Recenzja: Snoop Dogg Neva Left

Data: 31 maja 2017 Autor: Komentarzy:

Snoop Dogg

Neva Left (2017)

Doggystyle Records / EMPIRE

Swoją ostatnią płytę Snoop Dogg wydał rok temu i trochę zawiódł nasze oczekiwania. Niespełna 10 miesięcy po premierze tamtego materiału najbardziej wyluzowany raper powraca z krążkiem, który śmiało można określić jego najmocniej westcoastowym albumem od dawna.

Coolaid było chaotycznym materiałem, gdzie wszystko się ze sobą mieszało, natomiast Neva Left to wydawnictwo zaskakująco spójne. Sam Snoop powiedział, że chciał zrobić płytę, która przekrojowo pokazałaby różne odcienie jego twórczości. Ponaddwudziestoletni staż sceniczny Dogga dał zatem artyście spore pole do popisu. Choć nie sposób doszukać się tu oldschoolowych, pełnych piszczących syntezatorów produkcji Dra Dre (chociaż nawiązania do początków też są), to  Snoop do pewnego stopnia osiągnął to, co zamierzał. Dla przykładu „Big Mouth”, będące nawiązaniem do klasycznego utworu Whodini o tym samym tytule, „420 (Blaze Up)”, czy „Mount Kushmore” nieco przypominają dźwięki z No Limit Top Dogg albo The Last Meal. „Go On” przywodzi na myśl Bush, a „I’m Still Here” to świetne odwołanie do etapu kariery, na którym Snoop Dogg został Snoop Lionem. „Vapors” w remiksie DJ-a Battlecata powoduje natomiast uczucie, że wracają najlepsze czasy Death Row Records.

Na tym nie koniec, bo Snoop pokazuje, że mimo stosunkowo dawnego startu w rap grze potrafi też odnaleźć się w świeżych brzmieniach Zachodniego Wybrzeża i tym, co obecnie króluje wśród młodych twórców. Idealnie słychać to w oszczędnym, ale przyciągającym do głośnika „Toss It” i trapowym „Trash Bags”. Na krążku mamy też moment historyczny — pierwszy kawałek, w którym Snoop występuje razem z KRS-Onem. Do tego produkcję zapewnia Battlecat — i brzmi to naprawdę porywająco.

W całości znalazła się jednak łyżka dziegciu. Neva Left nie jest albumem zawierającym wyłącznie nowości. Wspomniane wcześniej „420 (Blaze Up)” czy remiks „Vapors” to pewnego rodzaju odgrzewki — pojawiły się na ścieżkach dźwiękowych do filmów i 12-calowych singlach, zaznajomieni z nimi słuchacze mogą więc czuć lekki niedosyt, a nawet pójście na łatwiznę. „Lavender (Nightfall Remix)” to numer świetnie wpasowujący się w resztę materiału, ale tutaj również mamy do czynienia z czymś, co już było, ponieważ oryginał utworu pochodzi z ostatniej płyty BadBadNotGood. Mimo to, na pewno trzeba pochwalić Snoopa za ciągłą chęć do eksperymentowania, bo przecież od zawsze wykazywał takie skłonności.

Koniec końców Neva Left jest naprawdę niezłą płytą. Nie ma tu niepotrzebnego przeładowania, a poprzez próbę zaprezentowania przekroju swojej muzycznej drogi Snoop po prostu nagrał album utrzymany w tradycji West Coast, który może nie będzie przełomowy w dyskografii rapera, ale który na pewno pokazał, że D-O-double-G wciąż ma w tej grze coś do powiedzenia i mówi to w bardzo dobrym stylu.

Komentarze

komentarzy