Recenzja: Schoolboy Q Crash Talk

Data: 11 czerwca 2019 Autor: Komentarzy:

Schoolboy Q

Crash Talk

Interscope / Top Dawg

Kiedy raper z dużym potencjałem, taki jak Schoolboy Q, zaczyna walczyć o szerszą publikę, łatwo może zatracić to, co pierwotnie stanowiło o jego wyjątkowości. To ryzykowna gra, w której pogoń za sukcesem często stoi w opozycji do zachowania własnej tożsamości. Crash Talk na pierwszy rzut oka i ucha skłania do pytania, czy ryzyko popłaca, jednak prawdziwy problem tkwi w tym, jaki sens ma jego podejmowanie na etapie kariery, na którym znajduje się dziś Q.

Brzmienie piątej płyty Quincy’ego nie jest żadną niespodzianką, jeśli weźmie się pod uwagę ostatnie poczynania ekipy Top Dawg — gigantyczny sukces Damn. zachęcił pozostałych członków labelu do śmielszych eksperymentów z aktualnymi trendami i właśnie tę drogę na swoim najnowszym wydawnictwie obrał Schoolboy. Jego dyskografia do tej pory świadczyła o tym, że czuje się równie dobrze w komercyjnych, niemal popowych klimatach, co w szorstkich i mało przystępnych produkcjach. Tym trudniej zrozumieć, dlaczego Crash Talk jest tak niekonsekwentne i nierówne w obu wspomnianych odsłonach.

Początek albumu obiecuje naprawdę wiele. ”Gang Gang” w udany sposób parafrazuje doskonałe „Gangsta” z Oxymoron, a „Tales” idealnie przedłuża ten moment o kolejne sekwencje zakurzonych werbli i równie brudne historie z ulic słonecznego Los Angeles. Ciemne oblicze Q objawia się kolejno w epileptycznym bangerze „Numb Numb Juice”, a także w wybitnie kameralnym „Attention”, który zamyka płytę linijkami w stylu: „Either grab the mic, nigga, grab the same pistol, I can easily tell my story now and climb from this moment”. To mocne argumenty i gdyby było ich choć trochę więcej, Crash Talk z pewnością stałoby się kolejną solidną propozycją w dorobku rapera. Stałoby się, bo wszystkie atuty w pewnym momencie ustępują miejsca niezrozumiałym decyzjom, takim jak „Chopstix”, które śmiało może zawalczyć o tytuł najbardziej nijakiego numeru roku. Nocne, powolne „Drunk” w niczym nie dorównuje „Studio” sprzed paru lat, a „Crash” marnuje fantastyczny podkład Bo-1dy na apatyczny rap gospodarza (czy to na pewno ta sama osoba, która nagrała „Break the Bank”?).

Zapychacze z powodzeniem odwracają uwagę od tego, co na najnowszym wydawnictwie rapera udało się najbardziej — trapowych bangerów. ”5200” to miód na serce każdego miłośnika mocniejszych brzmień. Podobnie jest w przypadku „Floating”, które stawia na sprawdzony duet z 21 Savage. Q czuje się nad wyraz dobrze obok trapowych artystów i bez problemu koresponduje z ich absurdalnym i humorystycznym stylem, czego najlepszym dowodem jest fenomenalne „Water” w produkcji Cardo, gdzie trzeba docenić rewelacyjny występ Lil Baby’ego. Numery tego formatu pozostawiają słuchacza z dużym niedosytem i zaledwie wyobrażeniem, jak mógłby brzmieć cały projekt utrzymany w takim stylu. Pomiędzy znajduje się jednak zbyt wiele przeciętnych propozycji, żeby mówić o udanej płycie — wszystko to rozmywa ogólnie dobre wrażenie i powoduje konsternację.

W jednym z ostatnich wywiadów Schoolboy przyznał, że sprzedaż Blank Face była dla niego osobistą porażką. ”Jednoczesne oglądanie świetnych recenzji i niesprzedających się biletów na koncerty sprawiało, że byłem skonfundowany”. Skutkiem Crash Talk jest brak i dobrych recenzji, i imponujących liczb. Wniosek więc nasuwa się sam. Chociaż piąta solówka Q potrafi momentami pozytywnie zaskoczyć, trudno nie zauważyć, że gospodarz mocno stara się zadowolić wszystkich słuchaczy — zupełnie niepotrzebnie.

Komentarze

komentarzy