Recenzja: Chloe x Halle The Kids Are Alright

Data: 29 marca 2018 Autor: Komentarzy:

Chloe x Halle

The Kids Are Alright (2018)

Parkwood

Trochę na wyrost przyrównałem chyba Chloe x Halle na ich rewelacyjnym zeszłorocznym mikstejpie The Two of Us do THEESatisfaction. Na wydanym przed tygodniem oficjalnym długogrającym debiucie dziewczyny postanowiły zamienić szaleńczą jazdę bez trzymanki na momentami całkiem angażującą, ale koniec końców odczuwalnie niesamodzielną wariację na dyskografii swojej mecenaski.

Beyoncé. To jedno słowo chyba najtrafniej opisuje nie tyle charakter, co brzmienie i naczelną inspirację The Kids Are Alright — to i dobrze, i źle. Chloe i Halle są niezwykle wprawione w imitowaniu swojej idolki w jej rozmaitych odsłonach. Do tego jeśli już kopiować uczyć się, to od najlepszych, a trudno o lepszy role model w uniwersum R&B niż pani Knowles Carter, która od dwóch dekad konsekwentnie trzyma całą scenę za jaja. Siotry Bailey wzięły więc Beyoncé trapową emancypatorkę, Beyoncé zdradzoną wojowniczkę, Beyoncé uczuciową i bez makijażu — tyle Beyoncé, ile tylko dały radę udźwignąć — i obdzieliły tym duchowym patronatem 52 minuty muzyki w 18 krótszych lub dłuższych odsłonach znanym już sobie z zeszłorocznego mikstejpu sposobem. I nie jest to w gruncie rzeczy zarzut, bo dziewczyny robią to bardzo sprawnie i momentami niemalże czynią swoim własnym. Niemalże, bo eksperymentatorskie zacięcie, psychodeliczny soulowy sznyt wymieniły w dużej mierze na ciężkostrawne hymniczne refreny, stadionowe aranże i trapowe bity. Tak ekscytującą szkicową formę przepełniły bardziej odtwórczymi pomysłami na gotowe do wysłania do radia piosenki. Efektem tego The Kids Are Alright najlepiej wyszłoby na downgradzie do wersji beta, a przynajmniej na uszczupleniu tracklisty o drugą połowę.

Nie, żeby nic na tę zmianę brzmienia nie wskazywało. Jeszcze w styczniu upubliczniono bijący po uszach radiową produkcją „Grown (From Grown-ish)” i krzykliwe „The Kids Are Alright”, a na początku marca hymniczne „Warrior” — wszystkie trzy zwiastowały zwrot duetu w stronę przetworzonego R&B o potencjalne komercyjnym. W taki oto sposób Chloe x Halle stały się kompromisowe. I to jest chyba właśnie największym problemem The Kids Are Alright. Dziewczyny pięknie śpiewają, same piszą swoje zaskakująco dojrzałe teksty i odpowiadają za brzmienie większości numerów na krążku, ale zabrakło tu chyba producenta wykonawczego z doświadczeniem, który wskazałby niespójności i usunął lub poprawił wypełniacze. Nie, żeby płycie brakowało hajlajtów — począwszy od bujającego „Hi Lo” z GoldLinkiem, przez „Everywhere”, jedną z ciekawszych propozycji spod znaku kobiecego trap&B obok nagrań Electrik Red i K. Michelle, aż po hipnotyzujące interludium „FaLaLa” dziewczyny mają swoje złote pasmo. Na swój sposób hipnotyzuje zresztą także kolejne „Fake” z Kari Faux — ale to jednak chyba najbardziej beyoncepodobny numer na krążku. Dobre wrażenie robi też koktajlowe R&B na lekkim trapowym podbiciu w „Down” oraz znacznie bardziej argresywne „Babybird”, które w mostku i refrenie znowu krzyczy do słuchacza — Beyoncé! Prześpiewany refren równoważy jednak dynamiczny trapowy bit. Końcówka krążka plasuje się z kolei na drugiej szali — to ten rodzaj utworów z repertuaru Beyoncé czy Alicii Keys, gdzie nie tyle wielkie ballady, a przeciętne midtempo ubrane zostają w szaty ponadczasowych stadionowych hymnów. Wieńczące The Kids Are Alright „Fall” jawi się jako pozbawiona jakiejkolwiek melodii i konsekwencji ułomna wersja „Skyfall” Adele.

Już nie joyride, a jazda po wertepach — z momentami, gdy naprawdę ładnie buja, ale i takimi, które targają słuchaczem na wszystkie strony, trapiąc go zupełnie bez powodu. To w gruncie rzeczy godny uwagi album, niestety zrobiony trochę bez wyczucia i doprawiony sążną szczyptą zmarnowanego potencjału.

Komentarze

komentarzy