25 najlepszych piosenek 2014

Data: 18 grudnia 2014 Autor: Komentarzy:

piosenki

Chociaż przekonanie, że rok 2014 nie był dla muzyki najlepszym czasem, wydaje się dość powszechne, mieliśmy nie lada problem, by z listy bardzo wielu solidnych utworów wyłowić czołowych dwadzieścia pięć. I jedynie myśl, że w zasadzie niemalże udało nam się zawrzeć w tej selekcji wszystko to, co zawarte zostać w niej powinno, powstrzymała nas przed szalonym krokiem poszerzenia listy o kolejnych kilka(naście) utworów. Dalsze pozycje zresztą znajdziecie bez problemu na naszej Spotifajowej plejliście niezmiennie leżakującej w pasku po prawej stronie. Miłego słuchania!


1.

„Two Weeks”

FKA Twigs

Young Turks

Cóż za udany rok dla FKA Twigs! Naprawdę nie zdziwię się, jeśli będzie królować w rankingach na całym świecie, w różnych kategoriach. Tymczasem „Two Weeks” głosami redakcji wygrywa nasze zestawienie w kategorii piosenek roku 2014. Powody są dość oczywiste. „Two Weeks” to kwintesencja kobiecości. Utwór o pożądaniu i zatraceniu, jednak przedstawiony w subtelny sposób. Nie ma tu miejsca na niepotrzebne odkrywanie ciała, by przyciągnąć uwagę widza. Zamiast tego charyzma młodej artystki ujawnia się w każdym geście, nietuzinkowym, momentami dość dosadnym, tekście i eterycznym głosie. Wszystko w FKA Twigs wydaje się być nieco ekscentryczne, jednak to chyba ta inność przyciąga do niej coraz większą rzeszę fanów. Oprócz świetnego albumu, który promowany był utworem “Two Weeks”, na uwagę zasługują również występy artystki. Pokaz u Jimmiego Fallona to uczta dla oczu i uszu. Szczęśliwcami można nazwać tych, którzy mieli okazję zobaczyć FKA Twigs na żywo w Warszawie. Będziemy bacznie obserwować poczynania Tahliah Barnett, bo wraz z kilkoma innymi artystami młodego pokolenia, wniosła powiew świeżości na rynek muzyczny. — Raspberry


2.

„I Don’t Need
Another Lover”

Billie Black

BBLK Recordings

Skromny dorobek Billie Black nie przeszkodził jej, by podbić w tym roku serca soulowych głów na całym globie. Stało się tak za sprawą świetnego „I Don’t Need Another Lover” promującego 000 100 EP. Kompozycji prostej i nieprzekombinowanej, mającej jednak sporą siłę i polot. Klimat nagrania dotyka dokonań Jessie Ware, Samphy czy AlunaGeorge. Wokalistka prezentuje nienaganny warsztat wokalny, uformowany m.in. w londyńskiej Guildhall School of Music. Billie ma również ucho do dobrych produkcji — sprawcami wysmakowanych dźwięków w „I Don’t Need Another Lover” są Imposters — mało znani londyńscy bitmejkerzy. Podejrzewam, że w nadchodzącym roku Billie niejednokrotnie pokaże klasę. Co więcej, odliczam już dni, by się o tym jak najszybciej przekonać. — K.Zięba


3.

„Lowkey”

Rochelle Jordan

Protostar

Tegorocznym debiutem Rochelle Jordan udowodniła, że zasługuje na istotne miejsce wśród artystów kreujących obraz współczesnego R&B. „Lowkey” jest esencją brzmienia i stylistyki mocno inspirowanej klimatem lat dziewięćdziesiątych. Choć utwór nawet nie doczekał się teledysku, to tak wysoka pozycja w naszym zestawieniu nie może dziwić. Minimalistyczny podkład napędzany regularną linią basu stanowi zaledwie tło dla plastycznego wokalu. Rochelle nie tylko posiada rzadko spotykany feeling, ale swoim głosem buduje całą melodię i rytmikę. Zmiany tempa, wciągające zwrotki i chwytliwy refren składają się na kompozycję, dla której bez wahania znalazłoby się miejsce na jednym z nigdy niewydanych albumów Aaliyah. Kipiąca zmysłowość i intymność nagrania tworzą wrażenie, jakby słuchacz podglądał sekretny romans balansujący gdzieś na granicy pomiędzy bliską przyjaźnią a od dawna skrywaną miłością, w której za chwilę nastąpi kulminacyjny moment wyznania uczuć. To idealne R&B — świeże, a zarazem klasyczne w swej treści. — Adrian


4.

„Goddess”

Banks

Harvest

Gdyby nagle nieżyjący już Disney zapragnął animowanej wersji Banks w jednej ze swoich bajek, nie trudno się domyślić, że odegrałaby ona rolę Królowej Śniegu. Określenie „powiało chłodem” to najdelikatniejsze sformułowanie, jakim można obdarować „Goddess”. Już od pierwszych dźwięków Banks stara się narzucić swój władczy ton, choć wbrew pozorom nie jest to wcale krzyk. Zdystansowana, jak na kobietę z klasą przystało, Banks nagrała kawałek, który jest muzycznym odpowiednikiem zdania słyszanego przez niejednego eks-partnera — „Jeszcze tego pożałujesz”. — Eye Ma


5.

„Never Catch Me”

Flying Lotus feat. Kendrick Lamar

Warp

Najgorętszy obecnie kalifornijski raper spotkał się z najbardziej kreatywnym obecnie kalifornijskim producentem. „Never Catch Me” jest tak dobre, jak tylko moglibyśmy sobie wyobrazić współpracę Kendricka Lamara z Flying Lotusem. K Dot wkracza do zakręconego futurystycznie jazzowego świata Fly Lo, bynajmniej nie na kawę i ciastka. Jego zwrotka przypomina transkrypcję z seansu spirytystycznego, podczas którego raper zmierzył się zarówno z własnymi demonami, jak i z otaczającym i przytłaczającym nas zeitgeistem. Przeżywa katharsis, kładzie podwaliny pod zrozumienie sensu życia (a może nawet dotarł do niego?) i zaciera granicę między życiem a śmiercią, wpasowując się idealnie w koncept albumu Lotusa. Nawet nie próbujcie złapać tych dwóch. — Chojny


6.

„Sugah Daddy”

D’Angelo

RCA

Rok temu światem muzyki wstrząsnęła Beyoncé, wydając swój album w niecodzienny, niezapowiedziany sposób. Któż by wtedy pomyślał, że prawdziwe trzęsienie ziemi dopiero przed nami? Oczywiście mam tutaj na myśli Black Messiah. D’Angelo powrócił w wielkim stylu, a pierwszym singlem zapowiadającym jego album było właśnie „Sugah Daddy”. W utworze usłyszycie klasyczne pianino, nakładające się na siebie głosy, falset oraz wpadające do ucha partie trąbki Roya Hargove’a i gitary Pino Palladino. Wszystko jest utrzymane w charakterystycznym dla artysty funkowym stylu i stanowi kwintesencję słowa groove. — Karolinabo


7.

„Talk Is Cheap”

Chet Faker

Future Classic

Wydaje się niemożliwe, aby zaskoczyć czymś, co świetnie znamy. Przyznam szczerze, że pierwszy singiel z długo oczekiwanego i wielokrotnie przekładanego Built on Glass, zwyczajnie mnie powalił. Charakterystyczne analogowe brzmienie, wypełnione syntezatorami i przeszywającymi chórkami to coś, co każdy, kto zagłębiał się w twórczość brodatego Australijczyka, świetnie zna. Samplowany saksofon i wyjątkowy talent do refrenów okazały się świetnym uzupełnieniem tej nietuzinkowej muzycznej układanki. To wszystko okraszone gorzkimi, choć wyjątkowo ciepłymi, spostrzeżeniami na temat miłości tworzy jeden z najbardziej niepowtarzalnych utworów przemijającego już roku. — Richie Nixon


8.

„2 On”

Tinashe feat. Schoolboy Q

RCA

„Live fast, die young, that’s my choice” — śpiewa zaledwie 21-letnia Tinashe. To w zasadzie esencja tego kawałka, w którym wschodząca gwiazda, zgodnie z cytatem, przyśpieszyła tempo i postawiła wszystko na jedną kartę. Smukły podkład w połączeniu ze słodkim głosem wokalistki oddaje wszystko to, co można podsumować tytułem popularnego hymnu Snoop Dogga i Wiza Khalify — „Young, Wild and Free”. Go, Tinashe! — Eye Ma


9.

„Love Never Felt
So Good”

Michael Jackson

Epic

Jednym z najważniejszych muzycznych wydarzeń tego roku była dla wielu wielbicieli czarnej muzyki premiera drugiego już pośmiertnego albumu Michaela Jacksona, Xscape. Spośród wszystkich utworów to właśnie „Love Never Felt So Good” trafiło do naszego zestawienia. Oryginalnie współautorem utworu był Paul Anka, a jego demo powstałe w 1983 roku, krążyło w sieci od kilku lat. Odświeżony aranż oraz oficjalne wydanie tchnęło jednak drugie życie w pełną radości odę do ukochanej. Do wyboru są trzy wersje piosenki — demo Michaela, solowa w nowej aranżacji, oraz duet z Justinem Timberlake’m w wersji disco według Timbalanda. Niezwykle radosny, miłosny manifest Króla Popu, na który składają się nienaganny wokal, idealne, wybijające rytm pstryknięcia oraz beatboxowa perkusja, rządził w tym roku na naszych playlistach, dlatego też znajduje się w pierwszej dziesiątce. „Love never felt so good”. — ANTKOVSKY


10.

„I”

Kendrick Lamar

Top Dawg

Kendrick Lamar potwierdził już swoją wszechstronność, udzielając się przy okazji powstawania zupełnie różnych stylistycznie utworów. Chociażby „M.A.A.D City” i „Swimming Pools”. Udowodnił jednocześnie, że można tworzyć wartościowy rap i osiągnąć sukces komercyjny. „I” może wydawać się bardzo radiowym i sympatycznym kawałkiem. Słuchając go po raz pierwszy, uśmiechałam się od ucha do ucha. Jednak po dokładniejszym przesłuchaniu utwór okazuje się bardzo osobisty. Kluczem do sukcesu jest też zaraźliwy refren z ciekawym przesłaniem — „I love myself”. Nic więc dziwnego, że piosenka pozostała w naszych głośnikach przez kilka następnych miesięcy. — Raspberry


11.

„Show Me
Who You Are”

Jesse Boykins III

Nomadic

„Show Me Who You Are” to symbioza absolutna. We wspomnianej kompozycji pochodzącej z tegorocznego albumu amerykańskiego wokalisty, spotkało się najlepsze wcielenie sensualnego Jesse Boykinsa i współpracującego z nim niemal od samego początku producenta Machinedrum. Tu zresztą nie ma przypadku — wspólne projekty wychodzą im nad wyraz dobrze. Oczywiście nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że w procesie twórczym uczestniczyli muzycy wraz z żywymi instrumentami, dzięki czemu i samo brzmienie stało się cieplejsze. Utwór to zdecydowanie nowoczesny soul, bez zbędnej przesady i producenckich popisów. Wybrzmią ostatnie sekundy, piosenka się skończy, a membrany słuchaczy i tak będą prosiły o więcej. Muzyka silnie uzależniająca. — Dźwięku Maniak


12.

„Close Your Eyes
(And Count
to Fuck)”

Run the Jewels feat.
Zack the La Rocha

Mass Appeal

Przed odtworzeniem „Close Your Eyes (Count to Fuck)” powinno zamieścić się ostrzeżenie: silnie uzależniający. Sam Killer Mike przyznał, że Run the Jewels to niezdrowe połączenie, ale w tym kawałku duet przeszedł samych siebie. Zbudowany na zapętlonym głosie wokalisty Rage Against the Machine — Zacka de la Rocha, osadzony na mocnym, agresywnym bicie El-P utwór wprowadza nas do mrocznej i brudnej rzeczywistości, w której Killer Mike z niespotykaną wcześniej pewnością siebie wymierza ciosy w polityków, kaznodziejów i oszustów. Ciężka, niesamowicie krwista porcja rapu najwyższej jakości. — Souljunkie


13.

„Nazywam się
niebo”

Natalia Przybysz

Warner Bros.

Natalia podąża dobrze wypracowanym przez siebie, nieprzewidywalnym muzycznie szlakiem. Piosenka „Nazywam się niebo” jest hymnem radości. Przez swoją melodię, tekst i włożone w niego emocje generuje pozytywną energię, która pobudza słuchaczy do działania i podnosi poczucie wartości. Sprawia, że mimowolnie pojawia się na naszych twarzach uśmiech. Czy może być coś bardziej cennego dla artysty? — Lejdi K’


14.

„Leki”

Night Marks Electric Trio
feat. Archeo

U Know Me

To był pracowity rok zarówno dla Sióstr, jak i Night Marks Electric Trio. Nie jest tajemnicą, że wielu z nas czeka na ich pełnoprawny album. Szczególnie, jeśli słyszymy tak dobre próbki efektów ich współpracy. Wiodący singiel z epki Marksów to trudna do zaszufladkowania sztuka. Wrocławianie perfekcyjnie wyważyli proporcje, dzięki czemu niepokoją słuchaczy swymi syntezatorami z chirurgiczną precyzją. Wzorowo żonglują natężeniem dźwięków, prawie jakby dostali błogosławieństwo od Posejdona i świadomie wzniecali sztorm. Wiedzą o tym Siostry Przybysz, które na zmianę — łagodzą chórkami fale bądź detonują ładunek podczas refrenu. Światowy poziom. — K.Zięba


15.

„Do Better”

Fatima

Eglo

Kto by pomyślał, że jednego z najciekawszych soulowych albumów roku należy wypatrywać w Szwecji. Tymczasem już od pierwszego odsłuchu „Do Better”, rozpoczynającego Yellow Memories Fatimy, pojawia się w słuchaczu silne przeświadczenie obcowania z muzyką najwyższej klasy. Nie tylko ekspresyjną, ale angażującą emocjonalnie, czy to za pomocą niewątpliwego kunsztu wokalnego piosenkarki, czy może nawet bardziej zaskakująco progresywnej aranżacji, w której nie tylko nie sposób doszukać się zapożyczeń z amerykańskiego soulu, co wręcz rozbrzmiewa ona wielością barw egzotycznych korzeni Fatimy sięgających Gambii i Senagalu. — Kurtek


16.

„Youth”

Ben Khan

Dirty Hit

Ben zdecydowanie nie lubi trzymać się kurczowo jednej, wybranej stylistyki i choć „Youth” to jego jak dotąd najbardziej przystępny utwór, i tak dzieje się tu tyle, że można by spokojnie obdzielić kilka innych produkcji. Znajdziemy tutaj zarówno elektroniczne synthy, soulowy wokal, nostalgiczną bluesową gitarę i funkujący bas, a wszystko to razem w cudowny sposób osadzone na hiphopowym bicie. Artysta na pewno nie uniknie porównań do Jai Paula, ale młody londyńczyk to na tyle utalentowany i wyrazisty twórca, że jego muzyka bez problemu obroni się sama — jasne, czyste i zaraźliwe „Youth” jest tutaj najlepszym przykładem. — eMeS


17.

„Stay With Me”

Sam Smith

Capitol

Mistrzowska ballada Sama Smitha sprawia, że jeden raz z nią to zdecydowanie za mało. Zawarty w wokalu ładunek emocjonalny z łatwością przepełnia słuchacza. Dodając do tego wszystkiego delikatność dźwięków pianina i monumentalność chóru gospel, mamy gotowy przepis na jedną z piosenek roku 2014. I chociaż kawałek w zasadzie w tym roku wychodził prawie z lodówki, jego kunszt sprawia, że chętnie będziemy wracać do niego także za rok, za dwa i za 15 lat. — Lejdi K’


18.

„The Charade”

D’Angelo

RCA

O ile „Sugah Daddy” jest utworem częściowo nawiązującym koncepcją do VooDoo, o tyle „The Charade” pokazuje zupełnie nową jakość w dorobku D’Angelo. Artysta po raz pierwszy w swojej karierze tak wyraźnie porusza problemy polityczne i podkreśla to poprzez ostrzejszy styl muzyczny. A w swoim nowym wcieleniu wokalista odnajduje się znakomicie, czego dowodem jest właśnie „The Charade”. W utworze łączy funk rockowy styl z niezwykłą melodyjnością, wplatając w to niesamowity, wielogłosowy śpiew. Użycie klasycznych instrumentów i analogowy sposób nagrania udowadnia, że D’ nie ulega współczesnym trendom, zachowując przy tym wyjątkowość i ogromny kunszt. — Radek Pietrzak


19.

„Busy Earnin'”

Jungle

XL Recordings

Zawieszony gdzieś pomiędzy neo soulem, syntetycznym funkiem i chillwave’em zespół Jungle nie powalił nas na kolana swoim debiutanckim krążkiem, ale i tak zaliczył mocne wejście za sprawą swego singlowego arsenału. „Busy Earnin'” to podręcznikowy przykład earworma — utworu, który usłyszany raz nigdy nie zostanie przez was odsłyszany. Zbudowany wokół monumentalnego riffu track zaprasza do beztroskiego tańca na gruzach ludzkiej wrażliwości zburzonej przez rozpanoszony materializm. Muzycznie i tekstowo Brytyjczycy niczego nie odkrywają, ale i tak „You can’t get enough”. — Chojny


20.

„Take Me
to Church”

Hozier

Rubyworks

Jest w tym nagraniu coś, co rzuca na kolana. Być może to krucha wrażliwość obudowana wzniosłym refrenem, może wywołujący gęsią skórkę głos Andrew, a może przesłanie, jakie niesie ze sobą tekst, że nasza seksualność nie powinna być normowana przez jakąkolwiek instytucję, bo to w akcie miłości stajemy się najbardziej ludzcy. Jeszcze rok temu niewiele osób zdawało sobie sprawę z potencjału Hoziera. Teraz „Take Me to Church” rozbrzmiewa daleko poza granicami jego rodzinnej Irlandii. Nawet jeśli debiutancka płyta Byrne’a nie do końca spełniła wygórowane oczekiwania, to pierwsze wrażenie pozostaje niezatarte, a najlepszym na to dowodem jest nominacja do nagrody Grammy 2015 w kategorii „Piosenka roku”. — Brzozkaaa


21.

„Funknroll”

Prince

Warner Bros.

Purpurowy Książę wrócił do gry. Wraz z końcem sierpnia ukazały się aż dwa jego nowe krążki — solowe Art Official Age oraz funkrockowe PlectrumElectrum nagrane wspólnie z dziewczęcym triem 3rdEyeGirl. A wspólnym mianownikiem między tymi dwoma albumami, poza funkiem i Prince’m rzecz jasna, jest właśnie „Funknroll” — jedyna piosenka, która pojawia się w spisie utworów obu krążków (w dwóch nieco różniących się od siebie aranżacyjnie wersjach). Ale nie ma się co dziwić. To oczywisty hajlajt katalogu Prince’a z minionych kilku, a może nawet kilkunastu, lat. „Funknroll” to w istocie nietuzinkowe połączenie gatunkowe, ale sięgające znacznie szerzej, niż wynikałoby to z tytułu. Hip-hopowy bit, funkowy sznyt, rockowa energia, a wszystko podszyte nowoczesnym soulem i zaskakująco współcześnie brzmiącą elektroniką. Tak wyraziście i freakowo Książę nie brzmiał już dawno. — Kurtek


22.

„All on You”

Jessie Ware

Island

Jessie Ware swój tegoroczny najlepszy utwór umieściła nie na standardowej wersji Tough Love, ale jako bonus na wydaniu Deluxe. To właśnie „All on You” najpełniej oddaje aurę zmysłowości, w której doskonale odnajduje się brytyjska wokalistka. Wyprodukowana przez Dave’a Okumu kompozycja silnie przywołuje brzmienie R&B i funku z przełomu lat 80. i 90., a dodatkowo stanowi logiczną kontynuację stylistyki zaprezentowanej przed dwoma laty na Devotion. Subtelne dźwięki i ciepły wokal malowniczo kreślą historię o niepewności, oczekiwaniu i pożądaniu. To opowieść na tyle barwna, że wciąga zarówno przez element niedopowiedzenia, jak i wyrazistość melodii, którą najlepiej odzwierciedla słowo — smooth. — Adrian


23.

„Soul of a Woman”

BJ the Chicago Kid

„Soul of a Woman” to hołd złożony kobietom silnym i pięknym, intrygującym i inspirującym, tajemniczym i nieodgadnionym. Wszystkim paniom, które na co dzień szanujemy, podziwiamy i kochamy, a których wcale nie musimy daleko szukać. Delikatna, organiczna produkcja J-Mo przywodzi na myśl najlepsze dokonania Soulquarians ze złotego okresu neo-soulu, a niesamowity wokal BJ’a nawiązuje bezpośrednio do estetyki D’Angelo i starych mistrzów soulu. Nie znajdziemy w tym utworze jednak w żadnym razie bezmyślnego powielania dobrze sprawdzonych patentów. To doskonale wyważony, prosty i piękny wyraz uznania dla muzyki duszy, ale przede wszystkim zachwyt nad skomplikowaną kobiecą naturą. — eMeS


24.

„Now”

Xavier

Choć Xavier nie jest postacią powszechnie znaną, to idealnie wpisuje się w profil współczesnego wokalisty z pogranicza onirycznego R&B. Pochodzący z Bostonu artysta ma jednak coś, co zdecydowanie wyróżnia go spośród innych — posiada ten sam magnetyzm, który nie tak dawno pozwolił Weekndowi w bardzo krótkim czasie wspiąć się na szczyt. Cóż więc takiego ma w sobie Xavier, że coraz efektywniej przyciąga do siebie słuchaczy? Przede wszystkim ujmuje zmysłowością, wdziękiem i lekkim brzmieniem, unikając przy tym chwytliwych melodii, przyozdobień i innych plastikowych sztuczek. W „Now” oprócz ciekawego wokalu, dodatkowo wyróżnia się aranżacja, która — co bardzo dobrze słychać — została skomponowana z głową, z uwzględnieniem wielu detali pozwalających się rozmarzyć i unieść tych 30 cm ponad. — Dźwięku Maniak


25.

„Street Sweeper”

JMSN

White Room

Na koniec zestawienia (pamiętajcie, że ostatni będą pierwszymi) JMSN i „Street Sweeper”. Ci, którzy z niecierpliwością czekali na coś nowego od Jamesona, z pewnością zostali odrobinę zaskoczeni po odsłuchu tego singla, który kompletnie różni się od dotychczasowych mrocznych nagrań artysty. Numer stylistycznie przypomina stare, dobre R&B, przy którym ciało samo zaczyna się poruszać w swawolnym rytmie. JMSN tym kawałkiem przeszedł na jasną stronę mocy i udowodnił, że jest artystą wszechstronnym i zdecydowanie należy mu się miejsce wśród najlepszych. — Pili


Komentarze

komentarzy