Recenzja: 2 Chainz Rap or Go to the League

Data: 16 kwietnia 2019 Autor: Komentarzy:

okladka plyty 2 chainza

2 Chainz

Rap or Go to the League (2019)

Gamebread/Def Jam

2 Chainz jest jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci na współczesnej scenie hip-hopowej, a także dowodem na to, że udaną solową karierę można rozpocząć w każdym wieku. Połączenie absurdalnego poczucia humoru z przerysowanym wizerunkiem stało się jego znakiem rozpoznawczym i pozwoliło mu nagrać kilka naprawdę dobrych płyt. Ostatnia z nich, Pretty Girls Like Trap Music, spokojnie mogłaby powalczyć o miano jednego z najlepszych trapowych wydawnictw w historii gatunku. Dwa lata po tej udanej premierze Titty Boy postanowił jednak wyjść poza swoją strefę komfortu i udowodnić, że potrafi nagrać także poważniejszy album. Z jakim skutkiem?

Tematycznie Rap or Go to the League koncentruje się wokół stereotypu dotyczącego szans i wyborów życiowych młodych Afroamerykanów. 2 Chainz, który tytułowy dylemat zna z autopsji, na każdym kroku stara się udowodnić, że wszystko jest możliwe, budując tym samym błyskotliwą i motywującą narrację. Poważny ton nadają płycie trzy pierwsze utwory, które w mniejszym lub większym stopniu uciekają od typowych południowych brzmień na rzecz żywszych kompozycji, w tym świetnego „Threat 2 Society” wyprodukowanego przez 9th Wondera. 2 Chainz zaskakująco szczerze opowiada o swojej przeszłości, ale również obecnym życiu, chociaż bez problemu można dostrzec, że nie jest to rodzaj hip-hopu, w którym czuje się najpewniej. Sytuacja szybko ulega jednak zmianie — „Statue of Limitations” czy „High Top Versace” z wwiercającym się w głowę refrenem Young Thuga, pozwalają gospodarzowi w pełni rozwinąć skrzydła, przywodząc na myśl początki jego solowej kariery. Punktem szczytowym okazuje się mocarne „NCAA” na fenomenalnym podkładzie Da Honorable C.N.O.T.E., które poziomem ekspresji i niedorzeczności dorównuje Based on T.R.U. Story: I use good pussy like it’s lotion, I shoot a nigga for promotion!

Kilkukrotny odsłuch płyty zdradza jednak jej największą słabość, którą jest brak charakteru, wyrazu, rdzenia — czegoś, co określiłoby Rap or Go to the League. Na pozór przyjemne utwory pokroju „Rule the World” czy „Girl’s Best Friend” szybko ulatują z pamięci ze względu na swoją nijakość. „2 Dollar Bill” brzmi jak emerytowana wersja “I’m Different”, której nie ratują nawet zwrotki jednych z najbardziej kolorowych i szalonych raperów, jakich widział świat. Rozczarowaniem jest również „Momma I Hit a Lick”, w którym dzieje się tak dużo naraz, że trudno za wszystkim nadążyć. Szczęśliwie Rap or Go to the League wieńczą trzy solidne propozycje, w tym„I Said Me” oparte na samplu z „A Garden of Peace”, tak dobrze znanym z kultowego „Dead Presidents II” (ten utwór aż prosi się o zwrotkę Hovy). Dodatkową zaletą, której nie można zignorować, jest to, że zamykające album „Sam”, w którym 2 Chainz dotyka tematyki systemu podatkowego i życia milionera, stanowi celną puentę całego materiału. Wszystko to zaciera nieco negatywne wrażenie i zachęca do powrotów.

Rap or Go to the League brakuje przede wszystkim zdecydowania. Album idealnie wpisuje się w trend poważniejszych trapowych krążków, które w pokracznym rozkroku stoją między swoją magnetyczną ignorancją i topornością, a niespełnioną ambicją bycia czymś dojrzalszym niż kolekcją adlibów. Mimo że niewiele tu zgrzytów i potknięć, nietrudno odnieść wrażenie, że wszystko można było zrobić lepiej, bardziej. Nie oznacza to jednak, że najnowszy krążek legendy z Południa nie ma nic do zaoferowania — wciąż zabawne teksty, przemyślana wizja i solidna produkcja potrafią przyciągnąć na dłużej i pozwalają zapomnieć o drobnych niedociągnięciach. Połączenie tego z przesympatycznym charakterem 2 Chainza jest już wystarczającym powodem, by dać tej płycie szansę.

Komentarze

komentarzy