Miska poleca: świąteczne inspiracje

Data: 21 grudnia 2014 Autor: Komentarzy:

musthave
A czy Ty już kupiłeś wszystkie świąteczne prezenty? Jeśli nie, to poniżej znajdziesz nasz mały przewodnik dla zdesperowanych poszukiwaczy pomysłów z serii „Last Minute”.

Miłośnikom czarnych brzmień miskowi redaktorzy przedstawiają inspiracje nie tylko płytowe, ale i książkowe czy w postaci DVD. Zapewniamy, że każdy pasjonat ucieszy się z każdej z poniższych pozycji i podziękuje Mikołajowi z wielkim uśmiechem na twarzy. Albumowe nowości i klasyki, biografie, koncerty, jest z czego wybierać, usiądźcie więc wygodnie, przewijajcie, czytajcie i odetchnijcie z ulgą po dokonaniu wyboru.

ANTKOVSKY

Alicia Keys, The Element of Freedom

10178104_10205353784353420_8827354917480092190_n
Nie wyobrażam sobie życia bez albumu Alicii Keys, The Element of Freedom. Albumu przede wszystkim szczerego, smutnego, przepełnionego emocjami artystki po rozstaniu. Do dziś bezustannie go słucham zarówno w gorsze dni, jak i te, gdy staję się sentymentalny (a to zdarza się stosunkowo często). W tej płycie jest coś, co nie pozwala o niej zapomnieć i to jest chyba właśnie ta melancholia. Przy solowej wersji „Empire State of Mind” odpływam, przez „How It Feels To Fly” czuję się natchniony, doskonale rozumiem i utożsamiam się z „Love Is Blind”, a do „This Bed” od razu chce mi się tańczyć. Przeżyłem wiele dobrych i złych chwil przy tym krążku, dlatego też jest on tak wstrzyknięty w mój krwioobieg. I choć jego tytuł to Element Wolności, w moim przypadku natomiast, pomimo tego, że uwielbiam tę płytę, nie mogę uwolnić się od niektórych spraw i co dziwniejsze, nie przeszkadza mi to. Może dlatego, że muzyka potrafi perfekcyjnie zagłuszyć ludzkie myśli.

Brzozkaaa

Janet Jackson, Design of a Decade: 1986/1996

10885101_973280266033200_1616718685311543025_n
To jeden z najważniejszych albumów w mojej kolekcji. Najpierw znalazłam go pod choinką na kasecie opatrzonej najgrubszą wkładką, jaką wówczas widziałam. Kilka lat później spośród świątecznych podarunków wyłoniła się płyta. Za każdym razem byłam równie podekscytowana i miesiącami nie mogłam rozstać się z Janet. Na czym polega fenomen tego wydawnictwa? Otóż nie jest to jakieś tam The best of. To Design of a Decade 1986–1996! Pierwsza oficjalna kompilacja podsumowująca przełomowe dziesięciolecie w karierze Miss Jackson. To podróż przez największe hity, które odmieniły ówczesną scenę pop/R&B i inspirują do dziś. Ten krążek jest najskuteczniejszym lekarstwem na wszelkie doły, smutki, szare dni i spadki energii. Biorąc pod uwagę, że od wydania Discipline minęło już trochę czasu, a plotki o nowym albumie ucichły, jest to prezent idealny.

Dzesi

Aaliyah, Aaliyah

P1100857
Nie jest łatwo wybrać tylko jedną płytę, którą można polecić wszystkim. Po długim namyśle decyzja padła na Aaliyah i album o takim samym tytule, a powody są proste: soul, r&b, rock, elektronika, dźwięki latynoskie, a nawet popowe. Czyli niemal wszystko to, czego słucha się na co dzień. Ponadto wydawnictwo to, jak i cała twórczość Aaliyah, jest dla mnie niezwykle cenne; pozwala wyzwolić łzy, smutek, gniew czy uśmiech i seksualność. BabyGirl nie dość, że traktuje tu głównie o miłości i wszelkich towarzyszących jej efektach, emocjach (rozstania, zdrady, radość, pożądanie, co wszyscy dobrze znamy), dodatkowo w pewien przełomowy sposób, przy pomocy Timbalanda, Bud’dy czy J.Duba, łączy ze sobą to, co w muzyce soulowej i hip-hopie najważniejsze, razem z rockiem czy elektroniką — udowadniając tym samym, że przy pasji, miłości i wyczuciu, można zrobić wszystko, w tym zapoczątkować pewną nową muzyczną erę. Za tę naturalność, prawdziwość, przełomowość oraz za pokazanie młodzieńczej dojrzałości (co na Aaliyah słychać i z czym, tak myślę, sama mogę się utożsamić), polecam to wydawnictwo absolutnie każdemu.

Estrella Q

Michael Jackson, This Is It

1555381_10152963789684433_1761633563496834232_n
Klasyki z dyskografii Jacksona mają swoje stałe miejsce w większości kolekcji, bo niejedna osoba swoją muzyczną zajawkę rozpoczęła właśnie od Króla. W 2009 roku zamiast w radości z oczekiwanych z niecierpliwością koncertów, pogrążyliśmy się w smutku. Tym bardziej wart obejrzenia jest dokument This Is It, za sprawą którego zostajemy zabrani za kulisy przygotowań do koncertów. Nagrania z prób, przeplatane wypowiedziami ludzi, z którymi współpracował, czy nawet możliwość poznania historii jego wyjątkowych kostiumów, pozwalają nam „poznać artystę, odkryć człowieka”. Wszystkim zmęczonym Kevinem, polecam odpalić This Is It w te święta.

Eye Ma

Brandy, Never Say Never

P1100859
Niekiedy spędzam godziny myśląc nad tym, która płyta Brandy jest najlepsza i zawsze dochodzę do tego samego wniosku — każda z jej dyskografii. No cóż, wybór nie jest prosty, ale jeśli chodzi o światęczną celebrację najlepiej nada się Never Say Never. Nie jest to płyta strice na Gwiazdkę, ale ten album jak żaden inny daje mi poczucie „feels like home”, a wyobraźcie sobie, że w tym roku ostatni raz gościłam w swoim hometown w… czerwcu. B-Rocka od dawien dawna nazywana jest „vocal Bible”, a dzięki tej płycie zrozumiecie dlaczego się tak dzieje. Słuchałam „The Boy Is Mine” jako gimnazjalistka z wypiekami na twarzy; słuchałam „Top of the World” z dobrą miną do złej gry jako licealistka; słucham „Never Say Never” jako studentka wierząc naiwnie w miłość. Kupiłabym ten krążek swoim znajomym pod choinkę z radością, ale niestety a może stety — wszyscy już go posiadają. Czas na Ciebie lub twojego znajomego!

Forrel

Elisabeth Withers, It Can Happen to Anyone

10850530_1013695535323523_508799102_n
Wiele płyt można polecić jako prezent Świąteczny. Wybrałem jednak debiut Elisabeth Withers It Can Happen to Anyone. To jeden z pierwszych giftów muzycznych, który sam otrzymałem pod choinkę. Fantastyczny głos, idealny warsztat muzyczny i świetne teksty czynią wydawnictwo profesjonalnym. Płyta utrzymana jest w klimacie współczesnego r&b z domieszką jazzu i soulu. Pamiętam, że krążek był swoistym soundtrackiem moich ówczesnych Świąt. Oryginalny gruby głos Elisabeth i dopracowane do ostatniej nuty dźwięki wpasowały się idealnie w zimowy klimat. Wokalistka zaczynała stawiać pierwsze kroki na scenie w musicalach i jako chórki u Jennifer Lopzez i Whitney Houston. Jeśli chcecie zapomnieć, że za oknem brak jest białego puchu, usiądźcie wygodnie w fotelu, zapalcie świecę, przygaście światło i oddajcie się w ręce Elisabeth Withers.

Lejdi K

Miles Dewey Davis, Miles. Autobiografia

1519109_10205353771633102_6846637932146513873_o
Autobiografia Milesa Davisa to obowiązkowa pozycja dla wszystkich tych, których muzyczne ucho zazwyczaj nie zawodzi. Można przesłuchać całą dyskografię geniusza, systematycznie zapętlać ją we wszelakich odtwarzaczach, ale dopiero przeczytanie tej książki pozwoli nam zrozumieć ją w pełni. Z drugiej strony, nie trzeba być wielki fanem jazzu, żeby książka po prostu wciągnęła Cię do reszty i otworzyła jazzową furtkę szerzej. Niejednokrotnie smutna i zatrważająca historia króla. Ktoś mi kiedyś powiedział, że to „Żywy, krwisty portret genialnego artysty i biblia dla muzyków”. Zgadzam się w pełni.

Rafał Kulasiński

De La Soul, 3 Feet High and Rising

10884378_929160280435746_2137096106_n
Ta płyta jest hmmm… oczywista. Sam dostałem ją w tym roku od wcześniejszego Mikołaja i złapałem się na tym, czemu nigdy jej nie kupiłem. Nie mam pojęcia. Zawsze będąc w sklepie płytowym czy przeglądając aukcje było coś innego do nabycia, a De la Soul odkładane na inną okazję. Teraz w końcu mam i to dla mnie idealny prezent. Uwielbiam ten nowojorski skład, uwielbiam tę rysunkową okładkę i całą muzyczną zawartość krążka. Nigdy nie dzieliłem go na utwory, bo jak już wrzucam na odsłuch to leci od początku do końca. Potem jeszcze raz, jeszcze raz no i… jeszcze raz. 3 Feet High and Rising to must have. Nieważne czy dla konesera, sympatyka złotej ery, niuskulowca bądź świeżego fana. Tę płytę trzeba znać i kropka. Nie ma wyjątków.

Komentarze

komentarzy