Odważni, twórczy, bez kompleksów — posłuchaj Wrocławia!

Data: 9 grudnia 2015 Autor: Komentarzy:

Image22

Odważni, twórczy i bez kompleksów wobec Zachodu. Tak w największym skrócie można przedstawić młodych, zdolnych artystów składających się na muzyczną twarz współczesnego Wrocławia.

Najlepszym potwierdzeniem tych słów jest wydany pod koniec października debiutancki longplay elektropopowego duetu Oxford Drama In Awe. Ale choć młoda scena muzyczna stolicy Dolnego Śląska od lat nie miała się lepiej — jak grzyby po deszczu wyrastają tu ostatnio nietuzinkowe projekty nieustępujące niczym swoim zachodnim odpowiednikom — mało któremu z nich jak dotąd udało się przebić ku szerszej publiczności.

Na dobrej drodze, by przełamać ten schemat, są wspomniani już Oxford Drama, czyli Gosia Dryjańska i Marcin Mrówka, którzy swoją karierę zaczęli ledwie półtora roku temu i jak większość debiutujących w ostatnich latach muzyków postawili na własny profil w globalnym serwisie Bandcamp umożliwiającym niezależnym artystom i oficynom prezentację i sprzedaż swojej muzyki bez pośrednika w postaci dużej wytwórni. Wkrótce po tym nawiązali kontakt z założonym przez członków tria Kamp! netlabelem Brennnessel i już ich kolejna epka Fluctuations ukazała się nakładem łódzkiej oficyny.

oxford

Brennnessel jest zresztą na dobrej drodze, by wyprowadzić prężnie rozwijającą się, ale relatywnie młodą polską scenę indietroniki na szersze wody. Poza nadającym nowego sznytu rodzimemu elektropopowi Kamp! i wspomnianym Oxford Drama, pod skrzydłami wytwórni znajdziemy także doskonale znane już nad Wisłą poznańskie trio Rebeka oraz wrocławską grupę We Draw A, czyli Piotra Lewandowskiego i Radosława Krzyżanowskiego (także związanego z Kamp!), którzy przed rokiem przy okazji wydania swojego długogrającego debiutu Moments nie pozostawili żadnych złudzeń — we Wrocławiu robi się muzykę na światowym poziomie. Ich oniryczny dyskotekowy trip podszyty romantycznym syntezatorowym popem rodem z lat 80. został jednak zauważony przede wszystkim lokalnie i głównie przez tych, którzy na ten krążek już czekali. A szkoda, bo i zespół, i płyta mają potencjał, by stać się polskim dobrem eksportowym. Podobny los spotkał niestety także wrocławsko-warszawski neo-big band Nervy założony przez Igora Pudłę z duetu Skalpel, lidera grupy Őszibarack Agima Dżeljiljego i utalentowanego perkusistę Janka Młynarskiego. Wydany wraz z końcem zeszłego roku krążek łączący ekstatyczną IDM-ową elektronikę i połamane bity z sekcją dętą z prawdziwego zdarzenia to rzecz jedyna w swoim rodzaju — kunsztowna, fantazyjna i angażująca słuchacza od pierwszej do ostatniej minuty. Ale znów — krążek zupełnie niesłusznie przemknął niezauważony.

nervy

A to jedynie wierzchołek góry lodowej. Wrocławskie talenty zasługujące, by zaistnieć szerzej, można bowiem długo wymieniać. Promocji potrzebują jak powietrza zarówno debiutanci, jak i bardziej utytułowani artyści. Wśród nich Night Marks Electric Trio, którzy w zeszłym roku nakładem U Know Me Records wydali znakomitą elektrosoulową epkę, utalentowany tekściarz i wokalista Jaq Merner doskonale splatający brzmienie nowej londyńskiej sceny bassowej z natchnionymi refrenami czy funkcjonujący już od ośmiu lat wrocławsko-warszawski duet Sinusoidal (tworzony przez producenta Michała Siwaka i wokalistkę Adriannę Styrcz), który własnym sumptem wydał w tym roku drugi album „108” — ujmujący klasyczny trip hop w subtelny, wysmakowany sposób — obecnie do posłuchania i ściągnięcia za darmo na Soundcloudzie. Bo właśnie Soundcloud warto odwiedzić w pierwszej kolejnośći w poszukiwaniu wrocławskich talentów — tam swoimi nowymi utworami dzielą się także deep house’owy duet Astro Buhloone, który pod koniec października wypuścił swoją debiutancką epkę Forever, Martyna Kubicz, techhouse’owa producentka i songwriterka występująca jako MIN t czy Paweł Klimczak znany jako Naphta — producent i DJ, uczestnik prestiżowej Red Bull Music Academy związany m.in. z oficyną Transatlantyk (tą samą, która pół roku temu wydała znakomicie przyjęty debiutancki longplay Ptaków). A to zaledwie początek długiej listy — znaleźć tam można wrocławskich producentów, w tym duet Heisenberg’s Montage znany m.in. z ostatniej kompilacji Flirtini, downtempowych remixerów z HVZX czy nowe instrumentalno-wokalne trio Phattcuta MOHA mieszające elektronikę i żywe instrumenty.

Choć wrocławscy artyści wywodzą się z najróżniejszych grup — od sceny klubowej po środowisko muzyki akademickiej, coraz częściej wspólnym trzonem dla wszystkich jest elektronika. Wykorzystywana z różnych powodów i na rozmaite sposoby, bo czym innym będą rzecz jasna analogowe kolaże dźwiękowe duetu Sultan Hagavik, a czym innym techniczne sety także skorej do rozmaitych eksperymentów związanej z Wrocławiem Ani Sudy znanej jako An on Bast. Dzięki upowszechnieniu dostępu do sprzętu i oprogramowania, elektronika stała się w ciągu minionej dekady globalnym środkiem ekspresji. Mimo tego wielu wykonawców, wśród nich Oxford Drama i Sinusoidal, podczas koncertów decyduje się na rezygnację z komputera.

sinusoidal

Znamiennie w nagraniach młodych artystów króluje język angielski. „Jest płynny. Wolę używać głosu jako instrumentu, więc angielski dużo lepiej się sprawdza” — mówi MIN t. Podobnie uważa Adrianna Styrcz z Sinusoidal — „Jest miękki i przyjemny dla ucha, ma opływowe kształty zupełnie jak muzyka, którą stworzyliśmy”. Anglojęzyczne teksty można przy tym potraktować jako inwestycję wymagającą pewnej odwagi. Nie jest tajemnicą, że rodzime stacje radiowe wolą grać utwory po polsku — być może właśnie z tego względu na płytach altpopowych pierwszoligowców Dawida Podsiadły czy Julii Marcell zawsze można znaleźć przynajmniej jeden utwór w naszej mowie ojczystej. Wrocławianie są jednak pod tym względem wierni wizji artystycznej. Niewykluczone, że po cichu liczą na słuchaczy zza granicy — jeśli nawet nie usłyszeliby się Radiowej Trójce, to dlaczego po ich nagrania nie miałoby sięgnąć chociażby BBC Radio 1. Z tego powodu bardzo często zarówno strony wytwórni, jak i fanpejdże artystów na Facebooku są prowadzone właśnie w języku angielskim.

Nie ma się zresztą czemu dziwić — w dobie internetu debiutujący muzycy znajdują się w pewnym rozkroku — z jednej strony są fizycznie obecni lokalnie, z drugiej zaś funkcjonują jako część wielkiego globalnego systemu dającego czasem realne, ale częściej iluzoryczne szanse na wielką międzynarodową karierę. Ta dla artysty z gruntu wykonującego muzykę niszową może co prawda nie być odzwierciedleniem klasycznego schematu od pucybuta do milionera, ale przykłady bydgoskiej Starej Rzeki czy warszawskich Ptaków, którym udało się zaistnieć w zagranicznej prasie, pokazują, że być może polska muzyka stoi u progu pewnego nowego, od lat wyczekiwanego otwarcia — otwarcia świata na nietuzinkowych wykonawców nie tylko z nad Wisły, ale i znad Odry. Sami muzycy podkreślają, że miejsce debiutu przestało odgrywać wiodącą rolę, by osiągnąć sukces. „Mamy do czynienia z globalną wioską. Dzięki internetowi i urządzeniom komunikacji masowej możesz być dostępny w sekundę dla całego świata” — podkreśla Adrianna Strycz z Sinusoidal. „Wystarczy być i działać” — dodaje. Jej myśl rozwija Naphta — „Nie wiem, czy w dzisiejszej sytuacji komunikacyjnej miejsce debiutu ma aż takie znaczenie, aczkolwiek scena wrocławska jest dość silna na wielu polach — od elektroniki po rocka — natomiast wciąż pod względem infrastruktury jest tu wiele do nadrobienia”. Min-t, która w listopadzie koncertowała w całej Polsce u boku warszawskiego duetu xxanaxx, uważa natomiast, że podstawą jest w pierwszej kolejności dobry menedżer. Ale nawet najlepszy menedżer w parze z najzdolniejszym artystą nie są w stanie wiele zdziałać bez rozumiejącej ich zamysł publiczności.

naphta

Choć dzięki rozwojowi internetu, świadomość słuchaczy systematycznie rośnie, a wrocławscy artyści nie narzekają na brak publiczności, zgodnie przyznają, że mogłoby być lepiej. Na tę chwilę żaden z przedstawionych w tekście wrocławskich twórców nie przekracza na Facebooku granicy pięciu tysięcy polubień. Ale Facebook to nie wszystko. Co więc może być traktowane jako miara sukcesu? „Przede wszystkim regularne wydawnictwa dla coraz lepszych wytwórni.” — podpowiada Naphta, którego debiutancki longplay 7th Expedition ma ukazać się na winylu na początku roku nakładem wspomnianej już oficyny Tranatlantyk. „Popularność nie ma wiele wspólnego z wartościami artystycznymi. Na większe grono słuchaczy bym nie liczył” — dodaje niezbyt optymistycznie.

Posłuchaj Wrocławia poniżej:

Komentarze

komentarzy