Eklektik Session: Boxed

Podsumowanie 2013: Selekcja gości

Data: 26 grudnia 2013 Autor: Komentarzy:

Untitled-1
Wszystko co dobre, musi się kiedyś skończyć… prezentujemy ostatnią odsłonę naszych muzycznych podsumowań 2013 roku. Pisaliśmy o najlepszych płytach, ulubionych piosenkach, niezapomnianych epkach i niesamowitych remiksach. Nasze zdanie już znacie, a co na temat tegorocznych wydawnictw sądzą zaprzyjaźnieni dziennikarze, organizatorzy imprez i sami zainteresowani, czyli muzycy? Sprawdźcie jakie krążki nie schodzą z odtwarzaczy Andrzeja Cały, Roux Spany, Erica Robersona, Om’Masa Keitha i innych.


Radek Miszczak

— aktywista muzyczny, przedsiębiorca branż kreatywnych; promotor festiwalu Hip Hop Kemp; autor takich książek jak „Beaty, rymy, życie. Leksykon muzyki hip-hop”, a także „Dusza, rytm, ciało. Leksykon muzyki r&b i soul”.

Rhye Woman

W czasach, gdy tak łatwo o dostęp do każdej piosenki czy albumu, wybór tego „naj” jest naprawdę trudny. Wybierając swojego faworyta do bardzo szanowanego przeze mnie rankingu soulbowl.pl poszedłem na łatwiznę — zastanowiłem się, czego tak faktycznie najwięcej razy słuchałem z ‚miskowych’ brzmień w minionym roku. Co prawda last.fm ze zliczeniami odtworzeń już nie pomaga, ale intuicyjnie wiedziałem, że to będzie album Rhye albo Quadron. Obie płyty łączy nie tylko osoba producenta (szacun, panie Robin, kapitalny rok!), ale także bardzo odprężający, acz nieociekający o banał klimat. To muzyka, której mam ochoty posłuchać, gdy chcę odpocząć, złapać głębszy oddech, nacieszyć się prostymi przyjemnościami, zatrzymać się w miejscu. Kapitalna produkcja, pełna żywych instrumentów, tworzy nierozerwalną warstwę z czułymi wokalami Mike’a Milosha. Nadmienię, że jestem w tej sporej grupie osób, która dopiero z materiałów prasowych dowiedziała się, że za wokale na Woman odpowiada… mężczyzna (uśmiech). To bardzo intymna płyta — od okładki, tytuł, teksty, po wspomniane aranżacje. Przeczytałem gdzieś, że ma miejsce tu perfekcyjne przenikanie wokali i brzmienia, które trudno oddzielić od siebie, podobnie jak z czułym całowaniem bliskiej osoby, kiedy w pewnym momencie uniesienia przestajemy wiedzieć, którą część ciała właśnie całujemy. Całkiem trafna metafora do mojego faworyta 2013. Przy okazji brzmieniowy follow up do Devotion Jessie Ware, którą wybrałem na album 2012. P.S. Polecam sprawdzić wersję „The Fall” z wokalem YukimiLittle Dragon.


Roux Spana

— doskonały muzyk, producent i czasami DJ, założyciel składu Roux Spana Beat Trio. Gdyby muzyka była facetem, wyglądałaby jak on.

Robin Hannibal:
Quadron Avalanche
Rhye Woman

W tym roku nie wybieram albumu, ale człowieka, który stoi za aż dwoma moim zdaniem najmocniejszymi krążkami tego roku. Chodzi tu o Robina Hannibala, który wyprodukował Woman Rhye oraz Avalanche Quadronu. W obydwu przypadkach były to duety i mogłoby się wydawać, że trudno będzie w przeciągu roku zrobić dwa tak mocne albumy, które nie są swoimi kopiami. Z jednej strony Rhye ze swoją Woman, przepiękny pop z domieszką r&b, soulu, jazzu oraz funku. Każdy numer jest oddzielną historią, a tym samym tworzy przepiękną całość z pozostałymi kompozycjami. Z drugiej strony QuadronAvalanche, który jest bardziej radiowym, mainstreamowym albumem. Tak samo jak w przypadku Rhye, jest to mix różnych gatunków, które Robin zaskakująco dobrze miesza. Choć duża cześć mogłaby spokojnie być grana w radio, Hannibal dalej pozostaje wierny idei ambitniejszej muzyki i stara się pozostać kreatywny do samego końca. Zmysł aranżacyjny oraz wyczucie sprawiają, że Quadronowych piosenek słucha się w skupieniu, z zaciekawieniem i, choć słychać, że wyszły one spod ręki tego samego człowieka co płyta Rhye, nie są one wtórne; Robin nie kopiuję siebie, a wręcz przeciwnie – ma się wrażenie, że jego pomysłowość nie zna granic. Oczywiście nie można zapomnieć o drugich połowach, czyli o Miloshu (Rhye) oraz Coco (Quadron). W obydwu przypadkach wokaliści oczarowują swoimi głosami i skupiają na sobie naszą uwagę. Kończąc — słuchałem, słucham i będę słuchał dalej Rhye oraz Quadronu.


Andrzeja Cały

— chodząca kopalnia muzycznej wiedzy, jeden z najbardziej cenionych dziennikarzy muzycznych w Polsce. Jego CV jest dłuższe niż rzeka Nil; współautor leksykonów muzyki hip-hop — „Beaty, Rymy, Życie” oraz soul i r’n’b — „Dusza, Rytm, Ciało”.

Sampha Dual

Jest taka EP, która mnie na maksa ruszyła. Sampha. Ostatnio szukałem go na Ebayu i stwierdziłem, że trudno — niech to będzie w przeliczniku 70 zł za krótki materiał, ale muszę to mieć. Bo ja kocham emocje w muzyce. Kocham to, że jest takie Dual EP, które trwa 20 minut i targa mną od początku do końca. Są łzy, jest złość, jest miłość, jest pogodzenie z życiem, są marzenia. Sampha daje mi to wszystko. Ma wspaniały wokal, teksty banalne, ale tak prawdziwe, że jeżą się włosy na rękach. Nienawidzę podsumowań roku, tego patosu i cyferek. Postawiłem na emocje. Ta płyta gwarantuje je na maksa. Jest tak piękna jak KlaudiaXXANAXX, tak ciepła jak poduszka po przedświątecznym pijaństwie i tak wiercąca od środka jak wizyta u dentysty. Muzyka. Kocham muzykę. Sampha.


Marcin Flint

— nieślubne dziecko Andrzej Cały, a tak naprawdę muzyczna głowa; dziennikarz, z którego bierzemy przykład i kiedyś mu dorównamy.

Segue Pacifica
Hatti Vatti Algebra

Przy codziennym natłoku szczekania do bitów i obcowania z muzyką — już niezależnie od rodzaju — do kilkunastu godzin dziennie, zakochuję się w albumach, które proponują mi dźwiękową ascezę zamiast nadmiaru, dadzą odkrywać się dziesiątki razy, są silnie uzależniające, najlepiej wchodzą od północy do świtu, i gdy zamknąć oczy zabierają mnie gdzieś daleko. W 2013 miłości miałem dwie i przykro mi, nie będę w stanie zdecydować się na jedną. Pierwszą jest Pacifica od Segue, organiczny, dubowo-techniczny ambient niby z Kanady, choć ja wyobrażam sobie słuchając raczej parujące lasy deszczowe. Druga to Algebra naszego Hatti Vatti, subtelnie zbasowana, dyskretnie pulsująca, przyprawiona z kolei orientem, pustynnie sucha. Wrosły we mnie te wyjątkowe krążki, spróbujcie!


Paulina Przybysz

— 1/2 damskiej części Sistars, czołowy głos na polskiej scenie okołosoulowej, matka swoich dzieci i przemiła osoba.

Hiatus Kaiyote Tawk Tomahawk
James Blake Overgrown

Końcówka 2012 to Tawk Tomahawk Hiatus Kaiyote. Album pokazał mi Envee, mówiąc „no co ty, nie znasz?”. Totalnie nieskrępowane, odkrywcze, luźne ale bardzo konkretne granie z niesamowitym wokalem Nai Palm. Pomysły na frazy z kosmosu, bardzo zgrana ekipa z Australii, która w tym roku objechała świat i została pięknie doceniona, co mnie niezmiernie cieszy. Nominacja do Grammy, trasa z Eryką Badu. Dla mnie to jak film o tym, że marzenia se spełniają. Jeśli chodzi o rok mijający, to zdecydowanie Overgrown Jamesa Blake’a. Kolejny przykład zaufania sobie i grania bardzo wiernego sobie, przynajmniej tak to wygląda z zewnątrz. Czasami śpiewa jakby się wychowywał z chórami gregoriańskimi, a za chwilę serwuje bardzo piękny, głęboki, elektroniczny bas i nowoczesny bit z absolutnie niepozorną miną. Piękne nowe pokolenie. Bardzo mnie to porusza.


Stanisław Trzciński

— organizator najlepszych koncertów w kraju. Ten-Który-Ściągnął Saadiqa do Polski; współwłaściciel agencji koncertowej STX Jamboree, promotor koncertowy i wydawca płyt.

Daft Punk
Random Access Memories
Mayer Hawthorne
Where Does This Door Go

Mój wybór na “Album 2013 roku” winien być bezsporny. Płyta ostatniego roku to oczywiście Random Access Memories zespołu Daft Punk. Za to, że obiektywnie była to doskonała płyta, najważniejsza premiera roku i rewolucja na światowym rynku muzyki pop. Jeżeli masy miałyby od teraz nucić pod nosem piosenki w stylu “Get Lucky”, to ja jestem za i uwielbiam taką perspektywę. Co więcej, ta produkcja daje nadzieję na to, że dobre i szlachetne brzmienie, wysmakowane aranżacje czy zaangażowanie nagrywających doskonałych instrumentalistów wrócą do łask. To hołd dla jakości w muzyce, którą kocham. To połączenie fajnych światów muzycznych. Jednak przekornie zrobię inaczej, ze względu na walory promocyjne i edukacyjne, a także odczuwając lekki przesyt zjawiskiem Daft Punk. Stawiam na trzecią płytę w dorobku pewnego, nieco mniej znanego w Polsce Mayera Hawthorne’a, czyli Where Does This Door Go. Dlaczego? Ten uprawiający tzw. neo soul amerykański artysta rozwija się z roku na rok. Bliżej mu do Saadiqa, nieco dalej do Thicke’a, czy Timberlake’a, jednak pasuje do tej grupy jakże aktywnych i coraz bardziej lubianych dzisiaj artystów kochających soul, wszak muzycznie na ostatniej płycie najbardziej z nich wszystkich zaskakuje. Krążek cieszy mnie do teraz przy każdym odtworzeniu. Lubię go słuchać w całości. Gościnny udział wielu gwiazd wzbogacił to wydawnictwo, nie był tanim chwytem marketingowym. Warto, aby więcej osób poznało tego artystę. Polecam z całego serca.


Michał Wendeker

— polski wokalista o niezwykle soulowej, ciepłej barwie. Gra na gitarze i fortepianie, pisze teksty, a jego talent porównywany jest do boga-wszystkich-bogów, czyli Lenny’ego Kravitza.

The Neighbourhood I Love You

Wybierać tylko jedną spośród świetnych płyt, które ukazały się w 2013 to tak jak decydować, którego szczeniaczka oszczędzić przed utopieniem. Tego też topić? – Nie, ten tak słodko mlaszcze. Tego? – Nie, ten słodko defekuje. Trzeba jednak być tzw. mężczyzną i topić szczeniaczki. Tzn. można. Wkażbądźrazie – mnie najbardziej podobała się płytka amerykańskiego zespołu The Neighbourhood pt. I Love You. Połączenie estetyki hip hopowej z rockiem, stłumionych bitów z plamami gitarowymi i głosem nie byle jakim, bo emitowanym z niesamowitego Jessiego Rutherforda, bardzo do mnie przemówiło. Album jest spójny, w pewnym momencie przymierzałem się nawet do oskarżenia go w skrytości ducha o jednostajność, ale zrezygnowałem — każda z tych piosenek jest naprawdę dobra i razem tworzą klaster dźwięków idealny do długich nocnych przejażdżek z Polski A do B i z powrotem. Co jest korzystne. Każdego kto zechce zatopić się w muzyce The NBHD zachęcam do sprawdzenia również ich teledysków i zdjęć — wszystkie w jednym, minimalistycznym stylu, pasujące i idealnie proste. Jest to zespół piękny na wiele sposobów, lekko mi go polecać i świetnie byłoby go kiedyś usłyszeć mocniej niż w słuchawkach.


Maceo Wyro

— “Maceo to profesjonalista” tak o nim opowiada Tomasz Stańko. DJ, organizator koncertów, dziennikarz muzyczny, prezenter radiowy, ale przede wszystkim najlepszy Wujek na Ziemi.

Diggs Duke
Offering for the Anxious

Wielu zacnych artystów wydało w tym roku nowe materiały, jednak nikomu nie udało się zawrzeć swojej koncepcji w tak spójnej i eleganckiej formie, jak zrobił to Diggs Duke. Dziesięć utworów trwających od dwóch do trzech minut to cudownie świeży zestaw niezwykle kunsztownie dopracowanych muzycznych haiku. Żadna inna płyta w tym roku nie zaskoczyła mnie aż tak bardzo swoją oryginalnością jak Offering for the Anxious. Diggs łączy ogromny talent z niesamowitą wyobraźnią, tworząc soul z perspektywy muzyka jazzowego. W efekcie powstał wyjątkowo smakowity, a zarazem lekkostrawny mini-album, od którego dosłownie nie jestem w stanie się oderwać!


Ania Szarmach

— polska wokalistka, kompozytorka i autorka tekstów. Ukończyła wokalistykę na Akademii Muzycznej w Katowicach na Wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Ostatnio na koncercie z Frankiem McCombem sprawiła, że opadła nam szczęka.

Frank McComb
Live at the Bitter End
/Remembering Donny Hathaway

Najlepszy według mnie album 2013 roku to album Franka McComba Live At The Bitter End/Remembering Donny Hathaway. To album zagrany i zaśpiewany przez jednego artystę i to w zachwycający wręcz sposób. Wirtuozeria w każdym calu! Przepiękne dźwięki, wokalizy, cudownie rozbudowane melodie, fantastyczne harmonie i wybitne wykonanie pod każdym względem niepowtarzalnych piosenek Donny’ego Hathawaya. Talent Franka jest imponujący. Nikt nie jest tak blisko Hathawaya jak McComb. Wspaniale, że w końcu powstał taki album.
 
 


Natalia Lubrano

— kiedyś głos zespołu Miloopa, teraz działa solo. Wokalistka, kompozytorka i autorka tekstów. Jej ostatni krążek Respect do dziś gości w naszych odtwarzaczach. Udzieliła swojego wyjątkowego głosu na około dwudziestu albumach.

Woodkid The Golden Age

Miłe zaskoczenie, że francuz polskiego pochodzenia może zabrzmieć tak oryginalnie. Zazwyczaj mam uczulenie na francuską papkę muzyczną, ale tutaj biję szczególne pokłony w stronę aranżacji, brzmienia, kompozycji oraz zastosowanych instrumentów. Na koncertach istna petarda, nawet dla dwóch obecnych na scenie perkusistów. Piękna muzyczna opowieść mimo, że wokalista, Yoann Lemoine, nie jest jakimś wybitnym wokalistą, to i tak reszta anturażu robi swoją robotę.

Laura Mvula Sing to the Moon

Brytyjska czarodziejka z krainy gospel, która wypracowała własny, ciekawy styl. Po wspaniałej “She”, która dosłownie zwaliła mnie z nóg z wrażenia, dostaliśmy wspaniały album dojrzałej i pięknej kobiety cudownie wibrującej muzyką gospel. Uwielbiam.

Rita Pax Rita Pax

Bardzo lubię i ogromnie szanuję. Chapeau bas za koncepcję i za piosenki!

Fox Fox

Płyta, na której miałam przyjemność się pojawić. Niesamowicie energetyzująca muzyka, świetne wcielenie Tomka Organka (Sofa). Projekt zasługuje na lepszą promocję i przede wszystkim na to, aby go grać na większych scenach europejskich!


Eric Roberson

— wokalista, tekściarz, producent z USA. Na swoim koncie ma 8 studyjnych albumów, wspólne występy z naszymi ulubieńcami (Jill Scott, Musiq Soulchild, Dwele), a ostatnio zachwycił nas piosenką nagraną z Robertem Glasperem na krążek Black Radio 2.

Laura Mvula Sing to the Moon

Moim ulubionym albumem z 2013 roku jest Sing To The Moon w wykonaniu Laury Mvula. Jest to po prostu doskonała płyta. Perfekcyjnie zaśpiewana, zaaranżowana, napisana, wyprodukowana i zmixowana. Kocham wszystkie utwory, ale jest kilka wyjątkowych: “Like The Morning Dew”, “Can’t Live With The World”, “Is There Anybody Out There?”. Zresztą, mógłbym wymienić i inne tytuły. Ten krążek przemawia do mnie, ponieważ każda jego część, każda myśl ma jakiś indywidualny cel. Ze względu na swój harmonogram niestety nie mogę słuchać go tak często, jakbym chciał, ale jak już zacznę, słucham w całości, od początku do końca. Zawsze, za każdym razem.
 


Om’Mas Keith

— 1/3 składu The Sa-Ra Creative Partners. Tyle w temacie, mamy nadzieję, że więcej dodawać nie trzeba.

Drake Nothing Was The Same

Mój ulubiony album roku to Nothing Was the Same Drake’a, ze względu na jego kreatywność i ogólną jakość. Piosenki są epickie i szczere. „Started From the Botton” sprawiło, że znów jestem podekscytowany jeśli chodzi o rap. Album Drake’a to rodzaj projekty, który można słuchać od początku to końca i odejść czując się, że było to warte twoich pieniędzy.
 

 
 
 
 
 
 


G.NAX

— duet damsko-męski, który ostatnio zaskoczył nas swoją epką A Memorable Christmas. Są na tyle dobrzy, że postanowiliśmy podpytać ich o ulubiony album z tego roku.

R. Kelly Black Panties

Wspólnie bardzo lubimy Black Panties ze względu na muzykalność i różnorodność projektu. Zawsze byliśmy fanami pracy R.Kelly’ego i tym razem również nas nie zawiódł. Swoich ulubionych numerów („The Way” ft. Kelly Rowland, „Crazy Sexy”, „Tear It Up” ft. Future i „Cookie” — faworyt Mr. Anxta) z tego krążka słuchamy praktycznie każdego dnia.
 

 
 

 
 
 


Night Marks Electric Trio

— trio, którego ulubionymi słowami są ‚granie na żywo’. Mistrzowie improwizacji o czym mógł się przekonać Raashan Ahmad.

Adam: Tawiah FREEdomDROP — po prostu mega prawdziwa, emocjonalna muzyka która nie ograniczy się jedną stylistyką i w świetny sposób łączy żywe emocje, surowe brzminia elektroniczne i żywe instrumenty.

Marek: Ta-Ku & Raashan Ahmad Low Fidelity, High Quality — album z serii „szybki strzał”. Szesnaście świetnych, ultra-krótkich utworów, z których każdy pozostawia pozytywny niedosyt.

Spisek: Chance the Rapper Acid Rap — płyta, która nie ma słabych momentów. Wg mnie tak właśnie powinien brzmieć rap ad. 2013
Snoop Dogg & Dam Funk 7 days of fun — mainstreamowy Snoop znajduje czas, by nagrać parę numerów z future funkowym producentem Dam Funkiem. Cytując za Pezetem „to nie może nie być hit”.

Nie był to najlepszy rok dla muzyki. Zawsze doceniałem progresywność, muszę więc (z bólem, ale jednak) wyróżnić album Yeezus Kanye Westa. Kanye West codziennie daje mi pretekst by zrobić wielkie oczy ze zdziwienia i wyśmiać go z moim ziomem. Pomimo tego doceniam ten album za bezkompromisowość. Takiego podejścia nam potrzeba. Nieobecni, na których płyty bardzo czekałem w tym roku: Rustie, Dorian Concept.


Mark de Clive-Lowe

— muzyk i producent z Nowej Zelandii, współpracował z Lauryn Hill, Sy Smith, Omarem… och, z kim on nie pracował.


Nie mam jednego ulubionego albumu z tego roku, natomiast jest piątka wydawnictw, które na długo zagoszczą w mojej pamięci.

Chris Dave and the Drumhedz Mixtape
Nia Andrews Colours EP
Ross McHenry Distant Oceans
Astral Travel Cosmethic
Sandra St Victor Oya’s Daughter
 

 
 

 
 


Komentarze

komentarzy

Eklektik Session: Boxed