erika de casier

Erika de Casier nie chce robić dramy

Erika de Casier nie chce robić dramy

Erika de Casier w zawieszeniu między rzeczywistością a nostalgią

Erika de Casier, która zawiązała współpracę z indie wytwórnią 4AD, prezentuje drugą, po „No Butterflies, No Nothing”, odsłonę nadchodzącego wydawnictwa. Koncept pozostał ten sam, czyli sweet-dreamowy klip, ale tym razem przenosimy się wstecz do czasów pudrowych filmów amerykańskich o pięknych i wystylizowanych nastolatkach, dbających przede wszystkim o wygląd. Tę rolę alter-ego Eriki gra Bianca, która przekornie śpiewa, że nie chce robić dram. Ale czy na pewno? Elegancko wykonywany przez wokalistkę utwór, z kokieteryjnie szepczącym wokalem, osadzony jest na granicy rzeczywistości i nostalgii. Taką aurę zawieszenia wytwarza wokół siebie de Casier przy słuchaniu i oglądaniu jej teledysków jednocześnie. Z kolei two-stepowy bit przywołuje kompozycje z lat dziewięćdziesiątych, podobne do tych od TLC. Następca Essentials jest już chyba w drodze.

Erika de Casier w poszukiwaniu motyli

Erika de Casier - No butterflies, no nothing

Erika de Casier - No butterflies, no nothing

Albo motyle, albo nic

Czy 4AD stanie się przyczółkiem dla poszukujących artystek z kręgu alt-R&B? Po udanej epce Tkay Maidzy Last Year Was Weird, Vol. 2 słynna niezalowa wytwórnia wzięła pod swoje skrzydła kolejną obiecującą twórczynię, Erikę de Casier. Eriki jeszcze na naszych łamach nie było, ale jeżeli ją śledzicie, to dobrze wiecie, że na swoim debiucie Essentials połączyła dorobek Sade, Aaliyah i TLC w błyskotliwy kolaż z potencjałem soundtracku towarzyszącego fazie zakochania. Nie inaczej jest w „No Butterflies, No Nothing”. Tym razem jednak przewrotnie — Erika de Casier w anturażu pastoralnego dream R&B, okraszonego Twigsową harfą, przeżywa brak uczuć ze swojej strony, i idącą za nim niemożność wyjścia z kłopotliwego położenia.