podsumowanie
25 najlepszych piosenek 2014
Chociaż przekonanie, że rok 2014 nie był dla muzyki najlepszym czasem, wydaje się dość powszechne, mieliśmy nie lada problem, by z listy bardzo wielu solidnych utworów wyłowić czołowych dwadzieścia pięć. (więcej…)
20 najlepszych remiksów 2014
Średnio znamy się na rzemieślniczych tajnikach produkcji muzycznych. Prawda — znamy kilka trików, definiujemy cechy charakterystyczne, wyłapujemy nowatorskość oraz potrafimy rozróżnić gruntowny remont od liftingu. Najważniejszym jednak kryterium jest to najbanalniejsze. (więcej…)
Podsumowanie 2013: Selekcja gości

20 najlepszych epek 2013

Niejednokrotnie wspominaliśmy, że 2013 rok zapamiętamy jako fenomenalny czas dla muzyki. Wysoka jakość tegorocznych wydawnictw dotyczy również epek, których nazbierało się od stycznia co niemiara. (więcej…)
40 najlepszych albumów 2013

Mijający rok był niesamowicie udany pod kątem wszelkich muzycznych wydawnictw. (więcej…)
25 najlepszych piosenek 2013

Zanim przedstawimy Wam zestawienie najlepszych płyt tego roku wybranych przez naszą redakcję, oddajemy do dyspozycji analogicznie zestawienie najlepszych piosenek 2013. (więcej…)
20 najlepszych remiksów 2013
Zdajemy sobie sprawę, że coraz trudniej być na bieżąco ze wszystkimi udanymi próbami producenckich reinterpretacji katalogu utworów, które promujemy na stronie. (więcej…)
25 najlepszych albumów 2012

Już po raz piąty Soulbowl.pl ma zaszczyt zaprezentować redakcyjne podsumowanie najlepszych płyt mijającego roku. W zestawieniu uwzględnialiśmy jedynie wydawnictwa długogrające, włączając w to mikstejpy i wybrane kompilacje. W tym roku poza soulem, funkiem, R&B i hip hopem, w rankingu szczęśliwie znalazło się miejsce także dla najciekawszych pozycji jazzowych. Podobnie jak we wszystkich minionych latach, najlepsze albumy roku wyłoniliśmy za pomocą głosowania, w którym każdy z redaktorów miał wskazać 25 najlepszych jego zdaniem krążków tego roku. Nie będzie zapewne żadnym zaskoczeniem, jeśli zdradzę, że zwycięzca był bezkonkurencyjny i został wybrany niemalże jednogłośnie, co przy takiej liczbie osób w redakcji jest czymś naprawdę niezwykłym. Rok 2012 obfitował w interesujące wydawnictwa muzyczne, ale postanowiliśmy z premedytacją nie rozszerzać samego rankingu płytowego (do 40 pozycji, co już wcześniej dwukrotnie czyniliśmy) i podsumować mijające 12 miesięcy bardziej wielowymiarowo tworząc odrębne zestawienia najlepszych remiksów, utworów i epek roku. Wydaje nam się, że całkiem zręcznie uchwyciliśmy w tych kilku krótkich podsumowaniach to, co działo się w czarnej muzyce w roku 2012. Mamy nadzieję, że podzielacie nasze muzyczne fascynacje i przy okazji dziękujemy za szereg miłych komentarzy (ale i za konstruktywną krytykę), które kierujecie pod naszym adresem. — redakcja Soulbowl.pl
1.
Channel Orange
Frank Ocean
Def Jam
Channel Orange to pierwszy świadomy soulowy album młodego pokolenia i jeden z nielicznych od czasu świetności Marvina Gaye’a czy Curtisa Mayfielda. Ocean, z mijających się wzajemnie historii, przy pomocy słonecznego klasycznego soulu spod znaku Steviego Wondera i minimalistycznych funkujących syntezatorów, w bezliku najdrobniejszych detali projektuje zupełnie odrębny świat – wyrazisty i prawdziwy. Zręcznie demonstruje, że we współczesnym R&B jest wciąż jeszcze bardzo wiele do osiągnięcia, jeśli chodzi o formę i treść. Do zdominowanego przez puste teksty i generyczne bity gatunku, z naturalną lekkością wprowadza nową świeżość – natchnienie i substancję, jakich brakowało tu od lat. To szczery i zaangażowany album — skrupulatny zapis myśli współczesnego człowieka czującego i poszukującego — krążek pełen świadomie postawionych pytań, na które nie ma łatwych i jednoznacznych odpowiedzi. [czytaj więcej] — Kurtek
2.
Devotion
Jessie Ware
Island
Porównania Jessie do Sade są tyleż przyjemne i schlebiające, co krzywdzące jednocześnie. Na tym albumie autorka szuka swojej muzycznej tożsamości i doskonali swoje brzmienie. A miesza się w nim soul, pop, R&B i UK Garage. Eleganckie i syntezatorowe ballady są delikatne, urzekające. Nie ma tu gwiazdorskiego melodramatyzmu Adele czy Lany Del Rey. Jest za to bardzo szczery i intymny przekaz, który czuje się w każdym kawałku. Ware posiada znakomite umiejętności wokalne. Płynnie przechodzi od delikatnych szeptów do pasjonujących okrzyków, wyciągając maksimum ze swojej skali głosu. Tą płytą Ware zaznaczyła swoje miejsce w ekstraklasie wokalistek, promując jakże rzadki dziś wysublimowany i subtelny pop. Jessie Ware jest tu i teraz. Taka, jakiej jej potrzebujemy — unikatowa i jedyna w swoim rodzaju. — Teofil Niedziałka
3.
Good Kid,
m.A.A.d. City
Kendrick Lamar
Aftermath/Interscope/TDE
Album jest zrealizowaną z hollywoodzkim rozmachem autobiograficzną opowieścią o dzieciaku dorastającym w jednym z najniebezpieczniejszych miast Stanów Zjednoczonych. W nie do końca chronologicznej kolejności poznajemy przypadki z życia ambitnego małolata, który z utworu na utwór coraz bardziej się gubi, wykształca pokorną postawę wobec brutalnej rzeczywistości, by ostatecznie trafić na dobrą drogę. Good Kid, m.A.A.d. City jest jak film, którego fabuła być może przewidywalna, ale i tak przez bite półtorej godziny wpatrujemy się w ekran ze względu na umiejętny montaż, błyskotliwe dialogi, widowiskową scenografię, kapitalne zdjęcia, doskonałą obsadę, dbałość scenarzysty o szczegóły, czy wyczucie reżysera w kreowaniu rzeczywistości wewnątrz dzieła. [czytaj więcej] — Chojny
4.
Black Radio
Robert Glasper Experiment
Blue Note
Glasper tytułując swój ostatni album Black Radio wiedział co robi, bo jak na dobre radio przystało oferta muzyczna jest tu bardzo różnorodna. Wspólnym mianownikiem przedsięwzięcia są jazzowe aranżacje, ale nawet pomimo tego amerykański pianista udowadnia, że swobodnie porusza się wśród wielu gatunków — głównie brzmień zakorzenionych w hip-hopie i R&B. Nie tylko udowadnia, że jazz może być przystępny i wcale nie trzeba do niego dorastać, ale do dość szczelnie zamkniętego światka jazzowych melomanów umiejętnie wprowadza czarne brzmienia. [czytaj więcej] — Estrella Q
5.
R.A.P. Music
Killer Mike
Williams Street
Killer Mike uczynił z R.A.P. Music odbicie swojej duszy. Imponując na każdym kroku kunsztem i erudycją opowiada o niebezpiecznej Atlancie, wywołuje duchy ofiar policyjnych nadużyć, czy wreszcie soczyście spluwa jadem na grób Ronalda Reagana, ale potrafi też zmyślić zabawną historię z niepoprawnym szczęściarzem i duchem Ghostface’a w rolach głównych. Nie od wczoraj wiadomo, że Killer Mike ma talent i łeb na karku. Z pomocą niezawodnego, indie hip hopowego producenta El-P, postawił sobie wreszcie w pełni zasłużony pomnik. [czytaj więcej] — Chojny
6.
Kaleidoscope Dream
Miguel
Bystorm/RCA
Miguel uczy się na własnych i cudzych błędach. Na drugim studyjnym albumie odważnie wciela bezlik gitarowych motywów i syntezatorowych wariacji rodem z najlepszych albumów Prince’a do na wskroś współczesnych formuł melodycznych. Błyskotliwie łączy eteryczną, surową produkcję spod znaku The Weeknd z klasycznym R&B na hip-hopowych beatach, dodając od siebie szczyptę psychodelii i całe mnóstwo charakteru, dzięki któremu owocnie splata jedenaście różnorodnych melodii w jedną harmonijną kompozycję. Umiejętnie operując głosem, potrafi stworzyć nader intymny nastrój, ale choćby śpiewał o miłości, wciąż brzmi zgoła nietuzinkowo. — Kurtek
7.
awE naturalE
THEESatisfaction
Sub Pop
THEESatisfaction wiedzą gdzie zacząć i kiedy skończyć. Ich pierwszy oficjalny album-manifest awE naturalE to zaledwie półgodzinny, ale starannie dopracowany zamknięty obieg myśli, rytmów i pomysłów. Duet z Seattle z wrodzoną naturalnością przeplata futurystyczny afro soul z hip hopową awangardą, pożyczając inspiracje od najlepszych ludzi w branży. Utwory spaja, przede wszystkim, wspólny dla całości zamysł aranżacyjny — harmonijne, ale atonalnie powykrzywiane wokalizy na styl free jazzowego warsztatu Georgii Anne Muldrow, czy zapętlone, spiralnie powykręcane rytmiczne pułapki podkreślone przez kosmicznie funkujący vibe. [czytaj więcej] — Kurtek
8.
Home Again
Michael Kiwanuka
Polydor
Michael Kiwanuka, jakby wbrew wszystkim, nagrał płytę niemodną, nieprzebojową i wymykającą się współczesnym klasyfikacjom. Piosenki, jedna po drugiej, z niesamowitą lekkością, płyną swoim własnym tempem, mieszając w niebezpiecznych dawkach melancholię z optymizmem. To proste granie w starym stylu, trącające te same struny naszej wrażliwości, na których grę do perfekcji opanowali przed laty Tim Buckley czy Marvin Gaye. Home Again to stworzony z tęsknoty i miłości ponadczasowy album, który równie dobrze mógł zostać wydany wiele lat temu, ale przydarzył się światu dzisiaj, ku być może nawet większej tego potrzebie. [czytaj więcej] — Kurtek
9.
Life Is Good
Nas
Def Jam
Po wielu, niekoniecznie szczęśliwych, doświadczeniach życiowych, Nas zgromadził wreszcie materiał na solidny album. Mogłoby się wydawać, że powinien był już dawno ostudzić swoje rapowe ambicje, a tymczasem jego zaangażowanie i fenomenalna forma wciąż zdumiewają słuchaczy, niemal dwie dekady po debiucie. Jest jednak pewna zauważalna różnica – wtedy uparcie twierdził, że życie to dziwka, a dziś, pomimo wielu niepowodzeń, bez żalu odnajduje w sobie spokój ducha. [czytaj więcej] — Eye Ma
10.
Tawk Tomahawk
Hiatus Kaiyote
self-released
Nagrany w domowych pieleszach album jest jednym z największych zaskoczeń roku. Niby wszyscy mieszają ze sobą różnorakie gatunki, ale w taki sposób wychodzi to chyba tylko temu australijskiemu kwartetowi. Unikalne połączenie soulu, nowych bitów czy nawet folku i muzyki operowej z niezdefiniowanym bliżej pierwiastkiem X, charakterystycznym dla artystów z Antypodów, tworzy zupełnie nową jakość. Tawk Tomahawk to płyta pełna kolorów i emocji, wymagająca od słuchacza choćby minimalnego zaangażowania. Świetnie zaaranżowana elektronika i żywe instrumenty dobrane są w idealnych proporcjach i tworzą przestrzenne brzmienie, a swoistą wisienką na torcie jest zaskakujący i intrygujący głos wokalistki. — eMeS
11.
Until the Quiet
Comes
Flying Lotus
Warp
To kolejny silny kopniak w brzuch dla muzycznych purystów. Na Until the Quiet Comes znajdziemy sporo eksperymentów w składni bitów, a także swobodnego przeskakiwania z gatunku do gatunku. Słychać tu jazzowe korzenie Lotusa, które są punktem wyjścia do permutacji z nowoczesną elektroniką i hip-hopem. Słuchając płyty ma się wrażenie, jak gdyby jej twórca chwytał nas za rękę i prowadził przez swoje sny, marzenia, przestrzenie i miejsca dostępne tylko pozazmysłowo. [czytaj więcej] — Teofil Niedziałka
12.
Pineapple
Now-Laters
BJ the Chicago Kid
M.A.F.E. Music
Tegoroczna płyta BJ’a w dużej mierze poświęcona jest dwóm niemal nierozłącznym zagadnieniom — miłości i kobietom. BJ, niczym magik przy pomocy czarodziejskiej różdżki, okrasza każdą piosenkę uwodzicielskim, nierzadko wręcz erotycznym, nastrojem. Sprawcami romantycznego klimatu są nie tylko rozkoszne podkłady, ale także ujmujący wokal BJ’a, nierzadko porównywany z głosami takich artystów jak Bilal czy Anthony Hamilton. Pineapple Now-Laters to także doskonały przykład tego jak mądrze można czerpać z dokonań klasyków. Wachlarz inspiracji jest tu ogromny: od Jackson 5, przez Marvina Gaye’a, do Curtisa Mayfielda. Rzadko jesteśmy świadkami sytuacji w której debiutant nagrywa płytę kompletną i spójną. Temu dzieciakowi z Chicago się to udało. — Eya Ma
13.
4eva N a Day
Big K.R.I.T.
Cinematic Music Group
Choć Live From the Underground nie jest przeciętnym albumem (pierwszorzędne bity, dobra forma gospodarza, niezłe zwrotki pierwszoligowych legend), to właśnie jednak 4eva N a Day zdaje się być płytą, która pochłania słuchacza pod każdym względem. Prosty koncept polegający na opowiedzeniu jednego dnia z życia rapera, nie opiera się bowiem na klasycznym rapowym storytellingu. Jest natomiast zapisem myśli Krizzlego — jego osobistych rozterek, wspomnień czy szczerych wątpliwości. Istotnym atutem albumu jest fenomenalny instynkt oraz różnorodność flow K.R.I.T.’a, który piekielnie dobrze sprawdził się w roli intrygującego przewodnika. Soulowo-jazzowe opary unoszące się nad południowym gruntem to mieszanka hipnotyczna, która w połączeniu z nostalgicznymi tekstami rapera pozwala na wyszczególnienie 4eva N a Day jako jednej z najlepszych płyt minionego roku. — K. Zięba
14.
Chequered Thoughts
Funkommunity
Melting Pot
W długim napięciu wyczekiwaliśmy debiutanckiego albumu producencko-wokalnego kolektywu Funkommunity. Pomimo zawartego tu muzycznego eklektyzmu, wydawnictwo Nowozelandczyków jest niezwykle spójne, a fuzja soulu i funku, nierzadko z domieszką elektroniki, stanowi unikatowy styl duetu. Niepodważalnym atutem jest wokal Rachel Fraser, będący idealnym uzupełnieniem znajdujących się tu dwunastu zmyślnych i nietuzinkowych bitów Isaaca Aesili – zarówno tych spokojniejszych, soulowych, jak również tych, podczas słuchania których nasze głowy instynktownie się bujają i wcale nie chcą przestać. Ewidentnie słyszalny ogromny pokład pasji do muzyki oraz energii włożonej w powstanie Chequered Thoughts sprawił, że czekanie zostało sowicie wynagrodzone. — Dżesi
15.
Time’s All Gone
Nick Waterhouse
Innovative Leisure
Nick Waterhouse to idealny przykład na to, że współcześnie można tworzyć autentyczny soul, głęboko zakorzeniony w klasyce gatunku. Płyta zachwyca naturalnością z jaką muzyczna elegancja zostaje tu wpisana w surowy, niemalże garażowy rhythm & blues. Album jest kwintesencją przebojowości w starym stylu — na krótkie, ale intensywne piosenki składają się: przejrzysty rytm, szczere emocje i nieskrępowane meandry żywych instrumentów. Muzyka broni się sama. [czytaj więcej] — Kurtek
16.
The Bravest Man
in the Universe
Bobby Womack
XL Records
Nie wiem czy to kwestia niezwykłego wyczucia smaku, czy może przysłowiowej chemii między Womackiem a Albarnem (który jest producentem krążka), ale nie pamiętam kiedy ostatnio byłem świadkiem tak stylowego powrotu na scenę. Nie jest sztuką odtworzyć po latach swoje sprawdzone brzmienie, lecz odnaleźć się w czasach, w których w muzyce modne jest jednocześnie wszystko i nic. Womack odnalazł swoją niszę – gdzieś pomiędzy spokojnymi klawiszowo-smyczkowymi kompozycjami a zimnymi uderzeniami automatów perkusyjnych. Legenda wie jednak jak najlepiej zapełnić każdą wolną przestrzeń – jeśli nie wokalem, to osobowością. [czytaj więcej] — Chojny
17.
BBNG2
BadBadNotGood
self-released
W niezbyt ciepłej Kanadzie powstaje bardzo temperamentny jazz, za który odpowiedzialni są trzej niepozornie wyglądający chłopcy. Ich wątłe ciała zawierają jednak niespożyte pokłady charyzmy i talentu, który bądź nie bądź, dopiero zaczyna kiełkować. BBNG2 jest czwartym(!) zarejestrowanym materiałem w dorobku trio z Toronto. I to czwartym w przeciągu jednego półrocza! To jazz z najmroczniejszych zakamarków duszy, z na pozór rozleniwiającym i dusznym klimatem, który rozrywany jest co jakiś czas improwizowanymi instrumentalnymi wariacjami. Jedenaście aranżacji zawartych na albumie, to efekt 10-godzinnej sesji nagraniowej, zrealizowanej w formie luźnego jamu. Kanadyjczycy kreatywnie zinterpretowali utwory między innymi Tylera the Creatora, Jamesa Blake’a i Kanyego Westa, przy czym nie zabrakło też kilku w pełni autorskich kompozycji. W tych gościach drzemie potencjał tak wielki jak tyłek Nicki Minaj. Pobierać! — Dźwięku Maniak
18.
Is Your Love
Big Enough?
Lianne La Havas
Warner
Lianne La Havas na swoim debiutanckim krążku zamiast na efekty specjalne, wykrojone masteringowym nożem, postawiła na szczerość i prostotę. Zarówno akustyczne aranżacje, jak i fragmenty a capella nadają jej soulowo-jazzowym kompozycjom niespotykanej autentyczności. Za sprawą charakterystycznej głębokiej barwy głosu, udaje jej się wprowadzić wyobraźnię słuchacza do krainy rozmaitości. Jest zaczepna jak w przypadku „Forget”, rzewna w „Lost and Found”, czy wreszcie wyluzowana w coverze Scotta Matthewsa „Elusive”. I tak ostatecznie na kanwie rozmaitych historii o relacjach damsko-męskich, udało jej się utkać żywymi instrumentami całkiem barwne dzieło [czytaj więcej] — Estrella Q
19.
There Now
Josh Berman & His Gang
Delmark
Wyobraźcie sobie, że Art Ensemble of Chicago bierze na warsztat klasyczne big bandowe melodie Louisa Armstronga. Co następuje? Harmonijne brzmienie zostaje brutalnie zakłócone i rozerwane na drobne strzępy przez szaleńczą free jazzową improwizację. To właśnie czyni na swojej ostatniej płycie There Now amerykański kornecista Josh Berman — pożycza stare i po swojemu miesza je z nowym. O ile jednak nierzadko efekty takich połączeń bywają niezręczne i odtwórcze, na There Now wszystkie dźwięki układają się swobodnie, przez co płyta jako całość brzmi bardzo adekwatnie. Prawdziwy jazz wcale nie umarł — ma się doskonale! [czytaj więcej] — Kurtek
20.
Seeds
Georgia Anne Muldrow
Entertainment One Music
Georgia przypomina emocjonalny wulkan, który drażni się z naturą. Nikt nie ma pojęcia, kiedy nastąpi erupcja. Tytułowy numer nasączony psychodelicznym sosem to popis znakomitego operowania głosem. Seeds jest mniej chaotyczne od poprzednich albumów Muldrow, gdzie bywało, że najlepsze numery trwały raptem półtorej minuty, a wokalistka przesadzała z temperamentem. Tym razem Georgia z wyczuciem wyważyła proporcje i świetnie wpasowała się w produkcje Madliba. [czytaj więcej] — K. Zięba
21.
Look Around
the Corner
Quantic & Alice Russell
Tru Thoughts
Alice Russell bez wątpienia ma w sobie coś, co stawia ją niemalże w jednym szeregu razem z artystami legendarnej wytwórni Motown. Look Around the Corner, nagrany przez artystów w Kolumbii, łączy chillout, latynoskie rytmy Quantica i jego Combo Bárbaro z natchnionym głosem Alice Russell. Używając bogatej palety ciepłych, soulowych dźwięków, muzycy przenoszą nas daleko na bezludną, tropikalną wyspę. To bez wątpienia jedna z najciekawszych propozycji wśród imponującego dorobku zarówno Quantica, jak i Alice Russell. — Blackjack
22.
Supa Soul Shit
S3
Melting Pot
Supa Soul Shit to niezwykle udany międzynarodowy projekt, powstały pod skrzydłami Melting Pot Music. Miles Bonny oraz Brenk Sinatra, znani do tej pory głównie z solowych wydawnictw, stworzyli nusoulowego pewniaka, który co prawda szczytu list przebojów nie osiągnął, ale z pewnością skutecznie umilił niejedno popołudnie i wieczór. Dwadzieścia jeden świetnie zrealizowanych kompozycji ubarwionych charakterystycznym głosem Milesa sprawiło, że ponownie uwierzyłem w dojrzałe męskie albumy, które oprócz emocji niezwykle wzniosłych i szlachetnych, niosą ze sobą niemałą dozę luzu i marzycielskiego klimatu. Supa Soul Shit? Zdecydowanie! — Dźwięku Maniak
23.
Cancer 4 Cure
El-P
Fat Possum
El-Producto zaliczył jeden z najbardziej spektakularnych powrotów roku – nie tylko wyprodukował Killer Mike’owi obłędnie mocne R.A.P. Music, ale także powrócił po 5-letniej przerwie z solówką co najmniej tak dobrą jak wszystkie jego poprzednie. Na Cancer 4 Cure raper daje po raz kolejny upust swojemu wewnętrznemu szaleństwu, paranoicznie reaguje na rzeczywistość, snuje wizję dystopijnej przyszłości. A może teraźniejszości? Ciężko powiedzieć, zwłaszcza że już sama oprawa muzyczna – czerpiąca ze wszystkiego od indie rocka przez rave po boom-bap – mogłaby stanowić idealną ścieżkę dźwiękową do cyberpunkowego filmu science-fiction. Lata mijają, a El-P wciąż sumiennie szlifuje własną i wyłącznie własną wersję hip-hopu. Wychodzi z tego zwycięsko jak nikt inny. — Chojny
24.
From the Roots Up
Delilah
Warner
Ta zdolna Angielka wypływała stopniowo — najpierw częstowała nas pojedynczymi numerami, później serwowała zgrabne epki, by jako danie główne podać debiutancki album From the Roots Up. Krążek łączy w sobie wiele gatunków: artystka płynnie balansuje między popem, soulem, folkiem, trip hopem, elektroniką i alternatywnym R&B. Całą tę różnorodność spina klamra, w postaci elektryzującego głosu wokalistki. Chociaż tematyką płyty jest jednostajna i wszędobylska miłość, Delilah potrafi wyrazić ją na milion sposobów, przekraczając wszelkie emocjonalne granice. — Lejdi K
25.
The Money Store
Death Grips
Epic
Ta płyta to znak naszych czasów – jest przerysowana, nazbyt intensywna, skandalizująca, obrazoburcza, przesycona negatywnymi emocjami i podszyta ukrytym lękiem. Nie ma w niej niczego, co zgodnie ze zdrowym rozsądkiem zasługiwałoby na pochwałę. A jednak budzi w słuchaczu pokłady zakopanego gdzieś głęboko chorego szaleństwa i przez proste przeciwieństwo staje się, już zupełnie racjonalnie, bardzo interesującą i całkiem solidną pozycją. — Kurtek
15 najlepszych epek 2012

Kolejną część naszych tegorocznych podsumowań stanowią epki. Te niezwykle popularne krótsze formy muzycznej wypowiedzi dostarczyły nam w tym roku wielu emocji i pozytywnych wrażeń, w wielu przypadkach bardziej przykuwając naszą uwagę niż regularne albumy. Kto zelektryzował nas swoimi wydawnictwami w 2012 roku? Sprawdźcie nasze zróżnicowane zestawienie w którym znajdziecie zarówno soul i r&b, jak i hip-hop czy nowe bity.
TNGHT
TNGHT
Warp
Wywodzące się z południowego hip-hopu trapowe podkłady nie od dziś znakomicie sobie radzą bez rapowej nawijki w pakiecie. Jednak to dopiero duet Hudson Mohawke & Lunice sprawił, że trap odniósł globalny sukces i stał się poważną opozycją dla coraz bardziej wiercących nam dziury w głowach brostepów. Pięć szalonych, pulsujących, emanujących nieskazitelną mocą i monstrualnym basem instrumentali rozniosło już w pył niejeden klub. Dzięki TNGHT nawet najbardziej konserwatywni polscy DJ’e zrozumieli, że hip hop nie skończył się na „Full Clip”, „Ante Up” i garstce naśladowców Jaya Dee. — Chojny
Egg Black
Miles Bonny & B.Lewis
self-released
Kiedy spotyka się dwóch utalentowanych artystów, z ich współpracy nie zawsze wynika coś wielkiego. Na szczęście w tym przypadku tak nie jest i w rezultacie otrzymaliśmy wydawnictwo niemalże idealne, będące kolejnym etapem rozwoju dla obu panów. Fantastycznie połączenie leniwego i ciepłego wokalu Milesa (który nigdy nie brzmiał lepiej niż tutaj) oraz nowobitowych produkcji B.Lewisa dało piorunujący efekt. Epka prezentuje niezwykle bogaty wachlarz emocji i brzmień, a jest przy tym zaskakująco spójna i daje kompletny obraz tego jak może wyglądać nowoczesny soul. — eMeS
The Face
Disclosure
Greco-Roman
Czy jest ktoś kto nie słyszał do tej pory o Disclosure? Brytyjski duet, który tworzą bracia Guy oraz Howard Lawrance, bardzo szybko zdobył serca fanów na całym świecie. Udostępniane przez nich na przestrzeni roku single, doprowadziły w konsekwencji do pierwszego oficjalnego wydawnictwa. Face EP to cztery znajome utwory, które pozwoliły Disclosure w bardzo krótkim czasie wspiąć się na muzyczny Olimp. Przebojowość i unikalny styl produkcji, sygnowane grafikami z tytułową charakterystyczną ‚twarzą’, w piorunującym tempie zaskarbiły sobie sympatię niezliczonej rzeszy słuchaczy, powodując euforię zarówno na parkiecie jak i w domowym zaciszu. — Dźwięku Maniak
Takeover
ViLLΛGE
Ultra Vague
Do tej pory Rumunia (a konkretnie jej muzyczne oblicze) kojarzyła mi się z piosenkami o niczym, w których lansowaniu prym wiodły komercyjne stacje ‘muzyczne’. Końcówka roku pokazała jednak, że transylwański grunt nie jest tak do końca doszczętnie wyjałowiony. Takeover to wydawnictwo, które nie wiedzieć czemu, jest konsekwentnie pomijane we wszelkich muzycznych zestawieniach. Piękno tego materiału nie jest jednowymiarowe. ViLLAGE pomimo młodego wieku imponuje pomysłami aranżacyjnymi, w których w bardzo lekki i przemyślany sposób łączy nowe beaty z dubowo-garagowym brzmieniem, dodając – jak choćby w utworze „Dive” – wątki soulowe. Efekt to piękna, niezwykle klimatyczna epka, idealna na mgliste poranki i chłodne wieczory. — Dźwięku Maniak
You Know You
Like It/Your
Drums Your Love
AlunaGeorge
Tri Angle/Island
Na przestrzenni ostatniego roku byliśmy świadkami rozkwitu popularności Brytyjczyków. Rotacje w BBC, koncerty w strategicznych miastach Europy oraz rekomendacje czołowych dziennikarzy napędziły zainteresowanie wokół AlunaGeorge. W pierwszej połowie 2012 roku zespół podpisał umowę z Tri Angle, czego owocem było wydanie dwóch singli/epek – „You Know You Like It”, które znane było już w 2011 roku oraz premierowego „Your Drums Your Love”. Unikalny styl AlunaGeorge trudno przyporządkować do konkretnej kategorii. Gdyby jednak postawiono mnie pod murem, określiłbym go, jako bardzo stylowy, awangardowy i nowoczesny pop. Każdy z dotychczasowych singli wzbudzał spory poklask i rozgrzewał apetyty. W dopieszczonych do granic produkcjach George’a można było utonąć pośród niezliczonych smakołyków, natomiast głos oraz urok Aluny mógł zawrócić w głowach i przenieść w strefę nieograniczonych fantazji. Jeśli w 2013 roku duet wyda pełnoprawny album – bądźcie pewni, że powali Was na kolana. — K. Zięba
Danger
Katy B
self-released
Zeszłoroczne wydawnictwo od Katy B namieszało trochę i poniekąd otworzyło drogę innym wokalistkom z Wysp, chcącym ‚pokazać się’ w stylistyce zbasowanych (garażowych) brzmień. Po okresie względnej ciszy, na początku grudnia wokalistka wróciła z EPką, którą udostępniła słuchaczom za darmo. Wśród gości pojawiły się takie tuzy brytyjskiej sceny jak Jessie Ware, Diplo, Wiley czy Jacques Greene. Materiał najkrócej i najtrafniej można by skwitować trywialnym ‚bardzo brytyjski’. Połączenie popu, elektroniki i brzmień post-dubstepowych po raz kolejny nie zawiodło, pokazując, że wciąż najbardziej świeże i przebojowe tjuny pochodzą właśnie z UK. — Dźwięku Maniak
True
Solange
Terrible
Mimo, że jest to jedynie zapowiedź albumu długogrającego, to wyraźnie wyznacza kierunek, w którym zmierzają jej poczynania. Materiał, który znalazł się na płycie jest dojrzały, świadomie wyselekcjonowany i dopracowany tak, by wciągać i uzależniać. Świetnym posunięciem jest przeniesienie słuchaczy w czasie. Klimat lat 80-tych tworzony przez nieśmiertelne syntezatory czy pulsujące, nieskomplikowane linie basu, doskonale współgra z subtelnym wokalem Solange. Akcenty w stylu disco czy groove umiejętnie spięto klamrami R&B. [czytaj więcej…] — Estrella Q
Never Let You Go
Maseratay
On-Point
Życzę tym gościom wielu produktywnych chwil w 2013 roku. Mam nadzieję, że nie piszę tego na wyrost, wszak zdobyli mnie zaledwie dwoma numerami. I chociaż nikt z redakcji nie podziela mojego entuzjazmu, głęboko wierzę, że w nadchodzącym roku wydadzą równie udane produkcje jak mój ulubiony tegoroczny hit – „Sexxxy”. Zadziorność tego utworu przywołuje najlepsze wspomnienia momentów, gdy zwariowałem na punkcie Sa-Ra w okolicach 2007 roku. Październikowa epka jest w zasadzie singlem z instrumentalami i remiksem, gdzie obok „Sexxxy” znajdziemy wiodący singiel, „Never Let You Go”. Wszystkich zaintrygowanych muszę niestety ostudzić. Musimy poczekać na więcej. Oby nie za długo. — K. Zięba
Seeing Her Naked
Mar
self-released
Jeden z najciekawszych i najlepszych europejskich wokalistów zaprezentował nam po raz kolejny swoją własną, współczesną wizję soulu i r&b. Mar znowuż urzeka swoim falsetem, otulonym w ciepłe brzmienie FS Green’a i Full Crate’a. Wszystko to tworzy niezwykle zmysłową i sensualną atmosferę, poruszającą najwrażliwsze struny naszej natury. Płyta czerpie garściami z muzycznych dokonań lat minionych, nie tkwi w nich jednak przesadnie tworząc nową jakość, w pełni autonomiczną i nowoczesną. — eMeS
Remember Me
Shortcircles
Plug Research
Remember Me EP to zbiór świeżych, bujających, ale i kojących ambientowych bitów od hip-hopowego producenta z Oakland. Efektownie dobrane do tego, nie samplowane, porywające głosy dwóch wokalistek – Miss Kii oraz Tiany Vallan, tworzą idealną dawkę muzyki pozwalająca na oderwanie się od szarości dnia. — Dżesi
Songs for Sunset
Denitia Odigie
self-released
Czterech utworów od Denitii faktycznie warto posłuchać przy zachodzie słońca. Klimatyczne teksty, napisane przez wokalistkę o bardzo subtelnym głosie, nagrane zostały do melancholijnych dźwięków saksofonu czy klawiszy nie w studio, a na żywo – w brooklyńskim apartamencie. Pozwólcie sobie na czary od pani Odigie. Oby więcej takiego soulu. — Dżesi
Meantime
Kwes
Warp
Brytyjski producent i wokalista znany wcześniej raczej z pracy na rzecz innych artystów, dojrzał w końcu do tego by samodzielnie zaprezentować swoją twórczość i chyba nikt tej decyzji nie żałuje. Eklektyczna mieszanka popu, r’n’b, ciepłej elektroniki i brytyjskich wpływów klubowych porywa i poziomem wcale nie odbiega od ostatnich produkcji popularnych wokalistek z Wysp. Kwes to typ wrażliwca, który w szczery, melancholijny i niepozbawiony naiwności sposób opisuje swoje często bardzo osobiste emocje i uczucia. — eMeS
Shame/Thuggin’
Freddie Gibbs & Madlib
Stones Throw
Pamiętam, jak na początku zeszłej dekady zgadzałem się ze zdaniem Noona, który twierdził, że Madlib jest kiepskim producentem, a jego podkłady są nudne i do granic powtarzalne. Błąd. Z biegiem czasu dorosłem i diametralnie zmieniłem zdanie. Tegoroczny projekt z Georgią Anne Muldrow oraz epki z Freddiem Gibbsem ponownie przekonały mnie, że obrałem dobry kierunek. Soulowe bity Madliba oraz hustlerskie opowieści i pierwszorzędne flow Gibbsa dały świetny rezultat, wpasowując się idealnie w niejedną bezsenną noc. Obok Big K.R.I.Ta to moje ulubione rapowe produkcje w tym roku. — K. Zięba
Bound to Ohra
Blameful Isles
Urban Waves
Blameful Isles to muzyczny projekt szwedzkiego producenta Daniela Israelsona aka Honks Burry, w którym rzeczony w bardzo ciekawy i lekki sposób łączy atmosferyczny jazz z hip hopem, wplatając w całość nienachalne triphopowe smaczki. Pomimo skromnej objętości, nieco ponad 10-minutowy materiał pozostawia po sobie bardzo dobre wrażenie. Oczami wyobraźni śmiało by można sięgać po niego z półki opatrzonej etykietą ‘chill&happiness’. Bound to Ohra, słuchana zwłaszcza wieczorem, łaskocze jak trzeba i tam gdzie trzeba – polecam wszystkim insomnistom i miłośnikom wszelkich nocnych wędrówek. Oczywiście do pobrania za darmo. — Dźwięku Maniak
Armor On
Dawn Richard
Our Dawn Ent./Cheartbrekaer Music Group
Weźcie trochę przebojowości Rihanny z wcześniejszych etapów jej kariery, trochę cybernetyczno-futurystycznej fantazji Janelle Monae i wzbogaćcie to o pseudoiluminacką symbolikę rodem z Watch The Throne, a otrzymacie przynajmniej część wizji tego, co Dawn zaoferowała na swojej tegorocznej epce. Castingowy produkt telewizyjnego show Diddy’ego wymknął się spod kontroli wielkiej wytwórni i zaczął tworzyć indiepopowe r&b z miejscem na modne w muzyce trendy, ale bez miejsca na stanowcze przekroczenie granicy dobrego smaku. Pamiętajmy, że to jedynie przedsmak tego, co pani Richard zaoferuje nam na przypadającym na 2013 longplayu GoldenHeart. — Chojny
POLSKI SUPLEMENT
Private Silence
Private Silence
self-released
Trzon albumu stanowią 4 nastrojowe kompozycje, na których trójka muzyków korzystając z minimalnej ilości środków (rhodes/oszczędna perkusja/wokal) wprowadza słuchacza w przyjemny, odprężający nastrój. Ascetyczna, pozbawiona jakichkolwiek ozdobników produkcja oraz bliski, ciepły wokal Asi tworzą niezwykle intymną atmosferę. Drugą część albumu zajmują 4 doskonałe, zróżnicowane remixy dokonane przez Teielte, Spiska Jednego, Twardowskiego i Roux Spanę. [czytaj więcej…] — Sonar Soul
MAUi WOWiE
Ras & Dj Tort
self-released
Wakacyjny projekt MAUi WOW!E EP wylądował w głośnikach niecierpliwych fanów dopiero w październiku. Ras jeszcze nigdy wcześniej nie był tak pewny siebie przed mikrofonem, zachowując przy tym charakterystyczne, wyluzowane flow. Tort również spisał się na piątkę, utwierdzając w mnie w przekonaniu, że samplowane bity w tempie 90-95 bpm wciąż mogą wywoływać niemałe emocje. Na epce znajdziecie m.in. polską wersję „Roc Boys” („Mój krąg”), ciekawy obraz mojego pokolenia („Mogę żyć”, „Ari Gold”) czy gładkie tło do popołudniowej kawy i jointa („Wszystko mam”, „MAUi WOW!E” i „Pogadajmy o niczym”). Fakt, na wielu polskich rapowych płytach wieje nudą na kilometr. Maui Wowie EP zdecydowanie nie jest jedną z nich. — K. Zięba
Wooden Love
Teielte
U Know Me
Polska nie odniosła wielu sukcesów w dziedzinie podboju kosmosu, ale nadrabiamy to z nawiązką wysyłając w przestrzeń międzyplanetarną takie krążki jak ten. Wooden Love czyli drugie – po Homeworkz – wydawnictwo od Teielte, to kolejny krok płockiego producenta do podboju obcych galaktyk. Słodko-kwaśne beaty będące symbiozą hip hopu i elektroniki, dostarczył producentowi w ciągu ostatnich miesięcy wielu nowych fanów, którzy do ‚nowego’ przekonują się coraz chętniej. Wooden Love śmiało można nazwać wizytówką unikalnego stylu Teielte, którego echa już dawno przekroczyły granice naszego kraju. Wciąż jest to muzyka niemożliwie połamana oraz wymagająca, ale nie brak jej przy tym melodii i klubowego potencjału. — Dźwięku Maniak
25 najlepszych piosenek 2012

W tym roku po raz pierwszy, poza tradycyjnym rankingiem albumów, oddajemy na Wasze ręce zestawienie 25 najlepszych piosenek mijającego roku. Było to zadanie niełatwe, początkowo nieco przerażające i rodzące rozmaite wątpliwości, ale efekty zaskoczyły pozytywnie nas samych. Mamy nadzieję, że jest to zestaw miarodajny i dobrze oddający to, co działo się w czarnej muzyce w roku 2012.
1.
„Pyramids”
Frank Ocean
Def Jam
Frank Ocean zdał w tym roku egzamin z wynoszenia współczesnego R&B na wyższy poziom artystyczny, czego najlepszym dowodem jest właśnie singlowe „Pyramids”. Prawie 10-minutowa suita, podchodząca na kilka sposobów do mitu Kleopatry to postmodernistyczna mieszanka wybuchowa, zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej. Żyrandole wiszące we wnętrzu piramid, odtwarzacz kaset VHS w przydrożnym motelu, sześciocalowe obcasy, odgłos uruchamianego Playstation w teledysku, klubowy syntezator, trapowe bębny, orgia instrumentów zwieńczona psychodeliczną gitarową solówką Johna Mayera. Nieliczni przedstawiciele czarnej muzyki byliby w stanie wykuć z czegoś takiego dzieło kompletne. Scena R&B właśnie wzbogaciła się o kogoś takiego. Doceńmy to z całego serca. — Chojny
2.
„Adorn”
Miguel
RCA
Nowoczesne R&B w najczystszej postaci. Kolejny raz Miguel dał znać o swoich nieprzeciętnych tekściarskich umiejętnościach. Pozwól by moja miłość Cię ozdobiła – dziękim takim tekstom każda kobieta chce być z Miguelem, a każdy mężczyzna chce być Miguelem. Erotycznie naładowana piosenka przywodzi na myśl „Sexual Healing” Marvina Gaye’a. Do tego brawurowe wokalne popisy i przeciągające się echa głosu zanurzone w miksie syntezatorów sprawiają, że zdajemy sobie sprawę, iż mamy do czynienia z wysublimowanym, PBR&B 2.0 na najwyższym poziomie. — Teofil Niedziałka
3.
„Losing You”
Solange
Terrible
W „Losing You” Solange odważnie eksploruje lata 80-te, mieszając stylowy vibe surowych hip-hopowych bitów z syntezatorowymi akcentami i eterycznymi wokalami w tradycji neo-soulu i współczesnego R&B. Efektem jest świeży, wysmakowany, niesamowicie przebojowy numer z nutką fantazji i całym mnóstwem wyobraźni. — Kurtek
4.
„Running”
Jessie Ware
Island
Przykład Jessie Ware śmiało można by podciągnąć do historii o brzydkim kaczątku. Z początku skromna, mało znana dziewczyna od featuringów w niecały rok – najpierw za sprawą singli zapowiadających jej debiutancki materiał, następnie za sprawą samego albumu – pokazała, jak szybko i zarazem nienachalnie dostać się na salony. Zmysłowość jaka towarzyszy utworom Jessie jest mocno uzależniająca, o czym najlepiej można się przekonać słuchając takich utworów jak „Running”. Czar i wdzięk Brytyjki przyjemnie izoluje słuchacza, pozostawiając go w rozkosznym zamyśleniu jeszcze długo po wybrzmieniu ostatnich dźwięków tego magicznego utworu. — Dźwięku Maniak
5.
„Lost & Found”
Lianne La Havas
Warner Bros.
Ciarki przechodzą mnie za każdym razem, gdy słucham tego nagrania. Oszczędność aranżacji i delikatność samego wykonania kontrastują tutaj z ogromnym ciężarem wyśpiewywanych słów. To przejmujący i niezwykle poruszający utwór przypominający o tym, że każdy z nas chowa gdzieś głęboko swoje własne demony. — Emes
6.
„Afro Blue”
Robert Glasper Experiment feat. Erykah Badu
Blue Note
Robert Glasper odświeżył jazzowy klasyk z 1959 roku. Delikatne i relaksujące brzmienie podkreśla niezaprzeczalnie gładki wokal Królowej Badu. Chillout doskonały. — Lejdi K
7.
„Thinkin Bout You”
Frank Ocean
Def Jam
Nie jedno z nas przeżywało rozstanie. Frank też cierpiał i opowiedział nam o tym w minimalistycznej, niesamowicie klimatycznej i poruszającej balladzie-spowiedzi. Krótka, lecz konkretna historia o wymykającym się spod kontroli cierpieniu po rozstaniu z pierwszą miłością. Ktoś uznałby to za truizm, ale sposób, w jaki Ocean przekazuje emocje i wokal są nieporównywalne Śmiało można wrzucić tę piosenkę do tych ponadczasowych. — Dżesi
8.
„Bad Girls”
M.I.A.
Interscope
Wyprodukowany przez Danję, bliskowschodni banger M.I.A. „Bad Girls”, mimo, że nie odkrywa Ameryki jeśli chodzi o brzmienie buntownicznej Angielki, wnosi bezsprzeczny powiew świeżego powietrza, którego zabrakło na jej ostatnim studyjnym krążku /\/\ /\ Y /\. Na sukces numeru składają się: ciężki, pulsujący beat, nadzwyczajnie przebojowe hooki i bezbłędny swag artystki. — Kurtek
9.
„Climax”
Usher
RAC
Nikt nie przypuszczał chyba, że Usher jest jeszcze w stanie nagrać kawałek, któremu bez wątpienia należy się tytuł uszatkowego opus magnum. Niezwykła harmonia pomiędzy delikatnymi akcentami syntezatora a rhythm&bluesowymi elementami pozwala rozkoszować się każdą sekundą utworu. Do tego namiętny głos Ushera jako cierpiącego katusze niespełnionego kochanka, i nie ma mowy by przejść obok tej piosenki obojętnie. Klasa sama w sobie. — Eye Ma
10.
„Fire We Make”
Alicia Keys feat. Maxwell
RCA
Alicia Keys ponownie znalazła przepis na smakowitą piosenkę. Połączenie w powolnym tempie składników w postaci swojego obniżonego głosu z falsetem Maxwella oraz okraszeniem całości gitarą Gary’ego Clarka Jr. dało w efekcie soczystą porcję dojrzałego, pościelowego r&b. Zmysłowy duet, który z powodzeniem mógłby znaleźć się na The Diary of Alicia Keys. — Soul Junkie
11.
„Your Drums, Your Love”
AlunaGeorge
Island
Nie załapali się co prawda do ścisłej dziesiątki, ale miejsce 11. na naszej liście to żadna hańba dla Brytyjczyków. Prosty, emocjonalny tekst traktujący o wytrwałości w czekaniu na miłość w połączeniu z delikatnym bitem i niesamowicie zmysłowym głosem wokalistki – tylko albo i aż tyle potrzeba było duetowi AlunaGeorge, by numerem „Your Drums, Your Love” kolejny raz udowodnili, że scena future soulu należeć będzie wkrótce do nich. Klasa. — Dżesi
12.
„Daughters”
Nas
Def Jam
Zmagania z dorastającą, a co za tym idzie – niekiedy niesforną córką, stały się dla Nasa inspiracją do napisania hymnu zrzeszającego zakłopotanych w codziennych obowiązkach ojców. Szczery, a zarazem zabawny tekst został dopełniony przyjemnym i miękkim podkładem, który dzięki wykorzystaniu sampla „Na Na Hey Hey Kiss Him Goodbye” na długo zapada w pamięć. — Eye Ma
13.
„Night Light”
Jessie Ware
Island
„Night Light”, głęboko zanurzone w sosie lat 80., zbudowane na podwalinach reggae rocka i gitarowej fuzji soulu z rock & rollem, pięknie przepisuje ówczesne odkrycia aranżacyjne do na wskroś współczesnego wzorca popowej piosenki. Wokal Ware, umiejętnie wyeksponowany na tle tej mozaiki aranżacyjnej, jest silny i zmysłowy, atmosfera – gęsta i intensywna, a emocje – szczere i niczym nieskrępowane. — Kurtek
14.
„Latch”
Disclosure feat. Sam Smith
Greco-Roman
To jedna z tych piosenek, która świetnie sprawdza się w wypełnionym po brzegi pędzącym samochodzie, zdemolowanym łóżku po zbliżeniu z piękną kobietą czy na spacerze z psem w kierunku łąki pełnej patyków do przygryzienia. Poznałem ją zaledwie kilka tygodni temu, jednak jestem przekonany, że będzie przypominać o sobie jeszcze przez długie lata. — K. Zięba
15.
„I’ll Get Along”
Michael Kiwanuka
Polydor
Wśród trochę nostalgicznej atmosfery Home Again „I’ll Get Along” jest jak promień słońca na zachmurzonym niebie. Z optymistycznym przesłaniem, pogodną partią fletu i dodatkowym wokalem Paula Butlera dostaliśmy od Kiwanuki kawałek starego soulowego brzmienia A.D. 2012. — Soul Junkie
16.
„Bad Religion”
Frank Ocean
Def Jam
Miłość jako religia, taksówkarz jako psychoanalityk i Frank w roli siebie samego – ze złamanym sercem, pozbawiony wiary, przyłapany w poruszającym akcie spowiedzi. Kameralne, intymne „Bad Religion” to szczera, niemalże filozoficzna rozprawa o nieodwzajemnionej miłości, podparta brawurowym wokalem, sekcją smyczkową i finałem w stylu D’Angelo. „It’s a bad religion to be in love with someone who can never love you / Only bad religion could have me feeling the way I do”. — Kurtek
17.
„Higher Ground”
TNGHT
Warp
„Higher Ground”, zręczna mieszanka trapu i wonky, to mocno zapętlony wokal, ciężka elektroniczna perkusja i nadająca utworowi charakteru sekcja syntezatorowych trąbek. Moc i energia singla sprawiły, że kawałek niezwłocznie po swojej premierze zawładnął klubowymi parkietami na całym świecie. — Wizz
18.
„Dive”
ViLLΛGE
Ultra Vague
Zdecydowanie jeden z najlepszych nowobeatowych utworów roku. Młody i wciąż niezbyt znany producent ViLLΛGE stworzył osobistą interpretację piosenki Ushera, w której – w porównaniu do oryginału – zdolny mieszkaniec rumuńskiego Gelati przemyca więcej wdzięku i subtelności, grając na emocjach słuchacza. Polecam odsłuch na słuchawkach, najlepiej z zamkniętymi oczami. Świetność wielowymiarowa. — Dźwięku Maniak
19.
„Bottom to Top”
Miles Bonny x B.Lewis
self-released
Kolaboracja tej dwójki była jednym z najlepszych prezentów, jakie dostałem w tym roku. „Bottom to Top” to doskonały przykład na to, że Miles powinien jak najczęściej hipnotyzować słuchaczy w asyście nowobrzmieniowych produkcji. Wspaniała kombinacja romantycznej nostalgii Bonny’ego i piekielnie dobrze zbudowanej bomby B.Lewisa. — K.Zięba
20.
„Wildest Moments”
Jessie Ware
Island
Choć media usilnie próbowały zanudzić mnie tą piosenką, na szczęście im się nie udało. Historia trudnej relacji dwojga ludzi jest niezwykle sugestywna i spójna, podlana prawdziwymi emocjami, a mocna perkusja i akordy fortepianu wyostrzają i uzupełniają tą piękną opowieść. — Emes
21.
„Live Your Life”
Yuna
Fader
„Live Your Life” urzeka prostotą przekazu. Malezyjskie pochodzenie Yuny ma znaczenie, bo właśnie stąd wypływa jej buddyjska siła spokoju, którą słyszymy w jej hipnotyzującym głosie oraz widzimy w pojedynczych ruchach w teledysku. Wyjątkowości utworowi nadaje także subtelna produkcja Pharella Williamsa – kojąca perkusja i nieco funkująca linia basu. Wszystko to tworzy magiczny klimat i nastrój, przy którym nie pozostaje nam nic innego, jak tylko się odprężyć. — Teofil Niedziałka
22.
„If You Love Me”
BenZel feat. Jessie Ware
self-released
Liczba piosenek z udziałem Jessie Ware w naszym rankingu, wcale nie jest przypadkowa. Tym razem na warsztat wzięła utwór, który w oryginale wykonywały dziewczyny z zespołu Brownstone, popularnego w latach 90-tych. Wokal Jessie i talenty dwóch młodych producentów z Japonii daje piękny efekt w postaci „If Your Love Me”, od którego można się łatwo uzależnić. — Lejdi K
23.
„Mercy”
Kanye West feat. Big Sean, Pusha T & 2 Chainz
Good Music
Mówi się, iż prostota jest owocem dojrzałości – w tym przypadku jest ona także przyczyną sukcesu. Nikt tak jak Kanye nie potrafi dobrać kilku zupełnie różnych od siebie sampli i stworzyć z nich czegoś całkiem nowego. Połączenie elementów ścieżki dźwiękowej Człowieka z blizną i typowo dancehallowego wokalu wymaga dużej wyobraźni. West po raz kolejny udowodnił swoją wartość. — Wizz
24.
„New God Flow”
Kanye West & Pusha T
Good Music
Szanuję Kanyego, bo nawet kiedy stoi na samym szczycie rapgry, potrafi nawinąć tak, jakby jeszcze miał coś do udowodnienia. Poza obciachowym wersem o złym dotyku wujka każda linijka jest na wagę złota. To samo dotyczy nie mniej błyszczącego Pusha T, przy czym jego determinacja jest bardziej uzasadniona – 2013 ma bowiem przynieść premierę pierwszej (!) solówki tego pana. Do tego gościnny występ samego Ghostface’a w albumowej wersji utworu… Wisienki na szczytach najbardziej wykwintnych tortów – ot, cały Kanye i jego G.O.O.D. Music. — Chojny
25.
„Cabin Fever Sweet Love”
THEESatisfaction
self-released
Panie z THEESatisfaction wzięły na warsztat „Sweet Love” klasyczny numer z repertuaru Anity Baker i zepsuły go po swojemu w zręcznym mashupie ze swoim własnym „Cabin Fever”. To jedynie kolejny, po Jessie Ware i Solange, dowód na to, że na połączenie współczesnego neo-soulu i lat 80. w minionym roku nie było mocnych. — Kurtek




















