Recenzja: Lee Fields Emma Jean

Data: 16 czerwca 2014 Autor: Komentarzy:

Lee Fields

Emma Jean (2014)

Truth & Soul

Jeśli zastanawialiście się jak brzmieliby The Temptations, gdyby ich głównym wokalistą był Otis Redding, czas posłuchać Lee Fieldsa & the Expressions, którzy, choć nie kryją w zanadrzu przebojów kalibru „My Girl” czy „(Sittin’ On) The Dock of the Bay”, współcześnie nie mają też absolutnie jakiejkolwiek konkurencji, jeśli chodzi o tworzenie soczystego oldschoolowego soulu.

Fields miał wielkie szczęście w doborze współpracowników. Jego młodsi koledzy z grupy The Expressions nie dali mu utknąć na dobre w przeszłości. Emma Jean, ich tegoroczny wspólny krążek, nazwany na cześć matki wokalisty, podobnie jak poprzednie dwa, My World z 2009 roku i Faithful Man sprzed dwóch lat, swobodnie utrzymuje przy życiu ducha klasycznego soulu najwyższej próby. I nie jest to bynajmniej przedłużanie agonii nieboszczyka przy pomocy współczesnej technologii, ale autentyczne tchnienie w staruszka młodzieńczej energii — i w tym miejscu czuję się w obowiązku doprecyzować, że cały czas rzecz jasna mowa tu o soulu, nie o Fieldsie. Fields bowiem, pomimo swoich ponad 60 lat na karku, brzmi na krążku niewiarygodnie młodo i ożywczo. Jest ekspresyjny, ale w przeciwieństwie do swojego rówieśnika, Charlesa Bradleya, operuje głosem z wrodzonym wyczuciem, dzięki czemu, nawet w ostatnich refrenach, nie zdarza mu się przeforsować. Emmie Jean muzycznie zresztą jest zdecydowanie bliżej do ostatniej płyty Mayera Hawthorne’a, aniżeli do soulowych klasyków z epoki. Produkcyjne niuanse i hip-hopowa rytmika, miejscami zroszona rock & rollowym zacięciem, z miejsca zdradzają młody wiek krążka i, co tu dużo mówić, dają Fieldsowi solidne oparcie w odkrywaniu jego własnej muzycznej młodości.

I chociaż na albumie nie ma wielkich przebojów, nawet jeśli otwierające go „Just Can’t Win” nosi znamiona największego radiowego killera w karierze Fieldsa, słuchając go od deski do deski, nie da się nie zostać wciągniętym w zaproponowany przez grupę bieg zdarzeń. Tak czy inaczej nie jest to z pewnością jedna z tych retrosoulowych płyt, które zostają z nami tylko przez krótką chwilę, podczas odsłuchu, a następnie odchodzą w zapomnienie, co mogą potwierdzić liczne mocne momenty — w postaci chociażby upbeatowego „Standing by Your Side” czy do ostatnich sekund niemalże całkowicie instrumentalnego popisowego numeru The Expressions „All I Need”.

Komentarze

komentarzy