


Soulbowl: Najlepsze epki 201914.

Kokoroko

Kokoroko

Brownswood

W Londynie nie tylko jazz ma się całkiem dobrze. To tam odradza się właśnie muzyka Afryki Zachodniej, inspirowana takimi twórcami jak Fela Kuti czy The Funkees. Chodzi oczywiście o afrobeat, o którym przypomina nam londyński skład Kokoroko. Afrykańskie rytmy połączyli z cechami charakterystycznymi dla współczesnej sceny jazzowej Londynu. Chcieli, aby ich brzmienie nie było idealne, aby miało w sobie coś z brudu i chaosu tak wielkiej stolicy. Ich utwór „Abusey Junction” znalazł się na kompilacyjnym materiale We Out Here, gromadzącym najciekawszych nowych muzyków jazzowych z Londynu. Epka Kokoroko to podróż po rytmach Afryki Zachodniej. Inspiracje Fela Kutim można usłyszeć nie tylko w samym brzmieniu, muzycy chętnie przyznają, że dla nich również muzyka powinna być swoistym „megafonem”, platformą do przekazywania idei. „Adwa” odnosi się do historycznej bitwy wygranej przez Etiopię, z kolei „Uman” do stereotypów dotyczących czarnoskórych kobiet. U Kokoroko nie ma przypadków. — Polazofia

„Abusey Junction”


Soulbowl: Najlepsze epki 201913.

Time

Kamaliza

Kamaliza Salamba

Na przestrzeni ostatniej dekady wysłaliśmy niezliczoną ilość pochwał w kierunku nowosoulowego brzmienia rodzącego się w australijskim Sydney czy nowozelandzkim Wellington. Do grona naszych ulubieńców wywodzących się z tamtych stron (na czele z Electric Wire Hustle, Jordanem Rakei i Fat Freddy’s Drop) dołącza Kamaliza – producent, aranżer i wokalista. Jego tegoroczna epka to porcja ciepłego i melodyjnego R’n’B, któremu daleko od ordynarnych trendów i tępych wersów. Trudno doszukać się na niej tajemnicy i nowych rozwiązań, jeśli jednak cenisz odpoczynek w trakcie słuchania muzyki, Time Ep jest idealnie skrojona pod tego typu potrzebę. — K.Zięba

„Endless”


Soulbowl: Najlepsze epki 201912.

Fuck

Benjamin Earl Turner

Los Banditos

Choć pochodzący z Detroit raper Benjamin Earl Turner, znany z featuringu w „Part of Me” na Room 25 Noname, w październiku wydał swój drugi longplay Bad Nature, postanowiliśmy postawić raczej na poprzedzającą go styczniową epkę o niewybrednym tytule Fuck. Powiedzmy szczerze — typ trochę nie wie, jak prowadzić swoją karierę — choć na Bad Nature zaczął na poważnie romansować z trapem, co wcale zresztą nie wyszło mu najgorzej, tegoroczna epka na dwoje wróżyła. Mimo że Turner nie uciekał od współczesnych rozwiązań, klimatem i brzmieniem zdawał się nawiązywać do ostatnich dokonań Smino czy Saby. Zwłaszcza bujający banger „Ja Rule” z ultraprzebojowym refrenem, w którym Turner brzmi jak Kendrick Lamar, wydawał się doskonałym prognostykiem, podobnie zresztą jak singlowe „M’baku Shit”. Fuck to doskonały, choć nieco chaotyczny przegląd umiejętności obiecującego rapera, który musi się ogarnąć. — Kurtek

„Ja Rule”


Soulbowl: Najlepsze epki 201911.

Daydream

Chloe Martini

Salute the Sun

Marzeniem rezydującej obecnie w Londynie Anny Żmijewskiej jest przywrócenie muzyce RnB jej blasku z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Absolwentka Red Bull Music Academy udowodniła, że sentyment wobec brzmień kojarzonych z Aaliyah, Janet Jackson, En Voque czy Jodeci, wciąż silnie tkwi w naszej podświadomości, i przebudzony za sprawą Daydream sprawia sporą frajdę. Produkcje Chloe Martini zdają się jednak charakterystyczne i spójne, dzięki czemu mogą być kojarzone wyłącznie z ich autorką, która konsekwentnie flirtuje z tego typu stylem już od dłuższego czasu. Na tegorocznej epce usłyszeliśmy m.in. świetny numer z Rosalie oraz przebojowe „All or Nothing” z gościnnym udziałem nowojorskiej wokalistki MAAD. — K.Zięba

„Naked”


Soulbowl: Najlepsze epki 201910.

9 Years

Keep Shelly in Athens

Keep Shelly in Athens

Grecja nie bez powodu jest jednym z najczęściej wybieranych kierunków wakacyjnych. Oprócz pięknych widoków i słonecznej pogody ten kraj ma również do zaoferowania klimatyczny chillowy duet Keep Shelly in Athens. Ich EP 9 Years to zbiór eterycznych i wirujących dźwięków, wpływających pozytywnie na otoczenie. Artyści oddają przemijające uczucia życia w mieście i nieuchronnego upływu czasu. Dzięki bujnym melodyjnym rytmom i marzycielskiemu wokalowi Keep Shelly in Athens w sposób dostępny i lekki wprowadza słuchacza w świat elektroniki ukazanej w zwolnionym tempie. Po 9 latach od powstania duet zdołał przemycić do szerszej publiczności na całym świecie swoje kapryśne, połamane miejscami aranżacje i kojące produkcje. — Forrel

„Frantic”


Soulbowl: Najlepsze epki 20199.

Friends

Omar Apollo

AWAL

Druga epka wyłowionego z czeluści Soundclouda multiinstrumentalisty Omara Apollo jest napakowana stylistycznie niczym line-up showcase’owego festiwalu. Każdy z utworów prowadzi słuchacza w inne rejony. W telegraficznym skrócie Friends można by opisać następująco: buńczuczny prince’owski funk spotyka zmysłowe R&B Miguela, a później wsiadają do White Ferrari i pędzą na disco, włączając przy okazji Auto-Tune’a. Materiał skrzy się od pomysłów prowadzących do wniosku, że Omar musi być fajnym gościem. I takich gości lubimy. — Maja Danilenko

„Ashamed”


Soulbowl: Najlepsze epki 20198.

Cry 4 Help

Kari Faux

Change Minds

Twórczość Kari Faux zawsze cechowała się wyrazistością i nieszablonowym podejściem. Raczej nigdy nie była bardzo kontrowersyjna, tym większym zaskoczeniem okazała się prowokująca okładka Cry 4 Help. Oczywiście nie oznacza to zmiany muzycznego kierunku, brzmieniowo to wciąż ta sama Kari, którą znamy chociażby z Primary. Cry 4 Help jest jednak próbą zmierzenia się ze swoimi lękami, często nieuświadomionymi. Tym lepiej, że artystka wybiera do tego właśnie tak przystępną formę. Epka utrzymana jest w stylistyce r&b, jednak z każdym kolejnym utworem wkraczamy w coraz mroczniejsze rejony. Momentem kulminacyjnym jest zamykające krążek, niezwykle osobiste i bolesne „Latch Key”. Kari przebyła długą drogę od „No Small Talk” do „Leave Me Alone”. Cry 4 Help jest na to najlepszym dowodem. — Mateusz

„Leave Me Alone”


Soulbowl: Najlepsze epki 20197.

Meghalaya

Tiana Khasi

Soul Has No Tempo

Aby dać jak najlepszy obraz epki z 7. miejsca naszego zestawienia, należy zrobić krótki wstęp: Meghalaya to stan mieszczący się w północno-wschodnich Indiach, natomiast Khasi jest wywodzącą się z tego rejonu grupą etniczną, której główną siłą są kobiety. I między innymi o tej właśnie sile śpiewa mająca indyjskie korzenie, wychowująca się w Australii Tiana Khasi. Na jazzująco-soulowych podkładach inspirowanych również samoańską muzyką usłyszycie jej anielski głos mówiący o dumie bycia kobietą, świadomości własnej wartości, życiowej ewolucji i zachęcający inne kobiety do bycia autorkami własnych historii. Bezapelacyjnym hymnem tego ostatniego jest „They Call Me”, którego potęgę przekazu akcentuje zmienna tonacja. Nie da się jednak przejść obojętnie wobec żadnego z siedmiu numerów epki. „Georgia’s Track” to laurka dla byłego, tak zresztą jak „Nuketown” — łagodnie rozpoczynający się anielskimi chórkami, brzmiącymi niczym inspiracja Solange, utwór na lekko brzmiących bębnach. Pierwotnie sprawia on wrażenie romantycznej ballady, jednak słodko wybrzmiewające Prepare for your demise wbija nóż ponownie podkreślając moc kobiety. Żadnej z piosenek nie da się zamknąć jedną klamrą — i to jest właśnie magiczny eklektyzm rysujący obraz Tiany Khasi. Dziewczyny, pokochacie ją! — dżesi

„Bitterness”


Soulbowl: Najlepsze epki 20196.

Black Moses

Channel Tres

GODMODE

Channel Tres swoją twórczością wychodzi poza schematy muzyki housowej. Jest nie tylko DJ-em, na koncertach raczej nie stoi za deckami, chętnie łapie za mikrofon. Odpowiada również za produkcję — tworzył między innymi dla Duckwrth’a, którego był również DJ-em. Wreszcie zdecydował się na karierę solową, w 2018 zasłynął numerem „Controller”. W swojej twórczości Channel Tres łączy muzykę housową z hip-hopem i G-Funkiem, klubowe klimaty urozmaica więc z rytmem jego rodzinnego Compton. Tegoroczna epka to kolejny projekt, który zdecydowanie udowadnia, że warto mieć go na oku. Co ciekawe, na Black Moses housowe bity przeplatają się z tematami społecznymi i celebracją czarnego dziedzictwa. Channel Tres swoją muzyką powraca do korzeni muzyki housowej, przypominając, że jej genezy nie da się odseparować od polityki. — Polazofia

„Sexy Black Timberlake”


Soulbowl: Najlepsze epki 20195.

Casual Encounter

Doug Shorts

Daptone

Gdyby kryterium nadrzędnym naszych rankingów byłaby szeroko rozumiana stylowość, Doug Shorts byłby poważnym pretendentem na lidera. Na przesiąkniętym vintage’owym klimatem Casual Encounter  rozkręca wycofaną, sensualną potańcówkę minimalistycznego, syntetycznego post-disco z flirciarskim zacięciem. Elegancja tego materiału połączona ze wspaniałym uchem do chwytliwych refrenów i soulową wrażliwością tworzą zestaw idealny na „late night feelings” w duchu seventisowego Soul Trainu, z tą różnicą, że wszyscy to wstydliwi introwertycy. Ta sypialniana przebojowość podszyta duchem DIY  tworzy soundtrack idealny na długie wieczory, a kwestie zorganizowania sobie w nich czasu pozostawiamy już wam… — Wojtek

„Get With the Program”


Soulbowl: Najlepsze epki 20194.

Ama, Who?

Ama Lou

Interscope

Muzyczna scena brytyjska w ostatnich latach zdaje się dominować — oprócz niesamowitego rozkwitu jazzu, oblężenie nowymi artystami przeżywa także nurt szeroko pojętego r&b. W 2016 roku z północnej części Londynu wyłoniła się Ama Lou — piosenkarka, tekściarka i producentka, która w 2018 wydała epkę DDD i zniknęła na chwilę, między innymi by udać się w trasę z Jorją Smith. Powróciła dość szybko — na szczęście, bo jej subtelny, acz jednocześnie potężny wokal, niezależnie czy wybrzmiewający w akompaniamencie samego pianina („Far Out”) czy oparty na harmonijnych produkcjach pełnych solidnego basu i hip-hopowych bitów wyprodukowanych m.in. przez Franka Dukesa, Murda Beatz czy Hi-Teka (współpracowali z takimi jak Drake, Rihanna, Kanye West, Anderson .Paak, Common czy Cardi B), jest dokładnie tym głębokim, mówiącym bez ogródek r&b, którego dziś potrzebujemy. Lou swoimi tekstami („We tried, we tried” pomagał napisać Talib Kweli) traktuje o szeroko pojętych relacjach czy bezwarunkowej miłości do rodzinnego miasta (kapitalne „NORTHSIDE”); i choć być może z początku utwory zdają się nie tworzyć spójnej historii, to ostatecznie wnikliwie odpowiadają wszystkim na pytanie: Ama, who? . — dżesi

„Northside”


Soulbowl: Najlepsze epki 20193.

II

Lucky Daye

Keep Cool/RCA

Lucky Daye po raz kolejny ląduje na podium naszego rankingu epek. Trudno się dziwić, II to sprawna selekcja fragmentów trylogii spojonej finalnie albumem Painted, z dodatkową przestrzenią na niedosyt. Mamy tu przede wszystkim „Karmę”, czyli charyzmatyczną reinterpretację wątków wyjętych z hitu Ginuwine’a „Pony”, której nie mogliśmy się w tym roku nachwalić. Mamy post-Oceanowskie „Paint it”, funkowy zadzior w „Real Games” i zaniepokojone, ale eleganckie, post-jazzowe „Misunderstood”. Epka II to pełna wrażeń podróż od soulu lat 70., przez przebojowe lata 90., aż do współczesności, spojona brawurą Daye’a i producenta D’Mile’a. — Maja Danilenko

„Paint It”


Soulbowl: Najlepsze epki 20192.

Dangerous

Shay Lia

Shay Lia

Eklektyzm życiowy Shay Lii sprawił, że wypracowała swój własny oryginalny klimat muzyczny. Urodzona we Francji, wychowana we wschodniej Afryce, a mieszkająca obecnie w Kanadzie Shanice, przy pomocy równie oryginalnych producentów jak Kaytranda, czy Badbadnotgood stworzyła „niebezpiecznie” przyjemną mieszankę indie i R&B, która zapewniła artystce drugą pozycję w naszym zestawieniu najlepszych minialbumów 2019 roku. Dangerous zawiera dojrzałe kompozycje z seksownym vibem w retro stylu, podczas słuchania których wyczuwa się muzyczną chemię między Kaytrą i Shay. Wszyscy producenci przyłożyli się do krążka, sprawnie zmiksowali wcześniej wspomniane gatunki z chillową elektroniką, hip-hopem („Want You”) i najntisowym stylem („I’ll Be There”). Całość jest więc wyrafinowana, nieinfantylna, na wysokim poziomie producenckim, z uzależniającą energią i świeżym groovem. — Forrel

„Rock Baby”


Soulbowl: Najlepsze epki 20191.

You + I

Madison McFerrin

MadMcFerrin

Utalentowana Madison McFerrin w zeszłym roku oczarowała nas singlem „Insane”, a na początku grudnia po półtorarocznym oczekiwaniu wydała wreszcie trzecią epkę zatytułowaną You + I — pierwszy większy materiał artystki niezarejestrowany w formie a cappella. Jak McFerrin sama mówiła podczas wrocławskiego koncertu — zaczęła nagrywać muzykę w takiej formie, ponieważ sama nie potrafiła jej wyprodukować. Dzięki temu znalazła własną niszę, którą pięknie nawiązała do dziedzictwa swojego ojca. Tym razem jednak za produkcję odpowiada jej brat Taylor McFerrin. Pod jego skrzydłami dotychczas kameralna Madison stała się roztańczona i eklektyczna — jak w singlowym „Try”, w którym samoświadomy tekst zestawiono z pulsującym klubowym bitem. Osią muzyki Madison są jednak wciąż osobiste teksty i neo-soulowa melodyka. Madison jest fenomenalną wokalistką pozbawioną manieryzmów i skłonności do prześpiewywania, dzięki czemu doskonale akcentuje treść piosenek. Słychać to we wieńczącym epkę stonowanym Fallin’, gdzie lekka melodycznie miłosna mgiełka unosi się nad progresywnym downtempo. Jeśli nadal macie wątpliwości, śpieszę potwierdzić — Madison McFerrin z muzyką brzmi równie zjawiskowo co a cappella! — Kurtek

„Try”


Wszystkie wyróżnione przez nas utwory wraz z nieopisanym powyżej suplementem znajdziecie na plejliście poniżej:

25 najlepszych albumów 2019

25 najlepszych albumów 2019

Okołosoulowych podsumowań końcoworocznych ciąg dalszy — po utworach, czas na płyty! Choć trudno porównywać dość zachowawczy jednak, jeśli chodzi o premiery, rok 2019 z mocarnym 2018, kiedy zdecydowaliśmy się wyróżnić aż 50 krążków, nie sposób odmówić mu wielu solidnych wydawnictw. Jeśli spojrzeć z kolei na mijających 12 miesięcy przez pryzmat lat poprzednich, trzeba zauważyć, że oto R&B, które w poprzedniej dekadzie funkcjonowało trochę jako dobudówka do hip hopu, nie tylko uzyskało względem rapu większą artystyczną autonomię i znalazło własne formy wyrazu, ale wkradło się w hiphopowe szyki, wpływając na brzmienie i melodykę gatunku w sposób dotychczas nieznany i wykraczający dalece poza zgraną formułę rapowanych zwrotek ze śpiewanymi refrenami. Jeśli prześledzicie ogół wydawnictw R&B przed dziesięcioma laty i dziś, bez trudu wychwycicie różnice tak ilościowe, jak i jakościowe. Żyjemy w złotej erze artystycznego R&B — cieszmy się tym i doceniajmy to! Oto 25 najlepszych albumów 2019 roku według Soulbowl.pl. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze albumy 201925.

YU

Rosie Lowe

Wolf Tone

Uwodzicielski, minimalistyczny soul, jaki zafundowała Rosie Lowe na płycie YU powstał przy akompaniamencie elektroniki i instrumentów, które artystka kocha i na których nauczyła się grać już w młodości. Pomimo że w naszym zestawieniu krążek znajduje się na ostatnim miejscu, jego zawartość potwierdza talent pisarski Brytyjki. Na płycie Rosie snuje osobistą opowieść o miłości, pożądaniu, zadowoleniu, osadzoną w przyjemnym klimacie synthu, wspomnianego soulu i R&B. Przejście Lowe do nowej wytwórni nadało YU bardziej alternatywny charakter w porównaniu z jej wcześniejszymi wydawnictwami. Tym samym pokazała inne oblicze, nabrawszy odwagi, by sięgnąć do osobistych doświadczeń. Chociaż płyta ma klasyczną formę, zdecydowanie jest nowoczesna. YU to wyrafinowany i opanowany krążek, który burzy porządek w ułożonym świecie R&B. — Forrel

„Pharoah”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201924.

Painted

Lucky Daye

Keep Cool / RCA

Lucky Daye na debiutanckim Painted nie mógł nie inspirować się odmienioną już przez wszystkie przypadki falą alternatywnego R&B, ale udało mu się z powodzeniem zarówno odnaleźć w schemacie, jak i go poszerzyć go po swojemu. Album to w istocie zebrane w całość dwie epki wokalisty wydane oryginalnie na przełomie 2018 i 2019 roku, a domknięte czterema nowymi nagraniami. W zamyśle pierwotny podział musiał być jednak konceptem zastępczym — płyty słucha się doskonale jednym tchem, choć paleta muzycznych barw, którymi Daye maluje Painted jest zaskakująco szeroka. Mantrą krążka są jednak muzyczne wzorce z R&B lat 90., przymglone aranżacyjnie i doprawione cytatami z soulu lat 70. To krążek pełen naprawdę dobrych melodii wyprodukowanych w doskonale wyważony sposób, dzięki czemu i wprawiony słuchacz poczuje się zaintrygowany, i radio będzie w stanie przełknąć te numery bez zastrzeżeń. [więcej]Kurtek

„Love You Too Much”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201923.

There Existed the Addition to Blood

Clipping.

Sub Pop

Na tegorocznym albumie Clipping. lecą po krawędzi i to jeszcze bardziej ostro i boleśnie niż zwykle. Tym razem wzięli na warsztat horrorową stylistykę, inspirując się kinem grozy, od soundtracków Johna Carpentera po sample z niszowego Ganja & Hess. To wszystko składa się na skrzętnie poskładaną i spójną stylistycznie kompozycję, która niemalże ocieka krwią. Zachwycić można się tu wszystkim – brzmieniem, ciekawymi rozwiązaniami produkcyjnymi oraz sadystycznymi, zakrawającymi o horrorcore wersami gospodarza. Przeprawa przez There Existed an Addiction to Blood, choć bywa bolesna, to głównie jest raczej satysfakcjonująca. — Mateusz

„Nothing Is Safe”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201922.

Not Waving, But Drowning

Loyle Carner

AMF

Drugi studyjny album Loyle’a to jeszcze bardziej klimatyczny i personalny materiał niż wydany dwa lata temu, debiutancki Yesterday’s Gone. Not Waving, But Drowning otwiera poruszający list do Jean, matki Carnera, a na albumie raper podejmuje tematy związane ze swoją dziewczyną, bliskimi i przyjaciółmi. Całość, jazzująca, lekka i swobodna, wydaje się wyjątkowo ciepła i kameralna, w szczególności za sprawą niejako luźnej kompozycji. — Klementyna

„Ottolenghi”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201921.

The Lost Boy

YBN Cordae

Atlantic / YBN

Młodzik z kolektywu YBN zaserwował nam w tym roku fantastyczną odtrutkę dla skostniałej formuły staroszkolnego, lirycznego rapu. Kolorowy, charyzmatyczny, mocno osadzony w soulowych korzeniach, ale hołdujący trapowej przewózce i wysmakowanym bangerom artysta znajduje kompromis między tym, co klasyczne a świeżością brzmienia. Rozpływające się, miękkie brzmienia samplowanego hip-hopu podszywa trapową bezpardonowością, zaś dynamiczniejsze fragmenty stara się sprowadzić z powrotem na drogę miejskiej poezji. To jeden z najbardziej angażujących, obiecujących i, przede wszystkim, wspaniale stylowych albumów tego roku. Niby taki zagubiony chłopiec, a drogę wydaje się realizować aż zbyt konsekwentnie. [więcej]Wojtek

„Bad Idea”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201920.

This Is How You Smile

Helado Negro

Universal Music

This Is How You Smile to właściwie album antyrankingowy. Oszczędny w środkach wyrazu, wyciszony, w najszerszym tego słowa znaczeniu — zwyczajnie nieprzebojowy. Z dużą pewnością to jednak najlepszy album w dyskografii Helado Negro i jedna z propozycji wartych choćby sprawdzenia. Wysublimowane kompozycje Roberto Carlosa Lange błądzą gdzieś pomiędzy kameralnym folkiem Devendry Banharta a syntetycznymi głębinami Nosaj Thing, nie zapominając jednocześnie o dziedzictwie João Gilberto. I choćby nawet chciało się złośliwie zakwalifikować This Is How You Smile w poczet nieistotnej muzyki tła, nie sposób odkleić się od tła, w którym przyjdzie nam się pławić. Siła tego albumu tkwi w wartościach pozornie nieatrakcyjnych, spokoju i skromności. Dużo teraz słyszy się apeli o ciszę. Gdyby zechcieć wskazać muzyczną odpowiedź na takowe apele, Helado Negro byłby numerem jeden. I słusznie — uśmiech to przecież cichy przejaw radości. — Maja Danilenko

„Running”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201919.

Charli

Charli XCX

Atlantic

Z Charli miałem taki problem, że dotychczasowa jej twórczość tliła się gdzieś w cieniu jej własnych dokonań songwriterskich. Wydawane od czasu do czasu single, mixtape’y czy gościnki nie pozwalały odkryć jej prawdziwej natury, a były jedynie eksperymentami. W 2019 roku Brytyjce udało się wydać spójny i ciekawy album. Byłem o tyle zaintrygowany materiałem, że mimo wątpliwości postanowiłem wyruszyć za Charli na trzy koncerty z rzędu. Efekt? Kompletna zmiana percepcji. Słuchając jej wykonań na żywo, a także przemyśleń o miłości i relacji z fanami, doszło do mnie jak szczera i przystępna w odbiorze jest marka Charli XCX. Płyta Charli składa się z futurepopowych hitów, które zostały napisane z niesamowitą lekkością pióra. To crème de la crème jej dotychczasowej twórczości. — Kuba Żądło

„Gone”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201918.

The Loop

Shafiq Husayn

Eglo

Shafiq Husayn wraca dziesięć lat po świetnym debiucie z drugim, równie dobrym, a może i nawet lepszym albumem. Na The Loop. artysta daje upust swojej niesamowitej wszechstronności jako producent, idąc w kierunku, który jest naturalną kontynuacją Shafiq En’ A Free Ka. Udało mu się w doskonały sposób przywrócić do życia brzmienie znane chociażby z dokonań The Soulquarians, ale płyta jest tak naprawdę zawieszona nie tylko między D’Angelo czy Commonem z czasów Like Water for ChocolateElectric Circus, ale też twórczością Pharoaha Sandersa czy Sly’a Stone’a, a nad wszystkim unosi się duch J Dilli. Soul, jazz, funk i hip-hop tworzą na tej płycie jedność, pokazując zarazem, jak wiele mają ze sobą wspólnego. Husayn zaprosił do współpracy znakomitych muzyków — Thundercata Kamasi Washingtona, Erykę Badu, Andersona .Paaka czy Bilala. To wielowymiarowy materiał, którego złożoność przejawiaja się także w ciągłym odkrywaniu nowych elementów i zabiegów w trakcie obcowania z poszczególnymi numerami. Doskonałe partie klawiszy i basu, ale też fletu, trąbki czy gitary — to wszystko składa się na kompletne uniwersum dźwiękowe, pochłaniające słuchacza bez reszty. [więcej]Dill

„Between Us 2”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201917.

Legacy! Legacy!

Jamila Woods

Jagjaguwar

Antonim monotonii. Album, którego fundamentem jest obłędnie wyróżniająca się dojrzałość i świadomość artystyczna pod względem jakości tekstów, przy jednoczesnym zachowaniu melodyjności, zróżnicowania estetycznego oraz konsekwentnej koncepcji. Jamila bowiem, staje się narratorem myśli swych idoli, dzięki czemu album może stać się dla słuchacza przeżyciem metafizycznym. Sporo miejsca poświęca postaciom zaangażowanym w walkę z dyskryminacją rasową (Sonia Sanchez, Nikki Giovanni, James Baldwin) oraz muzykom, których ceni, m.in. za wrażliwość (Betty Davis), indywidualizm (Sun Ra) czy nonkonformizm (Miles Davis). Swoją drogą, czy ktoś dotychczas trafniej odgadł i lepiej zaprezentował potencjalne maksymy życiowe Milesa („Turn my back, it make ’em mad, it’s not my business”, „I gave you the cool / I could do it in my sleep” „Never could define me, so fuck it”, „There’ll never be another I’m better than your best”)? Jeśli podczas przyszłych rozmów z Woods którykolwiek z dziennikarzy użyłby pytania dotyczącego osobistych inspiracji artystki, Jamila winna uśmiechnąć się z politowaniem i przerwać wywiad. Legacy! Legacy! nie pozostawia w tej kwestii żadnych niedomówień. — K.Zięba

„Basquiat”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201916.

Zuu

Denzel Curry

PH

Zuu to hołd dla czasów wczesnego trapu, muzyki hyphy czy nawet złotej ery crunku. W duchu nagrywek Three 6 Mafii i wczesnego T.I. Curry próbuje przywołać do życia okres sprzedawania nielegalnych mixtape’ów na chodnikach Florydy, nie porzucając jednak przy tym współczesnej klarowności brzmienia. Miejsce surowej dekonstrukcji świata wewnętrznego i zewnętrznego, które pojawiały się na poprzednim krążku Denzela, zastępuje przewózkowe, nostalgiczne braggadocio, ambitny koncept ustępuje piosenkowym formułom, a chłodne, trapowe produkcje i neo-soul, choć dalej wybrzmiewające w echach intrumentali, wyparte zostały przez brzmienie brudnego południa. To nie tylko rozważny krok ze strony Denzela w kierunku jego rapowych korzeni z oddaniem im należytego szacunku, ale także pierwsza od dawna próba tchnięcia świeżego powietrza z zastałą formułę trapowego hitu. We gon shake that ass for You, Mr Curry! [więcej]Wojtek

„Speedboat”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201915.

U Know What I’m Sayin¿

Danny Brown

Warp

Jedna z najbardziej oryginalnych postaci współczesnego hip-hopu wraca po trzech latach od premiery doskonale przyjętego Atrocity Exhibition. O ile tama płyta była pełna mroku, strachu i niepokoju — Danny walczył wtedy ze swoimi demonami i dał upust tej walce na krążku, teraz raper wszedł na scenę odmieniony. Nie zapomniał jednak o przeszłości. Na nowym krążku stara się by dawne nawyki nie dały o sobie znać, ale we wszystkim czuć sporą dawkę dystansu i poczucia humoru, jak np. w „Dirty Laundry”, w którym w prześmiewczy sposób opisuje seksualne doświadczenia z kobietami. Odnajduje radość życia, co wyraźnie słychać w znakomitym singlu „Best Life”. Można by pewnie pomyśleć, że ten wariat z poprzednich płyt gdzieś zniknął? Nic bardziej mylnego. Mimo ewidentnych zmian, w pewnym sensie to jest dalej ten sam raper, którego słyszeliśmy na Old czy XXX. Muzyka na płycie łączy w sobie eksperymentowanie z klasycznym hip-hopowym myśleniem. Sprawcą całego zamieszania jest, Q-Tip, który został producentem wykonawczym materiału.Nie tylko dostarczył kilka świetnych bitów („Dirty Laundry”, „Best Life” i trochę zwariowane, niesamowicie energetyczne muzycznie „Combat”), ale pokierował gospodarzem tak, że osobowość Danny’ego Browna po transformacji w minionych trzech latach, znalazła artystyczne ujście na U Know What I’m Sayin. [więcej]Dill

„Shine”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201914.

Slavic Spirits

EABS

Astigmatic

Czym jest melancholia? Jakie są jej źródła? Dlaczego zakorzeniona jest w nas, Polakach, naszych obyczajach i w kulturze? Pytania te towarzyszyły zespołowi Electro-Acoustic Beat Sessions przy tworzeniu ich pierwszego, autorskiego materiału — Slavic Spirits. Tym razem zaprezentowali 7 własnych kawałków, prawie połowa to kompozycje wspólne, które powstały często z improwizacji. EABS wraz z Tenderloniousem stworzyli album koncepcyjny, którego należy słuchać w całości, aby móc doświadczyć kolejnych etapów poznawania naszych korzeni. Przybliżają nam ciągle przetwarzane przez nas mity, które obecne są szczególnie w dobie sporów o polskość i podejście do historii. Slavic Spirits to dzieło kompletne, przenoszące nas do czasów pełnych grozy. [więcej]Polazofia

„Przywitanie słońca”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201913.

Guns

Quelle Chris

Mello Music Group

Guns to przede wszystkim album bardzo silnie skonceptualizowany i zajmujący wyraźne polityczne stanowiska. Pod ostrzał (no pun intended) wzięta zostaje kwestia tytułowych spluw — ich obecności w amerykańskim dyskursie, konotacji rasowych i narodowych czy symboliki. Mówiąc o przemocy artysta nakreśla jednak tak szerokie konteksty, że z dekonstrukcji samego zjawiska broni palnej płyta zmienia się w projektowanie obrazu całej społeczno-politycznej atmosfery współczesnej Ameryki. Chris na tę okazję porzuca swoją typową postawę wycofanego stand-upera z absurdalnymi żartami i melorecytowanym flow, zastępując niezręczne punchline’y gorzką, kąśliwą ironią i czarnym humorem. Raper wreszcie dokładnie wie, o co mu chodzi i w jakim kierunku zmierza. Podejmując zaangażowaną politycznie tematykę, nie popada w banał, a jego spojrzenie na rzeczywistość intryguje i prowokuje do przemyśleń. [więcej]Wojtek

„Straight Shot”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201912.

Eve

Rapsody

Jamia / Rock Nation

Rapsody bez dwóch zdań od lat okupuje podium wśród świadomych raperek. Powodów u temu jest wiele, a Eve wydaje się tylko to potwierdzać. Tu, do świetnego warsztatu i doskonałego tekściarstwa, dochodzi jeszcze intrygujący koncept, który oddaje sprawiedliwość nie tylko czarnym artystkom i bojowniczkom o prawa człowieka, lecz czarnym kobietom w ogóle. Poziom skomplikowania i bezkompromisowe podejście Rapsody potrafią odrobinę zniechęcić do kolejnych odsłuchów, ale każdy, kto poszukuje w muzyce wyzwania, znajdzie tu prawdziwy diament. [więcej]Adrian

„Ibtihaj”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201911.

Cuz I Love You

Lizzo

Nice Life / Atlantic

Charyzma i temperament Melissy Vivianne Jefferson panoszyły się na scenie już od początku roku, kiedy to pojawił się kolejny hymn na cześć dobrego sampoczucia w jej wykonaniu. „Juice” epatował taką ilością swagu, że Królowa Funku Chaka Khan mogłaby ugryźć się w język z wrażenia. Na Cuz I Love You wokalistka nie bawi się z słuchaczem w kotka i myszkę, inaugurując swój debiut w dużej wytwórni nieznoszącym sprzeciwu przytupem członkini orkiestry marszowej. Pop-trapowe mariaże obudzą tych najmniej obudzonych, dostarczając przy okazji feministycznych i queerowych treści, nadal tak potrzebnych w mainstreamowej narracji. Lizzo sięgnęła na albumie nie tylko do post-disco, ale i do skarbca Prince’a, Missy Elliott, a nawet liryzmu w rhythm-and-bluesowej pelerynce. W całym tym zróżnicowanym anturażu Cuz I Love You dostarcza unikatowy i cenny produkt — autentyczny impuls do afirmowania tego, co się czuje. Drugiej takiej nie znajdziecie. [więcej]Maja Danilenko

„Exactly How I Feel”


Soulbowl: Najlepsze albumy 201910.

Jimmy Lee

Raphael Saadiq

Columbia / Sony

Jimmy Lee to w zasadzie epitafium, album zadedykowany i napisany z perspektywy zmarłego brata muzyka, który przegrał życie z uzależnieniem narkotykowym. To najbardziej osobisty tekstowo krążek Saadiqa, który przez lata uciekał od mieszania swojego życia prywatnego z muzyką, aż w końcu znalazł się w punkcie, gdy potrzebował tego, by móc oddzielić przeszłość grubą kreską. Szczególna perspektywa Saadiqa znalazła odzwierciedlenie także w oprawie muzycznej, która eksploruje wachlarz tych samych brzmień, które nadawały pęd trwającej już przeszło trzy dekady karierze artysty. Jimmy Lee został skrojony jako specyficzne song cycle, progresywne, śmiało mieszające gatunki, dosłownie łamiące jeden drugim dzięki nagłym przejściom między utworami. Choć konstrukcja krążka może z początku wydawać się chaotyczna, w rzeczywistości kolejne utwory dopasowano do siebie rozmyślnie, a specyficzny przebieg albumu staje się przy kolejnych odsłuchach jego wyróżnikiem, a w końcu nawet atutem. Pomimo drobnych mankamentów Jimmy Lee to znakomita płyta — zarówno koncepcyjnie, kompozycyjnie, jak i producencko. [więcej]Kurtek

„Rikers Island”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20199.

Audioportret

Miętha

Asfalt

Duet Miętha podbił serca wszystkich fanów hip-hopu w naszym kraju, a wydał przy tym jedną z najlepiej wyprodukowanych polskich płyt 2019 roku. Dojrzałe teksty zaledwie 21-letniego Skipa, którego barwa głosu brzmi niczym ozłocone połączenie Pezeta z PlanBe, są czynnikiem wyróżniającym twórczość duetu na tle pozostałych rodzimych artystów. Ciepłe, sączące się brzmienie nie zostało przedobrzone.
Wręcz przeciwnie — pozwala się tu słuchaczowi na chwilę relaksu, zapomnienia czy refleksji — i takiej rozrywki potrzebujemy w 2019 roku! — Kuba Żądło

„Kapcie”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20198.

Kiwanuka

Michael Kiwanuka

Polydor

Okrzyknięty jednym z największych soulowych odkryć ostatnich lat Michael Kiwanuka powraca z trzecim już studyjnym albumem w swojej karierze. Mniej progresywnie, za to znacznie swobodniej płynie po gitarowych riffach, kreując bezbrzeżny utwór pełen inspiracji uduchowionym brzmieniem Isaaca Hayesa czy Gilla Scotta-Herona. Całość utrzymana jest w nostalgicznym, a jednak elektryzującym klimacie, w który co rusz wkradają się tąpnięcia psychodelii i odważne aranżacje. Kolejny przepiękny album w dorobku brytyjskiego muzyka, na zimowe wieczory jak ulał. [więcej]Adrian

„You Ain’t the Problem”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20197.

All My Heroes Are Cornballs

Jpegmafia

EQT Recordings

Jpegmafia, znany także jako Peggy, to potężne muzyczne indywiduum. W momencie, w którym świat zaczął się powoli godzić z faktem, że eksperymentalny rap nie będzie w stanie przekraczać granic gatunku w nieskończoność, a apogeum ekstremy wydawały się dokonania Death Grips, pojawia się nagle ekscentryk przesiąknięty internetową kulturą (choć bardziej deep webem niż Redditem), który postanowił znaleźć swoją brzmieniową niszę osadzając industrialne, eksplozywne brzmienie w kontekście melodyjnych kawałków brzmiących jak mocno przegnite R&B. Krążek to majstersztyk muzycznej erudycji. Widać, że raper orientuje się w szybko zmieniającej się kulturze i trendach produkcyjnych, ale filtruje je wszystkie przez własną estetykę. Chociaż element zaskoczenia, który był obecny przy pierwszych przesłuchaniach poprzednich albumów Jpegmafii tutaj nie jest aż tak duży, w ramach zachwycającej formy udało się po raz pierwszy przemycić tu aż tak dużo treści i piosenkowej materii. [więcej]Wojtek

„Free the Frail”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20196.

Bandana

Freddie Gibbs & Madlib

ESGN / Keep Cool / Madlib Invazion / RCA

Wydana w połowie dekady Piñata w ekspresowym tempie dołączyła do grona klasyków współczesnego hip-hopu, przeciwstawiając panującym trendom nieco bardziej ortodoksyjne spojrzenie na hip-hop w niesamowicie filmowej i gangsterskiej oprawie. Bandana podąża tym tropem, jednak nie tu mowy o odtwórczości. Freddie Gibbs i Madlib po raz kolejny weszli na nowy poziom, jeszcze bardziej rozwijając panującą między nimi chemię, a efektem jest soczysty, pełen wspaniałych sampli i ocierający się o perfekcję dojrzały, rapowy album. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fana gatunku. [więcej]Adrian

„Fake Names”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20195.

Nothing Great About Britain

Slowthai

Method

W dobie wszechobecnego hiperkonsumpcjonizmu stanowiącego już niemal nieodłączny element rapowego etosu, gdy nawet grime’owe tuzy takie jak Skepta czy Stormzy coraz częściej romansują z amerykańskimi standardami gatunkowymi, taki na wskroś plebejski, pyskaty MC, z którego każdego gestu bije brytyjskość i wyspiarska wrażliwość, stanowi wyjątkowo mocny głos. Tym, co jednak decyduje o przerażającej skuteczności Slowthaia jest jego znajomość kontekstów społecznych i wybitna obywatelska świadomość. Przy całej wyrazistości politycznej postaci młodego artysty, nie można pominąć tego, co o sile Nothing Great About Britain stanowi najmocniej, czyli warstwy muzycznej. Inspiracji możemy szukać właściwie na całej przestrzeni ostatnich dwudziestu lat wyspiarskiego grania. Grime, który w takim wypadku wydawałby się oczywistym szkieletem, tu jedynie majaczy w tle, ustępując miejsca wpływom takich artystów jak The Streets czy najntisowej elektronice. Uwielbienie do smyczkowych wykończeń odwołuje nas nieco do trip-hopowej narracji, zaś post-punkowa ekspresja skandowanej pogardy przywołuje w pamięci wczesne dokonania Sleaford Mods czy bardziej współczesne artyście płyty Idles. [więcej]Wojtek

„Drug Dealer”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20194.

Grey Area

Little Simz

Age 101

Little Simz na swoim trzecim albumie imponuje niekwestionowaną pewnością siebie; jest Picassem z długopisem, w swoich złych dniach — Jay’em-Z, a w najgorszych — Szekspirem. She’s a boss in a fucking dress. W szczery sposób konfrontuje się ona z uczuciami, jakie towarzyszą kryzysowi wieku młodego, i z którymi w pewnej chwili mierzy się dziś prawie każdy młody człowiek. Jej autentyzm przejawia się w ironii, nieskrępowanej pewności siebie, samoświadomości i dystansie. Grey Area to album koncepcyjny i wyważony. Powiedziałoby się wręcz, że skrojony na miarę klasyków. Słuchajcie, co mówi. To pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów brytyjskiej sceny. [więcej]Klementyna

„Offence”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20193.

Magdalene

FKA twigs

Young Turks

FKA twigs długo kazała nam czekać na swój drugi longplay. Magdalene musiała się jednak udać. Za jej produkcję odpowiada w końcu zespół złożony z Nicolasa Jaara, Skrilexxa, Cashmere Cata, Benny’ego Blanca i Jacka Antonoffa oraz Oneothrix Point Never, co przekłada się na brzmieniową mozaikę. Postać świętej stała się dla wokalistki inspiracją dla rozmyślań nad miłosnym życiem oprawionym w muzyczne ramy. Drugi album artystki to afirmacja kobiecej twórczości i siły przełożona na słowa i melodie. Świadoma dokonań starszych koleżanek – od Kate Bush po Aaliyah – FKA twigs podzieliła się własną historią. Muzyczne dzieło jest tu traktowane jako ludzki organ i lustro dla udręk ciała i duszy. Zdecydowanie warto było czekać na nową muzykę FKA twigs. [więcej]ibinks

„Home With You”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20192.

When I Get Home

Solange

Columbia

Na When I Get Home Solange obrała sobie za cel wyrażenie uczuć i emocji przy pomocy dźwięku. Formalnie to krążek z natury post-minimalistyczny, na ile tylko soul, czy raczej inkrustowany trapem artystyczny mariaż nowego soulu i R&B, może być post-minimalistyczny. Treść z kolei powinna być tu rozumiana bardziej jako materia dźwiękowo-werbalna. Wszystko to pieczołowicie, i bezkompromisowo wyprodukowane na skraju thundercatowskiej progresywnej wizji neo-soulu i inspiracji brzmieniem klasycznego rapu Brudnego Południa lat 90. Nie bez znaczenia dla modułowego uszeregowania materii i produkcyjnej precyzji osiąganej tu na odrębnych zasadach w każdej kolejnej części jest zaplecze kreatywne Solange. To artystyczna kolaboracja w najpełniejszym tego słowa znaczeniu — z kontrolą w rękach piosenkarki, która z pomocą swojej doborowej świty realizuje swój własny artystyczny projekt — sentymentalną podróż do matecznika — rodzinnego Houston lat 90. Nie jest to jednak ani faktyczna podróż, ani dosłowna retrospekcja — brzmienie i emocje When I Get Home to efekt podróży, która już się dokonała, i retrospekcji, która w swojej pierwotnej formie musiała już mieć miejsce. I choć kolejne refleksje dają się czytać na rozmaite sposoby, w czystym ujęciu nowy album Solange jawi się przede wszystkim jako osobista przeprawa piosenkarki — szczera i melancholijna, ale też abstrakcyjna i różnorodna jak materia, z której się wywodzi. [więcej]Kurtek

„Down With the Clique”


Soulbowl: Najlepsze albumy 20191.

Igor

Tyler, the Creator

Columbia

Igor nie jest albumem hip-hopowym – Tyler, the Creator na swoim piątym długogrającym materiale w autorski sposób zatarł granicę między rapem a podszytym syntezatorami neo-soulem, czerpiąc przy tym garściami ze spuścizny lat 70. i 80. Dzisiaj nareszcie też bez żadnych wyjaśnień może być sobą. Uwikłany w sprzeczne uczucia względem drugiego mężczyzny, od których finalnie się uwolnił, skomponował bezprecedensowy breakup album. To, co jednak jest największą wartością Igora, to uczucia, o których mówi w bezpośredni i zwyczajnie ładny sposób. Emocje przenikają się tu tak płynnie, jak kompozycje, w których warstwy wyjątkowo zręcznie Tyler wkomponowuje szereg poszczególnych artystów. [więcej]Klementyna

„Gone, Gone / Thank You”


Wszystkie wyróżnione przez nas albumy wraz z nieopisanym powyżej suplementem znajdziecie na plejliście poniżej:

25 najlepszych utworów 2019

25 najlepszych utworów 2019

Kolejny rok powoli ma się ku końcowi, a my zgodnie z wieloletnią tradycją redakcyjnie podsumowujemy najlepsze okołosoulowe wydawnictwa wypuszczone w przeciągu mijających 12 miesięcy. Tym razem zupełnie świadomie postanowiliśmy nie szaleć z liczbą prezentowanych pozycji, bo na poważnie przygotowujemy się do obszernego podsumowania lat 2010-2019, które trafi na łamy strony zaraz po nowym roku. W międzyczasie rzućcie jednak okiem, jakie piosenki mijającego roku uznaliśmy za najlepsze. Oto 25 najlepszych utworów 2019 roku według Soulbowl.pl.


Soulbowl: Najlepsze utwory 201925.

„Star$”

Miętha

Asfalt

Miętha to duet, w którego skład wchodzi producent Awgs i raper Skip. Poznali się, polubili i w pół roku od pierwszego spotkania nagrali Audioportret. Jednym z najmocniejszych punktów albumu jest bez wątpienia numer „Star$” — poprowadzony na jednocześnie hipnotyzująco bujającym i kojącym bicie, na którym Skip poddaje się autorefleksji, począwszy od związku, aż do chęci życia tu i teraz. Jeśli jesteście fanami twórczości Vita z Bitaminy i produkcji Knxwledge, to nie przechodźcie obojętnie koło Mięthy. W tym miejscu warto też odnotować, że głos i autor tekstów duetu ma zaledwie 21 lat, co robi wrażenie, gdy słucha się tak dojrzałych i trafnych tekstów jak ten. — Dżesi


Soulbowl: Najlepsze utwory 201924.

„Crime Pays”

Freddie Gibbs & Madlib

Keep Cool / RCA

Trzeba było okrągłych 5 lat, żeby kultowa Piñata doczekała się swojej kontynuacji. Freddie Gibbs i Madlib nie zmarnowali jednak ani minuty, a utwory takie jak „Crime Pays” są tego najlepszym dowodem. Soczysty, pełen duszy i filmowego klimatu podkład zbudowany na soulowym samplu z utworu „Free Spirit” Walta Barra oraz spokojna, a jednocześnie techniczna i dynamiczna przewózka Freddiego tworzą razem doskonały koktajl. To jeden z tych kawałków, w których naprawdę słychać finezję i doświadczenie weteranów sceny — bez zbędnego efekciarstwa, pogoni za trendami czy próby udawania czegokolwiek. Bardzo odświeżająca propozycja w dobie tik-tokowych raperów i przygniatającej przeciętności. — Adrian


Soulbowl: Najlepsze utwory 201923.

„Don’t Break
My Heart”

PJ Morton feat. Rapsody

Morton / Empire

Czy PJ tańczy sambę? Czy sambę PJ zna? Może się mylę, ale „Don’t Break My Heart” każe mi włożyć błyszczącą sukienkę i pędzić na naukę samby. Na szczęście PJ Morton nie myli się ani razu. W tym utworze zgadza się wszystko — może poza grzecznościowym intro Rapsody, które grzecznościowo usuwa się w cień tej cudnej kompozycji. „Don’t Break My Heart” to nowy singiel Steviego Wondera, który nie dość, że nie jest singlem, to nie został przez Wondera tknięty, choć struktura i aranżacja utworu mogłyby na to wskazywać. PJ Morton występuje tu pełen charyzmy i wrażliwości, pod rękę z progresją smaczną niczym wizyta w cukierni Wedla. Nadal nieprzekonani? Dla porównania pierwotna wersja tego staro-nowego klasyka soulu. Nie łamcie mu serduszka, pozwólcie się rozczulić — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze utwory 201922.

„Coming Home”

Pusha T feat. Ms. Lauryn Hill

GOOD / Def Jam / UMG

„Coming Home” to nie tylko kolejny dowód tego, że Pusha T w 2019 roku wciąż jest jednym z najlepszych raperów na scenie, ale przede wszystkim symboliczny powrót Lauryn Hill do matecznika. Piosenkarka która od dwóch dekad nie może przełamać artystycznego impasu, zupełnie jak w czasach swojej świetności beztrosko chwyciła za mikrofon, by nagrać witalny refren dla zaprzyjaźnionego rapera — tak jak w 1996 roku dla Nasa, w 1997 dla Commona, w 2019 zaśpiewała dla Pushy T na staromodnym bicie Kanyego Westa. To raczej ponadczasowy niż współczesny, podnoszący na duchu numer z idealnie hymnicznym refrenem, który, dzięki umiejętnemu wyważeniu całokształtu, o włos unika czołówki z banałem. Tak trzeba żyć! — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201921.

„A Boy Is a Gun”

Tyler, the Creator

Columbia / Sony

Autor jednej z najciekawszych tegorocznych płyt, przynajmniej wśród rapowych propozycji, potrafi przykuć uwagę, jak mało kto. Wizytówką przepełnionego emocjami Igora jest „A Boy Is a Gun” — sentymentalna kumulacja furii i pożądania, które miotają Tylerem na myśl o obecności swojego wybranka. Dominujący w konstrukcji utworu sampel zaczerpnięty został z „Bound” zespołu Ponderosa Twins Plus One, a czujny słuchacz wyłowi Solange w chórkach. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że jeszcze mocniej zaprzyjaźnicie się z „A Boy Is a Gun” po obejrzeniu klipu wyróżniającego się najwyższej jakości estetyką. — K.Zięba


Soulbowl: Najlepsze utwory 201920.

„Deal Wiv It „

Mura Masa feat. Slowthai

Anchor Point / Universal / Polydor

Z jednej strony mamy Slowthaia — pokręconego, zadziornego i nieuznającego żadnych świętości reprezentanta Northampton. Z drugiej Murę Masę — skromnego kolesia, który tworząc w zaciszu swojego pokoju, wdarł się mimochodem na szczyty list przebojów. Przeciwieństwa się przyciągają? Najwyraźniej tak, bo panowie wspólnie zaliczyli bardzo udany rok, o czym z pewnością przekonacie się (uwaga, spoiler!), przelatując przez kolejne pozycje na liście. Choć „Deal Wiv It” promuje nadchodzący krążek producenta, to bliżej mu raczej do debiutanckiego albumu Slowthaia. Mura Masa porzuca na moment popową stylistykę i sięga po punk rocka, esencję brytyjskiego brzmienia. Brudny bas, gitary, wszystko się zgadza, a jednocześnie udaje mu się zachować dynamikę prawdziwie klubowej produkcji. Mocnych momentów z udziałem obu panów w tym roku nie brakowało, a to zdecydowanie jeden z nich. — Mateusz


Soulbowl: Najlepsze utwory 201919.

„Where’s
the Catch?”

James Blake feat. André 3000

Polydor

James Blake, jeśli chodzi o kondycję psychiczną, nareszcie wyszedł na prostą. Na tegorocznym Assume Form opowiada przede wszystkim o uczuciach związanych z wchodzeniem w nową romantyczną relację. Wszystko wydaje się jednak zbyt wspaniałe i momentami pojawia się niepokój — Blake pyta więc o potencjalną, tytułową pułapkę. Do tego w równą, pulsującą melodię André 3000 wplótł wyjątkowo zgrabną, opartą na grze słów zwrotkę i po raz kolejny udowodnił swoją nieprzemijająco świetną formę. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 201918.

„Cellophane”

FKA twigs

Young Turks

Miłość na świeczniku — tak w skrócie można zdefiniować pierwszy singiel z Magdalene. „Cellophane”, zaskakuje surowością formy i szczerością przekazu. Jak celofan, muzyka odbija w tym miejscu uczucia i jest ujściem dla ran serca. Piosenkarka poszła drogą Kate Bush i Björk i podzieliła się ze słuchaczami rozmyślaniami nad swoim życiem miłosnym. Dźwięki imitujące nakręcane zabawki symbolizują poczucie bycia marionetką w rękach osądzających ludzi. Muzyczne studium nad rozpadem związku i swoista autoterapia to niewątpliwie niełatwa sprawa. Dekoracyjność i orientalizm, w jakich została osadzona dźwiękowa materia tej sentymentalej pieśni, jest na tyle mocna, że niezmiennie rozczula i zachwyca. Dekonstrukcja, odbudowa i rozpoczęcie od nowa życia po cierpieniach duszy to światło w tunelu, z którego FKA twigs czerpie siłę na całym tegorocznym albumie. — Ibinks


Soulbowl: Najlepsze utwory 201917.

„Hot Coffee”

Schafter

Restaurant Posse / Universal

Wojtek narobił koło siebie bardzo dużo szumu w ciągu ostatnich dwóch lat, lecz to, jak gładko wszedł w uszy słuchaczy w całym kraju singlem „Hot Coffee”, zasługuje na poklask. Według niektórych kawałek o niczym, zdaniem innych hit roku. Cóż, może nie hit roku, ale z pewnością jest to jedna z najlepszych pozycji na polskiej scenie muzycznej 2019. I ten bit, który zrobił sam Schafter, a ludzie w to nie mogli uwierzyć. Winszujemy! — Kuba Żądło


Soulbowl: Najlepsze utwory 201916.

„Big Wheels”

Kevin Abstract

Question Everything / RCA / Sony

Arizona Baby, trzeci solowy projekt lidera Brockhampton, to album trochę doceniony. Trwający półtorej minuty „Big Wheels” stanowi swego rodzaju intro, a Kevin Abstract porusza w nim kwestie takie jak problemy związane z nagłą popularnością, mówieniem wprost o swojej orientacji czy wyrzutami sumienia spowodowanymi ucieczką z rodzinnego miasta i rzuceniem studiów. Abstract jak nikt inny potrafi bawić się swoim flow i odpowiednio je przesterować. W przypadku „Big Wheels” ładnie gra ono nie tylko z nieco wykręconym, opartym na szybkiej perkusji, bitem, ale także z saksofonem, który łączy kompozycję z kolejnym, niemal równie świetnym „Joyride”. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 201915.

„The Tuxedo Way”

Tuxedo

Funk on Sight

Jeśli myślicie, że era funku i disco przeminęła raz na zawsze, to Mayer Hawthorne i Jake One wyprowadzą was szybko z błędu. Dźwięk dęciaków, syntezatorów i tupiąca nóżka to coś, za czym tęsknimy. A jeśli dodać do tego doskonałą melodię i teledysk reżyserowany prze Iana Eastwooda, nie można wróżyć temu niczego poza sukcesem. „The Tuxedo Way” to właśnie sposób chłopaków na pochmurne myśli — tańczmy więc! — Kuba Żądło


Soulbowl: Najlepsze utwory 201914.

„Doorman”

Slowthai feat. Mura Masa

Method

Brytyjskie blokowiska żyją (czy, idąc za głosem największego poety polskiej ulicy, trwają) i mają się dobrze. „Doorman” Slowthaia to hołd dla tradycji mocno zakorzenionego w realiach niższej klasy średniej punkowego cynizmu na wyspiarskich zasadach. Mura Masa uderza niesamowicie intensywnym instrumentalem, który brzmi jak Sleaford Mods na amfetaminie, czego nigdy nie spodziewalibyśmy się, znając jego popową wrażliwość, zaś Slowthai odchodzi od swojej postgrime’owej, charakterystycznej ekspresji, na rzecz przeskandowanych splunięć chodnikowego jadu. „Doorman” to, mimo swojego przebojowego potencjału, przede wszystkim manifest trwania w beznadziei i zawodu życiem. Osadzona w realiach Trainspottingowego romansu historia portretuje zmęczonego, nienawidzącego klasy wyższej chłopaka, który jedynie w nikotynie znajduje ukojenie od wiecznego gnojenia i niesprawiedliwości, zarówno społecznej jak i emocjonalnej. Całość wyrzygana jest jednak z sarkastycznym uśmiechem i wzrokiem z pogranicza zawadiactwa i psychozy. Tak brzmi głos naprawdę chorego społeczeństwa. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201913.

„Borderline”

Tame Impala

Modular / Island

Po wydanym w 2015 roku „The Less I Know the Better” na kolejny singiel Tame Impala przyszło nam czekać cztery lata. „Patience” było dosyć zachowawcze i dla spragnionych nowości fanów, mogło być jednak małym zawodem. Zaledwie dwa tygodnie później ukazało się jednak „Borderline” i tym razem o rozczarowaniu nie mogło być mowy. „Borderline” z jednej strony oscyluje gdzieś na granicy popu i rocka, z drugiej — jest tajemnicze i psychodeliczne. Efekt ten to jak zawsze zasługa świetnej produkcji Kevina Parkera, który tym razem połączył klasyczne inspiracje psychodelicznym rockiem z brzmieniem synth popu. „Borderline” to opowieść o utracie kontroli nad emocjami i niebezpiecznej miłości i, mamy nadzieję, dopiero preludium przed nadchodzącym materiałem Tame Impala. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 201912.

„Jesus Forgive Me, I Am a Thot”

Jpegmafia

EQT

Autotune’owe kaznodziejstwo w służbie pruderii, czyli najbardziej esencjonalny banger ze stajni Peggy’ego. Niepokorny raper i producent zasłynął z ambiwalentnego stosunku do ciała hip-hopowej formuły, które regularnie rozrywał i dekonstruował z iście punkową wrażliwością. „Jesus Forgive Me, I am a Thot” to jednak krok jeszcze dalej. Charakterystyczne glitchowe zlepiają się w kolaż narracyjnej postmoderny. Quasireligijne zaśpiewy konfrontowane są z wybuchami amfetaminowej agresji, euforyczne pasaże najntisowego R&B zarażone są noise’owym wirusem i wykwitają niekontrolowanym szumem. Plan muzyczne przenikają się i zlewają się ze sobą, a jednak ten dźwiękowy Frankenstein, przy całym swoim stylistycznym rozchwianiu, kroczy z piosenkową gracją i stylowym powabem. Peggy to geniusz, który balansował na granicy szaleństwa, aby ostatecznie skoczyć w jego otchłań i zakończyć go death dropem. Damn, Peggy. — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 201911.

„No Halo”

Brockhampton

Question Everything / RCA / Sony

Otwierający Ginger „No Halo” to nostalgiczna refleksja grupy poświęcona tematom depresji, rozstań czy uzależnienia od używek. Chłopakom wciąż towarzyszy głęboki smutek, a przy tym poczucie zagubienia i niepewność. Pojawia się tu jednak również jakaś nadzieja. Kawałek pięknie podkreśla indiepopowy charakter płyty. W refrenie udziela się zresztą debiutująca w tym roku Deb Never, a melodię uzupełnia delikatna akustyczna gitara. — Klementyna


Soulbowl: Najlepsze utwory 201910.

„País nublado”

Helado Negro

RVNG

No hej, właściwie to tegoroczny ranking piosenek nie miałby większego sensu, gdyby nie znalazło się w nim miejsce dla „País nublado”. Czy można się w ogóle oprzeć tej kojącej, elektro-ambientowej bossa novie? Przecież to czyste ucieleśnienie gratyfikacji po okresie odroczenia. Wyczekane i satysfakcjonujące, ale zrównoważone odczucia. Pierwsze promienie wiosennego słońca, krople deszczu na szybie obserwowane z wnętrza samochodu, muśnięcie letniej bryzy na policzku. „País nublado” odnajduje siłę w spokoju nylonowej gitary. Ta uśmierzająca, zachwycająca skromnością, ale nadal barwna paleta dźwięków hołduje wytrwałości i cykliczności, przeistaczając się mimochodem w jeden z nieodłącznych elementów natury, do której się odwołuje. Tak właśnie hipnotyzuje się słuchaczy. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze utwory 20199.

„Something Keeps Calling”

Raphael Saadiq

Columbia / Sony

Raphael Saadiq kazał na siebie czekać osiem długich lat, ale już pierwszy zwiastun jego tegorocznej płyty, singlowe „Something Keeps Calling”, zademonstrowało słuchaczom, że było warto. Choć nie od razu, bo singiel, podobnie jak zresztą cały krążek, rozpisano jako grower. Nieprzypadkowo piosenkarz dał fanom prawie trzy miesiące, by ta słodko-gorzka melodia mogła w nich dostatecznie dojrzeć. Progresywne mid-tempo z jednej strony przywodzi echa wcześniejszych soulowych dokonań artysty, z drugiej osadzone jest ciężko i konsekwentnie dąży do dramatycznego gitarowego finału. „Something”, pisane z punktu widzenia narkomana, który z jednej strony próbuje wieść normalne życie, z drugiej nie potrafi uwolnić się z objęć uzależnienia, z każdym kolejnym wersem coraz bardziej uzmysławia słuchaczowi nieuchronność codziennych zmagań osoby uzależnionej i jej bliskich. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20198.

„BMO”

Ari Lennox

Dreamville / Interscope

Niespodziewanie Ari Lennox zdruzgotała nas jednym ruchem. „BMO” to utwór z gatunku niepozornych (umieszczony na jeszcze bardziej niepozornym albumie), który uderza nagle i bezpośrednio. A uderza wyłącznie po to, by zainfekować nasze głowy nośnym bitem zakończonym na „gitchi gitchi yaya”. Rzutem na taśmę, na zaraźliwym najntisowym R&B (a właściwie to na samplu utworu kompozytora muzyki do Hair, który to utwór Ari wynalazła tu) Ari Lennox przenosi ducha „Lady Marmalade” do schyłku kolejnego dziesięciolecia (po wersji jaśnie panującego kwartetu: Aguilera, Mýa, Pink, Lil’ Kim). „BMO” to kolejna piosenka wydłużająca nasze osobiste listy dźwięków, których nieświadomie potrzebowaliśmy. Jeden z bardziej charakternych tegorocznych bitów, prawdopodobnie jeszcze na długo zostanie nam w pamięci. — Maja Danilenko


Soulbowl: Najlepsze utwory 20197.

„Karma”

Lucky Daye

Keep Cool / RCA

„Karma” to gamechanger na co najmniej kilku płaszczyznach. Nie tylko wprowadza nową jakość do dotychczasowego repertuaru zeszłorocznego debiutanta Lucky’ego Daye’a, ale przede wszystkim wyznacza nowy kierunek w 90sowej archeologii twórców nowej fali R&B. W numerze zbudowanym na gęstych nawiązaniach i przetworzeniach kultowego „Pony” Ginuwine’a — bez wątpienia jednego z najbardziej charyzmatycznych momentów popu lat 90. — Daye składa kreatywny hołd brzmieniu chętnie eksplorowanej ostatnimi czasy w R&B epoki. Jest pewny siebie, precyzyjny i zadziorny, bez problemów czyni to, co zostało z legendarnego bitu Timbalanda swoim własnym. To jeden z najciekawszych momentów tegorocznego R&B nie tylko ze względu na modelowo intertekstualny kontekst, ukochany przez badaczy popkultury, ale także — obezwładniający, pulsujący vibe, który Daye brawurowo odświeżył wraz ze stojącym za oprawą producencką większości numerów na krążku D’Mile’m. — Kurtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20196.

„Almeda”

Solange

Columbia / Sony

“Almedę” można lubić, podziwiać, cenić za warstwę muzyczną, uważać, że to zdecydowanie wyróżniający się numer z doskonałego When I Get Home. Mimo to „Almeda” jest jednak dziełem ekskluzywnym — nie każdemu dany jest pełny dostęp do jej zrozumienia, a słowa Solange skierowane są do określonej grupy odbiorców. W tych czasach wszyscy chętnie przytakujemy, że muzyka powinna łączyć, bez względu na wszelkie różnice. Są jednak pewne doświadczenia, które nigdy nie będą naszymi przeżyciami. Możemy rozumieć, o czym mówi Solange, ale ostatecznie „These are black-owned things”. „Almeda” to podróż w rodzinne strony wokalistki — południowe rejony Houston. Powraca do korzeni, miejsca przesiąkniętego czarną kulturą, co objawia się nie tylko na poziomie tekstowym, ale i w warstwie muzycznej. Produkcja utworu, za którą odpowiedzialny jest między innymi Pharrell, nawiązuje do chopped and screwed, techniki remiksu popularnej w Houston w latach 90-tych. Nie można nie wspomnieć o Cartim, którego gościnne wersy odważnie przybliżyły „Almedę” do miana trapowego hymnu celebrującego czarne dziedzictwo. — Polazofia


Soulbowl: Najlepsze utwory 20195.

„A palé”

Rosalía

Columbia / Sony

Rosalía nauczona doświadczeniem po zeszłorocznym debiucie odrobiła lekcje i albumem El mal querer wypłynęła na szerokie wody i zrobiło się o niej na tyle głośno, że niedługo po hitowej płycie artystka rozpoczęła prace nad nowym krążkiem. Kierunkiem muzycznym odbiegła od El mal querer, a już na pewno daleko za mgłą pozostawiła Los Ángeles. W nowych utworach Hiszpanka żegna się z nuevo flamenco na rzecz wszędobylskiego obecnie tanecznego reggaetonu. I właśnie na szczycie tych klubowych brzmień znajduje się „A palé”, które niesie ze sobą pewne przesłanie z przeszłości, a gatunkowo sięga do hip-hopu, glitch-popu i trapu. Elektroniczny ster, trzymany wspólnie w rękach Rosalíi, El Guincho oraz Franka Dukesa prowadzi słuchacza do ciekawszej, mrocznej odsłony wokalistki, tak odmiennej od jej ostatnich radiowych dokonań. Kompozycja esponuje ciężko rozbrzmiewającą wśród piskliwych syntezatorów perkusję. — Forrel


Soulbowl: Najlepsze utwory 20194.

„Fallen Alien”

FKA twigs

Young Turks

„Fallen Alien” to most pomiędzy epką M3LL155X a nowo-starym brzmieniem FKA twigs. Przestery i glitche wpływające na wielowarstwowość kompozycji — za produkcję odpowiada sam Nicolas Jaar — odzwierciedlają dojmujące uczucie osamotnienia bohaterki nagrania. To kosmiczna odyseja, pełna dźwiękowych odbić i lustrzeń, gdzie instrumentacje oddają nastrój samotności i zdrady. Średniowieczny marsz, w którym wstawki dziecięcych chórków („I feel…”) brzmią złowrogo, niesie jednak zapowiedź światła. Artystka szuka drogi do domu, a jej powrotowi towarzyszą miłosne rozrachunki. Tym utworem udowadnia, że jej muzyka jest nie tylko jest wielowymiarowa, ale wręcz pochodzi z innej planety. Planety FKA twigs. — Ibinks


Soulbowl: Najlepsze utwory 20193.

„Ricky”

Denzel Curry

PH / Loma Vista / Concord

Denzel Curry w zaledwie kilka miesięcy przeszedł od mrocznego Ta1300 do wręcz buchającego klimatem Florydy Zuu. Był w stanie przy tym zachować swój undergroundowy sznyt, w efekcie dając nam jeden z najlepszych singli ostatniego roku. „Ricky” to soczysty banger, luźno inspirowany brzmieniem miami bassu. Ale Denzel odwołuje się tu do swoich korzeni nie tylko pod względem muzycznym. Kawałek jest także ukłonem w stronę tych, którzy czuwali nad karierą rapera od jej początków. My daddy said, „Trust no man but your brothers, And never leave your day ones in the gutter”. Wszystko to podane zostało z charakterystycznym dla gospodarza, bardzo agresywnym i energetycznym flow. Mainstreamowe zacięcie i prawdziwie uliczne zasady. W punkt. — Mateusz


Soulbowl: Najlepsze utwory 20192.

„Juice”

Lizzo

Nice Life / Atlantic

Lubimy dobre piosenki. Brzmi to tak sztampowo, że aż banalnie, ale przebojowe refreny i parkietowy groove przez długi czas owiane były zasłoną wstydu, a dosłowność piosenkowej formuły swoją strefę komfortu wyznaczoną miała gdzieś pod szufladkującą łatką guilty pleasure. I być może właśnie dlatego Lizzo tak nas łapie za serce. W jej monumentalnym hicie „Juice” od pierwszych dźwięków bezwstydnie wyzbywa się patosu i sterylnie spreparowanej powagi na rzecz infekcyjnego hurraoptymizmu i cielesnej bezpretensjonalności. Gdzieś między emancypacyjnym popem lat 90 i rozkosznym samouwielbieniem złotej ery disco znajduje przestrzeń, którą wypełnia swoją charyzmą, nieodpartym urokiem osobistym i szczerą, pozytywną energią. „Juice” stało się w tym roku przyczynkiem bardzo wielu niezręcznych sesji tanecznych, które lepiej, żeby nigdy nie ujrzały światła dziennego, ale z Lizzo nie trzeba się tego wstydzić. Dla niej wszyscy jesteśmy piękni i wszystkich równie mocno obdarowuje miłością, największą dawkę zostawiając jednak na siebie samą. I nie mamy prawa mieć jej tego za złe. Slay, Królowo! — Wojtek


Soulbowl: Najlepsze utwory 20191.

„Earfquake”

Tyler, the Creator

Columbia / Sony

Halko, czy to wciąż Tyler, the Creator? Od czasu wydania arcydzieła, jakim jest bez wątpienia Flower Boy, najlepszy gracz w rap grze porzucił hip-hop na rzecz udanego romansu z neo-soulem i R&B. Zamienił się przy tym miejscami z Frankiem Oceanem — który chwilowo zajął się rapowaniem — i na następnym longplayu Igor odsłonił duszę skrytą w pastelowym soulu. I pomyśleć, że „Earfquake”, jakie znamy, mogłoby nigdy nie zaistnieć. Nagranie powstało z myślą o oddaniu go Justinowi Bieberowi — a gdy ten go odrzucił — Rihannie. Całe szczęście ostatecznie pozostał u autora. Muzyczny ekshibicjonizm w formie zdystanowanego płciowo wokalu dostał tu muzyczną oprawę w postaci gustownego pianina i, co by nie mówić, stonowanego plumkania. Uroczy bełkot Playboya Cartiego, chórki Jessy Wilson i udział w chorusie weterana soulu Wujka Charliego — to dodatki do słownych gierek Igora. Alter ego Tylera, the Creatora w platynowej peruce, istna karykatura Andy’ego Warhola, jest rozumiane jako odskocznia od sercowych smuteczków protagonisty albumu. Tyler, the Creator leczy złamane serduszko, a zarazem udowadnia, że raperzy też mogą być wrażliwi i łagodni. To douszne trzęsienie ziemi naprawdę nami wstrząsnęło. „Earfquake” to muzyczna laurka dla wiernych fanów Tylera „Igora” the Creatora. Brokacik. — Ibinks


Wszystkie wyróżnione przez nas utwory wraz z nieopisanym powyżej suplementem znajdziecie na plejliście poniżej:

Jazzbowl ’19: Jazzowe podsumowanie roku

Jazzbowl ’19: Jazzowe podsumowanie roku

Postanowiliśmy kontynuować zapoczątkowaną przed rokiem piękną tradycję luźnego jazzowego podsumowania roku, bo pomimo tego, że nie mamy jazzu w nazwie strony, temat ten pozostaje nam niezmiennie bardzo bliski. Lata mijają, a jazz w dalszym ciągu pozostaje adekwatną, barwną i eklektyczną formą wyrazu. Dlatego wybraliśmy dla was 25 najciekawszych jazzowych tegorocznych premier płytowych, spośród których ponad połowę opisaliśmy poniżej, a całość umieściliśmy na pleliście na dole artykułu. Znalazły się tu krążki zaangażowane politycznie i takie, które skupiają się na formie, sentymentalne i nowoczesne, awangardowe i bardziej prostolinijne. Drodzy Państwo, oto Jazzbowl!


Jazzbowl

Beautiful Vinyl Hunter

Ashley Henry

Sony

Nie bez powodu 28-letni Ashley Henry nazwany został „młodym wizjonerem fortepianu”. Dwie fantastyczne epki, współpraca z takimi postaciami jak chociażby Terence Blanchard czy Robert Glasper oraz praca jako rezydent w prestiżowym Ronnie Scotts Club nie przytrafiają się przypadkowym osobom. Fakt, że jest na swoim miejscu w odpowiednim czasie, potwierdza jego fantastyczny długogrający debiut zatytułowany Beautiful Vinyl Hunter. Trzon grającego tu zespołu oprócz głównego bohatera, stanowią basista Daniel Casimir oraz Sam Gardner na perkusji, Niesamowitą chemię i zgranie czuć od tej trójki już od pierwszych dźwięków krążka. Jeżeli dodamy do tego kilku zaproszonych muzyków, wśród których znaleźli się tacy wymiatacze jak m.in. Keyon Harrold, Theo Crocker, Makaya McCraven czy Moses Boyd, otrzymujemy wyśmienitą dawkę, głównie tradycyjnego jazzu, który jak przystało na Londyn, nie stroni od wycieczek w różne stylistyki. Tutaj wymienić należy z pewnością świetne, mocno hip-hopowe „Between the Lines”, gdzie prym wiedzie MC Sparkz, brawurowe wykonany cover „Cranes (In the Sky)” z repertuaru Solange, czy nieco bardziej nowocześnie brzmiące nagranie „The Mighty”, w którym doszukiwać się można inspiracji J Dillą. Piękny album stworzony przez bardzo młodego muzyka, który z pewnością jeszcze nie raz nas zaskoczy. — Efdote


Jazzbowl

Ancestral Recall

Christian Scott aTunde Adjuah

Stretch / Ropeadope

Nu-jazzowe wydawnictwa Christiana Scotta mijającej dekady poświęcały się z zapałem charakterystycznemu, niepodrabialnemu studium nostalgii. Na Ancestrall Recall dzieje się poniekąd rzecz zupełnie nowa. Oto zostajemy wpuszczeni w sam środek tajemnicy. Tajemnica nie traci na Scottowym frazowaniu, ale poprzez rytmiczne, plemienne uzupełnienie sprawia, że zbliżamy się do rejonów metafizycznych. Pytania o korzenie i ich wpływ na teraźniejszość zostały tu odmienione przez wszystkie przypadki. Maniera Christiana Scotta może być męcząca przy dłuższym obcowaniu. Z drugiej strony, jeżeli ma się akurat dzień na jazz, który nie krzyczy, ba! wręcz wodzi na pokuszenie linią melodyczną, to Ancestrall Recall jest świetnym biletem do takiej podróży. Podróży niezwykłej, bo pełnej szeptów przy strzelającym ognisku i tajemnicy wychodzącej ponad codzienne funkcjonowanie. — Maja


Jazzbowl

Cykada

Cykada

Astigmatic

Wyspiarski jazz od jakiegoś czasu ma się naprawdę dobrze, czego kolejnym dowodem jest świetny album składu Cykada. Jeśli kojarzycie Ezra Collective, Myriad Forest, Undergrooveland czy Don Kipper, z pewnością przypadnie wam do gustu również brzmienie Cykady. To londyński skład, który powstał z inicjatywy sześciu muzyków. Cykadę tworzą: Jamie Benzies, Tilé Gichigim-Lipere, Tim Doyle, Axel Kaner-Lidstrom, James Mollison i Javi Pérez (wszyscy znani są z wymienionych wcześniej projektów). Ich debiutancki album zatytułowany Cykada ukazał się nakładem polskiej wytwórni Astigmatic Records, wywołując niemałe poruszenie nie tylko wśród fanów jazzu. Krążek to co prawda przede wszystkim jazz, ale jak na współczesny jazz przystało, eksperymentuje z innymi gatunkami. Brzmienie kolektywu inspirowane jest zarówno daleką Afryką, jak i zadymionymi londyńskimi klubami. Cykada to jazz-fusion w najlepszym wydaniu — podczas odsłuchu możemy spodziewać się rocka, funku czy breakbeatu. Pięć rozbudowanych kompozycji to w sumie prawie czterdziestominutowy materiał, który zdecydowanie jest tegoroczną pozycją obowiązkową. — Polazofia


Jazzbowl

Where Future Unfolds

Damon Locks
Black Monument Ensemble

International Anthem

Where Future Unfolds to druga część jazzowej sagi Matany Roberts Coin Coin zrealizowana na 15-osobowy big band z politycznym zacięciem. Damon Locks i jego ensemble biorą jednak na warsztat to samo bluesowo-soulowo-gospelowe dziedzictwo Czarnej Ameryki, tak samo wplatają w jazzową awangardę obszerne fragmenty dokumentalne. Nieco inny jest kontekst, bo tam gdzie Roberts była głównie kronikarką zwyczajów codziennych, Locks, artysta wizualny, muzyk, didżej i wokalista, nakłada polityczną maskę. Przygotowane przez cztery lata, ale nagrane na żywo w trakcie jednego koncertu Where Future Unfolds to zapis walk amerykańskiego ruchu praw obywatelskich w latach 1954-1968. Atutami są niesamowita instrumentalno-wokalna synergia grupy, która niczym podwodna ławica meandruje między fragmentami natchnionego śpiewu i psychodelicznej jazzowej wirtuozerii. — Kurtek


Jazzbowl

Slavic Spirits

EABS

Astigmatic

Po fantastycznym Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda) jazzowa formacja założona przez Piotra Skorupskiego zdecydowała się na zmianę muzycznej trajektorii. Efektem jest koncepcyjne Slavic Spirits, zdecydowanie jeden z najważniejszych albumów w gatunku ostatnich lat. To awangardowa, żywiołowa i jednocześnie misternie skonstruowana wizja, w której tradycyjnie rozumiany jazzowy spirytualizm z wielkim powodzeniem zastąpiony został słowiańską mitologią i pierwotnością. Całość cechuje przestrzenność, organiczność i barwność, co pozwala słuchaczowi przenieść się dosłownie w inny wymiar i kreuje całą paletę niemal transcendentnych wrażeń. — Adrian


Jazzbowl

You Can’t Steal My Joy

Ezra Collective

Enter the Jungle

Na swój długogrający debiut, londyński kwintet przygotowywał świat przez dłuższy czas. Dwie świetne epki oraz cała seria niezwykle energetycznych koncertów sprawiły, że oczekiwanie na to, co chłopaki pokażą na albumie, rozpalało głowy fanów jazzu, już nie tylko na wyspach. Po pierwszym przesłuchaniu krążka momentalnie nasuwa się wniosek, że niesamowita moc z ich występów na żywo przeniesiona została również na studyjne nagrania. Od razu słychać też czyja to zasługa i kto jest zdecydowanym liderem grupy. Pomimo że cały zespół składa się z niezwykle utalentowanych i uzupełniających się muzyków, to na pierwszy plan wysuwa się tu mocarna perkusja, za którą odpowiedzialny jest Femi Koleoso. Wystarczy posłuchać nagrania „People Saved” i tego, co ten człowiek wyprawia tam z połamanym na wszystkie strony rytmem, a od razu oddacie mu szacunek i wciągnięcie na listę swoich ulubionych bębniarzy młodego pokolenia. Kolejną sprawą wartą uwagi, jest bardzo duży eklektyzm krążka. Od laidbackowego „Space is the Place (Reprise)” przez niemal punkowe „Why You Mad?”, dubowe „Red Whine” po zainspirowane Brazylią „São Paulo” i afrobeatowe numery z końcówki wydawnictwa, mamy tu do czynienia ze swobodnym skakaniem po stylach, które łączy niczym nieskrępowany jazz. Sporo do tego wnoszą też goście. Loyle Carner udowadnia kolejny raz, że jest jedną z najciekawszych postaci brytyjskiego hip-hopu, Jorja Smith dodaje nieco neosoulowej magii, a członkowie zespołu KOKOROKO wnoszą wiele pozytywnych wibracji do rewelacyjnego coveru „Shakary” z repertuaru Feli Kuti. Możecie zabrać nam wszystko, ale nikt nie odbierze radości z obcowania z tym albumem. — Efdote


Jazzbowl

Fly or Die II: Bird Dogs of Paradise

Jaimie Branch

International Anthem

Drugą część projektu Fly or Die nowojorskiej trębaczki jazzowej i kompozytorki Jaimie Branch opatrzoną podtytułem Bird Dogs of Paradise można by pewnie odczytać jako jazzową odpowiedź na film Wszystkie psy idą do nieba — poświęconą niesprawiedliwości społecznej. Niewiele tworzy się ostatnio jazzu tak barwnego i ilustracyjnego jak tegoroczny krążek Branch, co słychać dobitnie w centralnym punkcie płyty — dwuczęściowym Prayer for Amerikkka inspirowanym muzyką mariachi i nowoorleańskim bluesem. Muzyka Branch bywa taneczna i przystępna, ale nierzadko eksperymentuje, co dzięki big bandowemu instrumentarium, nie przytłacza, miewa narratorkę, ale stroni od klasycznych wokalnych refrenów, często ucieka w tropiki, ale nadal brzmi amerykańsko. Ten najbardziej witalny, pozytywny i eklektyczny jazzowy album roku, dzięki wielości inspiracji nie przestaje słuchacza stymulować i zaskakiwać. Nie uświadczymy tu jednak momentów, gdy ugina się pod ciężarem własnych ambicji. — Kurtek


Jazzbowl

An Unruly Manifesto

James Brandon Lewis

James Brandon Lewis

An Unruly Manifesto nowojorskiego saksofonisty Jamesa Brandona Lewisa to ulubiony tegoroczny album dyrektora artystycznego festiwalu Jazztopad — Piotra Turkiewicza. To także krążek dedykowany Ornette’owi Colemanowi, Charliemu Hadenowi i surrealizmowi jako takiemu. To wreszcie charyzmatyczne połączenie jazzowej improwizacji z rockową energią, fusion podające rękę free jazzowi. Nieujarzmiony formalny i charakterologiczny manifest zgodnie z maksymą utalentowanego Lewisa, że każdy dzień jest okazją, by odkryć najprawdziwszą wersję siebie. — Kurtek


Jazzbowl

Turn to Clear View

Joe Armon-Jones

Brownswood

Album Jonesa jest doskonałym dowodem na słuszność istoty niniejszego rankingu. Nawet jeśli asekuracyjnie podchodzicie do jazzu w nagłówkach artykułów, nie miejcie obaw — Turn to Clear View — drugi album Joego Armona-Jonesa, może przypaść do gustu wszystkim tym, którzy stronią od napuszonego i posągowego jazzu. Różnorodność materiału jest olbrzymia. Począwszy od zadymionego dubu w „Try Walk with Me” (skojarzenia z nagraniami Fat Freddy’s Drop w ich najlepszym okresie) czy bezbłędnego numeru z Georgią Anne Muldrow, aż po „ The Leo & Aquarius” (fani Soulquarians, nie możecie tego przeoczyć) i „You Didn’t Care” z perfekcyjnie czytającą ostatnimi laty potrzebę zmian reguł w jazzie — Nubyą Garcią. Olbrzymią frajdą na tym przepełnionym pod korek tyglem muzycznych inspiracji i dźwięków albumie jest moment, kiedy skupiasz się wyłącznie na akordach lidera projektu, doceniając jak sprytnym i bezgranicznie kreatywnym stał się muzykiem. — K.Zięba


Jazzbowl

KingMaker

Joel Ross

UMG / Blue Note

Nagrałem post-bopową płytę na wibrafonie, jest super — to wcale nie wariacja na temat okładki ye Kanyego Westa, ale rzeczywistość. Joel Ross — do tej pory udzielający się jako skrzydłowy (między innymi u Makayi McCravena), teraz kapitan orkiestry — idzie pod prąd i robi to po mistrzowsku. Przy takim instrumencie jak wibrafon trzeba nie lada wirtuozerii i wyczucia. Zdecydowanie pomaga też dobre towarzystwo. Wszystko to ma orkiestra Rossa. Kwintet Good Vibes to, prócz lidera: saksofon altowy, fortepian, kontrabas i perkusja. To jeden z ładniejszych tegorocznych przykładów ilustrujących istotę dobrze naoliwionej machiny w jazzie. Możliwe, że ciut przegadany, niemniej jednak KingMaker wart jest uwagi. W nawale jazzu, który koniecznie musi być jakiś ten połamany, wibrafonowy koncert jest bardzo przyjemną, błyskotliwą (i co ważniejsze, obiecującą) ucieczką w nieznane. Nie dajcie mu utonąć w natłoku głośnych premier, zdecydowanie na to nie zasługuje! — Maja


Jazzbowl

Heritage

Mark de Clive-Lowe

Mashibeats / Songs of Defend / Ropeadope

Wyśmienity klawiszowiec, producent oraz kompozytor — Mark de Clive-Lowe wydał w tym roku swój najbardziej osobisty projekt w historii bogatej działalności scenicznej. Składa się na niego dwuczęściowy krążek zatytułowany Heritage. Tytuł ten oznacza transmisje z przeszłości do przyszłości oraz dziedzictwo, które otrzymujemy od naszych przodków i musimy przekazać przyszłym pokoleniom. Artysta eksploruje na tym wydawnictwie swoje japońskie, kulturowe korzenie, przez pryzmat współczesnego jazzu nagrywanego w Los Angeles. Inspiracją do powstania nagrań były dziecięce historie ludowe, mitologia jego ojczyzny oraz osobiste doświadczenia z pobytu w Japonii. Na każdym z krążków artysta reinterpretuje też po jednej tradycyjnej, folkowej piosence ze swojego ojczystego kraju, nadając w ten sposób krążkom jeszcze bardziej orientalny klimat. Materiał zawarty na albumach nagrany został podczas trzech koncertów w legendarnym, kalifornijskim klubie Blue Whale oraz jednego dnia w studio nagraniowym, a oprócz Marka w nagraniach tych udział wzieli światowej klasy muzycy, wśród których znaleźli się: Josh Johnson (Leon Bridges/Esperanza Spalding), Teodross Avery (Talib Kweli/Mos Def), Brandon Eugene Owens (Terrace Martin/Robert Glasper), Brandon Combs (Moses Sumney/Iman Omari) oraz Carlos Niño (Build An Ark/Lifeforce Trio). Wspaniały pomost między tym, co odległe nie tylko w czasie a teraźniejszością. — Efdote


Jazzbowl

Coin Coin Chapter Four: Memphis

Matana Roberts

Constellation

Czwarta część coinowej sagi Matany Roberts to, być może, najbardziej nośny materiał jaki się pojawiał do tej pory w tej serii. Spirytualizm obdarty zostaje z freejazzowej mnogości wątków, pozostawiając nagą, mantryczną medytację i trwanie w dźwięku. Nie oznacza to, że awangardowych naleciałości wyzbywa się zupełnie, ale kakofoniczne odloty nabierają wymiar raczej katharsis, momentów duchowego wyłamania z rzeczywistości i wyraźnego statementu. Postcoltrane’owski hałas jest intymny, ale pełen egzaltacji. Najciekawiej wypadają jednak powolne, rozegranie niemal na Swansową modłę momenty znacznych zwolnień narracyjnych, śmiało operujące dźwiękowymi widmami i sakralną repetywnością. Krążek chwilami sprawia wrażenia muzycznego ekwiwalentu poetyckiej wolności (której to, swoją drogą, nie brakuje także w tej dosłownej formie), spacerując pomiędzy kontekstami i odwołaniami, szczególnie mocno naciskając na spuściznę społeczności afroamerykańskich niewolników. Wyłania się z tego opowieść równie mocno osobista co społecznie zaangażowna. Takiego jazzu nam trzeba w XXI wieku. — Wojtek


Jazzbowl

Force for Good

Ryan Porter

World Galaxy / Alpha Pup

Najnowszy album studyjny Ryana Portera to zbiór kompozycji powstałych na przełomie ostatnich pięciu lat. Przy nagrywaniu Face for Good Porter pracował z członkami składu West Coast Get Down. Na płycie usłyszymy między innymi między innymi Kamasi Washingtona, Thundercata czy odpowiedzialnego za klawisze Brandona Colemana. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku poprzedniego albumu, koncept jego najnowszego LP powstał w rodzinnym domu Washingtona, w tajemniczym garażu zwanym The Shack. Główną inspiracją dla Portera był jednak John Coltrane — nie tylko jego muzyka, ale i pozytywny przekaz, którego celem było rozpowszechnianie pokoju, miłości i jedności. Stąd też tytuł wydawnictwa — Face For Good. Album promował singiel „Heaven Only Knows”, w którym gościnnie pojawia się Nia Andrews, znana między innymi ze współpracy z Solange. Warto sprawdzić również drugi numer z płyty, czyli magiczną Maggie z puzonem Portera w roli głównej. — Polazofia


Jazzbowl

Trust in the Lifeforce of the Deep Mystery

The Comet Is Coming

UMG

Jazz fusion to gatunek z wyjątkowo niewdzięczną przyszłością. Wizja połączenia szeroko rozumianej progresywności (z całym bagażem jej nieco kiczowatego rozbiegania) i jazzowej wrażliwości przyniosła nam na przestrzeni lat wiele pokracznych potworków dziedziczących po obu rodzicach geny taniości i niezmierzonego banału. Jeżeli ktokolwiek miał na tym polu dokonać rewolucji, mógł być to tylko Shabaka Hutchings. Orędownik afrofuturyzmu na miarę XXI wieku wraz ze swoim projektem The Comet is Coming uderza w brainfeederyzm najwyższej klasy, łącząc syntezatorowym spoiwem duchową spuściznę Sun Ra z groovem uciekającym w kosmogoniczny synthfunk czy współczesne altrapowe brzmienia. Na jednej z grup dyskusyjnych po tegorocznym koncercie grupy na OFF Festivalu Kometa została określona jako „Jazz Grips” i, choć trudno tu szukać wielu brzmieniowych analogii, rzeczywiście intensywność performance’u i swoisty punkowy duch wybrzmiewa w obu formacjach bardzo podobnie. — Wojtek


Naszą pełną selekcję najciekawszych tegorocznych wydawnictw jazzowych znajdziecie na plejliście poniżej:

50 najlepszych utworów 2018

Jeśli zastanawiacie się, jak rok 2018 w soulu i R&B plasował się naszym zdaniem na tle poprzednich lat (a to już 11. rok, kiedy w grudniu publikujemy nasze podsumowania), niech za komentarz posłuży samo to, że ze względu na to, ile muzycznego dobra ukazało się w przeciągu ostatnich 12 miesięcy, specjalnie rozszerzyliśmy tegoroczne listy najlepszych utworów i płyt z 40 do 50 pozycji. A i tak nie było lekko, bo solidnych propozycji do miana piosenki roku mieliśmy w redakcji ponad czterokrotnie więcej. Ostatecznie niemalże jednoznacznie wyłoniliśmy laureata, który, jak niewiele utworów w ostatnich latach, jest jednocześnie doceniany przez krytykę i stał się też przebojem komercyjnym, zarówno w radiu, jak i w sieci. Doskonale przy tym oddaje istotę brzmienia bieżącego roku, a sam w sobie stanowi też komentarz społeczno-polityczny dla pozamuzycznej rzeczywistości. Zanim jednak do niego dotrzecie, rzućcie okiem, jakie jeszcze inne numery mijającego roku uznaliśmy za godne uwagi.


Soulbowl50.

„1539 N. Calvert”

Jpegmafia

Peggy/Deathbomb

Veteran to nie tylko jedna z najciekawszych hip-hopowych propozycji długogrających ostatnich 52 tygodni, to jeden z najświeższych, najlepiej zrealizowanych albumów szeroko pojętego hip-hopu eksperymentalnego, który na przestrzeni ostatnich kilku lat nieprzerwanie rodzi niekonwencjonalne, łamiące schematy projekty. Otwierające materiał „1539 N. Calvert” świetnie sprawdza się w roli openera będącego fuzją wszechobecnego na płycie futurystycznego, cyborgowego R&B oraz 808-owego, neonowego brzmienia mocno basowego trapu. — Mleczny


Soulbowl49.

„Fists of Fury”

Kamasi Washington

Young Turks

„Fists of Fury” rozpoczyna się niczym soundtrack z filmu z gatunku blaxploitation. Od początku słyszymy monumentalną melodię wygrywaną ze wsparciem chóru oraz egzotyczne bębny. Dodatkowo sam tekst jeszcze bardziej przywołuje na myśl czarne kino. „And when I’m faced with unjust injury Then I change my hands to fists of fury” wyśpiewują razem Patrice Quinn i Dwight Trible. Później inicjatywę przejmuje już sam Kamasi i improwizuje przy dźwiękach towarzyszącego mu pianina. Całość ma niemalże buntowniczy charakter, jest przesiąknięta zarówno dumą, jak i gniewem. — Mateusz


Soulbowl48.

„Everything Is Recorded”

Everything Is Recorded feat. Sampha & Owen Pallett

XL

Zamykający kompilację z nagraniami artystów skrzykniętych dzięki szefowi XL Recordings — Richardowi Russellowi utwór pozostawił niemałe wrażenie w naszej redakcji. „Everything Is Recorded” zbudowany jest na niepokojącym klimacie, dzięki fenomenalnym partiom smyczków Owena Palletta oraz niezawodnego falsetu Samphy. Przesłanie singla można odczytywać pod wieloma kątami — nie pierwszy zresztą raz tekstom trzydziestoletniego londyńczyka blisko do lirycznej poezji, której autor obnaża się emocjonalnie w przejmujący sposób. — K.Zięba


Soulbowl47.

„Bad Bad News”

Leon Bridges

Columbia

Porywająca linia basu, proste, ale jakże skuteczne uderzenia perkusji, gitara w stylu George’a Bensona i rozwijająca się z sekundy na sekundę aranżacja, gdzie kilka niemrawych akordów, zamienia się w swoisty przelot przez kilka muzycznych gatunków. W jednym tracku zawarto bowiem nawiązania do klasycznego soulu, bluesa, funku oraz jazzu, a wszystko to, spojone zostało w jeden logicznie snujący się z głośnika utwór. Jeżeli dodamy do tego będącego w znakomitej formie wokalistę i niezwykle optymistyczny tekst, z miejsca zrozumiemy, jak dobrą rzecz przygotowali Leon Bridges i reszta muzyków odpowiedzialnych za ten z miejsca wpadający w ucho singiel. — efdote


Soulbowl46.

„Favorite”

Leon Thomas feat. Buddy

Leon Thomas

„Favorite” brzmi jak zaginiony i produkcyjnie odmłodzony soulowy klasyk. Z pozoru nic się tu nie dzieje, ot, przypadkowy ziomeczek przechodzi od melorecytacji do coraz bardziej zaangażowanego wyśpiewywania fascynacji swoją ukochaną. Do tego główny motyw melodyczny to jakieś zapętlone pianinko, złożone z dźwięków, które można policzyć na palcach jednej ręki. Jeżeli jednak to zwiewne plumkanie z bądź co bądź przyjemnie płynącym wokalem nie są w stanie rozkruszyć waszych serduszek, to nie wiem, co jest. — Maja Danilenko


Soulbowl45.

„The Mint”

Earl Sweatshirt feat. Navy Blue

Tan Cressida

Po kilkuletniej nieobecności poeta i jeden z najbardziej intrygujących członków kolektywu z Los Angeles wraca na scenę w nietuzinkowym stylu. Ten laidbackowy, powolny utwór w stylistyce lo-fi brzmi niezwykle świeżo i przypomina jak bardzo brakowało nam wszystkim Earla. Chociaż numer wpisuje się w typowy dla artysty depresyjny styl i prezentuje ten sam oryginalny sposób rapowania, zaskakuje także dojrzałością i wyjątkową bezkompromisowością. Mimo że „The Mint” pojawiło się dosłownie w samej końcówce roku, nie wyobrażamy sobie tego zestawienia bez niego. — Adrian


Soulbowl44.

„Sugar”

Olivia Nelson

Hear This

Trzeba przyznać, że For You to jeden z najbardziej zbalansowanych i intrygujących debiutów w tym roku. Młoda wokalistka R&B zaprezentowała na nim nie tylko przemyślaną koncepcję, lecz także całą paletę muzycznych barw, w tym fenomenalny utwór z pogranicza funku, disco i R&B czyli „Sugar”. Uwodzicielski wokal okraszony seksownym, tanecznym brzmieniem jest najlepszym dowodem na to, że subtelność i minimalizm w muzyce zawsze brzmią świetnie, szczególnie w tak zmysłowym wydaniu. — Adrian


Soulbowl43.

„Reason in Disguise”

Ezra Collective feat. Jorja Smith

Enter the Jungle

Jeżeli na wspólnym tracku spotyka się jeden z najbardziej obiecujących brytyjskich zespołów z nowej, przeżywającej prawdziwy boom fali jazzu oraz jeden z najciekawszych żeńskich wokali z Wysp, to efekt nie mógł być chociażby średni. Pięcioosobowy kolektyw z Londynu pokazuje nam tutaj, że potrafi poruszać się wyśmienicie w obrębie różnych stylistyk i przyniesie nam jeszcze sporo świeżości, a to hipnotyzujące, smoothjazzowe nagranie jest tego znakomitym potwierdzeniem. Perkusista zespołu Femi Koleoso jest również częścią koncertowego składu Jorji, kolaboracja ta więc wynikła dosyć naturalnie. Po niezwykłej wręcz chemii, jaka słyszalna jest w „Reason in Disguise” od niemal pierwszej sekundy, liczymy więc po cichu na kolejne wspólne nagrania. — efdote


Soulbowl42.

„Opps”

Vince Staples & Yugen Blakrok
feat. Kendrick Lamar

Aftermath

„Puść coś! To nie pogrzeb!” — krzyczy do swojego partnera Andy Serkis, wcielający się w rolę genialnego Ulyssesa Klaue’a w filmie Czarna pantera. Następujący po tym pościg rozpoczyna się w rytmach podrasowanego „Oops”, który podwyższa ciśnienie. Chociaż trudno wybrać tylko jeden numer z fantastycznego Black Panther The Album Music Inpired By, to jednak „Oops” wyróżnia się na tyle, że z miejsca zostało naszym faworytem. Wybuchową atmosferę buduje tu mocny beat, wwiercający się w uszy. Vince Staples jest tu obecny w najwyższej formie i strzela rymami jak ze spluwy. Poza tym umówmy się — co jest fajniejszego od usłyszenia w jednym kawałku Kendricka Lamara i Vince’a Staplesa? Prawdziwą gwiazdą jest jednak undergroundowa raperka Yugen Blakrok. Wakanda forever! — ibinks


Soulbowl41.

„Roll Some Mo”

Lucky Daye

Keep Cool

„Roll Some Mo” to debiutancki singiel pochodzącego z Nowego Orleanu Lucky’ego Daye’a. Numer zapowiadał świetną epkę I, która miała być jedynie wstępem do tego, co przygotował dla nas Daye. Wciąż czekamy jednak na zapowiadany longplay Painted. Z Frankiem Oceanem łączy go nie tylko miejsce urodzenia, ale i sensualne, a nawet uduchowione R&B, w którym odnaleźć można zarówno smyczkowe aranżacje, jak i elementy trapu. „Roll Some Mo” to ukłon w stronę twórcy Channel Orange, ale nie bezmyślne naśladownictwo. Twórczość Daye’a pozwala mieć nadzieję, że mamy okazję obserwować nową, wzrastającą gwiazdę pierwszoligowego R&B. — Polazofia


Soulbowl40.

„Ladders”

Mac Miller

Warner Bros.

Olbrzymi smutek, który spadł na fanów rapera, zaburzył nam możliwość obiektywnego odbioru Swimming. Asekuracyjne obawy o oceny tegorocznego albumu Maca, które mogły być zawyżone z powodu jego śmierci, mijają jednak za każdym razem, kiedy odpalamy ten numer. Cała płyta jest zapisem wielu emocji, z dominacją strachu, rezygnacji i afirmacji nałogów. „Ladders” natomiast niesie ze sobą wiadro nadziei i optymizmu. Operując kilkoma różnymi stylami rymowania, Mac pragnie znaleźć drogę, pomimo świadomości, że pomieszkuje w zamkach z piasku i stąpa po grząskim gruncie. Utwór wyprodukowany przez Pomo — specjalistę od brzmień, które rozjaśniają niebo — został zgrabnie dopieszczony sekcją dętą. — K.Zięba


Soulbowl39.

„Observer”

Sevdaliza

Twisted Elegance

Obserwujemy Sevdalizę od czasu jej debiutanckiego krążka, wyśmienitego Ison. Fuzja wschodniej mentalności i niekonwencjonalnych brzmień to główne składniki twórczości utalentowanej artystki. Na najnowszej epce The Calling przykuwa uwagę szczególnie taneczne „Observer”. Sevdaliza uwodzi w nim gładkim wokalem w stylu Sade i wybornym, trip-hopowym brzmieniem, podkręconym zabójczą linią basu. Utwór to kontemplacja stanu umysłu, swoiste equilibrium. Sevdaliza nie jest częścią niczego, jest tylko obserwatorką. Dni mijają, a my wciąż nie możemy przestać słuchać tej absolutnie wyjątkowej artystki. — ibinks


Soulbowl38.

„All the Work”

Amber Mark

Jasmine Music

Utwór podsumowuje zgrabną epkę Conexão, którą z wielkim prawdopodobieństwem pokochają fani Sade, nadążający za rytmem ewolucji nowego soulu. Amber z gracją strzepuje z ramienia paprochy pozostałe po nieudanym związku. Pomimo bolesnych doświadczeń serwuje nam dynamiczny utwór, od którego dzień powinni zaczynać ci, którzy mają za sobą toksyczną relację i nie mają ochoty wysłuchiwać ckliwych wyznań ex-partnerów. — K.Zięba


Soulbowl37.

„Lady Lady”

Masego

EQT

Masego doskonale wie, jak wynieść kobiety na wyżyny ich doskonałości, by poczuły się jak damy, sam pozostając jednocześnie mężczyzną dominującym. Tytułowy utwór z płyty jest bardzo kokieteryjny, odrobinę nacechowany erotycznie, ale pokazuje płeć piękną jako inspirację do tworzenia nowej muzyki. Artysta w delikatny sposób używa swojego wokalu, aby nacechować wyśpiewane wersy. Dodatkowo moduluje głosem, szepcze, zmienia tembr, co w połączeniu z rytmicznymi jazzowo-soulowymi dźwiękami przyprawia o szybkie bicie serca. Warto posłuchać całego krążka. — Forrel


Soulbowl36.

„Stuck With Me”

Tinashe feat. Little Dragon

RCA

Tegoroczny Joyride z wielu różnych powodów nie przyniósł Tinashe należnych zaszczytów, ale mógł pochwalić się tą oto perełką. „Stuck With Me” nagrane wespół z Little Dragon jest idealnym przykładem na to, jak przy skromnym, surowym wręcz synthowym podkładzie, można zbudować przebojową kompozycję. Po części dzięki zapętlonej frazie w refrenie, po części dzięki idealnie dobranemu współwykonawcy, utwór przywodzi na myśl dalekowschodnie brzmienia i ten orientalny wydźwięk kawałka sprawia, że zdecydowanie wyróżnia się on w bogatej dyskografii artystki. — Pat


Soulbowl35.

„Strawberry Kisses”

Amber-Simone

Juicebox

Mało komu znana Brytyjka opanowała tegoroczne wakacyjne playlisty niektórych z nas. „Strawberry Kisses” to pozycja idealna na słoneczną imprezę przy grillu i tańce po zmierzchu. Nic więc dziwnego, że jedna ze stacji radiowych próbowała podtrzymać ten ciepły klimat późną jesienią, grając numer kilkanaście razy w listopadzie. Truskawkowe całusy pokazują, że piosenki z byłym w roli głównej nie zawsze muszą mieć negatywny wydźwięk. — Kuba Żądło


Soulbowl34.

„Make It Out Alive”

Nao feat. SiR

Little Tokyo

„Make It Out Alive” jest drugim singlem promującym drugą płytę Nao Saturn. Kawałek opowiada o osobistych problemach artystki, która w swoich życiowych latach dwudziestych stanęła na rozdrożu i musiała zdecydować o swojej przyszłości. Opowiada również o przepaści pomiędzy tym, co było a tym, co ma za chwilę nadejść. Pustynia pokazana w teledysku odzwierciedla pustkę i zagubienie, które wypełniają osobę znajdującą się przed podjęciem życiowej decyzji. Jednocześnie określa ogrom spraw, którym trzeba będzie stawić czoła, i nadzieje, które za tym idą. SiR z kolei, to artysta, z którym Brytyjka od dawna chciała nagrywać muzykę i którego sama jest fanką. Jak przyznała sama Nao, kompozycja konsumuje wszystko to, o czym jest Saturn i niewątpliwie jest jedną z najciekawszych propozycji z nowej płyty, nawiązując jednak klimatem do debiutu piosenkarki. — Forrel


Soulbowl33.

„La Di Da”

The Internet

Columbia

Najnowszy album od The Internet zrobił nam świetną ścieżkę dźwiękową do zeszłego lata. Oprócz wielu spokojnych i chillujących dźwięków znalazło się na nim również miejsce na parę tanecznych bangerów, a singlowe „La Di Da”, stanowi tego najlepszy przykład. Mocna perkusja i funkowa gitara napędzają groove, będący bazą do zwrotek Syd (brzmiącej tu momentami jak Erykah Badu) i refrenu, w którym Steve Lacy (brzmiący jak Steve Lacy) oznajmia wszem wobec, że wpadł tu tylko potańczyć i nie obchodzi go nic więcej. Przy tym utworze nie da się bowiem inaczej. — efdote


Soulbowl32.

„Level Up”

Ciara

Universal

Trzy lata upłynęły od premiery Jackie, zanim Ciara wróciła aktywniej do mediów społecznościowych, a dziś wreszcie zaprezentowała światu nowy singiel. W międzyczasie piosenkarka zdążyła wyjść za mąż, zostać matką po raz drugi, zmienić wytwórnię i scoverować Rolling Stonesów. „Level Up” to więc jak najbardziej adekwatny tytuł dla powrotnego singla wokalistki, który łącząc vibe klasycznego „Whatever Bitch” Myi i na wpół rapowanego refrenu wraz ze spektakularną choreografią w futurystycznym teledysku, zachęcał do pokochania i zaakceptowania siebie. Ten obezwładniający banger to jednocześnie bardzo świadome nawiązanie stylistyczne do sceny Jersey Club i kultury internetowych challenge’ów tanecznych. Brzmienie „Level Up” nie ma jednak w sobie nic z mema, a piosenkarka wykroiła w nim kolejny uzależniający hook. — Kurtek


Soulbowl31.

„Is It Cold in the Water?”

Sophie

MSMSMSM

Twórczość Sophie jest tym, czym był dla środowiska LGBTQ zeszłoroczny longplay Arki. Znakiem rozpoznawczym producentki i DJ-ki jest mieszanka syntetycznego popu i awangardy, którą opanowała do perfekcji. W „Is It Cold in the Water?” rzuca nas na głęboką wodę i serwuje deephouse’owy, świdrujący beat. Sophie, czy raczej zaproszona Cecile Believe (Mozart’s Sister), rozkwita w naszych słuchawkach. Drżąca od emocji syrena woła nas jak w kiczowatym melodramacie. „Is It Cold in the Water?” w końcu ucina się i zostawia nas dryfujących w wygenerowanym morzu dźwięków, sprawiając, że na powrót chcemy się w nie zanurzyć. — ibinks


Soulbowl30.

„Insane”

Madison McFerrin

630113

Madison McFerrin z pasją, wyczuciem i charakterem przetwarza dziedzictwo wokalne „Don’t Worry Be Happy” swojego ojca i bagaż młodzieńczych muzycznych inspiracji, łącząc wokalny kunszt a cappella z połamaną neo-soulową melodyką i emocjonalną otwartością. „Insane” to bose szaleństwo, słoneczna oda do buzujących zmysłów i obezwładniającego pożądania, wreszcie — kameralny showcase czystego talentu — zarówno wokalnego, jak i songwriterskiego. — Kurtek


Soulbowl29.

„Stir Fry”

Migos

Quality Control

O Migos można powiedzieć wiele — na przykład to, że od pewnego czasu nieustannie gdzieś coś o nich słyszymy. Ze „Stir Fry”, promującym styczniowe wydawnictwo Culture II, do naszego zestawienia najlepszych numerów 2018 załapali się rzutem na taśmę, wydając numer tuż przed zeszłorocznym Sylwestrem. Utwór hulał wówczas na niejednej imprezie, czemu trudno się dziwić — ten beat wkręca się do głowy niczym korkociąg. I nieprzypadkowo, bo w roli producenta zaangażowano legendarnego już Pharrella Williamsa, którego rękę słychać tu od pierwszych dźwięków. Jeden z bardziej różnorodnych kawałków tria z Georgii i perełka na przydługim i nieco przehype’owanym Culture II. — empee


Soulbowl28.

„Waiting on the Warmth”

MorMor

Don’t Guess

Mimo że lato pożegnaliśmy już dawno, a za oknem słońce co najwyżej razi w oczy, odbijając się od niewielkiej jeszcze ilości śniegu zalegającego na chodnikach, to jednak wakacyjny utwór „Waiting on the Warmth” MorMor znalazł się na całkiem przyzwoitym miejscu w naszym zestawieniu. Lubiący gatunkowe eksperymenty artysta tym razem postawił na bujające synthowe disco zabarwione R&B, które swoim pozytywnym klimatem sprawia, że w głośnikach znów rozbrzmiewa lato. Swój bujny wokal potrafił sprawnie wpleść w nowoczesną produkcję, dzięki czemu powstała bardzo świeża kompozycja. — Forrel


Soulbowl27.

„I Like That”

Janelle Monáe

Bad Boy

Utrzymujące spokojny ton „I Like That” osiągnęło największy sukces spośród wszystkich singli promujących tegoroczny longplay Monáe Dirty Computer. Trochę to paradoksalne, biorąc pod uwagę siłę rażenia pozostałych utworów z tego krążka, ale już po pierwszym odsłuchu można zrozumieć dlaczego akurat ta kompozycja okupowała Billboardową listę Adult R&B Songs. Artystka przy akompaniamencie uwspółcześnionego, doprawionego cykaczami i laidbackowego R&B, wyśpiewuje iście nonkonformistyczny tekst, którego główną idea jest nieprzejmowanie się krytyką innych i wiara w siebie. A do tego chóralne harmonie w tle! Lubimy to. — Pat


Soulbowl26.

„Stop Trying to Be God”

Travis Scott

Epic

„I’m warning you, best not try to play God tonight” — ostrzega Scott w pochodzącej z Astroworld, onirycznej balladzie, w której porusza problem coraz częściej spotykanego kompleksu Boga. Przekonanie o swojej świetności spowodowane sławą i sukcesem artystycznym nierzadko bowiem prowadzi do zguby. Utwór podszyty jest powolnymi hi-hatami, które wraz z harmonijką Stevie’ego Wondera spajają wyłamującą się z gatunkowych schematów kompozycję. Subtelny refren Philipa Baileya i nucącego Kida Cudi’ego przeplata się z melodyjnymi zwrotkami La Flame’a, a całość zamyka rozczulająca partia Jamesa Blake’a. — Klementyna


POZYCJE 25-1


25 najlepszych epek 2018

O ile w poprzednich latach niejednokrotnie podejmowaliśmy w redakcji dyskusję o tym, czy przypadkiem nie podzielić naszej listy najlepszych epek między podsumowanie płyt i piosenek, tym razem nikt nie miał wątpliwości. Epki nie tylko zadomowiły się już na dobre w cyfrowym krajobrazie rynku muzycznego, ale zyskały własną specyfikę i formalną odrębność względem longplayów, mixtape’ów i singli (nawet jeśli wziąć pod uwagę, że niektóre tegoroczne płyty, zgodnie z nową modą, są de facto krótsze od niektórych epek na poniższej liście — postanowiliśmy uszanować w tym względzie intencje i nomenklaturę zastosowane przez samych twórców). Zwłaszcza wśród artystów R&B epka stała się medium adekwatnym i akuratnym — z jednej strony do ich możliwości wydawniczych, z drugiej — do zdolności percepcyjnych odbiorców w czasach niekończącego się wyboru i ciągłej dekoncentracji. Epka bywa przecinkiem między płytami, nieśmiałym wstępem do wielkiej kariery, kaprysem chwili, ale bardzo często, dzięki szeroko rozumianej plastyczności formatu i inwencji twórców, staje się czymś znacznie więcej. Czym? Zapraszamy do odsłuchów i lektury!


Soulbowl25.

That’s a Girls Name

Dram

Empire / Atlantic

Po obiecującym debiucie przed dwoma laty, z hitowym singlem „Broccoli” i głośnym duetem z Eryką Badu, Dram zdaje się nie mieć pojęcia co dalej ze sobą zrobić. W zeszłym roku próbował podtrzymać swoją karierę, wydając niezliczone ilości przeciętnych singli opatrzonych brzydkimi okładkami, w tym przekuł tę twórczą frustrację na featuringi. Słyszeliśmy go wraz z Chromeo, Diplo, Arinem Rayem, a nawet Neilem Youngiem, a to dopiero początek znacznie dłuższej listy. Raper/piosenkarz zebrał się na szczęście i połowie lipca wypuścił całkiem udany 10-minutowy teaser tego, czym może być jego kolejna płyta. Epka That’s a Girls Name to trzy numery utrzymane bardziej piosenkowym neo-soulowym stylu i powrót Drama do co najmniej satysfakcjonującego songwritingu. Posłuchajcie tylko opartego na przecudnej urody synthfunkowym motywie „Best Hugs” melodycznie i wykonawczo nawiązującego do najlepszych hooków na Big Baby Dram. — Kurtek

„Best Hugs”


Soulbowl24.

Lost

Brent Faiyaz

Lost Kids

Najwyższy czas docenić twórczość Brenta Faiyaza! Jego zeszłoroczny album, Sonder Son, nie doczekał się właściwego rozgłosu. Tym razem Brent postawił na krótsze wydawnictwo. Epka Lost to dawka zmysłowego R&B oraz popis wokalnych umiejętności. Warto wrócić do tego materiału, chociażby dla utworu „Why’z It So Hard”. Niepokojące intro, w którym słychać odgłosy helikoptera i syreny, przeradza się w piękną wielogłosową partię ciągnącą się przez cały utwór. Lost to nie tylko doskonałe brzmienie, to również opowieść o chłopaku, który czuje się zagubiony w wielkim mieście. Brent zwierza się z lęków i problemów związanych z życiem w Los Angeles. Brutalne sceny łagodzi jednak swoim doskonałym wokalem i delikatnością. — Polazofia

„Around Me”


Soulbowl23.

Krash

Jean Deaux

Na debiutanckiej, koncepcyjnej epce Krash Jean Deaux bierze na warsztat życiowe porażki i przekuwa je w formę zdecydowanie wartą uwagi. Krash wypełnia słodkie jak miód R&B, przełamane rapem, housem, a nawet hardcorem. Epka jest trochę zbyt przegadana, i to dosłownie — skitów ilustrujących tytuł jest za dużo, muzyka wystarczyłaby za wyjaśnienie. Niewygody Krash wynagradzają drobiazgi, jak dzwoneczki i plemienna perkusja w „Energy”, ładne harmonie wokalne w duecie z Ravyn Lenae na „Who U” czy energiczny „Code”. Na deser chicagowska mieszanka na produkcji: udziela się tu przede wszystkim Phoelix, ale też Saba i Smino. Słowem mnóstwo treści i charyzmy, dobrze rokujących na przyszłość. — Maja Danilenko

„Work 4 Me”


Soulbowl22.

What Happens When I Try to Relax

Open Mike Eagle

P + C Auto Reverse

What Happens When I Try to Relax różni się trochę od tego, co mogliśmy usłyszeć na poprzednich projektach Mike’a. I chociaż to specjalista od mieszania ironii z dobitnością i dosłownością, to najnowsza epka rapera obiera trochę mroczniejszy kurs. Już od pierwszych chwil otrzymujemy elektroniczne, przestrzenne i niepokojące produkcje. W tekstach Mike koncentruje się na swoich lękach, obawach, przedstawia wizję rzeczywistości, która dręczy nas jeszcze bardziej, gdy staramy się o niej uciec. A to wszystko ubrane w nowocześniejszą stylistykę tworzy ponurą wizję współczesnego świata. — Mateusz

„Microfiche”


Soulbowl21.

2023

Alxndr London

The Spectacular Empire

Alxndr London przenosi słuchacza kilka muzycznych lat do przodu. Siedem kompozycji składających się na EP 2023 zostało wyjętych wprost z przyszłości. Jego afro-futurystyczny soul dryfuje wysoko w przestworzach po międzygalaktycznych szlakach. Eksperymentalny projekt, inspirowany brzmieniem brytyjskiego funku, house’u i garage, równoważy konflikt duchowy i tematy afrocentryczne, z nieograniczoną fantazją i spektakularną fantastyką naukową. Tematy religijne, polityczne, satyryczne, duchowe i numerologiczne spotykają się z fantastyką i science-fiction. Całość została sprawnie zmontowana, zaaranżowana i pozostawia Brytyjczykowi dużo przestrzeni podczas jego podróży do muzycznej krainy przyszłości. 2023 wprowadza powiew świeżości i prezentuje kolejną barwę w twórczości Londyńczyka. — Forrel

„Silent Passenger”


Soulbowl20.

Bbygirl Focu$

Rimon

Młoda Rimon debiutuje i to w jakim stylu. Bbygirl Focu$ to pierwsza epka pochodzącej z Amsterdamu artystki. Na nieco ponad 20-minutowym projekcie udało jej się przemycić prawdziwą mieszankę styli. Zaczyna się od energetycznego „Feel It”, następnie przechodzi w jazzujące „Sugarcoated Love”, by zamknąć wszystko chłodnym „Focu$”. To tylko część tego, co można usłyszeć na tym projekcie, a całość składa się na krótką opowieść o nieudanym związku. Artystka zaprezentowała szeroki wachlarz umiejętności. Rimon nie boi się eksperymentów i bez problemów odnajduje się zarówno na nowoczesnych beatach, jak i lekkich neosoulowych podkładach. — Mateusz

„Sugarcoated Love”


Soulbowl19.

The Calling

Sevdaliza

Twisted Elegance

Nowa propozycja od Sevdalizy kontynuuje ideę połączenia ciała, duszy i umysły z albumu Ison. Na The Calling artystka jeszcze bardziej wkracza w sferę umysłu. Zachęca do opanowania go i użycia jako steru dla własnego ciała. Jeśli człowiekowi uda się zapanować nad tym silnym narzędziem, wszelkie bóle fizyczne rozwiązują się, serce zostaje oczyszczone, a w głowie pojawia się jasność. Metafizyczna koncepcja Sevdalizy niezmiennie przedstawiona została przy pomocy dźwięków zaczerpniętych od Björk, czy Massive Attack, które pomimo że brzmią jak połamane, zostały sprawnie zmontowane i tworzą spójną sensualną całość. Gdzieniegdzie słychać nietypowe, ale eleganckie nuty, by przy zamknięciu postawić na mniej zawiłe melodię i nieco komercyjny klimat. — Forrel

„Observer”


Soulbowl18.

My Dear Melancholy,

The Weeknd

The Weeknd XO

Po sukcesie wydanego pod koniec 2016 roku Starboya The Weeknd powrócił z intymną epką, na której mierzy się z ostatnimi nieszczęśliwymi relacjami. Tytuł My Dear Melancholy, mówi sam za siebie. Przez elektroniczne, płynące podkłady przebija się poruszający, delikatny falset Abela, dając ujście gorzkim emocjom. Zbliżony klimatem do piosenek z Trylogii minialbum niestety nie zaskakuje. Najmocniejszym momentem pozostaje tutaj otwierające „Call Out My Name”, które dzięki swojej ekspresji odstaje od pozostałych pięciu pozycji. — Klementyna

„Call Out My Name”


Soulbowl17.

Colors

The Gondwana Orchestra
featuring Dwight Trible

Gondwana

Matthew Halsall robi dużo, by Manchester wyróżniał się na jazzowej mapie świata. Brytyjski trębacz szefujący wytwórnią Gondwana Records zaproponował nam w 2018 roku m.in. udaną kolaborację swej macierzystej grupy z Dwightem Trible’em. Co ciekawe, na stanowiącej hołd dla Pharoah Sandersa epce Colors , nie usłyszymy nawet pojedynczego dźwięku saksofonu. Nie przeszkodziło to jednak w stworzeniu zwięzłego i zharmonizowanego materiału, który powinien wypełnić wnętrza słuchaczy nadzieją, spokojem i poczuciem równowagi — K.Zięba

„You’ve Got to Have Freedom”


Soulbowl16.

Cruel Practice

Shygirl

Dzikie i niepokojące beaty i dusząca, klaustrofobiczna atmosfera. Tak w skrócie można określić wydaną przez ukrywającą się pod pseudonimem Shygirl artystkę epkę. Cruel Practise to tylko pięć kawałków, których punkt zwrotny stanowią singlowe intrygujące „Gush” i zabójcze „O”. Eksploracja klubowych, futurystycznych brzmień to z pewnością efekt dj-ingu. Glitchową produkcję i eksperymenty z dźwiękiem słychać szczególnie w narkotycznym, trip-hopowym „Asher Wolfe”. „Niegrzeczna” i „nieprzyjemna”? Na pewno daleko Shygirl do nieśmiałych dziewczyn! — Ibinks

„O”


Soulbowl15.

When the Sun Dips 90 Degrees

Yazmin Lacey

First Word Records

When the Sun Dips 90 Degrees, czyli najnowsza epka Yazmin Lacey to idealna pozycja dla tych, którzy tęsknią za klasycznym soulem lat 70-tych. Wokalistkę możecie kojarzyć ze współpracy z Jordanem Rakei lub Children of Zeus. Wydane w czerwcu EP to jej drugi solowy materiał po ubiegłorocznym Black Moon. Kojący wokal Yazmin i piękne, soulowe partie instrumentalne sprawiły, że tego materiału nie mogło zabraknąć w naszym zestawieniu. Rada na chłodne wieczory – włączcie „Something My Heart Trusts”, dajcie ponieść się zmysłowej fuzji jazzu oraz neo-soulu i przypomnijcie sobie, jak wspaniałe było tegoroczne lato. — Polazofia

„90 Degrees”


Soulbowl14.

Imaginarium

Bipolar Sunshine

Grey Label

Bipolar Sunshine nie brak wyobraźni. Udowadnia to swoją trzecią epką zatytułowaną Imaginarium. Mini-album to konglomerat UK bassu, alternatywnego R&B i elektroniki. Hajlajt w postaci energetycznego, singlowego „Easy to Do” to jeszcze nie wszystko. Takimi numerami jak „Pressure”, „Major Love” czy „Discovery” Bipoplar Sunshine z łatwością ma szansę na przebicie się do mainstreamu. Członek Kid British stanowi poważną konkurencję dla Miguela czy Swae Lee. Tymczasem pozostaje nam czekać na długogrający krążek muzyka. — Ibinks

„Easy to Do”


Soulbowl13.

Primitiva

Low Leaf

Fresh Selects

Primitiva jest wydawnictwem nieoczywistym i niewpasowującym się w typowy schemat albumów. Przepełniony jest dźwiękami wprost pochodzącymi z natury, nawiązującymi do czasów dawnych plemion. Utwory autorstwa Low Leaf, składające się na ten mini album, brzmią czysto, czasem szalenie, ale w konsekwencji są wyrafinowane. Utrzymane są, jak mówi artystka, w klimacie starożytnej elektroniki, z dużym zabarwieniem psychodelii. Każda kompozycja posiada swój własny wymiar, w którym organiczne dźwięki łącza się z żywymi instrumentami. Całość zainspirowana została surowym kobiecym boskim obrazkiem i nawiązuje do środowiska naturalnego, z którego wywodzi się człowiek oraz do przyszłości nowej planety Ziemi. — Forrel

„DNA Feelz”


Soulbowl12.

For You EP

Olivia Nelson

Hear This Records

Olivia Nelson jest interesującym przebłyskiem świeżych idei na współczesnej scenie R&B. Jej debiut oferuje kompletne brzmienie, które nie tylko odważnie czerpie z różnych gatunków, ale jeszcze odważniej zaprasza słuchaczy do intymnego świata wokalistki. A to, co w nim czeka, wymyka się często wszelkim schematom. To nie tylko ekspresja bólu po rozstaniu, lecz przede wszystkim szczera akceptacja końca jednego z etapów życia — coś, czego potrzebuje przecież każdy z nas. Brzmieniowo Nelson bezkompromisowo miesza pop z jazzem, R&B i elektroniką, raz po raz ślizgając się między teoretycznymi granicami. Dzięki temu For You staje się doświadczeniem, którego nie sposób przerwać, dopóki minimalistyczne „Crybaby” nie zamknie historii jak rozdziału fascynującej lektury. [Więcej] — Adrian

„Sugar”


Soulbowl11.

Finding Foundations: Vol. II

Madison McFerrin

630113 Records DK

Madison McFerrin z pasją, wyczuciem i charakterem przetwarza dziedzictwo wokalne „Don’t Worry Be Happy” swojego ojca i bagaż młodzieńczych muzycznych inspiracji, łącząc wokalny kunszt a cappella z połamaną neo-soulową melodyką i emocjonalną otwartością. Druga część Finding Foundations to kameralny showcase czystego talentu — zarówno wokalnego, jak i songwriterskiego. Go Madison! — Kurtek

„Insane”


Soulbowl10.

Black in Deep Red, 2014

Moses Sumney

Jagjaguwar

9 minut – tyle wystarczyło, by Moses przykuł naszą uwagę na wielokroć dłużej. Po świetnie przyjętym Aromanticism, Sumney zaproponował nam tego roku zaledwie epkę z trzema premierowymi utworami, z czego pierwszy w kolejności należy traktować jedynie jako intro. Ba, w trakcie kolejnego nawet skubaniec słowa z siebie nie wydusił! Skąd zatem zachwyt nad Black in Deep Red, 2014? Na przykład w wyniku poglądu, że „Call to Arms” jest kompozycyjnym majstersztykiem łamiącym potrzebę kategoryzowania utworu muzycznego. „Rank & File” natomiast z pewnością wpisze się w poczet najlepszych protest songów czarnoskórej Ameryki. Bywa, że leniwi redaktorzy skracają teksty, tłumacząc się sloganami typu: „Po co się rozpisywać? Niech zabrzmi muzyka!”. W tym jednak przypadku, podpisuję się pod tym hasłem każdą kończyną. Niech zabrzmi Black in Deep Red, 2014! — K.Zięba

„Rank & File”


Soulbowl9.

Sink

Sudan Archives

Stones Throw

Brittney Parks nagrywająca od dwóch lat pod aliasem Sudan Archives w dalszym ciągu ma przed sobą nagranie debiutanckiego longplaya, ale dwoma epkami wydanymi pod egidą Stones Throw, w tym zwłaszcza tegoroczną Sink, już zdążyła po swojemu przetworzyć na swój użytek brzmienie alternatywnego R&B — łamie swoje bity jak Kelela, ale jest daleka od elektronicznej klaustrofobii. Jej ulubionym instrumentem są skrzypce, a tkanka jej muzyki, mimo eksperymentalnych inklinacji w tradycji THEESatisfaction, oddycha jak ostatni album Solange — zwłaszcza w post-afrykańskim „Escape”, które tradycyjną melodykę i folkowe zaśpiewy rozszczepia minimalistyczną plimkającą elektroniką. Tym samym Sink to niewątpliwie jedna z najciekawszych autorskich wersji alt R&B tego roku. — Kurtek

„Escape”


Soulbowl8.

Conexão

Amber Mark

Z Amber poznaliśmy się w zeszłym roku, doceniając muzyczne epitafium stworzone ku czczi matki artystki. Tegoroczne Conexão (z j. portugalskiego Połączenie) stanowi kolejny dowód na słuszność naszych dotychczasowych pochlebstw. Komplementy zyskują moc szczególnie wtedy, gdy odłożymy na bok zrzędliwe zarzuty o nadmierną inspirację Sade – inspirację wyraźną, jednak nieumniejszającą w żadnym stopniu wartości materiału. Trwająca nieco ponad kwadrans epka przywołuje również skojarzenia z fragmentami najciekawszych albumów katalogu Naked Music (Aya, Lisa Shaw, Gaelle). Amber krząta się w rejonie odwiecznych przystanków w większości związków: zauroczenia, rozterek dotyczących wzięcia odpowiedzialności za drugą osobę, niesymetrycznej miłości i pogodzenia się z jej utratą (fantastycznie wyprodukowane „All the Work”). Nie jest to jednak mdła historyjka w lepkiej otoczce, a nieprzeintelektualizowana emocjonalnie opowieść osadzona na pełnowartościowych i chwytliwych aranżacjach. — K.Zięba

„All the Work”


Soulbowl7.

Streams of Thought, Vol. 1

Black Thought

Human Re Sources

Pamiętacie ten niesamowity radiowy freestyle Black Thoughta sprzed roku? Streams of Thought Vol. 1 można by potraktować jako rozszerzenie tamtej akcji. Ci, którzy od wielu lat czekali na to, by frontman The Roots wypuścił solowy materiał, z pewnością są wdzięczni za ostatnie dwanaście miesięcy. Bo projekt stworzony na beatach legendarnego 9th Wondera to prawie 20 minut rapu najwyższych lotów. Black Thought pokazuje, że jest u szczytu formy i raczy nas właśnie tytułowym strumieniem myśli ubranym mocarne punchline’y. Do tego dochodzą oldschoolowe, samplowane podkłady. Nie są to jednak rzeczy, które kojarzymy z płyt Rootsów – produkcje są o wiele bardziej surowe, ciężkie. Doskonały przykład tego, że bycie rapowym weteranem wcale nie oznacza starej i skostniałej stylówki. — Mateusz

„Dostoyevsky”


Soulbowl6.

For Gyumri

Tigran Hamasyan

Nonesuch

Twórca jednej z najładniejszych zeszłorocznych płyt jazzowych An Ancient Observer, ormiański pianista Tigran Hamasyan i w tym roku nie pozostawił nas z niczym. Wydana w lutym epka zatytułowana For Gyumri jest symbolicznym hołdem dla Giumri, drugiego największego miasta we współczesnej Armenii, niegdyś znanego jako Aleksandropol i pełniącego rolę artystycznej stolicy regionu, ale poddanego w XX wieku wielu trudnym próbom z katastrofalnym trzęsieniem ziemi w 1988 roku na czele. For Gyumri musi więc traktować na swój sposób o mierzeniu się z traumą i stratą (wirtuozeryjnie poszarpana miniatura „Self-Portrait” to doskonała alegoria najnowszej historii miasta i jego mieszkańców), ale przede wszystkim przynosi wyczekiwane ukojenie — czy to w ostatnich taktach kończącego płytę „Revolving-Prayer”, czy w post-cool-jazzowym „The American” zwieńczonym zwodniczo beztroskim pogwizdywaniem, czy w zapuszczającym się na terytoria post-impresjonistycznego ambientu, rozświetlającym „Rays of Light”. — Kurtek

„The American”


Soulbowl5.

Stereo

Omar Apollo

self released

Stereo Omara Apollo przypadnie do gustu miłośnikom twórczości Steve’a Lacy’ego, Prince’a, a nawet Franka Oceana. Omar jest muzycznym samoukiem, który gry na gitarze uczył się z YouTube’a. Teksty pisze zarówno po angielsku, jak i po hiszpańsku, tym samym podkreślając swoje meksykańskie korzenie. Balansuje gdzieś pomiędzy bedroom popem, R&B oraz Indie rockiem. Stereo jest słodkie i wciągające, a całość zachowana została w stylu retro. Muzyk raz porywa nas do tańca funkującymi riffami gitarowymi, innym razem jest zmysłowy czy melancholijny. „Intro” czy „Hijo de Su mMdre” sprawiają, że z niecierpliwością czekamy na kolejne numery od Omara. — Polazofia

„Erase”


Soulbowl4.

Mothe

Kilo Kish

Human Re Sources

Kilo Kish to nie tylko kumpela Vince’a Staplesa, którą możemy usłyszeć na jego krążkach. Jej najnowsza epka Mothe to solidna pozycja w jej dorobku, podkreślająca muzyczną dojrzałość. Melancholijny głos à la Lana del Rey idealnie uzupełnia elektroniczny podkład. W zapowiadającym epkę „Elegance” Kilo Kish wcielała się w baletnicę nie bez powodu. Artystka umiejętnie lawiruje między przydymionym nastrojem a bardziej klubowymi klimatami. Po otwierającym przyjemnie onirycznym „San Pedro” rozbrzmiewa niebezpieczne, electro-popowe „Like Honey”. Nocne bangery kończy melancholijne, wciągające „Prayer”. Takie jest właśnie Mothe. Przyjemnie się ćmi… — Ibinks

„Alive”


Soulbowl3.

Heaven’s Only Wishful

MorMor

Don’t Guess

Sprawdźcie MorMora, nawet jeżeli słowo chillwave przyprawia was o ziewanie. Na epce Heaven’s Only Wishful Seth Nyquist mistrzowsko wypełnia przestrzenie „pomiędzy”, ale też gdzieś pomiędzy wymyka się definicji podkładu pod bezcelowe snucie się po domu. Oczywiście, gitary są rozmarzone, a nastrój „nudny”. MorMor jednak uzupełnia tę substancję niecodzienną, soulową wrażliwością i drobiazgową produkcją (sakralne chórki w refrenie „Lost” na tle ściany świdrującego dźwięku to nie byle bzik), która zahacza nawet o disco. „He’s just a poor boy, waiting for answers”. No i proszę. — Maja Danilenko

„Waiting on the Warmth”


Soulbowl2.

I

Lucky Daye

RCA

Frank Ocean to od jakiegoś czasu główny punkt odniesienia dla debiutujących artystów R&B. I choć to już nie nowość, co jakiś czas pojawia się kolejny śmiałek, który chce przełożyć dorobek autora Channel Orange na własną wrażliwość. Lucky Daye próbuje nas mamić szeroką i nadzwyczajną paletą środków. Raz jest wrażliwy i korzysta ze smyczkowych aranżacji, w innym miejscu podchwytuje niedawne przebłyski new jack swingu i rozwija je we własne kompozycje. Obowiązkowo pojawia się trap, ale jest drobnym dodatkiem, zrównoważonym patynową wrażliwością wokalisty. Ten slalom między wpływami wyszedł Lucky’emu tak zgrabnie, że z miejsca skradł nasze serca. Dzielimy się z wami tym dobrem, niebawem ma go być jeszcze więcej! — Maja Danilenko

„Roll Some Mo”


Soulbowl1.

Crush

Ravyn Lenae

Atlantic

Tak wysmakowanej fuzji alt R&B, neo-soulu i synth funku, jak ta przedstawiona na najnowszej epce Ravyn Lenae, nie było nam dane słyszeć od True Solange! A tymczasem okazuje się, że w 2017 roku R&B na syntezatorowych bitach połączone z uduchowionymi wokalami i funkową energią może brzmieć równie świeżo co przed pięcioma laty. Zresztą nie ma się czemu dziwić, jeśli produkcją zajął się znakomity Steve Lacy — w tym momencie najbardziej uzdolniony z neo-soulowych producentów. Sama Lenae zaś ma tę niezwykłą cechę, że gdy nie snuje się po oldschoolowo inspirowanym post-quietstormowym R&B Lacy’ego, ucieka w kosmiczny ekscentryzm — jak w otwierającym wersie uzależniająco ekstrawaganckiego, a jednak pozostającego w kręgu szeroko pojętego pościelowego R&B „Sticky”. Inny hajlajt wydawnictwa, „The Night Song”, jest z kolei spadkobiercą vibe’u Baduizmu, co w pełnej krasie daje się poznać w dynamicznie, choć niedbale artykułowanym refrenie — rzecz jasna na klasycznych 70sowych synthach. Sama Badu nigdy jednak nie była tak eteryczna. I nic dziwnego — Lenae składa sobie tu fenomenalne chórki w stylu królowej soulu, ale wyższych rejestrach nie waha się uciekać w stronę Aaliyah, a momentami nawet Kate Bush. Tym wydawnictwem Lenae nie tylko po raz kolejny pokazuje, że ma charakter, styl i głos, ale pozycjonuje swój nadchodzący longplay jako jedną z najbardziej wyczekiwanych premier przyszłego roku. — Kurtek

„The Night Song”


Wszystkie nasze hajlajty znadziecie na plejliście poniżej.

40 najlepszych albumów 2014

albumy
Jak co roku przygotowaliśmy zestawienie, w naszym odczuciu, najlepszych albumów mijającego roku. I choć rzeczywiście w ostatecznym rozrachunku ukazało się mniej rewelacyjnych płyt niż rok temu, a także mniej było niesamowitych krążków, które do naszej czterdziestki się nie zmieściły, wybór wcale nie był dużo łatwiejszy niż w zeszłym roku (więcej…)

25 najlepszych piosenek 2014

piosenki

Chociaż przekonanie, że rok 2014 nie był dla muzyki najlepszym czasem, wydaje się dość powszechne, mieliśmy nie lada problem, by z listy bardzo wielu solidnych utworów wyłowić czołowych dwadzieścia pięć. (więcej…)

20 najlepszych remiksów 2014

remiksy

Średnio znamy się na rzemieślniczych tajnikach produkcji muzycznych. Prawda — znamy kilka trików, definiujemy cechy charakterystyczne, wyłapujemy nowatorskość oraz potrafimy rozróżnić gruntowny remont od liftingu. Najważniejszym jednak kryterium jest to najbanalniejsze. (więcej…)

Podsumowanie 2013: Selekcja gości

Untitled-1
Wszystko co dobre, musi się kiedyś skończyć… prezentujemy ostatnią odsłonę naszych muzycznych podsumowań 2013 roku. (więcej…)

20 najlepszych epek 2013

Niejednokrotnie wspominaliśmy, że 2013 rok zapamiętamy jako fenomenalny czas dla muzyki. Wysoka jakość tegorocznych wydawnictw dotyczy również epek, których nazbierało się od stycznia co niemiara. (więcej…)

40 najlepszych albumów 2013

Mijający rok był niesamowicie udany pod kątem wszelkich muzycznych wydawnictw. (więcej…)

25 najlepszych piosenek 2013

Zanim przedstawimy Wam zestawienie najlepszych płyt tego roku wybranych przez naszą redakcję, oddajemy do dyspozycji analogicznie zestawienie najlepszych piosenek 2013. (więcej…)

20 najlepszych remiksów 2013

remiksy

Zdajemy sobie sprawę, że coraz trudniej być na bieżąco ze wszystkimi udanymi próbami producenckich reinterpretacji katalogu utworów, które promujemy na stronie. (więcej…)

25 najlepszych albumów 2012

Już po raz piąty Soulbowl.pl ma zaszczyt zaprezentować redakcyjne podsumowanie najlepszych płyt mijającego roku. W zestawieniu uwzględnialiśmy jedynie wydawnictwa długogrające, włączając w to mikstejpy i wybrane kompilacje. W tym roku poza soulem, funkiem, R&B i hip hopem, w rankingu szczęśliwie znalazło się miejsce także dla najciekawszych pozycji jazzowych. Podobnie jak we wszystkich minionych latach, najlepsze albumy roku wyłoniliśmy za pomocą głosowania, w którym każdy z redaktorów miał wskazać 25 najlepszych jego zdaniem krążków tego roku. Nie będzie zapewne żadnym zaskoczeniem, jeśli zdradzę, że zwycięzca był bezkonkurencyjny i został wybrany niemalże jednogłośnie, co przy takiej liczbie osób w redakcji jest czymś naprawdę niezwykłym. Rok 2012 obfitował w interesujące wydawnictwa muzyczne, ale postanowiliśmy z premedytacją nie rozszerzać samego rankingu płytowego (do 40 pozycji, co już wcześniej dwukrotnie czyniliśmy) i podsumować mijające 12 miesięcy bardziej wielowymiarowo tworząc odrębne zestawienia najlepszych remiksów, utworówepek roku. Wydaje nam się, że całkiem zręcznie uchwyciliśmy w tych kilku krótkich podsumowaniach to, co działo się w czarnej muzyce w roku 2012. Mamy nadzieję, że podzielacie nasze muzyczne fascynacje i przy okazji dziękujemy za szereg miłych komentarzy (ale i za konstruktywną krytykę), które kierujecie pod naszym adresem. — redakcja Soulbowl.pl


1.

Channel Orange

Frank Ocean

Def Jam

Channel Orange to pierwszy świadomy soulowy album młodego pokolenia i jeden z nielicznych od czasu świetności Marvina Gaye’a czy Curtisa Mayfielda. Ocean, z mijających się wzajemnie historii, przy pomocy słonecznego klasycznego soulu spod znaku Steviego Wondera i minimalistycznych funkujących syntezatorów, w bezliku najdrobniejszych detali projektuje zupełnie odrębny świat – wyrazisty i prawdziwy. Zręcznie demonstruje, że we współczesnym R&B jest wciąż jeszcze bardzo wiele do osiągnięcia, jeśli chodzi o formę i treść. Do zdominowanego przez puste teksty i generyczne bity gatunku, z naturalną lekkością wprowadza nową świeżość – natchnienie i substancję, jakich brakowało tu od lat. To szczery i zaangażowany album — skrupulatny zapis myśli współczesnego człowieka czującego i poszukującego — krążek pełen świadomie postawionych pytań, na które nie ma łatwych i jednoznacznych odpowiedzi. [czytaj więcej]Kurtek


2.

Devotion

Jessie Ware

Island

Porównania Jessie do Sade są tyleż przyjemne i schlebiające, co krzywdzące jednocześnie. Na tym albumie autorka szuka swojej muzycznej tożsamości i doskonali swoje brzmienie. A miesza się w nim soul, pop, R&B i UK Garage. Eleganckie i syntezatorowe ballady są delikatne, urzekające. Nie ma tu gwiazdorskiego melodramatyzmu Adele czy Lany Del Rey. Jest za to bardzo szczery i intymny przekaz, który czuje się w każdym kawałku. Ware posiada znakomite umiejętności wokalne. Płynnie przechodzi od delikatnych szeptów do pasjonujących okrzyków, wyciągając maksimum ze swojej skali głosu. Tą płytą Ware zaznaczyła swoje miejsce w ekstraklasie wokalistek, promując jakże rzadki dziś wysublimowany i subtelny pop. Jessie Ware jest tu i teraz. Taka, jakiej jej potrzebujemy — unikatowa i jedyna w swoim rodzaju. — Teofil Niedziałka


3.

Good Kid,
m.A.A.d. City

Kendrick Lamar

Aftermath/Interscope/TDE

Album jest zrealizowaną z hollywoodzkim rozmachem autobiograficzną opowieścią o dzieciaku dorastającym w jednym z najniebezpieczniejszych miast Stanów Zjednoczonych. W nie do końca chronologicznej kolejności poznajemy przypadki z życia ambitnego małolata, który z utworu na utwór coraz bardziej się gubi, wykształca pokorną postawę wobec brutalnej rzeczywistości, by ostatecznie trafić na dobrą drogę. Good Kid, m.A.A.d. City jest jak film, którego fabuła być może przewidywalna, ale i tak przez bite półtorej godziny wpatrujemy się w ekran ze względu na umiejętny montaż, błyskotliwe dialogi, widowiskową scenografię, kapitalne zdjęcia, doskonałą obsadę, dbałość scenarzysty o szczegóły, czy wyczucie reżysera w kreowaniu rzeczywistości wewnątrz dzieła. [czytaj więcej]Chojny


4.

Black Radio

Robert Glasper Experiment

Blue Note

Glasper tytułując swój ostatni album Black Radio wiedział co robi, bo jak na dobre radio przystało oferta muzyczna jest tu bardzo różnorodna. Wspólnym mianownikiem przedsięwzięcia są jazzowe aranżacje, ale nawet pomimo tego amerykański pianista udowadnia, że swobodnie porusza się wśród wielu gatunków — głównie brzmień zakorzenionych w hip-hopie i R&B. Nie tylko udowadnia, że jazz może być przystępny i wcale nie trzeba do niego dorastać, ale do dość szczelnie zamkniętego światka jazzowych melomanów umiejętnie wprowadza czarne brzmienia. [czytaj więcej]Estrella Q


5.

R.A.P. Music

Killer Mike

Williams Street

Killer Mike uczynił z R.A.P. Music odbicie swojej duszy. Imponując na każdym kroku kunsztem i erudycją opowiada o niebezpiecznej Atlancie, wywołuje duchy ofiar policyjnych nadużyć, czy wreszcie soczyście spluwa jadem na grób Ronalda Reagana, ale potrafi też zmyślić zabawną historię z niepoprawnym szczęściarzem i duchem Ghostface’a w rolach głównych. Nie od wczoraj wiadomo, że Killer Mike ma talent i łeb na karku. Z pomocą niezawodnego, indie hip hopowego producenta El-P, postawił sobie wreszcie w pełni zasłużony pomnik. [czytaj więcej]Chojny


6.

Kaleidoscope Dream

Miguel

Bystorm/RCA

Miguel uczy się na własnych i cudzych błędach. Na drugim studyjnym albumie odważnie wciela bezlik gitarowych motywów i syntezatorowych wariacji rodem z najlepszych albumów Prince’a do na wskroś współczesnych formuł melodycznych. Błyskotliwie łączy eteryczną, surową produkcję spod znaku The Weeknd z klasycznym R&B na hip-hopowych beatach, dodając od siebie szczyptę psychodelii i całe mnóstwo charakteru, dzięki któremu owocnie splata jedenaście różnorodnych melodii w jedną harmonijną kompozycję. Umiejętnie operując głosem, potrafi stworzyć nader intymny nastrój, ale choćby śpiewał o miłości, wciąż brzmi zgoła nietuzinkowo. — Kurtek


7.

awE naturalE

THEESatisfaction

Sub Pop

THEESatisfaction wiedzą gdzie zacząć i kiedy skończyć. Ich pierwszy oficjalny album-manifest awE naturalE to zaledwie półgodzinny, ale starannie dopracowany zamknięty obieg myśli, rytmów i pomysłów. Duet z Seattle z wrodzoną naturalnością przeplata futurystyczny afro soul z hip hopową awangardą, pożyczając inspiracje od najlepszych ludzi w branży. Utwory spaja, przede wszystkim, wspólny dla całości zamysł aranżacyjny — harmonijne, ale atonalnie powykrzywiane wokalizy na styl free jazzowego warsztatu Georgii Anne Muldrow, czy zapętlone, spiralnie powykręcane rytmiczne pułapki podkreślone przez kosmicznie funkujący vibe. [czytaj więcej]Kurtek


8.

Home Again

Michael Kiwanuka

Polydor

Michael Kiwanuka, jakby wbrew wszystkim, nagrał płytę niemodną, nieprzebojową i wymykającą się współczesnym klasyfikacjom. Piosenki, jedna po drugiej, z niesamowitą lekkością, płyną swoim własnym tempem, mieszając w niebezpiecznych dawkach melancholię z optymizmem. To proste granie w starym stylu, trącające te same struny naszej wrażliwości, na których grę do perfekcji opanowali przed laty Tim Buckley czy Marvin Gaye. Home Again to stworzony z tęsknoty i miłości ponadczasowy album, który równie dobrze mógł zostać wydany wiele lat temu, ale przydarzył się światu dzisiaj, ku być może nawet większej tego potrzebie. [czytaj więcej]Kurtek


9.

Life Is Good

Nas

Def Jam

Po wielu, niekoniecznie szczęśliwych, doświadczeniach życiowych, Nas zgromadził wreszcie materiał na solidny album. Mogłoby się wydawać, że powinien był już dawno ostudzić swoje rapowe ambicje, a tymczasem jego zaangażowanie i fenomenalna forma wciąż zdumiewają słuchaczy, niemal dwie dekady po debiucie. Jest jednak pewna zauważalna różnica – wtedy uparcie twierdził, że życie to dziwka, a dziś, pomimo wielu niepowodzeń, bez żalu odnajduje w sobie spokój ducha. [czytaj więcej]Eye Ma


10.

Tawk Tomahawk

Hiatus Kaiyote

self-released

Nagrany w domowych pieleszach album jest jednym z największych zaskoczeń roku. Niby wszyscy mieszają ze sobą różnorakie gatunki, ale w taki sposób wychodzi to chyba tylko temu australijskiemu kwartetowi. Unikalne połączenie soulu, nowych bitów czy nawet folku i muzyki operowej z niezdefiniowanym bliżej pierwiastkiem X, charakterystycznym dla artystów z Antypodów, tworzy zupełnie nową jakość. Tawk Tomahawk to płyta pełna kolorów i emocji, wymagająca od słuchacza choćby minimalnego zaangażowania. Świetnie zaaranżowana elektronika i żywe instrumenty dobrane są w idealnych proporcjach i tworzą przestrzenne brzmienie, a swoistą wisienką na torcie jest zaskakujący i intrygujący głos wokalistki. — eMeS


11.

Until the Quiet
Comes

Flying Lotus

Warp

To kolejny silny kopniak w brzuch dla muzycznych purystów. Na Until the Quiet Comes znajdziemy sporo eksperymentów w składni bitów, a także swobodnego przeskakiwania z gatunku do gatunku. Słychać tu jazzowe korzenie Lotusa, które są punktem wyjścia do permutacji z nowoczesną elektroniką i hip-hopem. Słuchając płyty ma się wrażenie, jak gdyby jej twórca chwytał nas za rękę i prowadził przez swoje sny, marzenia, przestrzenie i miejsca dostępne tylko pozazmysłowo. [czytaj więcej]Teofil Niedziałka


12.

Pineapple
Now-Laters

BJ the Chicago Kid

M.A.F.E. Music

Tegoroczna płyta BJ’a w dużej mierze poświęcona jest dwóm niemal nierozłącznym zagadnieniom — miłości i kobietom. BJ, niczym magik przy pomocy czarodziejskiej różdżki, okrasza każdą piosenkę uwodzicielskim, nierzadko wręcz erotycznym, nastrojem. Sprawcami romantycznego klimatu są nie tylko rozkoszne podkłady, ale także ujmujący wokal BJ’a, nierzadko porównywany z głosami takich artystów jak Bilal czy Anthony Hamilton. Pineapple Now-Laters to także doskonały przykład tego jak mądrze można czerpać z dokonań klasyków. Wachlarz inspiracji jest tu ogromny: od Jackson 5, przez Marvina Gaye’a, do Curtisa Mayfielda. Rzadko jesteśmy świadkami sytuacji w której debiutant nagrywa płytę kompletną i spójną. Temu dzieciakowi z Chicago się to udało. — Eya Ma


13.

4eva N a Day

Big K.R.I.T.

Cinematic Music Group

Choć Live From the Underground nie jest przeciętnym albumem (pierwszorzędne bity, dobra forma gospodarza, niezłe zwrotki pierwszoligowych legend), to właśnie jednak 4eva N a Day zdaje się być płytą, która pochłania słuchacza pod każdym względem. Prosty koncept polegający na opowiedzeniu jednego dnia z życia rapera, nie opiera się bowiem na klasycznym rapowym storytellingu. Jest natomiast zapisem myśli Krizzlego — jego osobistych rozterek, wspomnień czy szczerych wątpliwości. Istotnym atutem albumu jest fenomenalny instynkt oraz różnorodność flow K.R.I.T.’a, który piekielnie dobrze sprawdził się w roli intrygującego przewodnika. Soulowo-jazzowe opary unoszące się nad południowym gruntem to mieszanka hipnotyczna, która w połączeniu z nostalgicznymi tekstami rapera pozwala na wyszczególnienie 4eva N a Day jako jednej z najlepszych płyt minionego roku. — K. Zięba


14.

Chequered Thoughts

Funkommunity

Melting Pot

W długim napięciu wyczekiwaliśmy debiutanckiego albumu producencko-wokalnego kolektywu Funkommunity. Pomimo zawartego tu muzycznego eklektyzmu, wydawnictwo Nowozelandczyków jest niezwykle spójne, a fuzja soulu i funku, nierzadko z domieszką elektroniki, stanowi unikatowy styl duetu. Niepodważalnym atutem jest wokal Rachel Fraser, będący idealnym uzupełnieniem znajdujących się tu dwunastu zmyślnych i nietuzinkowych bitów Isaaca Aesili – zarówno tych spokojniejszych, soulowych, jak również tych, podczas słuchania których nasze głowy instynktownie się bujają i wcale nie chcą przestać. Ewidentnie słyszalny ogromny pokład pasji do muzyki oraz energii włożonej w powstanie Chequered Thoughts sprawił, że czekanie zostało sowicie wynagrodzone. — Dżesi


15.

Time’s All Gone

Nick Waterhouse

Innovative Leisure

Nick Waterhouse to idealny przykład na to, że współcześnie można tworzyć autentyczny soul, głęboko zakorzeniony w klasyce gatunku. Płyta zachwyca naturalnością z jaką muzyczna elegancja zostaje tu wpisana w surowy, niemalże garażowy rhythm & blues. Album jest kwintesencją przebojowości w starym stylu — na krótkie, ale intensywne piosenki składają się: przejrzysty rytm, szczere emocje i nieskrępowane meandry żywych instrumentów. Muzyka broni się sama. [czytaj więcej]Kurtek


16.

The Bravest Man
in the Universe

Bobby Womack

XL Records

Nie wiem czy to kwestia niezwykłego wyczucia smaku, czy może przysłowiowej chemii między Womackiem a Albarnem (który jest producentem krążka), ale nie pamiętam kiedy ostatnio byłem świadkiem tak stylowego powrotu na scenę. Nie jest sztuką odtworzyć po latach swoje sprawdzone brzmienie, lecz odnaleźć się w czasach, w których w muzyce modne jest jednocześnie wszystko i nic. Womack odnalazł swoją niszę – gdzieś pomiędzy spokojnymi klawiszowo-smyczkowymi kompozycjami a zimnymi uderzeniami automatów perkusyjnych. Legenda wie jednak jak najlepiej zapełnić każdą wolną przestrzeń – jeśli nie wokalem, to osobowością. [czytaj więcej]Chojny


17.

BBNG2

BadBadNotGood

self-released

W niezbyt ciepłej Kanadzie powstaje bardzo temperamentny jazz, za który odpowiedzialni są trzej niepozornie wyglądający chłopcy. Ich wątłe ciała zawierają jednak niespożyte pokłady charyzmy i talentu, który bądź nie bądź, dopiero zaczyna kiełkować. BBNG2 jest czwartym(!) zarejestrowanym materiałem w dorobku trio z Toronto. I to czwartym w przeciągu jednego półrocza! To jazz z najmroczniejszych zakamarków duszy, z na pozór rozleniwiającym i dusznym klimatem, który rozrywany jest co jakiś czas improwizowanymi instrumentalnymi wariacjami. Jedenaście aranżacji zawartych na albumie, to efekt 10-godzinnej sesji nagraniowej, zrealizowanej w formie luźnego jamu. Kanadyjczycy kreatywnie zinterpretowali utwory między innymi Tylera the Creatora, Jamesa Blake’a i Kanyego Westa, przy czym nie zabrakło też kilku w pełni autorskich kompozycji. W tych gościach drzemie potencjał tak wielki jak tyłek Nicki Minaj. Pobierać!Dźwięku Maniak


18.

Is Your Love
Big Enough?

Lianne La Havas

Warner

Lianne La Havas na swoim debiutanckim krążku zamiast na efekty specjalne, wykrojone masteringowym nożem, postawiła na szczerość i prostotę. Zarówno akustyczne aranżacje, jak i fragmenty a capella nadają jej soulowo-jazzowym kompozycjom niespotykanej autentyczności. Za sprawą charakterystycznej głębokiej barwy głosu, udaje jej się wprowadzić wyobraźnię słuchacza do krainy rozmaitości. Jest zaczepna jak w przypadku „Forget”, rzewna w „Lost and Found”, czy wreszcie wyluzowana w coverze Scotta Matthewsa „Elusive”. I tak ostatecznie na kanwie rozmaitych historii o relacjach damsko-męskich, udało jej się utkać żywymi instrumentami całkiem barwne dzieło [czytaj więcej]Estrella Q


19.

There Now

Josh Berman & His Gang

Delmark

Wyobraźcie sobie, że Art Ensemble of Chicago bierze na warsztat klasyczne big bandowe melodie Louisa Armstronga. Co następuje? Harmonijne brzmienie zostaje brutalnie zakłócone i rozerwane na drobne strzępy przez szaleńczą free jazzową improwizację. To właśnie czyni na swojej ostatniej płycie There Now amerykański kornecista Josh Berman — pożycza stare i po swojemu miesza je z nowym. O ile jednak nierzadko efekty takich połączeń bywają niezręczne i odtwórcze, na There Now wszystkie dźwięki układają się swobodnie, przez co płyta jako całość brzmi bardzo adekwatnie. Prawdziwy jazz wcale nie umarł — ma się doskonale! [czytaj więcej]Kurtek


20.

Seeds

Georgia Anne Muldrow

Entertainment One Music

Georgia przypomina emocjonalny wulkan, który drażni się z naturą. Nikt nie ma pojęcia, kiedy nastąpi erupcja. Tytułowy numer nasączony psychodelicznym sosem to popis znakomitego operowania głosem. Seeds jest mniej chaotyczne od poprzednich albumów Muldrow, gdzie bywało, że najlepsze numery trwały raptem półtorej minuty, a wokalistka przesadzała z temperamentem. Tym razem Georgia z wyczuciem wyważyła proporcje i świetnie wpasowała się w produkcje Madliba. [czytaj więcej]K. Zięba


21.

Look Around
the Corner

Quantic & Alice Russell

Tru Thoughts

Alice Russell bez wątpienia ma w sobie coś, co stawia ją niemalże w jednym szeregu razem z artystami legendarnej wytwórni Motown. Look Around the Corner, nagrany przez artystów w Kolumbii, łączy chillout, latynoskie rytmy Quantica i jego Combo Bárbaro z natchnionym głosem Alice Russell. Używając bogatej palety ciepłych, soulowych dźwięków, muzycy przenoszą nas daleko na bezludną, tropikalną wyspę. To bez wątpienia jedna z najciekawszych propozycji wśród imponującego dorobku zarówno Quantica, jak i Alice Russell. — Blackjack


22.

Supa Soul Shit

S3

Melting Pot

Supa Soul Shit to niezwykle udany międzynarodowy projekt, powstały pod skrzydłami Melting Pot Music. Miles Bonny oraz Brenk Sinatra, znani do tej pory głównie z solowych wydawnictw, stworzyli nusoulowego pewniaka, który co prawda szczytu list przebojów nie osiągnął, ale z pewnością skutecznie umilił niejedno popołudnie i wieczór. Dwadzieścia jeden świetnie zrealizowanych kompozycji ubarwionych charakterystycznym głosem Milesa sprawiło, że ponownie uwierzyłem w dojrzałe męskie albumy, które oprócz emocji niezwykle wzniosłych i szlachetnych, niosą ze sobą niemałą dozę luzu i marzycielskiego klimatu. Supa Soul Shit? Zdecydowanie! — Dźwięku Maniak


23.

Cancer 4 Cure

El-P

Fat Possum

El-Producto zaliczył jeden z najbardziej spektakularnych powrotów roku – nie tylko wyprodukował Killer Mike’owi obłędnie mocne R.A.P. Music, ale także powrócił po 5-letniej przerwie z solówką co najmniej tak dobrą jak wszystkie jego poprzednie. Na Cancer 4 Cure raper daje po raz kolejny upust swojemu wewnętrznemu szaleństwu, paranoicznie reaguje na rzeczywistość, snuje wizję dystopijnej przyszłości. A może teraźniejszości? Ciężko powiedzieć, zwłaszcza że już sama oprawa muzyczna – czerpiąca ze wszystkiego od indie rocka przez rave po boom-bap – mogłaby stanowić idealną ścieżkę dźwiękową do cyberpunkowego filmu science-fiction. Lata mijają, a El-P wciąż sumiennie szlifuje własną i wyłącznie własną wersję hip-hopu. Wychodzi z tego zwycięsko jak nikt inny. — Chojny


24.

From the Roots Up

Delilah

Warner

Ta zdolna Angielka wypływała stopniowo — najpierw częstowała nas pojedynczymi numerami, później serwowała zgrabne epki, by jako danie główne podać debiutancki album From the Roots Up. Krążek łączy w sobie wiele gatunków: artystka płynnie balansuje między popem, soulem, folkiem, trip hopem, elektroniką i alternatywnym R&B. Całą tę różnorodność spina klamra, w postaci elektryzującego głosu wokalistki. Chociaż tematyką płyty jest jednostajna i wszędobylska miłość, Delilah potrafi wyrazić ją na milion sposobów, przekraczając wszelkie emocjonalne granice. — Lejdi K


25.

The Money Store

Death Grips

Epic

Ta płyta to znak naszych czasów – jest przerysowana, nazbyt intensywna, skandalizująca, obrazoburcza, przesycona negatywnymi emocjami i podszyta ukrytym lękiem. Nie ma w niej niczego, co zgodnie ze zdrowym rozsądkiem zasługiwałoby na pochwałę. A jednak budzi w słuchaczu pokłady zakopanego gdzieś głęboko chorego szaleństwa i przez proste przeciwieństwo staje się, już zupełnie racjonalnie, bardzo interesującą i całkiem solidną pozycją. — Kurtek


15 najlepszych epek 2012

Kolejną część naszych tegorocznych podsumowań stanowią epki. Te niezwykle popularne krótsze formy muzycznej wypowiedzi dostarczyły nam w tym roku wielu emocji i pozytywnych wrażeń, w wielu przypadkach bardziej przykuwając naszą uwagę niż regularne albumy. Kto zelektryzował nas swoimi wydawnictwami w 2012 roku? Sprawdźcie nasze zróżnicowane zestawienie w którym znajdziecie zarówno soul i r&b, jak i hip-hop czy nowe bity.


1.

TNGHT

TNGHT

Warp

Wywodzące się z południowego hip-hopu trapowe podkłady nie od dziś znakomicie sobie radzą bez rapowej nawijki w pakiecie. Jednak to dopiero duet Hudson Mohawke & Lunice sprawił, że trap odniósł globalny sukces i stał się poważną opozycją dla coraz bardziej wiercących nam dziury w głowach brostepów. Pięć szalonych, pulsujących, emanujących nieskazitelną mocą i monstrualnym basem instrumentali rozniosło już w pył niejeden klub. Dzięki TNGHT nawet najbardziej konserwatywni polscy DJ’e zrozumieli, że hip hop nie skończył się na „Full Clip”, „Ante Up” i garstce naśladowców Jaya Dee. — Chojny


2.

Egg Black

Miles Bonny & B.Lewis

self-released

Kiedy spotyka się dwóch utalentowanych artystów, z ich współpracy nie zawsze wynika coś wielkiego. Na szczęście w tym przypadku tak nie jest i w rezultacie otrzymaliśmy wydawnictwo niemalże idealne, będące kolejnym etapem rozwoju dla obu panów. Fantastycznie połączenie leniwego i ciepłego wokalu Milesa (który nigdy nie brzmiał lepiej niż tutaj) oraz nowobitowych produkcji B.Lewisa dało piorunujący efekt. Epka prezentuje niezwykle bogaty wachlarz emocji i brzmień, a jest przy tym zaskakująco spójna i daje kompletny obraz tego jak może wyglądać nowoczesny soul. — eMeS


3.

The Face

Disclosure

Greco-Roman

Czy jest ktoś kto nie słyszał do tej pory o Disclosure? Brytyjski duet, który tworzą bracia Guy oraz Howard Lawrance, bardzo szybko zdobył serca fanów na całym świecie. Udostępniane przez nich na przestrzeni roku single, doprowadziły w konsekwencji do pierwszego oficjalnego wydawnictwa. Face EP to cztery znajome utwory, które pozwoliły Disclosure w bardzo krótkim czasie wspiąć się na muzyczny Olimp. Przebojowość i unikalny styl produkcji, sygnowane grafikami z tytułową charakterystyczną ‚twarzą’, w piorunującym tempie zaskarbiły sobie sympatię niezliczonej rzeszy słuchaczy, powodując euforię zarówno na parkiecie jak i w domowym zaciszu. — Dźwięku Maniak


4.

Takeover

ViLLΛGE

Ultra Vague

Do tej pory Rumunia (a konkretnie jej muzyczne oblicze) kojarzyła mi się z piosenkami o niczym, w których lansowaniu prym wiodły komercyjne stacje ‘muzyczne’. Końcówka roku pokazała jednak, że transylwański grunt nie jest tak do końca doszczętnie wyjałowiony. Takeover to wydawnictwo, które nie wiedzieć czemu, jest konsekwentnie pomijane we wszelkich muzycznych zestawieniach. Piękno tego materiału nie jest jednowymiarowe. ViLLAGE pomimo młodego wieku imponuje pomysłami aranżacyjnymi, w których w bardzo lekki i przemyślany sposób łączy nowe beaty z dubowo-garagowym brzmieniem, dodając – jak choćby w utworze „Dive” – wątki soulowe. Efekt to piękna, niezwykle klimatyczna epka, idealna na mgliste poranki i chłodne wieczory. — Dźwięku Maniak


5.

You Know You
Like It/Your
Drums Your Love

AlunaGeorge

Tri Angle/Island

Na przestrzenni ostatniego roku byliśmy świadkami rozkwitu popularności Brytyjczyków. Rotacje w BBC, koncerty w strategicznych miastach Europy oraz rekomendacje czołowych dziennikarzy napędziły zainteresowanie wokół AlunaGeorge. W pierwszej połowie 2012 roku zespół podpisał umowę z Tri Angle, czego owocem było wydanie dwóch singli/epek – „You Know You Like It”, które znane było już w 2011 roku oraz premierowego „Your Drums Your Love”. Unikalny styl AlunaGeorge trudno przyporządkować do konkretnej kategorii. Gdyby jednak postawiono mnie pod murem, określiłbym go, jako bardzo stylowy, awangardowy i nowoczesny pop. Każdy z dotychczasowych singli wzbudzał spory poklask i rozgrzewał apetyty. W dopieszczonych do granic produkcjach George’a można było utonąć pośród niezliczonych smakołyków, natomiast głos oraz urok Aluny mógł zawrócić w głowach i przenieść w strefę nieograniczonych fantazji. Jeśli w 2013 roku duet wyda pełnoprawny album – bądźcie pewni, że powali Was na kolana. — K. Zięba


6.

Danger

Katy B

self-released

Zeszłoroczne wydawnictwo od Katy B namieszało trochę i poniekąd otworzyło drogę innym wokalistkom z Wysp, chcącym ‚pokazać się’ w stylistyce zbasowanych (garażowych) brzmień. Po okresie względnej ciszy, na początku grudnia wokalistka wróciła z EPką, którą udostępniła słuchaczom za darmo. Wśród gości pojawiły się takie tuzy brytyjskiej sceny jak Jessie Ware, Diplo, Wiley czy Jacques Greene. Materiał najkrócej i najtrafniej można by skwitować trywialnym ‚bardzo brytyjski’. Połączenie popu, elektroniki i brzmień post-dubstepowych po raz kolejny nie zawiodło, pokazując, że wciąż najbardziej świeże i przebojowe tjuny pochodzą właśnie z UK. — Dźwięku Maniak


7.

True

Solange

Terrible

Mimo, że jest to jedynie zapowiedź albumu długogrającego, to wyraźnie wyznacza kierunek, w którym zmierzają jej poczynania. Materiał, który znalazł się na płycie jest dojrzały, świadomie wyselekcjonowany i dopracowany tak, by wciągać i uzależniać. Świetnym posunięciem jest przeniesienie słuchaczy w czasie. Klimat lat 80-tych tworzony przez nieśmiertelne syntezatory czy pulsujące, nieskomplikowane linie basu, doskonale współgra z subtelnym wokalem Solange. Akcenty w stylu disco czy groove umiejętnie spięto klamrami R&B. [czytaj więcej…]Estrella Q


8.

Never Let You Go

Maseratay

On-Point

Życzę tym gościom wielu produktywnych chwil w 2013 roku. Mam nadzieję, że nie piszę tego na wyrost, wszak zdobyli mnie zaledwie dwoma numerami. I chociaż nikt z redakcji nie podziela mojego entuzjazmu, głęboko wierzę, że w nadchodzącym roku wydadzą równie udane produkcje jak mój ulubiony tegoroczny hit – „Sexxxy”. Zadziorność tego utworu przywołuje najlepsze wspomnienia momentów, gdy zwariowałem na punkcie Sa-Ra w okolicach 2007 roku. Październikowa epka jest w zasadzie singlem z instrumentalami i remiksem, gdzie obok „Sexxxy” znajdziemy wiodący singiel, „Never Let You Go”. Wszystkich zaintrygowanych muszę niestety ostudzić. Musimy poczekać na więcej. Oby nie za długo. — K. Zięba


9.

Seeing Her Naked

Mar

self-released

Jeden z najciekawszych i najlepszych europejskich wokalistów zaprezentował nam po raz kolejny swoją własną, współczesną wizję soulu i r&b. Mar znowuż urzeka swoim falsetem, otulonym w ciepłe brzmienie FS Green’a i Full Crate’a. Wszystko to tworzy niezwykle zmysłową i sensualną atmosferę, poruszającą najwrażliwsze struny naszej natury. Płyta czerpie garściami z muzycznych dokonań lat minionych, nie tkwi w nich jednak przesadnie tworząc nową jakość, w pełni autonomiczną i nowoczesną. — eMeS


10.

Remember Me

Shortcircles

Plug Research

Remember Me EP to zbiór świeżych, bujających, ale i kojących ambientowych bitów od hip-hopowego producenta z Oakland. Efektownie dobrane do tego, nie samplowane, porywające głosy dwóch wokalistek – Miss Kii oraz Tiany Vallan, tworzą idealną dawkę muzyki pozwalająca na oderwanie się od szarości dnia. — Dżesi

 


11.

Songs for Sunset

Denitia Odigie

self-released

Czterech utworów od Denitii faktycznie warto posłuchać przy zachodzie słońca. Klimatyczne teksty, napisane przez wokalistkę o bardzo subtelnym głosie, nagrane zostały do melancholijnych dźwięków saksofonu czy klawiszy nie w studio, a na żywo – w brooklyńskim apartamencie. Pozwólcie sobie na czary od pani Odigie. Oby więcej takiego soulu. — Dżesi

 


12.

Meantime

Kwes

Warp

Brytyjski producent i wokalista znany wcześniej raczej z pracy na rzecz innych artystów, dojrzał w końcu do tego by samodzielnie zaprezentować swoją twórczość i chyba nikt tej decyzji nie żałuje. Eklektyczna mieszanka popu, r’n’b, ciepłej elektroniki i brytyjskich wpływów klubowych porywa i poziomem wcale nie odbiega od ostatnich produkcji popularnych wokalistek z Wysp. Kwes to typ wrażliwca, który w szczery, melancholijny i niepozbawiony naiwności sposób opisuje swoje często bardzo osobiste emocje i uczucia. — eMeS


13.

Shame/Thuggin’

Freddie Gibbs & Madlib

Stones Throw

Pamiętam, jak na początku zeszłej dekady zgadzałem się ze zdaniem Noona, który twierdził, że Madlib jest kiepskim producentem, a jego podkłady są nudne i do granic powtarzalne. Błąd. Z biegiem czasu dorosłem i diametralnie zmieniłem zdanie. Tegoroczny projekt z Georgią Anne Muldrow oraz epki z Freddiem Gibbsem ponownie przekonały mnie, że obrałem dobry kierunek. Soulowe bity Madliba oraz hustlerskie opowieści i pierwszorzędne flow Gibbsa dały świetny rezultat, wpasowując się idealnie w niejedną bezsenną noc. Obok Big K.R.I.Ta to moje ulubione rapowe produkcje w tym roku. — K. Zięba


14.

Bound to Ohra

Blameful Isles

Urban Waves

Blameful Isles to muzyczny projekt szwedzkiego producenta Daniela Israelsona aka Honks Burry, w którym rzeczony w bardzo ciekawy i lekki sposób łączy atmosferyczny jazz z hip hopem, wplatając w całość nienachalne triphopowe smaczki. Pomimo skromnej objętości, nieco ponad 10-minutowy materiał pozostawia po sobie bardzo dobre wrażenie. Oczami wyobraźni śmiało by można sięgać po niego z półki opatrzonej etykietą ‘chill&happiness’. Bound to Ohra, słuchana zwłaszcza wieczorem, łaskocze jak trzeba i tam gdzie trzeba – polecam wszystkim insomnistom i miłośnikom wszelkich nocnych wędrówek. Oczywiście do pobrania za darmo. — Dźwięku Maniak


15.

Armor On

Dawn Richard

Our Dawn Ent./Cheartbrekaer Music Group

Weźcie trochę przebojowości Rihanny z wcześniejszych etapów jej kariery, trochę cybernetyczno-futurystycznej fantazji Janelle Monae i wzbogaćcie to o pseudoiluminacką symbolikę rodem z Watch The Throne, a otrzymacie przynajmniej część wizji tego, co Dawn zaoferowała na swojej tegorocznej epce. Castingowy produkt telewizyjnego show Diddy’ego wymknął się spod kontroli wielkiej wytwórni i zaczął tworzyć indiepopowe r&b z miejscem na modne w muzyce trendy, ale bez miejsca na stanowcze przekroczenie granicy dobrego smaku. Pamiętajmy, że to jedynie przedsmak tego, co pani Richard zaoferuje nam na przypadającym na 2013 longplayu GoldenHeart. — Chojny


 

POLSKI SUPLEMENT

 

Private Silence

Private Silence

self-released

Trzon albumu stanowią 4 nastrojowe kompozycje, na których trójka muzyków korzystając z minimalnej ilości środków (rhodes/oszczędna perkusja/wokal) wprowadza słuchacza w przyjemny, odprężający nastrój. Ascetyczna, pozbawiona jakichkolwiek ozdobników produkcja oraz bliski, ciepły wokal Asi tworzą niezwykle intymną atmosferę. Drugą część albumu zajmują 4 doskonałe, zróżnicowane remixy dokonane przez Teielte, Spiska Jednego, Twardowskiego i Roux Spanę. [czytaj więcej…]Sonar Soul

 


MAUi WOWiE

Ras & Dj Tort

self-released

Wakacyjny projekt MAUi WOW!E EP wylądował w głośnikach niecierpliwych fanów dopiero w październiku. Ras jeszcze nigdy wcześniej nie był tak pewny siebie przed mikrofonem, zachowując przy tym charakterystyczne, wyluzowane flow. Tort również spisał się na piątkę, utwierdzając w mnie w przekonaniu, że samplowane bity w tempie 90-95 bpm wciąż mogą wywoływać niemałe emocje. Na epce znajdziecie m.in. polską wersję „Roc Boys” („Mój krąg”), ciekawy obraz mojego pokolenia („Mogę żyć”, „Ari Gold”) czy gładkie tło do popołudniowej kawy i jointa („Wszystko mam”, „MAUi WOW!E” i „Pogadajmy o niczym”). Fakt, na wielu polskich rapowych płytach wieje nudą na kilometr. Maui Wowie EP zdecydowanie nie jest jedną z nich. — K. Zięba


Wooden Love

Teielte

U Know Me

Polska nie odniosła wielu sukcesów w dziedzinie podboju kosmosu, ale nadrabiamy to z nawiązką wysyłając w przestrzeń międzyplanetarną takie krążki jak ten. Wooden Love czyli drugie – po Homeworkz – wydawnictwo od Teielte, to kolejny krok płockiego producenta do podboju obcych galaktyk. Słodko-kwaśne beaty będące symbiozą hip hopu i elektroniki, dostarczył producentowi w ciągu ostatnich miesięcy wielu nowych fanów, którzy do ‚nowego’ przekonują się coraz chętniej. Wooden Love śmiało można nazwać wizytówką unikalnego stylu Teielte, którego echa już dawno przekroczyły granice naszego kraju. Wciąż jest to muzyka niemożliwie połamana oraz wymagająca, ale nie brak jej przy tym melodii i klubowego potencjału. — Dźwięku Maniak

25 najlepszych piosenek 2012

W tym roku po raz pierwszy, poza tradycyjnym rankingiem albumów, oddajemy na Wasze ręce zestawienie 25 najlepszych piosenek mijającego roku. Było to zadanie niełatwe, początkowo nieco przerażające i rodzące rozmaite wątpliwości, ale efekty zaskoczyły pozytywnie nas samych. Mamy nadzieję, że jest to zestaw miarodajny i dobrze oddający to, co działo się w czarnej muzyce w roku 2012.


1.

„Pyramids”

Frank Ocean

Def Jam

Frank Ocean zdał w tym roku egzamin z wynoszenia współczesnego R&B na wyższy poziom artystyczny, czego najlepszym dowodem jest właśnie singlowe „Pyramids”. Prawie 10-minutowa suita, podchodząca na kilka sposobów do mitu Kleopatry to postmodernistyczna mieszanka wybuchowa, zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej. Żyrandole wiszące we wnętrzu piramid, odtwarzacz kaset VHS w przydrożnym motelu, sześciocalowe obcasy, odgłos uruchamianego Playstation w teledysku, klubowy syntezator, trapowe bębny, orgia instrumentów zwieńczona psychodeliczną gitarową solówką Johna Mayera. Nieliczni przedstawiciele czarnej muzyki byliby w stanie wykuć z czegoś takiego dzieło kompletne. Scena R&B właśnie wzbogaciła się o kogoś takiego. Doceńmy to z całego serca. — Chojny


2.

„Adorn”

Miguel

RCA

Nowoczesne R&B w najczystszej postaci. Kolejny raz Miguel dał znać o swoich nieprzeciętnych tekściarskich umiejętnościach. Pozwól by moja miłość Cię ozdobiła – dziękim takim tekstom każda kobieta chce być z Miguelem, a każdy mężczyzna chce być Miguelem. Erotycznie naładowana piosenka przywodzi na myśl „Sexual Healing” Marvina Gaye’a. Do tego brawurowe wokalne popisy i przeciągające się echa głosu zanurzone w miksie syntezatorów sprawiają, że zdajemy sobie sprawę, iż mamy do czynienia z wysublimowanym, PBR&B 2.0 na najwyższym poziomie. — Teofil Niedziałka


3.

„Losing You”

Solange

Terrible

W „Losing You” Solange odważnie eksploruje lata 80-te, mieszając stylowy vibe surowych hip-hopowych bitów z syntezatorowymi akcentami i eterycznymi wokalami w tradycji neo-soulu i współczesnego R&B. Efektem jest świeży, wysmakowany, niesamowicie przebojowy numer z nutką fantazji i całym mnóstwem wyobraźni. — Kurtek

 


4.

„Running”

Jessie Ware

Island

Przykład Jessie Ware śmiało można by podciągnąć do historii o brzydkim kaczątku. Z początku skromna, mało znana dziewczyna od featuringów w niecały rok – najpierw za sprawą singli zapowiadających jej debiutancki materiał, następnie za sprawą samego albumu – pokazała, jak szybko i zarazem nienachalnie dostać się na salony. Zmysłowość jaka towarzyszy utworom Jessie jest mocno uzależniająca, o czym najlepiej można się przekonać słuchając takich utworów jak „Running”. Czar i wdzięk Brytyjki przyjemnie izoluje słuchacza, pozostawiając go w rozkosznym zamyśleniu jeszcze długo po wybrzmieniu ostatnich dźwięków tego magicznego utworu. — Dźwięku Maniak


5.

„Lost & Found”

Lianne La Havas

Warner Bros.

Ciarki przechodzą mnie za każdym razem, gdy słucham tego nagrania. Oszczędność aranżacji i delikatność samego wykonania kontrastują tutaj z ogromnym ciężarem wyśpiewywanych słów. To przejmujący i niezwykle poruszający utwór przypominający o tym, że każdy z nas chowa gdzieś głęboko swoje własne demony. — Emes


6.

„Afro Blue”

Robert Glasper Experiment feat. Erykah Badu

Blue Note

Robert Glasper odświeżył jazzowy klasyk z 1959 roku. Delikatne i relaksujące brzmienie podkreśla niezaprzeczalnie gładki wokal Królowej Badu. Chillout doskonały. — Lejdi K

 

 


7.

„Thinkin Bout You”

Frank Ocean

Def Jam

Nie jedno z nas przeżywało rozstanie. Frank też cierpiał i opowiedział nam o tym w minimalistycznej, niesamowicie klimatycznej i poruszającej balladzie-spowiedzi. Krótka, lecz konkretna historia o wymykającym się spod kontroli cierpieniu po rozstaniu z pierwszą miłością. Ktoś uznałby to za truizm, ale sposób, w jaki Ocean przekazuje emocje i wokal są nieporównywalne Śmiało można wrzucić tę piosenkę do tych ponadczasowych. — Dżesi


8.

„Bad Girls”

M.I.A.

Interscope

Wyprodukowany przez Danję, bliskowschodni banger M.I.A. „Bad Girls”, mimo, że nie odkrywa Ameryki jeśli chodzi o brzmienie buntownicznej Angielki, wnosi bezsprzeczny powiew świeżego powietrza, którego zabrakło na jej ostatnim studyjnym krążku /\/\ /\ Y /\. Na sukces numeru składają się: ciężki, pulsujący beat, nadzwyczajnie przebojowe hooki i bezbłędny swag artystki. — Kurtek


9.

„Climax”

Usher

RAC

Nikt nie przypuszczał chyba, że Usher jest jeszcze w stanie nagrać kawałek, któremu bez wątpienia należy się tytuł uszatkowego opus magnum. Niezwykła harmonia pomiędzy delikatnymi akcentami syntezatora a rhythm&bluesowymi elementami pozwala rozkoszować się każdą sekundą utworu. Do tego namiętny głos Ushera jako cierpiącego katusze niespełnionego kochanka, i nie ma mowy by przejść obok tej piosenki obojętnie. Klasa sama w sobie. — Eye Ma


10.

„Fire We Make”

Alicia Keys feat. Maxwell

RCA

Alicia Keys ponownie znalazła przepis na smakowitą piosenkę. Połączenie w powolnym tempie składników w postaci swojego obniżonego głosu z falsetem Maxwella oraz okraszeniem całości gitarą Gary’ego Clarka Jr. dało w efekcie soczystą porcję dojrzałego, pościelowego r&b. Zmysłowy duet, który z powodzeniem mógłby znaleźć się na The Diary of Alicia Keys. — Soul Junkie


11.

„Your Drums, Your Love”

AlunaGeorge

Island

Nie załapali się co prawda do ścisłej dziesiątki, ale miejsce 11. na naszej liście to żadna hańba dla Brytyjczyków. Prosty, emocjonalny tekst traktujący o wytrwałości w czekaniu na miłość w połączeniu z delikatnym bitem i niesamowicie zmysłowym głosem wokalistki – tylko albo i aż tyle potrzeba było duetowi AlunaGeorge, by numerem „Your Drums, Your Love” kolejny raz udowodnili, że scena future soulu należeć będzie wkrótce do nich. Klasa. — Dżesi


12.

„Daughters”

Nas

Def Jam

Zmagania z dorastającą, a co za tym idzie – niekiedy niesforną córką, stały się dla Nasa inspiracją do napisania hymnu zrzeszającego zakłopotanych w codziennych obowiązkach ojców. Szczery, a zarazem zabawny tekst został dopełniony przyjemnym i miękkim podkładem, który dzięki wykorzystaniu sampla „Na Na Hey Hey Kiss Him Goodbye” na długo zapada w pamięć. — Eye Ma


13.

„Night Light”

Jessie Ware

Island

„Night Light”, głęboko zanurzone w sosie lat 80., zbudowane na podwalinach reggae rocka i gitarowej fuzji soulu z rock & rollem, pięknie przepisuje ówczesne odkrycia aranżacyjne do na wskroś współczesnego wzorca popowej piosenki. Wokal Ware, umiejętnie wyeksponowany na tle tej mozaiki aranżacyjnej, jest silny i zmysłowy, atmosfera – gęsta i intensywna, a emocje – szczere i niczym nieskrępowane. — Kurtek


14.

„Latch”

Disclosure feat. Sam Smith

Greco-Roman

To jedna z tych piosenek, która świetnie sprawdza się w wypełnionym po brzegi pędzącym samochodzie, zdemolowanym łóżku po zbliżeniu z piękną kobietą czy na spacerze z psem w kierunku łąki pełnej patyków do przygryzienia. Poznałem ją zaledwie kilka tygodni temu, jednak jestem przekonany, że będzie przypominać o sobie jeszcze przez długie lata. — K. Zięba


15.

„I’ll Get Along”

Michael Kiwanuka

Polydor

Wśród trochę nostalgicznej atmosfery Home Again „I’ll Get Along” jest jak promień słońca na zachmurzonym niebie. Z optymistycznym przesłaniem, pogodną partią fletu i dodatkowym wokalem Paula Butlera dostaliśmy od Kiwanuki kawałek starego soulowego brzmienia A.D. 2012. — Soul Junkie

 


16.

„Bad Religion”

Frank Ocean

Def Jam

Miłość jako religia, taksówkarz jako psychoanalityk i Frank w roli siebie samego – ze złamanym sercem, pozbawiony wiary, przyłapany w poruszającym akcie spowiedzi. Kameralne, intymne „Bad Religion” to szczera, niemalże filozoficzna rozprawa o nieodwzajemnionej miłości, podparta brawurowym wokalem, sekcją smyczkową i finałem w stylu D’Angelo. „It’s a bad religion to be in love with someone who can never love you / Only bad religion could have me feeling the way I do”. — Kurtek


17.

„Higher Ground”

TNGHT

Warp

„Higher Ground”, zręczna mieszanka trapu i wonky, to mocno zapętlony wokal, ciężka elektroniczna perkusja i nadająca utworowi charakteru sekcja syntezatorowych trąbek. Moc i energia singla sprawiły, że kawałek niezwłocznie po swojej premierze zawładnął klubowymi parkietami na całym świecie. — Wizz

 


18.

„Dive”

ViLLΛGE

Ultra Vague

Zdecydowanie jeden z najlepszych nowobeatowych utworów roku. Młody i wciąż niezbyt znany producent ViLLΛGE stworzył osobistą interpretację piosenki Ushera, w której – w porównaniu do oryginału – zdolny mieszkaniec rumuńskiego Gelati przemyca więcej wdzięku i subtelności, grając na emocjach słuchacza. Polecam odsłuch na słuchawkach, najlepiej z zamkniętymi oczami. Świetność wielowymiarowa. — Dźwięku Maniak


19.

„Bottom to Top”

Miles Bonny x B.Lewis

self-released

Kolaboracja tej dwójki była jednym z najlepszych prezentów, jakie dostałem w tym roku. „Bottom to Top” to doskonały przykład na to, że Miles powinien jak najczęściej hipnotyzować słuchaczy w asyście nowobrzmieniowych produkcji. Wspaniała kombinacja romantycznej nostalgii Bonny’ego i piekielnie dobrze zbudowanej bomby B.Lewisa. — K.Zięba


20.

„Wildest Moments”

Jessie Ware

Island

Choć media usilnie próbowały zanudzić mnie tą piosenką, na szczęście im się nie udało. Historia trudnej relacji dwojga ludzi jest niezwykle sugestywna i spójna, podlana prawdziwymi emocjami, a mocna perkusja i akordy fortepianu wyostrzają i uzupełniają tą piękną opowieść. — Emes

 


21.

„Live Your Life”

Yuna

Fader

„Live Your Life” urzeka prostotą przekazu. Malezyjskie pochodzenie Yuny ma znaczenie, bo właśnie stąd wypływa jej buddyjska siła spokoju, którą słyszymy w jej hipnotyzującym głosie oraz widzimy w pojedynczych ruchach w teledysku. Wyjątkowości utworowi nadaje także subtelna produkcja Pharella Williamsa – kojąca perkusja i nieco funkująca linia basu. Wszystko to tworzy magiczny klimat i nastrój, przy którym nie pozostaje nam nic innego, jak tylko się odprężyć. — Teofil Niedziałka


22.

„If You Love Me”

BenZel feat. Jessie Ware

self-released

Liczba piosenek z udziałem Jessie Ware w naszym rankingu, wcale nie jest przypadkowa. Tym razem na warsztat wzięła utwór, który w oryginale wykonywały dziewczyny z zespołu Brownstone, popularnego w latach 90-tych. Wokal Jessie i talenty dwóch młodych producentów z Japonii daje piękny efekt w postaci „If Your Love Me”, od którego można się łatwo uzależnić. — Lejdi K


23.

„Mercy”

Kanye West feat. Big Sean, Pusha T & 2 Chainz

Good Music

Mówi się, iż prostota jest owocem dojrzałości – w tym przypadku jest ona także przyczyną sukcesu. Nikt tak jak Kanye nie potrafi dobrać kilku zupełnie różnych od siebie sampli i stworzyć z nich czegoś całkiem nowego. Połączenie elementów ścieżki dźwiękowej Człowieka z blizną i typowo dancehallowego wokalu wymaga dużej wyobraźni. West po raz kolejny udowodnił swoją wartość. — Wizz


24.

„New God Flow”

Kanye West & Pusha T

Good Music

Szanuję Kanyego, bo nawet kiedy stoi na samym szczycie rapgry, potrafi nawinąć tak, jakby jeszcze miał coś do udowodnienia. Poza obciachowym wersem o złym dotyku wujka każda linijka jest na wagę złota. To samo dotyczy nie mniej błyszczącego Pusha T, przy czym jego determinacja jest bardziej uzasadniona – 2013 ma bowiem przynieść premierę pierwszej (!) solówki tego pana. Do tego gościnny występ samego Ghostface’a w albumowej wersji utworu… Wisienki na szczytach najbardziej wykwintnych tortów – ot, cały Kanye i jego G.O.O.D. Music. — Chojny


25.

„Cabin Fever Sweet Love”

THEESatisfaction

self-released

Panie z THEESatisfaction wzięły na warsztat „Sweet Love” klasyczny numer z repertuaru Anity Baker i zepsuły go po swojemu w zręcznym mashupie ze swoim własnym „Cabin Fever”. To jedynie kolejny, po Jessie Ware i Solange, dowód na to, że na połączenie współczesnego neo-soulu i lat 80. w minionym roku nie było mocnych. — Kurtek

Jessie Ware - What's Your Pleasure