40 najlepszych albumów 2013

Data: 22 grudnia 2013 Autor: Komentarzy:

Mijający rok był niesamowicie udany pod kątem wszelkich muzycznych wydawnictw. Bo chociaż, zgodnie z przysłowiem, od przybytku głowa nie boli, to jednak efektywne przedarcie się przez bezlik naprawdę solidnych płyt w poszukiwaniu tej najlepszej tym razem nie należało do najłatwiejszych zadań. Oczywiście zupełne uniknięcie błędów jest niemożliwe, ale by możliwie docenić jak najwięcej albumów, które na to zasłużyły, postanowiliśmy, tak jak przed dwoma laty, zaprezentować Wam nie 25, ale 40 najlepszych naszym zdaniem krążków. Mamy nadzieję, że od teraz stanie się to zasadą.


1.

The Electric Lady

Janelle Monáe

Bad Boy

Nawet jeśli pogubiliście się już w Metropolis, niekończącej się dystopijnej opowieści o Cindi Mayweather, nie przeszkodzi Wam to w docenieniu The Electric Lady. Janelle świetna jest zarówno w kreowaniu długodystansowego konceptu, jak i w rzucaniu metafor, które każdy z nas może odebrać w swój własny sposób. Monáe eksploatuje tutaj czarne brzmienia do granic możliwości. Latin jazz, gospel, funk rock w stylu Betty Davis, psychodeliczny soul i naturalnie Prince’owski Minneapolis Sound odzywają się na płycie regularnie, a usłyszymy też barokowego popu, Ziggy’ego Stardusta i czegoś brzmiącego jak protoplasta punk rocka. Jej umiejętności odnalezienia się w każdej możliwej stylistyce, a także do grania zjawiskowych koncertów sprawiają, że słuchacze zaczynają podejrzewać, że panna Monáe — tak samo jak wykreowana przez nią Cindi Mayweather — prawdopodobnie nie jest człowiekiem… [więcej]Chojny


2.

Settle

Disclosure

Island

Rozpiętość brzmieniowa na debiutanckim krążku braci Lawrence nie pozwala marudzić nawet najbardziej wybrednym słuchaczom. Produkcje duetu pozwalają wierzyć, że Guy i Howard opanowali do perfekcji znajomość house’u i UK garage’u, które są najbardziej wyróżniającymi się gatunkami na Settle. Anglicy dostarczają nam świetnie zaaranżowany miszmasz powyższych odmian na jednym albumie, na którym przeplatają się również UK funky, 2step i lounge. Settle została skomponowana wzorowo zarówno pod względem artystycznym, jak i brzmieniowym. Ciepłe, deephouse’owe bębny piekielnie dobrze współgrają z chordowymi melodiami. Bardzo dobrym posunięciem było zaangażowanie przez braci czołowych postaci angielskiej sceny wypływających dopiero na szerokie wody. Wzorcowy dobór singli oraz świetnie zaaranżowane „Confess to Me” z Jessie Ware, „January” z Jamie Woonem i „Voices” z Sashą Keable pozwoliły Settle na osiągnięcie najwyższych not. [więcej]K.Zięba


3.

Black Radio 2

Robert Glasper Experiment

Blue Note

W ramach jednego wydawnictwa, współpracując z całą gamą wokalnych indywidualności, Glasper potrafi stworzyć gładko płynącą kompozycję, nie obdzierając swoich gości z charakteru. To jednak udowodnił już przy części pierwszej Black Radio, a teraz idzie o krok dalej. Zdaje się być jeszcze odważniejszy, odrobinę bardziej pikantny, jak gdyby mistrz łączenia kolorów otrzymał nową paletę barw. Z barokowego niemal przepychu instrumentalnego, pełnego szalonych solówek, zmierza w stronę impresjonistycznie zlewających się pejzaży dźwiękowych, na pierwszym planie eksponując wokale. Ale to zamiłowanie Glaspera do eksperymentowania z hip-hopem jest wyrazem najprzyjemniejszej z muzycznych zdrad. Potrafi zaskoczyć w swojej przyjemnej przewidywalności. A wrażliwość i pasja to chyba słowa klucze, wskazówki umożliwiające zrozumieć fenomen Glaspera. [więcej]Estrella Q


4.

Love in the Future

John Legend

GOOD Music

Czwarte miejsce jest podobno najgorsze, bo tuż za podium. Czy John Legend, który nagrał najlepszy album w swojej karierze, powinien się tym przejmować? Oczywiście, że nie, bo artysta nie tylko zrewanżował fanom długie oczekiwanie na nowy krążek, ale jednocześnie spełnił wszystkie pokładane w nim nadzieje. Na Love in the Future Legend w pełni zaprezentował swój talent dojrzałego tekściarza i wokalisty, który jak mało kto potrafi szczerze i z pasją śpiewać o uczuciach i problemach. Z pomocą starych przyjaciół — Kanyego Westa i Dave’a Tozera odpowiedzialnych za produkcję sukces był nieunikniony. Najbardziej dopracowany i przemyślany krążek Johna, na który warto było czekać pięć długich lat. [więcej]Souljunkie


5.

Body Music

AlunaGeorge

Island

W wyścigu po tytuł BBC Sound of 2013 zajęli drugie miejsce, a największy przebój Disclosure “White Noise” nie istniałby bez nich — oczekiwania co do debiutu AlunaGeorge były ogromne. Body Music odzwierciedla to, do czego duet przyzwyczaił nas od samego początku — tworzenia oryginalnej muzyki dostosowanej do nowych warunków na bazie tego, co znane i klasyczne. AlunaGeorge to bardzo udane połączenie dwóch równie wartościowych postaci — jej wokale i jego produkcje wydają się być stworzone dla siebie i uzupełniać się w każdym momencie. Artyści znaleźli pusty obszar, lukę na styku R&B, elektroniki i brytyjskich inspiracji. Stopniowo eksplorując ją i pielęgnując, stworzyli własny, elegancki styl. Body Music stanowi coś na kształt skomplikowanego organizmu, gdzie wyszlifowane połączenia odpowiednich nut wpisują się w metaforę rozbudowanego systemu ludzkich komórek. Przy okazji nie brakuje w tym wszystkim tak niezbędnej do odczuwania muzyki — duszy. [więcej]Adrian


6.

The 20/20
Experience

Justin Timberlake

RCA

The 20/20 Experience koncepcyjnie wraca do czasów, gdy za muzyką popularną stały głębsze i bardziej wysmakowane idee niż trzyminutowe chwytliwe przeboje dla radia. Tym samym Justin i Timbo, inspirując się tuzami muzyki XX. wieku, stworzyli tu 10 utworów, trwających średnio po 7 minut, połamanych strukturalnie, balansujących na granicy różnych melodii, nastrojów i rytmów. Jeśli najlepiej sprzedającą się płytą wszech czasów jest Thriller Michaela Jacksona, a Pink Floydzi odnieśli sukces 10-minutowymi opusami, zupełnie nie dbając o rotację w radiu, dlaczego tym razem miałoby się nie udać? [więcej]JakubManaj


7.

A Love Surreal

Bilal

Entertainment One

Bilal pokazuje, że potrafi wykraczać poza neosoulowy realizm, ale skupia się na tym, żeby nie przesadzić ze staraniami w tym kierunku. Brzmieniowo jest surrealistycznie, tekstowo już nie tak bardzo. Bogate, wielopoziomowe aranżacje sąsiadują z minimalistycznym trackami, ale pozornie różniące się ścieżki ułożone są na płycie bezkolizyjnie, dzięki czemu materiał unika trudnych skrzyżowań. A Love Surreal odstawia lekko w niepamięć debiut artysty, z perspektywy czasu rażący konfrontowaniem dillowskiego naturalizmu z przebojowością Dra Dre. [więcej]Chojny


8.

Apocalypse

Thundercat

Brainfeeder

Apocalypse to płyta z wdzięczną erudycją czerpiąca garściami z historii muzyki popularnej. R&B, funk, pop i jazz oraz to, co ładnie określa się mianem „future sound” wybrzmiewają gdzieś obok siebie i zgrzewają w zaskakującą jakość. Ale jest tu też sporo dosłownych cytatów – frazowanie refrenu w „Heartbreaks & Setbacks” brzmi, jakby Thundercatowi pożyczył je Justin Timberlake, a „Oh Sheit It’s X” to iście Princowy groove. Jednocześnie album jest studium jazzowej dekonstrukcji — nuty łamią się w pół i wpadają w otchłań improwizacji. Gdy tylko dacie się zwieść przebojowemu refrenowi, który zdążył już wpaść w ucho jak w studnię, ze snu powtarzalności wybudza głośne, barokowe solo. Apocalypse zbliża artystę do panteonu geniuszy nowoczesności. Na jego talencie nie poznał się chyba tylko Snoop Dogg mówiąc, że w jego solówkach jest „zbyt dużo nut”. Nie słuchajcie go. To samo usłyszał kiedyś Art Tatum od Keitha Jarretta. „Apokalipsa” oznacza dosłownie „objawienie”. [więcej]Nadzieja


9.

Cupid Deluxe

Blood Orange

Domino

Cupid Deluxe to najlepsze wydawnictwo, jakie Blood Orange do tej pory zaoferował słuchaczom. Jego kunszt producencki przeplata się z umiejętnością prezentowania emocji w wysublimowany sposób. Dev Hynes połączył swoją fascynację stylistyką lat osiemdziesiątych, zainteresowanie klimatem nowojorskich ulic i nocnych podróży, podczas których tracimy poczucie miejsca i nie wiemy, gdzie jesteśmy i w którą stronę podążamy. Cupid Deluxe to także odwołanie do gejowskiej kultury, transseksualności, zacierania granic między tożsamością płciową. To nie tylko odniesienie do środowiska, w jakim Dev dorastał. To także sposób na ukazanie uniwersalnych prawd zawartych w jego utworach — nie da się uniknąć, jak sam Blood Orange to określił, przechodzenia od sytuacji pewnych do niepewnych, od stabilności do niestabilności. Kupidyn może swoją strzałą dosięgnąć każdego. Każdy, bez względu na to, gdzie i kim jest, może mieć złamane serce. Są to sprawy oczywiste, a jednak podane w tak wyjątkowy sposób stawiają Deva w szeregu najlepszych producentów i artystów współczesnego R&B. [więcej]Adrian


10.

Overgrown

James Blake

Polydor

Overgrown w naturalny sposób wynika z wydanego przed dwoma laty debiutu Blake’a. Na drugim albumie artysta idzie jednak o krok dalej i odziewa dotychczas nierzadko nagie kompozycje w dźwięki, na które nie był jak dotąd najwyraźniej gotów. Jego muzyka nadal jest subtelna i emocjonalna — to jedne z jego największych atutów, z których z powodzeniem uczynił swój znak rozpoznawczy — ale na Overgrown nabrała zauważalnej wyrazistości. Blake wciąż jest jednak bardzo powściągliwy i podobnie jak na debiucie z wrodzoną naturalnością udaje mu się wykreować atmosferę pełną emocjonalnego napięcia, dezorientacji, a nawet obcości. [więcej]Kurtek


11.

Old

Danny Brown

Fool’s Gold

Old może się wydawać próbą pogodzenia fanów starego i nowego Browna, ale w istocie raper prowadzi tu inteligentną i satysfakcjonującą grę z każdym możliwym słuchaczem. Bohaterem pierwszej połowy płyty jest stary Danny — nawijający głównie swoim naturalnym głosem, przede wszystkim na brudnych, boombapowych bitach, podczas druga strona to czyste szaleństwo na zupełnie odjechanych trapowo-elektronicznych produkcjach. Podział jest wyraźny, ale nie absolutny. Old to projekcja skrywających się we wnętrzu Danny’ego obaw, relacja z życia w rzeczywistości między przysłowiowym młotem a kowadłem. Brown nie głaszcze nas po głowie, nie próbuje nam zaimponować rozmachem, ani szerokimi muzycznymi koneksjami, nie podaje nam morałów na tacy. [więcej]Chojny


12.

Cut 4 Me

Kelela

Fade to Mind

Projekt Cut 4 Me to zręcznie skonstruowany emocjonalny balans będący dowodem dojrzałości i wyrafinowania artystki, która w tak młodym wieku nie tylko pokazuje smukły i pełen ciepłych tonów wokal, ale umiejętnie odnajduje się w różnych formach stylistycznych — tych pełnych dramaturgii jak w przypadku “Do It Again”, czy wolniejszych jak to ma miejsce w kawałku “Something Else”. To wyjątkowe połączenie popowo-rhytm&bluesowego głosu oraz podziemnych, mrocznych i surowych produkcji poskutkowało jednym z najbardziej znaczących wydawnictw tego roku, które z pewnością otworzy artystce drzwi do dalszej kariery. [więcej]JakubManaj


13.

Where Does
This Door Go

Mayer Hawthorne

Republic

Hawthorne konsekwentnie dokłada kolejne cegiełki do swojej własnej koncepcji muzyki, która jak dotąd nigdy jeszcze nie zawiodła. To jednak nie muzyczny konserwatyzm, czy odgrzewanie kotletów, ale definiowanie dźwięku przez nienaganne wyczucie i styl, które są jak najbardziej ponadczasowe i nie należy postrzegać ich dziś jako reliktów minionych epok, ale jedną z integralnych części współczesnej post-modernistycznej mozaiki. Wokalista znów przedstawia całą paletę czarnych brzmień — od funku, disco, klasycznego soulu i rhythm & bluesa, po współczesne R&B, neo-soul i hip-hop w charakterystycznym dla siebie nierozerwalnym splocie stylistycznym. [więcej]Kurtek


14.

Saint Heron

Różni wykonawcy

Saint

Solange sprawdziła się jako producent wykonawczy pierwszego dzieła Saint Heron wychodzącego spod skrzydeł nowo założonej przez siebie wytwórni Saint Records. Do współpracy zaprosiła 11 artystów, nie wszyscy są silnie promowani w środkach masowego przekazu, jednak nawet ci mają ugruntowaną pozycję na scenie niezależnej: BC Kingdom, India Shawn, Kelela, Sampha, Cassie, Jhene Aiko, Jade de LaFleur, Imana Omari, Kingdoma, Starchilda i Petite Noir.Podczas słuchania płyty, dzięki przeprowadzonym przez całą grupę artystów eksperymentom muzycznym, czujemy się świadkami ewolucji gatunku. Nic dziwnego, że następuje to za sprawą Solange, której nie można odmówić odwagi w kreowaniu nowych muzycznych przestrzeni również w karierze solowej. Mieszanka klasycznego brzmienia w połączeniu z nowymi rozwiązaniami wydaje się być tym, czego od R&B oczekuje współczesny odbiorca, a Saint Heron doskonale te oczekiwania spełnia. [więcej]Raspberry


15.

No Beginning,
No End

José James

Blue Note

No Beginning, No End jest płytą po brzegi wypełnioną jazzem. Na albumie znajdziemy świetnie zaaranżowane ballady, bujający neo-soul a’la koniec lat 90. czy oszczędne, downtempowo-soulowe kompozycje. Wokalista skorzystał tu zresztą z pomocy najlepszych instrumentalistów poruszających się w obrębie gatunku. Po raz kolejny mogliśmy się przekonać o fantastycznych efektach współpracy Roberta Glaspera i Chrisa Dave’a. Swój wkład wniósł także Pino Palladino — basista współtworzący Voodoo D’Angelo czy Mama’s Gun Eryki Badu, a także wokalistki: Hindi Zahra i Emily King. Niepowtarzalne umiejętności wokalne José Jamesa ubarwione bogatą paletą akordów jazzowych i neo-soulowych naleciałości, stawiają album w trudnym do zanegowania położeniu. To solidna płyta z niezawodnym gospodarzem w towarzystwie najlepszych muzyków. [więcej]K.Zięba


16.

Run the Jewels

Run the Jewels

Fool’s Gold

W zagranicznych recenzjach Run the Jewels aż roi się od porównań do Watch the Throne. Zestawienie może wydawać się szalone, ale jak uwzględnimy podobieństwo tytułów, formę duetu (raper + rapujący producent) i zwrócimy uwagę na zaczepki ze strony Mike’a w “Sea Legs”, to konfrontacja jak najbardziej nabiera sensu. Ja jednak dla odmiany porównam Jewels do ostatniego solowego albumu Kanyego. Oba wydawnictwa poniekąd mają za zadanie szokować, miksować styl wysoki ze stylem niskim, zadawać ciosy poniżej pasa, obfitować w intensywne doznania. Oba osadzone są w szorstkim, czerpiącym z industrialu brzmieniu. Zasadnicza różnica jest taka, że Yeezus dwoi się i troi by osiągnąć powyższe cele, natomiast El-P i Mike Bigga robią to tak, jakby była to dla nich najbardziej naturalna rzecz na świecie. [więcej]Chojny


17.

Acid Rap

Chance the Rapper

self-released

Chance the Rapper swoim najnowszym projektem idealnie wstrzelił się w aktualną sytuację chicagowskiego hip hopu. Na kwasie, czy nie — jego obserwacje są wyjątkowo trzeźwe, a głos pełen emocji i empatii. Na scenie zdominowanej ostatnio przez Chief Keefa, King L’a i innych drillujących małolatów brakowało kogoś jednocześnie świeżego, charakterystycznego i utalentowanego. Raper spełnił na Acid Rap wszystkie trzy warunki i za jakiś czas wpisze się w historię muzyki z Wietrznego Miasta tak samo jak Twista, Common, Yeezy i Lupe. [więcej]Chojny


18.

Beyoncé

Beyoncé

Parkwood / Columbia

Beyoncé ponownie udowodniła, że jej instynkt jest niezawodny. Nad piątym solowym albumem Knowles pracowali jedni z najlepszych kompozytorów, muzyków i producentów, którym udało się stworzyć bardzo atrakcyjne brzmieniowo połączenie współczesnego R&B z klasycznym soulem, hip hopem, popem, funkiem i porcją elektroniki. Ten krążek to kolejna skuteczna lekcja odwagi, a składający się na nią materiał jest zaskakująco intymny — pani Carter wciąga swoich słuchaczy w labirynt erotycznych wyobrażeń, bezwstydnych pragnień i miłosnych uniesień. Beyoncé to spójna opowieść o zaufaniu do siebie i przeżywaniu chwili wszystkimi zmysłami. Nie powinno nikogo dziwić, że ta płyta ma prawie tyle samo przeciwników, co zwolenników — każdy chce wyrobić sobie o niej zdanie, ale pani Carter nie może i, co najważniejsze, już nie musi się wszystkim podobać. [więcej]Brzozkaaa


19.

Coin Coin Chapter
Two: Mississippi
Moonchile

Matana Roberts

Constellation

Tradycja przełamana awangardą. W drugiej części jazzowej sagi, Matana Roberts muzycznie i tematycznie sięga ponad pół wieku wstecz do opasłej szuflady pełnej wspomnień swojej babci. Wzloty i upadki, święta i dni powszednie na tle walki o równość rasową i polityczno-społecznych zawiłości ilustruje niesamowicie uduchowiona muzyczna kreacja. To swoisty seans spirytystyczny — osadzony głęboko w tradycji rytuał o znaczeniu niemal religijnym, uroczyście odprawiany przez Matanę i jej znamienitą nowojorską świtę. To niezwykle pełne i działające na wyobraźnię doświadczenie wypełniają serie na wpół improwizowanych tematów, mieszające się z recytacją fragmentów rodzinnej historii i hipnotycznymi partiami tenora — wszystko zgodnie ze ściśle ustalonym obrządkiem. [więcej]Kurtek


20.

Avalanche

Quadron

Vested in Culture

Drugi album skandynawskiego duetu Quadron to wyważone połączenie zmysłowych, leniwych dźwięków i lekko bujających utworów mid-tempo. Choć na Avalanche można usłyszeć wiele żywych instrumentów, ich bogate zastosowanie nie jest przypadkowym lub przytłaczającym rozwiązaniem, a celowym zabiegiem. Podkreśla to i buduje atmosferę utworów, dodaje im elegancji i sprawia, że kolejne odsłuchy zaskakują odkrywaniem nowych szczegółów. Jednocześnie aranżacje są na tyle proste, że pozwalają na wyeksponowanie głosu wokalistki, który czaruje za każdym razem. Znakiem rozpoznawczym duetu jest wielki talent, dbałość o najdrobniejsze detale i niezwykle przyjemny sensualny klimat. Na jednym wydawnictwie udało się uchwycić delikatny groove i romantyczne, gustowne ballady. Robin Hannibal i Coco O jak mało kto łączą R&B i neo-soul z najlepszymi funkowymi i popowymi wzorcami. Coco — może nie jesteś jeszcze moją ”Favorite Star”, ale nie wyobrażam sobie Drogi Mlecznej bez Ciebie. [więcej]Adrian


21.

Feel Good

The Internet

Odd Future

Rozszerzenie składu grupy nie tylko zmieniło brzmienie na bardziej organiczne, ale także wpłynęło na jakość i przemyślaną wizję ich drugiego wydawnictwa. Feel Good to zdecydowanie krok naprzód i kolejny etap muzycznego rozwoju The Internet. Syd tha Kid i Matt Martians postawili się niejako w opozycji do twórczości pozostałych członków ekipy Odd Future oraz swojego debiutu. Nie znajdziemy tu już szaleństwa, buntu, surowości i elektronicznych eksperymentów, a raczej ciepłe, optymistyczne dźwięki oparte o brzmienie żywych instrumentów, w których prym wiodą bas i klawisze. To muzyka z pogranicza soulu i funku, gdzie ważną rolę gra również atmosfera jamu i jazzowej improwizacji. Zespół nabrał większej pewności siebie, co słychać zwłaszcza u Syd, której delikatny wokal trochę śmielej wychodzi przed szereg. To niesamowicie spójny i pozytywny album, choć być może odrobinę monotonny. — Emes


22.

Nothing Was
the Same

Drake

Young Money / Republic

Nothing Was the Same jest albumem utrzymanym w typowym dla rapera stylu i klimatycznie leżącym gdzieś pomiędzy dwoma wcześniejszymi wydawnictwami. Nieco bardziej tajemniczy niż Thank Me Later, ale żywszy niż Take Care. Drizzy wciąż zwinnie balansuje pomiędzy hip-hopem a współczesnym rythm & bluesem. Swoje szesnastki o miłości, sukcesie i rzekomo trudnych początkach uzupełnia o własne refreny i dojrzale dobiera podkłady, angażując w nie przede wszystkim swojego wieloletniego przyjaciela Noah “40″ Shebiba. Drake ma swój styl i konsekwentnie się go trzyma — do stworzenia porządnego utworu wystarczy mu dobry instrumental i kartka papieru. [więcej]Wojewódzki


23.

Yeezus

Kanye West

Def Jam

Niewielu muzyków na przestrzeni ostatnich 13 lat w taki sposób, jak Kanye rozwinęło swoje artystyczne portfolio — przechodząc od produkowania soulowych bitów dla Jaya do rapowania na acid house’owych liniach basu i współpracy z liderem Bon Iver, indie-folkowego zespołu z Wisconsin. Niewielu także miało odwagę stworzyć coś, co odzwierciedlałoby ich obecne zainteresowania i fascynacje, zatem dokonania rapera z Chicago zdecydowanie stawiają go na pozycji swego rodzaju innowatora. Mr. West zasługuje na pochwały za poszerzanie i otwieranie umysłów swych dotychczasowych odbiorców oraz całego środowiska rapu. Należą mu się słowa uznania za drogę jaką obiera i za wyjątkowych ludzi, którymi otaczał się podczas powstawania tej płyty. [więcej]JakubManaj


24.

Black Water

Tinashe

self-released

Black Water jest trzecim i zarazem najlepszym mixtapem w dorobku artystki. Łączą się tu trzy talenty świadczące o tym, że Tinashe jest twórcą kompletnym — bardzo dobry wokal, umiejętność pisania przyzwoitych tekstów oraz dobieranie producentów, którzy nagrywają dla niej muzykę w taki sposób, jakby to ona sama przemawiała przez każdy dźwięk. Tytułowe “Black Water”, singlowe “Vulnerable” i inspirowana latami dziewięćdziesiątymi ballada „1 for Me” stanowią najmocniejsze ogniwo krążka. Tinashe łączy klasyczne wzorce znane z minionych dekad i przenosi je na współczesne realia, żongluje nastrojami i sprawnie dostosowuje do nich swój zmysłowy, delikatny wokal. Black Water jest odzwierciedleniem jej muzycznego gustu i rodzącej się stopniowo twórczej dojrzałości. To także zapis podróży do Czarnego Lądu i artystycznych poszukiwań. Ich zwieńczeniem ma być pełnoprawny debiut, który, miejmy nadzieję, spowoduje gorączkę zachwytu. Gorączkę wcale nie mniejszą niż malaria. [więcej]Adrian


25.

Jamie Lidell

Jamie Lidell

Warp

O rewolucyjnym charakterze twórczości Jamie’ego Lidella wiele już napisano. Mnogość inspiracji oraz permanentna otwartość na to, co najlepsze w muzyce, ponad klasyfikacyjnymi ramami to integralne cechy brzmienia artysty. Bezbłędna artystyczna intuicja Brytyjczyka i tym razem nie zawiodła. Ten w pełni autorski krążek, efekt samodzielnej pracy, to dowód producenckiej dojrzałości objawiającej się tym, co w Jamie’m najbardziej kochamy — soulowym wigorem, blaskiem i energią. Może i jest to album mniej przebojowy niż Jim, może i mniej błyskotliwy niż Multiply, ale na pewno jest zbudowany na najsolidniejszych podstawach. Najprawdziwszy elektro funk rodem z lat osiemdziesiątych w fatałaszkach współczesnej elektroniki dla kogoś? Bardzo proszę! U Jamie’go wszystko co najśmielsze! Oby tylko nie kazał czekać zbyt długo na kolejny krążek. — Martka


26.

Long.Live.A$AP

A$AP Rocky

Polo Grounds / RCA

Wydając swój debiutancki longplay, nowojorski raper stanął na wysokości zadania, choć nie było to wcale tak oczywiste jakby się mogło wydawać. Po kilkukrotnym przekładaniu premiery płyty wątpliwym stało się czy krążek spełni oczekiwania publiczności i przebije mikstejp z 2011 roku LiveLoveA$AP, którym muzyk postawił sobie poprzeczkę dość wysoko. Jak się okazało, powodem opóźnienia były ambicja i perfekcjonizm artysty, które zaowocowały jednym z najbardziej rozrywkowych hip-hopowych albumów tego roku. [więcej]JakubManaj


27.

Czarna biała magia

Sokół i Marysia Starosta

Prosto

Czarna biała magia to płyta tak ważna, że trudno zmieścić jej całą filozofię i sens w kilkunastu zdaniach. Jest jednocześnie bardzo osobista, a z drugiej strony dotyczy każdego z nas, bo artyści za temat swych opowieści przybrali kwestie niezwykle istotne i aktualne — takie, z których przeciętny Kowalski może nie zdaje sobie sprawy. Album jest swoistym informatorem służącym odnalezieniu utraconej świadomości i przetarciu oczu, by dostrzec to, z czego nie zdawaliśmy sobie wcześniej sprawy. Wychodząc w przyszłość — za kilkanaście lat, gdy spojrzymy wstecz, będzie to autentyczne i doskonałe ujęcie obecnej rzeczywistości, za co artystom należą się gromkie brawa, szacunek i słowa uznania. [więcej]JakubManaj


28.

Woman

Rhye

Polydor

Sophisti-pop nadal ma się dobrze. Elegancki klasyczny soul zostaje tu subtelnie wpisany przy pomocy elektronicznych i smooth jazzowych niuansów w kontekst współczesnej sceny R&B. Woman to zmysłowy hołd złożony kobietom i miłości do nich. Choć duet nie boi się wchodzić w romantyczne detale, album jest niesamowicie stonowany i od początku do końca utrzymany w niewspółcześnie dobrym guście. Rhye nie tylko wydają się wiedzieć jak podejść do tematu lepiej niż ktokolwiek inny, ale zasadniczo skracają dystans między artystą a słuchaczem, tworząc niepowtarzalną atmosferę bliskości i intymności [więcej]Kurtek


29.

His and Hers

Denitia & Sene

Input / Snow Dog Records

Przekaz jest prosty — związki, nawet w tej najbardziej burzliwej fazie, nie muszą opierać się tylko na skrajnych emocjach. Jest w tym wszystkim ukryta gwarancja, że nie będzie mydlenia oczu i wciskania bajek o miłości jako stąpaniu po różowych obłokach z waty cukrowej, bo każdy może się czasem potknąć. Nie jest to płyta przegadana, ale słowa odgrywają tu ważną rolę, a minimalistyczne połączenie R&B i elektroniki nadaje niezwykle przyjemnej lekkości wszystkim zagmatwanym wątkom. Album, jakkolwiek spokojny i stonowany, nie nudzi nawet przez ułamek sekundy i tym bardziej nie pozwala się zignorować. [więcej]Brzozkaaa


30.

Talk a Good Game

Kelly Rowland

Republic

Eksperymentująca kilka lat temu z niewdzięcznym dance’m Kelly nie tylko z impetem powróciła do mainstreamowego R&B — stylu, w którym zdecydowanie brzmi najlepiej, ale także, jak nigdy wcześniej otworzyła się przed nami w warstwie tekstowej. Najlepszym dowodem na to jest oparte na gorzkim podkładzie The-Dreama, “Dirty Laundry”, które zajęło 17. miejsce w naszym rankingu najlepszych piosenek 2013. Przeciwnie do pozbawionego jakiejkolwiek subtelności Here I Am, Talk a Good Game wypełnia mnóstwo niedopowiedzeń i miłosnych zagadek. Nareszcie Rowland nie odkrywa wszystkich kart za jednym zamachem. To płyta, która udowadnia starym fanom, że nie wszystko jeszcze stracone i stanowi doskonałą prezentację Kelly dla kolejnego pokolenia słuchaczy. [więcej]Eye Ma


31.

North

Sango

Soulection

Po serii epek i singli doczekaliśmy się w tym roku długogrającego wydawnictwa Sango, amerykańskiego beatmakera, działającego pod szyldem znanej i lubianej wytwórni Soulection.Co otrzymaliśmy? Zaproszenie na swoisty showcase muzycznej delikatności, wrażliwości i wyczucia. Hip hop sąsiadujący z nowofalowym R&B i soulem, wszystko owiane elektroniczną zbasowaną, ciepłą melancholią. Materiał w dużej części pozbawiony wokali, przestrzenny, momentami abstrakcyjny, wyszedł jako następstwo inspirowanej dźwiękami południa, energicznej, mocno bujającej epki Otra Vez. Minimalnie taneczny, basowy puls z North, wsparty w głównej mierze raczej spokojną perkusją, jest więc wisienką na torcie w całej palecie, beatmakerskich umiejętności Sango. Inteligentna, romantyczna, miejska elektronika, aż chce się esencjonalnie skwitować. Świetny album. [więcej]Martka


32.

Kiss Land

The Weeknd

XO / Republic

Krążek o nieco kiczowatym tytule Kiss Land miał ugruntować pozycję wokalisty wśród reszty stawki i zaznaczyć jego dojrzałość artystyczną, lecz czy tak się rzeczywiście stało? Czy muzykowi udało się w jakiś sposób zaskoczyć publikę świeżością swojego materiału? Rozpoczynające album “Professional” jest najmocniejszym punktem programu — zaraz gdy zmysły wyłapują dochodzące do uszu dźwięki basu i ciągnącego się wokalu, na plecach pojawiają się lekkie dreszcze, a udane pierwsze wrażenie idealnie doprawia całkiem inteligentny wers, w którym muzyk zastanawia się nad tym, czym w dzisiejszym świecie jest ogólnie rozumiane szczęście i za jaką cenę błędnie próbujemy dojść do czegoś, co w rzeczywistości okazuje się tylko iluzją. Album Kiss Land okazał się gorszy od debiutanckiej trylogii wokalisty, lecz na przestrzeni całego mijającego roku był jednym z wyróżniających się wydawnictw. — JakubManaj


33.

Sing to the Moon

Laura Mvula

RCA

Specyficzne i nieprzebojowe płyty często umykają naszej uwadze – tak można wytłumaczyć obecność debiutanckiego albumu Laury Mvuli dopiero w trzeciej dziesiątce naszej listy. Pomijając jednak wszelkie liczby, Sing to the Moon to niezwykle udany i ważny soulowy album tego roku. Piękne, rozbudowane aranżacje, gdzie muzyka duszy miesza się z gospel i popem to owoc wielkiego talentu i oryginalności młodej artystki, której głęboki, zapadający w pamięć głos jest spoiwem osobistych i klimatycznych kompozycji. Chociaż na płycie brakuje wyrazistości i dynamizmu, o samej Mvuli będzie jeszcze głośno. Miłośnikom soulu nie wypada nie znać. [więcej]Souljunkie


34.

Ice Cream Everyday

Amel Larrieux

Blisslife

Piąty studyjny album Larrieux to nie tylko zaproszenie do ogromnej muzycznej cukierni, a materiał zarejestrowany przez kobietę, która spełnia się w swoich życiowych rolach i jest pewna podejmowanych przez siebie wyborów artystycznych. Nie słychać tu napięcia, konieczności zadowolenia każdego przypadkowego słuchacza, czy obowiązkowego ścigania trendów i zapraszania słynnych gości. Amel z pełną swobodą porusza się pomiędzy kolejnymi dźwiękami i wersami, opowiadając historię miłości, odnajdywania się w życiu i po prostu… bycia. Larrieux powróciła do najwyższej jakości połączenia soulu i R&B, świadomie rozwijając najlepsze momenty swojego muzycznego dorobku. Świetnie smakuje i nie tuczy. [więcej]Brzozkaaa


35.

Love in Flying
Colors

The Foreign Exchange

Foreign Exchange Music

The Foreign Exchange z pewnością nie można nazwać mistrzami suspensu, ale ich muzyce nie da się odmówić fasonu. Ostatnia propozycja duetu Phonte-Nicolay, wydana pod koniec września płyta Love in Flying Colors, zgodnie z tytułem potrafi porwać słuchacza do lotu, ale jest to tylko i aż wycieczka po doskonale znanym mu sąsiedztwie — choć to i tak rzecz jasna widok z zupełnie innej perspektywy. Dzięki temu najbardziej optymistycznemu albumowi w dyskografii grupy, nawet najpaskudniejsza zima zamieni się w późne lato — dojrzałe, wypełniające słońcem betonowe gmachy. [więcej]Kurtek


36.

Za młodzi
na Heroda

Rasmentalism

Przed premierą płyty Ras i Ment XXL pobudzali zainteresowanie słuchaczy twierdząc, że to będzie najlepszy Rasmentalismu. Rzeczywistość nie spłatała figla — Mentos wypełnił wydawnictwo beatami na światowym poziomie, pokazując przy tym duży progres uzyskany od czasu pierwszych produkcji. Teraz Kamil znalazł odpowiedni przepis na wyważenie proporcji i oprócz fantastycznych, soulowych sampli i idealnie dopasowanych bębnów stwarza rzeczy, które ciężko zaszufladkować — mamy bity zarówno ze starej, jak i nowej szkoły, słyszymy też fascynację My Beautiful Dark Twisted Fantasy, a mimo wszystko różnorodność nie powoduje na krążku chaosu. Rasowi też nie można odmówić wyśmienitej formy, bo sypie lirycznie lekkimi tekstami — zarówno zabawnymi i przepełnionymi ironią, jak i tymi życiowymi. Aż chciałoby się, żeby inni raperzy potrafili z taką swobodą i żartem mówić o jestestwie i jego problemach w tak niewymuszony sposób. — Dżesi


37.

My Name Is
My Name

Pusha T

GOOD Music

Największym atutem My Name Is My Name jest naturalnie sam Pusha T. Jak podkreśla, nie jest ani producentem, ani gościem od refrenów. Zimne i proste w swej budowie uliczne hymny takie jak „Numbers on the Boards” czy „Nosetalgia”, żywsze, majestatyczne „King Push” czy mroczne „Sweet Serenade” i „Pain” to w dużej mierze produkcje Kanyego Westa. A Pusha T jest po prostu raperem — swoim przybrudzonym głosem, psychodelicznym flow z charakterystycznymi ad-libsami i talentem do składania wersów potrafi nawet nudną produkcję zamienić w rewelacyjny numer. To dwunasto-epizodowa opowieść o tym, kim był i jest Pusha T. Opowieść na pozór chaotyczna, bo każda jej część jest inna, ale ta zmienność nastrojów pokazuje tylko jaki jest jej autor i jego życie. Nic nie trwa tu dłużej niż przysłowiowe „pięć minut”. [więcej?]Wojewódzki


38.

(Without Noticing)

Fire!

Rune Grammofon

Wbrew tytułowi ich ostatniej płyty, który błyskotliwie objął także nazwy poszczególnych kompozycji, nie sposób nie zauważyć szwedzkich awangardzistów z Fire!, którzy w tym roku wydali aż dwie płyty — jedną jako Fire! Orchestra w rozszerzonym składzie, a drugą jako klasyczne jazzowe trio. Na (Without Noticing) złożyło się siedem hałaśliwych kompozycji zbudowanych na kanwie psychodelicznego i industrialnego. Szczątkowe motywy melodyczne są tu konsekwentnie rozrywane przez bezkompromisowe wariacje i eksperymenty. To bezsprzecznie najgłośniejsza i najodważniejsza pozycja w naszym tegorocznym podsumowaniu najlepszych płyt. — Kurtek


39.

Yours Truly

Ariana Grande

Republic

Aż trudno uwierzyć, w to, że na Yours Truly, debiut młodziutkiej Ariany Grande, złożyły się pierwszorzędna produkcja (Babyface, Harmony Samuels), nostalgiczny klimat R&B lat 90. i niesamowity wokal piosenkarki. I chociaż warstwa tekstowa płyty jest bardzo konwencjonalna i nieco staroświecka — traktująca w dużej mierze o młodzieńczej miłości do bliżej nieokreślonego ukochanego — krążek wypełniają przede wszystkim mocne melodie, z których bezbłędnie wyegzekwowano to, co w nich najlepsze. I co tu dużo pisać — właśnie takie niewinne i niezobowiązujące granie daje najwięcej muzycznego funu, a Yours Truly to w tej dziedzinie swoiste mistrzostwo świata. [więcej]Kurtek


40.

Matangi

M.I.A.

N.E.E.T. / Interscope

Choć główny trzon strony muzycznej Matangi pozostał ten sam co zawsze — kombinacja hip hopu, electro, uk garage’u i indyjskiego folkloru — M.I.A. nie chciała udawać, że nie wie co się dzieje we współczesnej muzyce, stąd niektóre podkłady mają w sobie elementy powracającego do łask chicagowskiego house’u, modnego trapu czy alternatywnego R&B. Piosenkara powierzyła produkcję płyty głównie w ręce niezawodnego Switcha, ale poskromiła też charakterystyczne style Hit-Boya czy Danjy. Skutecznie przypomniała o swojej niepokorności, oryginalności i poczuciu humoru, wykorzystując w pełni swoją najważniejszą moc, jaką jest jej oryginalna — wręcz jedyna taka na świecie — odmiana wokalno-rapowej deklamacji. — Chojny


Komentarze

komentarzy