brockhampton

Recenzja: Brockhampton Ginger

Ginger

Brockhampton

Question Everything / RCA

Chłopcy są smutni. Bardzo smutni. Ginger zapowiadany był jako album na lato i to album taki, przy którym podobnie jak przy „Hey Ya!” OutKast, mimo ciężkiej treści, moglibyśmy się bawić. I tak jak w muzyce Brockhampton słychać wpływy duetu, tak grupie nie do końca udało się to założenie zrealizować. Przez refleksyjną całość wybrzmiewa przygnębienie, melancholia, poczucie zagubienia, ale też pewien spokój. Słuchając jej, tańczyć więc można jedynie między kroplami deszczu, próbując znaleźć sposób, aby powstrzymać ból.

Sztuką było nagrać materiał, który bazując na dość podobnej koncepcji, tematach i zabiegach, będzie inny od swojego przełomowego poprzednika. A to akurat udało im się bardzo dobrze. Iridescence było dowodem na to, że nawet bez Ameera Vanna, jednego z najbardziej wyrazistych członków kolektywu, Brockhampton radzą sobie coraz lepiej i wciąż pozostają najmocniejszym składem hip-hopowym. Ich siła tkwi przede wszystkim w chemii, jaka jest między nimi i tego, jak każdy z chłopaków dobrze porusza się po ekscentrycznych podkładach. Istotna jest też różnorodność ich flow, które zestawione razem, świetnie ze sobą grają, co pozwala zresztą jeszcze bardziej eksperymentować z samą konstrukcją utworów. Widać to na przykład w „Love Me for Life”, który rozpoczyna się niejako sylabizowaną zwrotką Kevina. Po niej z kolei wchodzi Joba, którego płynnie zaśpiewane wręcz linijki nagle zderzają się z szorstkim i krzykliwym głosem Merlyna. Jeśli chodzi o bity, te na Ginger wydają się nieco bardziej przestrzenne. Pojawia się w nich pogłos, a brud i chaos kojarzące się z Iridescence, ustępują miejsca niezakłóconej melodii i wrażeniu przejrzystości. Jest indiepopowe, niosące nadzieję „No Halo”, w którym w refrenie wokalu udzieliła Deb Never (I’m sure I’ll find it / No one help me when my eyes gone red) czy podobnie piosenkowe „Sugar”. W nim z kolei widzimy bezsensowne oczekiwanie na drugą osobę, ale także akceptację danej sytuacji; gotowość by odejść, przy jednocześnie cierpliwie powtarzanym Do you love me?.

Brockhampton wciąż rapują o depresji, używkach, rozstaniach czy przeszłości, dlatego fajnym akcentem, oprócz zamykającej album historii Victora Robertsa, nowego członka kolektywu, jest należące do Slowthai’a „Heaven Belongs to You”. Raper jest jednym z najbardziej obiecujących debiutantów z Wysp. Zahaczając o wątki religii, Brytyjczyk porusza właśnie kwestię swojego zdrowia psychicznego — I walk on water‚ pain and torture what I bring to these / And there’s a war in my head, just like the Middle East. Utwór stanowi niejako kontynuację kolejnego „If You Pray Right”, a kawałki spaja ze sobą sampel „Break the Law ’95” Three 6 Mafia, co w pewnym momencie robią to również te same instrumentale. Ten drugi zamyka świetne, rozmyte i niedbałe, jakby improwizowane outro, które następnie przechodzi w podniosły, traktujący o szeroko pojętej stracie „Dearly Departed”.

#FridayRoundup: Raphael Saadiq, Missy Elliott, Brockhampton, Rapsody i inni

Niewiarygodnie zasypał nas premierowymi wydawnictwami ostatni weekend sierpnia. Nie tylko po latach nowe wydawnictwa wypuścili Raphael Saadiq i Missy Elliott, ale ukazały się wypatrywane przez nas płyty Brockhampton, Rapsody i Olivii Nelson. Ponadto epka od Toro y Moi, kolejny krążek Jazzmei Horn, nieoczekiwany afrobeatowy album Jidenny i pożegnalna płyta Jeezy’ego. Słowem — jest czego słuchać!


Jimmy Lee

Raphael Saadiq

Columbia

Choć Raphael Saadiq nie zasypiał gruszek w popiele od wydania Stone Rollin’ w 2011 roku, osiem długich lat zajęło mu wypuszczenie nowego kolejnego krążka. W międzyczasie zawitał do Polski na koncert, zapowiedział drugą część kultowego Ray Ray, której premiera nie doszła finalnie do skutku, czy otrzymał nominację do Oscara. Dziś w internecie pojawiła się jednak nareszcie wyczekiwana od dawna nowa płyta Jimmy Lee, na której 53-letni już artysta przepracowuje rozmaite traumy, których nie miał okazji poruszyć na wcześniejszych krążkach i patrzy z dystansem na swoją karierę sceniczną, jednocześnie gotów stawić czoła przyszłości. To być może najbardziej osobista płyta w dyskografii Saadiqa. Muzycznie prym wiedzie oczywiście neo-soul, ale umiejętnie przyprawiony progresywnymi inklinacjami od trip hopu, przez rock, muzykę taneczną, aż po bluesa. To płyta, nad którą zdecydowanie trzeba pochylić się w nadchodzącym tygodniu! — Kurtek


Iconology

Missy Elliott

Atlantic

Missy Elliott wzięła nas wszystkich z zaskoczenia! Gdy w lipcu pisaliśmy, że raperka wygląda i czuje się znakomicie i jest gotowa, by wypuścić nową muzykę, nie przypuszczaliśmy, że stanie się to przed końcem wakacji. Epka Iconology to co prawda zaledwie cztery nowe tracki, ale to wciąż najbardziej obszerne wydawnictwo w karierze artystki od krążka The Cookbook z 2005 roku. Jednocześnie rozpoczynający wydawnictwo numer „Throw It Back” zrealizowano kolorowym teledyskiem przywodzącym na myśl klasyczne klipy Misdemeanor. Niestety, nie jest aż tak różowo — wielu może odstręczyć surowe brzmienie wydawnictwa i powtarzalność fraz zapożyczona z trapu. Nie są to produkcje ze złotej ery Timbalanda, z jakimi kojarzyliśmy Missy i które w dużej mierze zbudowały jej barwną legendę. Brakuje earwormowych refrenów i charyzmatycznych, quirkyrapowych zwrotek. Niemniej, na pewno damy nowej inkarnacji Elliott szansę i wam radzimy zrobić to samo! — Kurtek


Ginger

Brockhampton

Question Everything / RCA

Nie ma wątpliwości, że Brockhampton to jeden z najmocniejszych składów hip-hopowych. Przy okazji Iridescence pisaliśmy, że pomimo zmian w zespole i bardziej eksperymentalnego brzmienia niż tego znanego z trylogii, Brockhampton wciąż pozostają sobą. Wydaje się, że tym razem wśród szorstkich bitów znajduje się więcej przestrzeni, a na albumie zdecydowanie więcej miejsca zajmują piosenkowe, lżejsze momenty. Jak zapowiadał Kevin Abstract, Ginger nastrojem porównać można do „Hey Ya” OutKast – chłopaki tematy depresji, miłości czy trudnej przeszłości wykładają w pozornie weselszy, lecz wciąż poruszający sposób. — Klementyna


Eve

Rapsody

Jamla / Roc Nation

Kiedy w 2017 roku wyszedł numer „Power”, na którym obok Rapsody pojawił się Kendrick Lamar , będący wówczas w swojej szczytowej kondycji, raperka nie tylko nie przygasła przy gościu, ale charyzmą i surowością linijek zdarzało jej się dominować. Już wtedy czułem, że w artystce tkwi olbrzymi potencjał, ale to najnowszy krążek, zatytułowany Eve, pozwala jej jak nigdy wcześniej rozwinąć skrzydła i popisać się wszechstronnością. Z jednej strony zatem „Cleo” atakuje nas z zaskoczenia wściekłymi, chłodnymi linijkami położonymi pod instrumental samplujący „In the Air Tonight” Phila Collinsa, z drugiej „Ibithaj” to próba ożenienia Wutangowego olschoolu ze smukłym R’nB (za które na tracku odpowiada sam D’Angelo), zaś „Ryena’s Interlude” to miniatura w klimacie poezji spoken word. Tropów brzmieniowych jest jeszcze więcej, ale w tym wszystkim esencją dalej pozostają przesycone afroamerykańskim feminizmem teksty, które sięgają zarówno po bigbootypraising i radosne body positive, jak i (znacznie częściej) po bardzo bezpośrednie, agresywne próby rozliczenia się z Ameryką za krzywdy wyrządzone czarnoskórym kobietom. Nie bez powodu nazwy tracków na albumie to kobiece imiona. Rapsody celuje nie tylko w solidnie skonstruowany rapowy krążek, ale przede wszystkim  w wyraźny manifest.  — Wojtek


Back to You

Olivia Nelson

Hear This

Autorka jednej z naszych ulubionych epek z zeszłego roku wypuszcza kolejny minialbum (tym razem bardziej zbliżony do standardowego rozmiaru). Back to You po raz kolejny zgrabnie łączy R&B z popem. Połączenie to poddaje tym razem dominacji minimalistycznych bassowych aranży przywodzących na myśl Kelelę. Olivia Nelson nadal jednak stawia na klasyczne, można by rzec — staromodne, piosenki. Brak aranżacyjnych plot twistów może zniechęcić. Jeżeli jednak przedkładacie ładne melodie nad fajerwerki, to na nowym wydawnictwie Olivii z pewnością kilka takich melodii znajdziecie. — Maja Danilenko


Smartbeats

Toro y Moi

Toro y Moi

Toro Y Moi zaprezentował nowe EP zatytułowane Smartbeats. Projekt został wydany we współpracy z firmą Smartwater i zawiera kolaboracje z Nosaj Thing, Empress Of, Washed Out i Madeline Kenney. Wszystkie utwory inspirowane są zasadą „smartwater” i zostały napisane jako uzupełnienie aktywności fizycznej, do których lubisz się spocić. Artyści zaangażowani w projekt, to podobno głęboko wierzący bio zwolennicy, szukający alternatywnych sposobów odnowy biologicznej. Temat od długiego czasu na topie, ale ja jednak wolę poćwiczyć przy swojej playliście, a nie do wodno-elektrycznych dźwięków napisanych na potrzeby konkretnej firmy, która próbuje zwiększyć swoją popularność poprzez uruchomienie nowego programu kulturalnego, mającego na celu połączenie muzyki popularnej z najnowszymi osiągnięciami w nauce i technologii. — Forrel


Love and Liberation

Jazzmeia Horn

Concord Jazz

Debiutancki album Jazzmei A Social Call zapewnił jej w ubiegłym roku nominację do Grammy. Wokalistka z Teksasu dołączyła tym samym do grona najbardziej wyróżniających się jazzowych głosów młodego pokolenia. Jednocześnie wsłuchując się w jej najnowsze dzieło – Love and Liberation, słychać dojrzałość i świadomość kierunku, w jakim chce ona podążać. Na krążku znajdziemy zarówno autorskie utwory, jak i covery, wśród których są m.in. „No More” Jona Hendricka i „Green Eyes” Erykhi Badu. Macie ochotę na trochę jazzu w tradycyjnym wydaniu? Odpalcie album Jazzmei Horn. W końcu takie imię zobowiązuje. — Mateusz


85 to Africa

Jidenna

Epic

Jidenna, wokalista, producent, gentleman o afrykańskich korzeniach wraca z drugim albumem w swojej karierze. Po bardzo umiarkowanym sukcesie krążka The Chief muzyk zdecydował się zamienić R&B w radiowym wydaniu na soczysty afrobeat. Jego nowe wydawnictwo to 11 utworów promowanych takimi singlami jak „Tribe” czy „Sufi Woman”. Wśród gości pojawili się m.in. GodlLink czy Seun Kuti. Czy muzyczna podróż do Afryki to aby dobry pomysł na wskrzeszenie kariery? Nie mówię nie — Adrian


TM104: The Legend of the Snowman

Jeezy

YJ / Def Jam

Ostatnia część serii Thug Motivation może być zarazem ostatnią płytą Jeezy’ego. To już jedenasty krążek w jego dyskografii i jeżeli rzeczywiście miałby być tym pożegnalnym, to lepszego momentu nie mógł sobie wybrać. Dziś jest tylu młodych raperów z Atlanty, którzy wyznaczają trendy w amerykańskim i światowym hip-hopie, że właśnie teraz jest czas na zawieszenie mikrofonu na kołku i ostateczne przekazanie im pałeczki. Być może Jeezy właśnie tak sobie pomyślał, tego nie wiem. Wiadomo tyle, że dostajemy osiemnaście tracków, gościnnie między innymi CeeLo Green, Meek Mill i John Legend, a produkcyjnie gospodarza wspierają np. Lex Luger i J.U.S.T.I.C.E. League. — Dill


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Nowy album Brockhampton coraz bliżej!

Brockhampton podzielili się kolejnym singlem z ich nadchodzącego wydawnictwa! „If You Pray Right”, podobnie jak „I Been Born Again”, zapowiada Ginger, piąty studyjny album grupy. Płyta powinna ukazać się już niebawem — artyści wciąż nie ujawnili dokładnej daty premiery, wiadomo jednak, że na pewno będzie miała ona miejsce w tym miesiącu. My jesteśmy bardzo podekscytowani i od początku nie możemy się doczekać, zwłaszcza że wszystko wskazuje na to, że utrzymany w konwencji kolektywu nowy materiał, wyniesie ich na jeszcze wyższy poziom. Zresztą sprawdźcie sami! Dodamy tylko, że nowy kawałek i zrealizowany do niego teledysk, pod koniec zmienia się w amatorskie wideo, przy którym słychać fragment jeszcze jednego utworu — „Hood Still Love Me”.

Brockhampton powracają z singlem i zapowiedzą albumu

Kiedy wiosną Kevin Abstract częstował nas kolejnymi częściami swojego Arizona Baby, wydawało się, że Brockhampton zrobią sobie w tym roku wydawniczą przerwę. Nic bardziej mylnego! W końcu mamy do czynienia z jedną z najbardziej płodnych ekip ostatnich lat. Gdy we wrześniu Iridescence będzie obchodzić swoje pierwsze urodziny, my będziemy mogli cieszyć się już odsłuchem piątego studyjnego albumu grupy. Ginger, bo tak brzmi tytuł owego projektu, ma mieć premierę jeszcze w tym miesiącu. W formie przystawki dostajemy „I Been Born Again” – energetyczny rapowy track, na którym udzielają się Kevin, Merlyn, Dom, Joba oraz Matt Champion.

Kevin Abstract prezentuje Arizona Baby w pełnej krasie

Po dwóch tygodniach zabawy w kotka i myszkę, z żonglerką tytułami i okładkami na pierwszym planie, lider Brockhampton dziś w nocy podzielił się zgodnie z zapowiedzią finalną wersją długogrającego następcy American Boyfriend z 2016 roku. Krążek zatytułowany (jednak) Arizona Baby ostatecznie pomieścił nieco ponad pół godziny muzyki, na które złożyło się 11 utworów — sześć upublicznionych wcześniej w formie dwóch epek i pięć zupełnie nowych numerów. Po raz kolejny Abstract prezentuje tu własną wizję progresywnego hip hopu, w którym inspiracje Frankiem Oceanem i Outkast łączą się z psychodeliczną mieszanką soulu i jazzu.

Kevin Abstract przedłuża piątkową epkę o nowe utwory

We wczorajszej audycji Soulbowl mówiłem, że w sieci można znaleźć informacje, że wydane w miniony piątek Arizona, Baby to jedynie wstęp do kolejnego solowego długograja Abstracta, na który złożą się w sumie trzy małe wydawnictwa. I rzeczywiście teoria ta zdaje się potwierdzać szybciej niż można by się spodziewać. Pod tytułem Ghettobaby lider Brockhampton rozszerzył bowiem dzisiaj zeszłotygodniowy materiał o kolejne trzy tytuły, spośród których centralny „Baby Boy” doczekał się teledysku. Ogarnijcie wszystko poniżej.

Kevin Abstract zajawia nowy projekt

Wszystko wskazuje na to, że wcześniejsze zapowiedzi Kevina Abstracta, że pierwotnie przegapione przez media, ale po czasie znakomicie przyjęte przez fanów American Boyfriend: A Suburban Love Story z końca 2016 roku będzie jego ostatnim solowym krążkiem, można włożyć między bajki i wkrótce w nasze ręce trafi jego kolejna solowóka wedle zapowiedzi zatytułowana The 1-9-9-9. Pod koniec marca raper powrócił na Twittera pod długiej przerwie, udostępniając grafikę wyglądającą na okładkę nowego krążka (powyżej), a w międzyczasie opublikował kilka krótkich audiowizualnych teaserów, które zdają się tę teorię potwierdzać. Wczoraj milczenie przerwał Youtube’owy profil Brockhampton gdzie Abstract opublikował psychodeliczny teledysk do fragmentu progresywnego powerrapowego numeru o nieznanym jeszcze tytule. Jak się to wszystko rozwinie, będziemy informować na bieżąco. Tymczasem koniecznie odpalcie nowego Keva — it’s lit!

Recenzja: Brockhampton Iridescence

Brockhampton

Iridescence (2018)

Question Everything/RCA Records

Już dawno na rapowej mapie nie było kolektywu, który z takim impetem wszedłby na scenę, a przy tym trafił do tak szerokiej i różnorodnej grupy odbiorców. Swoją zeszłoroczną trylogią Saturation Kevin Abstract i spółka zrobili wrażenie na wszystkich — od hip-hopowych konserwatystów po wyznawców niuskulu, a nawet niedzielnych słuchaczy rapu. Ten nagły skok popularności zaowocował podpisaniem wielomilionowego kontraktu z RCA Records, dzięki czemu chłopcy z Brockhampton osiągnęli coś, co jeszcze przed rokiem wydawało się pewnie dla nich kompletną abstrakcją — swoją nową płytę nagrali w legendarnym Abbey Road Studios w Londynie. Czy to wejście do ścisłego muzycznego mainstreamu oraz perturbacje związane z odejściem Ameera Vana sprawiły, że w brzmieniu pierwszego hip-hopowego boysbandu nastąpiła rewolucja? Czy może postanowili wciąż kroczyć drogą, która przyniosła tak znakomite efekty na poprzednich płytach?

Odpowiedź na te pytania nie jest jednoznaczna. Z jednej strony słuchając Iridescence nie ma się wątpliwości, że to album nagrany przez Brockhampton. Podobnie jak na Saturation, tak i tu brzmienie jest odważne, ekscentryczne, stojące w opozycji do obecnie panujących w hip-hopie trendów. Z drugiej jednak strony, pochodzący z Teksasu kolektyw pokazuje tu niespotykaną na wcześniejszych projektach emocjonalną dojrzałość i świadomość tego, co chce osiągnąć, zarówno na poziomie tekstowym, jak i muzycznym. Podczas gdy zeszłoroczne mikstejpy w znacznej mierze oparte były na młodzieńczej spontaniczności i synergii między członkami bandu, tak na Iridescence jeszcze istotniejszą rolę odgrywa autorefleksja nad tym, jak zmieniło się życie każdego z członków zespołu na skutek niespodziewanego sukcesu i presji, jaką ta zmiana ze sobą niesie. Dzięki temu nowy album prezentuje zdecydowanie bardziej spójną wizję niż którakolwiek z części zeszłorocznej trylogii.

Nie oznacza to jednak, że brzmienie zaprezentowane na nowym albumie jest w jakikolwiek sposób bardziej zdefiniowane czy wygładzone. Wręcz przeciwnie, jest tu nawet bardziej różnorodnie niż poprzednio, a granice eksperymentu zostały przesunięte jeszcze dalej. Mamy tu zatem nie tylko typowe dla Brockhampton wykręcone, ekscentryczne bangery („New Orleans”, „Berlin”, „Where the Cash at”), które swobodnie i naturalnie przenikają się z letnimi, rhythmandbluesowymi melodiami i pop-rapowymi balladami („Thug Life”, „San Marcos”, „Tonya”), ale także inspiracje brytyjską sceną elektroniczną, jak chociażby w „Tape”, czy drum&bassowym fragmencie „Weight”.

Najmocniejszymi momentami płyty są jednak te najbardziej emocjonalne i introspektywne numery, które podkreślają wspomnianą już dojrzałość i umiejętność spojrzenia w głąb siebie. Jednym z takich utworów jest właśnie „Weight”, gdzie Kevin Abstract rapuje m.in. „And she was mad ’cause I never wanna show her off / And every time she took her bra off my dick would get soft / I thought I had a problem, kept my head inside a pillow screaming”. Chyba jeszcze mocniej za serce chwyta przepiękne „San Marcos”, w którym wersy o początkach grupy w rodzimym Teksasie zwieńczone zostają powtarzanymi przez dziecięcy chór niczym mantra słowami „I want more out of life than this”. Pod względem emocji punktem centralnym albumu pozostaje jednak singlowe „J’ouvert”, w którym brudny, syntezatorowy bit stanowi idealne tło dla niesamowicie agresywnych i autentycznie wkurwionych wersów Joby („Don’t act like I ain’t been dead to ya’ / Don’t act like I ain’t deserve this shit / Couldn’t last a day inside my head / That’s why I did the drugs I did”).

W wywiadzie przeprowadzonym podczas sesji nagraniowej w Abbey Road Studios Kevin Abstract przyznał, że bodajże największą inspiracją w czasie tworzenia płyty było Kid A autorstwa Radiohead. Coś w tym może być, bo tak jak brytyjski zespół w 2000 roku definiował muzykę rockową na nowo, tak Brockhampton swoją dotychczasową twórczością, a szczególnie ostatnim albumem stara się wytyczyć nowe szlaki rozwoju gatunku, gdzie jakiekolwiek brzmieniowe podziały czy granice nie mają kompletnie racji bytu. Co prawda Iridescence z pewnością nie zapisze się w historii w podobny sposób, jak arcydzieło Radiohead, ale z pewnością jest to ważny krok w karierze grupy przybliżający ich do albumu, który być może w przyszłości będzie uznawany za rapowy klasyk.

Nowy teledysk: Brockhampton „New Orleans”

Ledwie tydzień minął od premiery czwartego krążka Brockhampton Iridescence, a chłopaki już serwują nam swój kolejny klip, tym razem do otwierającego album utworu „New Orleans”. Teledysk jest energicznym miksem ujęć zarejestrowanych podczas występu zespołu w tłumie fanów. „New Orleans” to drugi po „J’ouvert” obraz, który promuje najnowsze wydawnictwo boysbandu. Zespół 3 października rozpoczyna trasę pt. „I’ll Be There Tour”.

 

#FridayRoundup: Brockhampton, Prince, JMSN, Milo i inni

Przed wami kolejne podsumowanie premier płytowych, gdzie znalazło się miejsce zarówno dla nieobliczalnych przedstawicieli nowego rapu z grupy Brockhampton, dawno niesłyszanej Macy Gray, jak i zbioru archiwalnych nagrań Prince’a.


(więcej…)

Nowa płyta Brockhampton jeszcze we wrześniu

Dobra wiadomość dla fanów szalonego kolektywu — nowa płyta zespołu Brockhmapton ukaże się już w najbliższy piątek! Po licznych kontrowersjach związanych z wyrzuceniem ze składu Ameera Vanna grupa Kevina Abstracta postanowiła zaserwować swoim słuchaczom kolejną muzyczną trylogię, tym razem pt. The Best Years of Our Lives. Jej pierwsza część będzie nosiła nazwę Iridescence (zastępujące pierwotne Puppy) oraz nie będzie zawierała żadnego z wydanych do tej pory singli („1997 DIANA”, „1998 TRUMAN”, „1999 WILDFIRE”). Czego możemy się po niej spodziewać? To na razie absolutna tajemnica, chociaż porzucenie wcześniejszego pomysłu może zwiastować zmianę trajektorii obranej przez skład na Saturation. Okładkę i listę utworów znajdziecie poniżej.

Brockhampton idą za ciosem

Premiera The Best Years of Our Lives, debiutu Brockhampton w szeregach RCA, musi zbliżać się wielkimi krokami. Maszyna promocyjna ruszyła bowiem pełną parą. Po występie grupy u Fallonadość zachowawczym pierwszym singlu promocyjnym przyszedł czas na kolejne nagranie. „1998 Truman” to rasowy banger — taki, za które świat pokochał chłopaków z Brockhampton. Wszystko zwizualizowano od razu kolorowym teledyskiem.

Brockhampton rozpalają ogień z Jazze Pha w nowym singlu

W sobotę w sieci zawrzało po tym, jak Brockhampton udostępniło swój nowy singiel „1999 Wildfire” — pierwszy numer kolektywu po odejściu Ameera Vanna (w związku z oskarżeniami o niewłaściwe traktowanie kobiet) i pierwszy zwiastun czwartego krążka grupy. Kevin Abstract i spółka w miejsce Vanna zaprosili przebrzmiałego już producenta i rapera z Atlanty Jazze Pha, który swoimi wstawkami „This is a Jazze Phizzle product-shizzle!” nadawał rytm pierwszoligowemu R&B i hip-hopowi między 2003 a 2006 rokiem. Samo „1999 Wildfire” na swój sposób także jest brzmieniowym reliktem tamtych lat. Płyta The Best Years of Our Lives będzie debiutem Brockhampton w szeregach wytwórni RCA. Rzecz ma ukazać się jeszcze w tym roku. Czekamy!

Brockhampton wystąpili u Jimmy’ego Fallona

Brockhampton to bez wątpienia jedna z najgorętszych obecnie ekip w rap grze. Jeśli czekacie na ich nowe numery, wasz głód powinien zostać wkrótce zaspokojony. Panowie szykują się do wydania nowego albumu zatytułowanego The Best Years of Our Lives. Pierwotnie krążek miał się nazywać Puppy i ukazać w czerwcu, ale w związku z tym, że były już członek zespołu Ameer Wann został posądzony o molestowanie seksualne, ekipa postanowiła zmienić plany. Kiedy premiera płyty? Tego jeszcze nie wiadomo, ale już zaczęła się jej promocja, bo chłopaki pojawili się w The Tonight Show Starring Jimmy Fallon i zagrali nowy numer „Tonya”, a tym samym zaliczyli swój telewizyjny debiut! Widzimy jak siedzą na plaży, obok przygrywa pianista, a do tego pomagają im Jazmine Sullivan, Ryan Beatty i serpentwithfeet. Brzmi całkiem ciekawie.

Brockhampton z kontraktem z RCA i teaserem nowej płyty

Sporo stało się w obozie Brockhampton podczas świątecznego weekendu — poza tym, że jak zapowiadali od miesiąca w ich sklepie pojawiła się nowa kolekcja odzieżowa Gay (obecnie już niemal wszystko się wyprzedało, poza fullcapami po 30 dolarów) pierwszy boysband Ameryki zapowiedział, że kolejny album zatytułowany Puppy ukaże się nakładem należącego do Sony RCA Records. To duży krok dla Brockhampton zwłaszcza jeśli chodzi o promocję, którą do tej pory organizowali sobie mniej lub bardziej składnie przede wszystkim kanałami internetowymi i szansa na wejścia do stacji radiowych. Okazja nadarzy się już niebawem, bo Poppy ma mieć premierę latem tego roku. Wszystko w krótkim teaserze zapowiedział opisany przez Kevina Abstracta jako najnowszy członek Brockhampton Jaden Smith. W tle zaprezentowano fragment nowego numeru „Let’s Get Married” z Ryanem Beattym na wokalu i produkcją Romila Hemnaniego i Austina Feinsteina. Obejrzyjcie wideo poniżej.

Brockhampton noszą Conversy

Swój kontrakt z klasycznym producentem obuwia ledwie ogłosił Vince Staples, a już pojawiają się sygnały, że w nadchodzącym sezonie w Conversach zobaczymy też pierwszy boysband internetu — Brockhampton. Wczoraj na Twitterze zdjęciami z sesji promocyjnej dla marki obuwia podzielił się Kevin Abstract, a na Reddicie fani dzielą się zdjęciami ulotek z wizerunkiem grupy, które australijska odnoga firmy rozsyłała swoim klientom. Dlaczego o tym piszę? Ładne zdjęcia. Tyle. Sam nigdy nie miałem Conversów i nie jestem pewien, czy Vince Staples i Kevin Abstract mnie do nich przekonają. Niezależnie od tego co macie na stopach, sprawdźcie opublikowane zdjęcia poniżej.

#FridayRoundup: N.E.R.D, Brockhampton, Eminem, G-Eazy i inni

Dzisiejszy piątek jest z dużym prawdopodobieństwem ostatnim dużym dniem wydawniczym 2017 roku. Poza zapowiadanymi od wielu tygodniami premierami od N.E.R.D, G-Eazy’ego i Young Jeezyego wreszcie zmaterializowały się także oczekiwane przez fanów już wcześniej krążki od Brockhampton i Eminema. Niespodziewanie nowym mikstejpem podzieliła się też Charli XCX.


No_One Ever Really Dies

N.E.R.D

N.E.R.D / Columbia

Pharrell i spółka zrobili sobie krótką, raptem siedmioletnią przerwę od nagrywania wspólnych, długogrających projektów. Na nasze szczęście chłopaki poszli po rozum do głowy, czego efekt stanowi ich piąty w karierze krążek No_One Ever Really Dies. Jest to comeback w naprawdę dobrym stylu. Wystarczy przesłuchać singlowe „Lemon” na featuringu z Rihanna czy „1000” nagrany z Futurem, a jakby komuś gości było nie dość, to na albumie znajdziemy również dwa kawałki z Kendrickiem, w tym jeden w asyście M.I.A, duet z Gucci Manem i Walem, André 3000 oraz Eda Sheerana. I zanim westchniecie z politowaniem na myśl o poczciwym rudzcielcu z Anglii to uwierzcie nam na słowo, że będziecie zaskoczeni. Soulbowl ma niezwykłą przyjemność patronować temu wydawnictwu i jeszcze w tym tygodniu na stronie ukaże się pełna recenzja No_One Ever Really Dies, ale już możemy was zapewnić, że warto było tak długo czekać. — Pat


Saturation III

Brockhampton

Question Everything, Inc. / Empire

Po twitterowym falstarcie z ogłoszeniem daty premiery i preorderze wielopłytowego boksu ze wszystkimi częściami Saturation ostatnia odsłona najważniejszej rapowej trylogii tego roku trafiła wreszcie do słuchaczy. Zgodnie z zapowiedziami wśród 15 numerów na trackliście zabrakło wypuszczonego wcześniej „Follow”, ale już przed kilkoma dniami Brockhampton nadrobili tę stratę fenomenalnym, dyskotekowanym „Boogie” przywodzącym trochę na myśl zeszłoroczne „Ain’t It Funny” Danny’ego Browna. Warto odnotować, że podobnie jak przy pierwszych dwóch częściach, gdzie tytuły utworów były jednowyrazowe — po czteroliterowych na pierwszej części i pięcioliterowych na drugiej, tym razem wszystkie mają po sześć liter, z wyjątkiem ostatniego „Team”, który podążając za trendem wyznaczonym przed poprzednie odsłony trylogii, zatacza koło i wraca do początku przygody z Saturation. To znamienne o tyle, że kolektyw ogłosił jeszcze przed premierą, że będzie to ostatni studyjny album grupy. Brockhampton są obecnie w znakomitym kreatywnym momencie, mają świetną synergię i wykorzystują ją ze szczętem zamiast wahać się, ryzykując utratą pędu. Całkiem możliwe więc, że trzecia część Saturation okaże się ich opus magnum, choć równie dobrze może też zakończyć się stylistycznym i tematycznym rozgardiaszem, którego jak dotąd mimo bezliku motywów i inspiracji udało im się szczęśliwie uniknąć. — Kurtek


Revival

Eminem

Aftermath Entertainment

Fenomen Eminema to rzecz unikatowa w skali światowej. Ilekroć wydaje album, elektryzuje tym całe środowisko muzyczne i rzesze fanów, wśród których nie brakuje zwolenników tezy, że jest najlepszym raperem na scenie. Fakty jednak mówią same za siebie; 3 ostatnie albumy Shady’ego były znacznym spadkiem jakości, do tego stopnia, że wiele osób uznaje je za asłuchalne. Radiowe ballady, występy gościnne popowych gwiazd, olbrzymi patos — a między nimi okazyjne perełki, które przypominają o dawnej formie artysty. 5 lat przerwy między Encore, a Relapse sprawiły, że Eminem, którego znaliśmy, przepadł. Revival jest z kolei powrotem po drugim najdłuższym okresie jego nieobecności. Walk on Water udowadnia, że Em posiada w sobie jeszcze krztę samokrytyki, jednak trudno zrozumieć dlaczego na najnowszy album po raz kolejny zaprosił zestaw radiowych artystów. Usłyszymy na nim 19 utworów, na których wystąpili Alicia Keys, Skylar Grey, Pink czy Ed Sheeran. Nie ocenia się książki po okładce, ale szczerze wątpię, że to będzie przyjemna lektura — Adrian


The Beautiful and Damned

G-Eazy

RCA Records

Można go lubić lub nie, ale trzeba przyznać, że ostatnie dwa lata były dla Gerarda przede wszystkim pasmem sukcesów. Jego album When It’s Dark Out uzyskał status platynowej płyty mimo mieszanych ocen recenzentów. Do tego należy dodać masę gościnnych występów u boku popowych artystów oraz tracki z rapowymi wyjadaczami. Na The Beautiful & Damned znajdziemy zaprezentowane już wcześniej „No Limit”, „The Plan” oraz tytułowe „The Beautiful & Damned” z udziałem Zoe Nash. — Mateusz


Definicja brzmienia

OER

Pchamy Ten Syf

Płyty producenckie to nadal zdecydowanie za rzadkie zjawisko w polskiej muzyce. Mimo to, Definicja Brzmienia, to już drugi taki album w dorobku OERa. Artysta na stałe związany z bydgoską formacją B.O.K., jest jej współzałożycielem i producentem. Po pięciu latach od wydania instrumentalnego krążka Dźwięki BDG powraca z materiałem, na który zaprosił śmietankę polskiej rapowej sceny, m.in.: Bisza, Łonę, Ero czy Kubę Knapa . Poza tym, swoimi wokalami album urozmaicili Kay z B.O.K. oraz Mery Spolsky. Na płytę składa się czternaście utworów, a promowały ją: międzynarodowy „Rudeboy” z Grubsonem, doskonałe lirycznie „Bagno” z Biszem czy klimatyczny, luźny numer „Pot spod spodu” z Kubą Knapem. Warto sprawdzić, po pierwsze dla świetnych bitów, a po drugie, aby przekonać się, jakimi zawiłymi metaforami okraszony został wspólny numer Bisza i Łony, dwóch mistrzów słowa w polskim hip-hopie. –Polazofia


Pressure

Jeezy

YJ Music

Trudno znaleźć na scenie bardziej solidną markę niż Jeezy. Od 13 lat jest idealnym przykładem na to, jak zręcznie łączyć wysokiej klasy hip hop z ulicznym brzmieniem, dzięki czemu zyskał potężne grono fanów. Fakt, ostatnimi laty bywało różnie; było świetne Seen It All: The Autobiography, ale było też przeciętne Trap or Die 3. Jak będzie tym razem? Tracklista Pressure jest wypełniona po brzegi znanymi nazwiskami, takimi jak Kendrick Lamar, J. Cole, Kodak Black, Tee Grizley, Rick Ross, YG czy 2 Chainz, a dotychczasowe single “Bottles Up” i “Cold Summer” prezentują typowe dla lidera CTE uliczne, trapowe brzmienie. Zapowiada się na to, że ósmy już w dyskografii rapera krążek będzie kolejną mocną propozycją, która może sporo namieszać na listach sprzedaży. Czekam z niecierpliwością, w końcu co to za zima bez Snowmana — Adrian


Pop 2

Charli XCX

Asylum Records

Pomiędzy wypuszczonym w marcu znakomitym bubblegumbassowym mikstejpem Number 1 Angel a przesuniętym na przyszły rok trzecim studyjnym krążkiem Charli XCX wypuszcza kolejny mikstejp Pop 2 — podobnie jak poprzedni (co sygnalizuje sam tytuł wydawnictwa) wyprodukowany przez ekipę związaną z PC Music (A.G. Cook, easyFun, Life Sim, Lil Data) i Sophiego. Wśród rozlicznych gości zaproszonych na wydawnictwo usłyszymy z kolei m.in. Carly Rae Jepsen, Cupcakke, Caroline Polachek, MØ czy Mykkiego Blanco. XCX wie, jak powinien brzmieć dobry pop w 2017 roku. — Kurtek


Quarter Life Crisis

Kelechi

STNDRD Music

Pochodzący z Atlanty raper Kelechi konsekwentnie od kilku miesięcy tydzień po tygodniu, utwór po utworze dzielił się zawartością swojej drugiej płyty Quarter Life Crisis, którą w całości udostępnił jednak dopiero teraz. Nowy album to całkiem błyskotliwe — tekstowo i muzycznie studium kryzysu wieku 25 lat, o którym 26-latek wie co najmniej tyle, co nasz polski Taco Hemingway. — Kurtek


Nowy teledysk: Brockhampton „Boogie”

Już tylko dwa dni dzielą nas od premiery Saturation III, ponoć ostatniego studyjnego albumu Brockhampton w tym kształcie w ogóle. Wczoraj rapowy kolektyw podzielił się pierwszym muzycznym zwiastunem krążka — zaskakująco tanecznym w kontekście wcześniejszego materiału grupy „Boogie”. Utwór zgodnie z Brockhamptonowską tradycją zilustrowano od razu prostym, ale adekwatnym teledyskiem. Zobaczcie i posłuchajcie poniżej.

Brockhampton z okładkami, tracklistą i datą premiery Saturation III

Po twitterowym falstarcie z ogłoszeniem daty premiery i preorderze wielopłytowego boksu ze wszystkimi częściami Saturation ostatnia część najważniejszej rapowej trylogii tego roku trafi finalnie do słuchaczy już w ten piątek — 15 grudnia. W przeciwieństwie do drugiej odsłony projektu Brockhampton postanowili podzielić się wcześniej i tracklistą, i okładką, a właściwie okładkami, bo grupa podzieliła się na Twitterze kilkoma wariantami — na każdym z nich widnieje jeden z członków kolektywu z pomalowaną na niebiesko twarzą roniący kreskówkowo duże sztuczne łzy. Na podstawowej edycji płyty znalazł się Ameer Vann, ale własnych okładki dorobili się także Bearface i Kevin Abstract (poniżej). Zgodnie z zapowiedziami wśród 15 numerów na trackliście zabrakło wypuszczonego wcześniej „Follow”. Warto odnotować, że podobnie jak przy pierwszych dwóch częściach wszystkie tytuły są jednowyrazowe — po czteroliterowych na pierwszej części i pięcioliterowych na drugiej, tym razem tytuły utworów mają po sześć liter, z wyjątkiem ostatniego „Team”, który podążając za trendem wyznaczonym przed poprzednie odsłony trylogii, antycypuje kolejną część, czy raczej wraca do początku. To znamienne o tyle, że krążek promowany jest hasłem „ostatni studyjny album Brockhampton”. Czy to aby rzeczywiście ostatnia pozycja w dyskografii grupy? Trudno orzec. Tymczasem byle do piątku!

Recenzja: Brockhampton Saturation II

Brockhampton

Saturation II (2017)

Empire

„Skinny boy, skinny boy, where your muscles at?” — pyta Matt Champion w wersie rozpoczynającym „Queer”, ultraprzebojowy banger podobnie jak przed dekadą „Ghettomusick” OutKast przełamujący wykręcony bit stonowanym śpiewanym refrenem. „Are the bills paid? Is it make or break? Will I find a way? Are my feelings changed? Will I be okay?” — w ekspresyjnej falsetowej wyliczance zastanawia się Joba w psychodelicznym „Tokyo”. „Why you always rap about bein’ gay?” — parafrazuje słuchaczy Kevin Abstract w „Junky” i od razu śpieszy z odpowiedzią — „‚Cause not enough niggas rap and be gay”. Wiele ważkich pytań, często dla wzmocnienia efektu czy podkreślenia poczucia bezradności pozostawionych bez jednoznacznych odpowiedzi. Brockhampton nie tylko nie boją się konfrontować własnych lęków, ale na ekscentrycznie outsiderskich post-dirty-southowych bitach zamieniają odmienność i wyobcowanie w atut, który czyni ich Brockhampton — pierwszym hiphopowym boysbandem Ameryki.

„My male role models drug dealers and thugs, my father learned how to solve problems with guns” — z szorstkim stoicyzmem rapuje Ameer Vann w „Fight” opartym o minimalistyczny orientalny bit zwieńczony kakofonicznym eksperymentalnym hookiem. Wśród kilkunastu członków kolektywu każdy ma coś, czym chce się podzielić, i względnie oryginalny sposób, by to zrobić — zupełnie jak w przypadku klasycznego boysbandu, gdzie zawsze jeden z chłopców był tym grzecznym, drugi miał tatuaże, trzeci długie włosy, a czwarty chodził w przyciemnianych okularach. Z tą jedynie różnicą, że w takim boysbandzie rozbieżności niemal zupełnie zanikały, gdy głosy młodzieńców stapiały się w jeden w harmonijnym refrenie. Brockhampton model uporządkowania treści i tożsamości członków rozwiązali na wzór azjatycki, parując się w rozmaitych konfiguracjach na przestrzeni szesnastu tracków sumujących się do 48 minut zebranych w całość pod czujnym okiem Kevina Abstracta i odpowiedzialnego za produkcję Romila Hemnaniego.

Sam Abstract nie jest zresztą jedynie medialnym liderem i koncepcyjnym spiritus movens grupy, ale też swoistym wodzirejem spajającym zwrotki, bity i tematy hipnotyzującymi, wielokrotnie powtarzalnymi hookami (jak choćby ten wieńczący „Chick” w stylistycznie inspirowanej „Lean Back” Terror Squadu końcówce utworu) . Poza tym niewątpliwym wyróżnikiem u Brockhampton forma i tematyka są jak ying i yang — nie tylko w ogólnym rozumieniu, ale też zupełnie jak w nazwie świętej pamięci crunkowego duetu Ying Yang Twins. Niezależnie jednak od tej niezobowiązującej stylistycznej asocjacji z Atlantą (skąd do rodzimego San Marcos w Teksasie jest około tysiąca mil — według Google 83 godziny na rowerze) Brockhampton reformują amerykański hip-hop po swojemu — z jednej strony w pośpiechu i bez spójnej, jednoznacznej wizji, z drugiej — w sposób, który nie zna podziału na Brudne Południe, Wschodnie czy Zachodnie Wybrzeże, pop rap, trap czy gangsta rap, hip-hop świadomy, polityczny czy eksperymentalny. Nowa i stara szkoła to zatem w kontekście Brockhampton poruszającego się momentami na skraju buntowniczego queerhopu pojęcia zupełnie bezużyteczne.

Tym samym otwierające album orkiestrowym pasażem „Gummy” kreatywnie miesza G-funk, eksperymentalny rap i radiowe R&B, czym grupa w równej mierze nawiązuje zarówno do potężnych bangerów produkcji Timbalanda czy The Clipse sprzed kilkunastu lat, co do debiutu Shabazz Palaces. W kolejnym „Queer” uwagę zwraca charyzmatyczny prehook Merlyna Wooda, który przy okazji swoich zwrotek robi podobne vocoderowe zamieszanie, z jakiego słyną Young Thug czy Quavo, ale dokłada do tego bardziej agresywne jamajskie flow. Zupełnie inaczej niż opanowany Ameer Vann, który w charyzmatycznym, ale kompaktowym monologu zabudowującym agresywnym flow oszczędnie harmonizujący podkład „Teeth” rapuje z wyrzutem — „So she sent me to them white schools, I learned that I was different. They told me I’m a nigga, well now I know I am”. Jeszcze inaczej sprawa ma się z „Jello”, gdzie nad bitem, na którym w okolicy 2004 roku mogliby nawinąć Juvenile czy Bun B, dominuje melorecytowane spitchowane „La di da di da di da” w refrenowej rymowance Kevina . Z kolei leniwe „Swamp” twórczo spaja bujający vibe dawnego West Coastu z minimalistycznym swagiem dzisiejszego trapu.

Poza rapowaniem jest jeszcze coś, co Brockhampton wychodzi finezyjnie — podsumowują i zamykają ważne rzeczy noworhythmandbluesowymi jednorefrenowymi wokalizami Bearface’a — tak było z puentującym pierwszą część Saturation doskonałym „Waste”, tak dzieje się w „Jesus”, „Sunny”, a przede wszystkim w wyciągniętym jakby z innego uniwersum (a po części być może z uniwersum ostatniej płyty Franka Oceana) „Summer”, gdzie w poruszającym, ale nie pompatycznym czy desperackim tonie z uczuciem i lekkością Bearface śpiewa: „In the heat of the summer you know that you should be my boy”. Centerpiecem płyty, a być może i jak do tej pory najważniejszym numerem w karierze Brockhampton pozostaje jednak „Junky” — osadzony na świdrującym, psychodelicznym bicie, pozbawiony jednolitego refrenu, mroczny, bezpardonowy i agresywny manifest pierwszego hiphopowego boysbandu Ameryki. „I ain’t trippin’, I’m on a mission / Every time that I speak they ain’t skippin’ / Turned my inspiration to a vision / That’s a given, no slipping” — konkluduje zwrotki kolegów błyskawicznym czterowersem Dom McLennon.

Brockhampton są obecnie w znakomitym kreatywnym momencie, mają świetną synergię i wykorzystują ją ze szczętem zamiast wahać się, ryzykując utratą pędu. Całkiem możliwe więc, że trzecia część Saturation okaże się ich opus magnum, choć równie dobrze może też zakończyć się stylistycznym i tematycznym rozgardiaszem, którego jak dotąd mimo bezliku motywów i inspiracji udało im się szczęśliwie uniknąć.