Recenzja: Talib Kweli & Styles P The Seven

Data: 28 kwietnia 2017 Autor: Komentarzy:

Talib Kweli & Styles P

The Seven (2017)

Javotti Media / 3D

Chuck D powiedział kiedyś, że hip-hop to „CNN afroamerykańskiej społeczności”. Epka Taliba Kwelego i Stylesa P nie tylko potwierdza te słowa, ale jeszcze poszerza ich zakres. Zawarty na płycie przekaz nie jest skierowany do konkretnej grupy ludzi. Po przesłuchaniu The Seven, każdy może wynieść z niej coś wartościowego.

Już pierwszy kawałek „Poets & Gangstas” pokazuje, że będziemy mieli do czynienia z płytą, na której nie ma miejsca na rapowanie o błahostkach. Refren zaczyna się słowami: „Now that’s that shit that you ain’t know that you need/The gangstas and the poets, yeah we know what it be/Plantin’ these fields of reality, we sowin’ the seeds/There’s no games like Atari, cause we not playin’ with niggas/„. To znaczy, że słuchacz od samego początku może spodziewać się konkretnego przesłania. The Seven jest hip-hopowym komentarzem odnoszącym się do dużej części problemów trapiących obecnie Amerykę i świat w ogóle. Można to w pewnym sensie uznać za powrót do rapowej publicystyki — czegoś, czego dziś w hip-hopie wydaje się trochę brakować.

Dla Kwelego taki koncept to żadna nowość, ale Styles, który zawsze trzymał się blisko ulicy, mierzy się z pewnym novum. Trzeba mu przyznać, że świetnie się w nim odnajduje. Jeśli wziąć pod uwagę czas, w którym epka powstała, zawarte na niej wersy nabierają wielkiej mocy i znaczenia, co sprawia, że płyty słucha się z uwagą. Rasizm, brutalność policji, walka z islamem — to tylko niektóre poruszane tematy. Chociaż motywy te są w dużej mierze związane z Afroamerykanami, ciekawym (i być może niełatwym) doświadczeniem będzie ten materiał także dla kogoś, kto do nich nie należy; da bowiem możliwość spojrzenia na to, o czym mowa na krążku wręcz z pierwszej ręki. Ale kwestie rasowe wcale nie są najważniejsze. Wiele linijek porusza uniwersalne sprawy, istotne dla każdego, niezależnie od koloru skóry, takie jak np. stan dzisiejszych mediów. Może nie zostaje to wypowiedziane wprost, ale da się też wyczuć gdzieś między wierszami niezadowolenie z dzisiejszej władzy. Na szczęście na próżno szukać tu szczeniackiego podejścia w stylu „Fuck Donald Trump”, choć takie kawałki, jak chociażby „Nine Point Five” odnoszą się do tej kwestii. Warto wspomnieć, że poprzedni rządzący też nie zostają oszczędzeni: „I thought Barack could have been a spook who sat by the door/But he signed a dark act middle finger to the law/” — rapuje Styles.

Dobrych wersów godnych przemyślenia i cytowania jest dużo więcej, a epka ma tylko siedem utworów. Tematyką i przekazem zawartym w tekstach można by bez problemów obdzielić jeszcze kilka piosenek. Chłopakom należą się więc duże brawa za skondensowanie wszystkiego w tak zwięzłej i czytelnej formie.

Produkcję na płycie spokojnie można nazwać najlepszą, do jakiej Kweli i Styles rapowali od lat (ten pierwszy przynajmniej od czasu Indie 500, a drugi od jeszcze dłuższego okresu, bo zawsze miał problem z doborem odpowiednich bitów na solówki, przez co zwyczajnie marnował swój talent). Choć prawie każdy numer tutaj to mała perełka, nie obyło się i bez małego zgrzytu, ale o tym za chwilę. „Nine Point Five” na bicie Marco Polo kojarzy się z genialnymi dźwiękami rodem z Port Authority 2 — można smęcić, że to w sumie nic świeżego, ale jak to brzmi! „Brown Guys” i „In the Field” są natomiast kolejnym potwierdzeniem tego, że Kweli musi w końcu nagrać jakiś większy materiał z Oh No. Pokazują też, że i Styles potrafi zaprezentować się z dobrej strony na jego podkładach, czego, o ile pamiętam, wcześniej nie miał okazji zrobić. Co do wspomnianego zgrzytu, kończące płytę „Lost Ones” nie jest złe — na płycie jakiegoś zawodnika z drugiej ligi wypadłoby w porządku, ale tutaj lekko odstaje od reszty przez swoją monotonię.

The Seven to bardzo udany materiał, na którym Talib Kweli i Styles P prezentują istotę mocnego przekazu we współczesnym hip-hopie i, przede wszystkim, świadomości tego, co się dzieje dookoła. Naprawdę inteligentny kawałek muzyki — w dobie różnej maści mumble raperów będący na wagę złota. To hip-hop dla dojrzałego odbiorcy. W czasie, gdy wszyscy zachwycają się nowym albumem Kendricka Lamara, szkoda byłoby go przeoczyć.

Komentarze

komentarzy