gil scott heron

#FridayRoundup: Gil Scott-Heron, Khruangbin & Leon Bridges, Raveena i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem warto według nas sprawdzić kolejne interpretacje ostatnich nagraań Gil Scott-Herona, wspólny krążek jakim obdarowali nas Denzel Curry oraz Kenny Beats, futurystyczny soul jaki wykonuje Steve Spacek, wspólnej epki od zespołu Khruangbin i Leona Bridgesa oraz niewele dłuższego wydawnictwa, którym uraczyła nas Raveena.


We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven

Gil Scott-Heron

XL Recordings

8 lutego 2010 roku, po 16 latach artystycznej przerwy, spowodowanej problemami z uzależnieniem od narkotyków swój ostatni studyjny album zatytułowany I’m New Here, wydał znakomity wokalista i pianista Gil Scott-Heron. Dziesięć lat po wydaniu krążka, trafi do nas kolejna po wydanym w 2011 roku We’re New Here, na którym swoją wersję przedstawił Jamie xx, reinterpretacja ostatnich nagrań Herona. Tym razem wziął je na warsztat znakomity chicagowski perkusista, producent oraz autor jednego z najlepszych jazzowych wydawnictw ostatnich lat, czyli znakomitego Universal Beings —Makaya McCraven. Nie wyobrażamy sobie nawet, aby takie połączenie mogło wyjść źle. — efdote


Texas Sun

Khruangbin & Leon Bridges

Dead Oceans / Columbia / Night Time Stories

Texas Sun, z założenia epka drogi, świetnie sprawdzi się również w warunkach, które z drogą nie mają nic wspólnego. Psych-funkowe Khruangbin zyskało głos, i to dosłownie. Połączenie psychodelicznej wrażliwości tria i pełnego spokoju wokalu Leona Bridgesa dało nam zdalny dostęp do spalonych słońcem teksaskich prerii, ale przede wszystkim do zatrzymania się. To zdecydowanie materiał w rytmie slow, zakorzeniony w psychodelii i country-soulu. Materiał wypoczynkowy, w którym to droga jest ważniejsza od celu. Nie ma tu miejsca dla wartkiej narracji ani zaskakujących momentów. Texas Sun to chwilowy odpoczynek od faktycznych nowości w blasku vintage’owej lampy. — Maja Danilenko


Moonstone

Raveena

Moonstone / Empire

Po udanym zeszłorocznym debiutanckim longplayu Lucid Raveena kontynuuje w tym samym kluczu na nowej epce Moonstone. W czterech utworach zawartych na piętnastominutowym wydawnictwie piosenkarka wciąż czaruje post-quiet-stormową wrażliwością, prezentując to, co umie najlepiej — syntezatorowe pościelówki z leniwą linią basu, onirycznymi chórkami i psychodelicznym vibe’m. To znakomity showcase jej talentu, który wciąż czeka na odkrycie na szeroką skalę. — Kurtek


Unlocked

Denzel Curry & Kenny Beats

Loma Vista

Curry na Unlocked podąża dalej obraną na Zuu i kontynuowaną na niemiłosiernie surowym DJ mixie 13lood In-13lood out ścieżką południowego podziemia, tym razem reanimując formułę mixtape’ów z pod znaku kreatywnych szkicowników, gdzie można wszystko i nic nie trzeba. Ducha tego, nomen omen, twórczego odblokowania utrzymuje przede wszystkim komisarz Kenny, który w staroszkolnym paradygmacie o madlibowskich korzeniach prezentuje ogromny wachlarz kombinatorskiego potencjału, który w plemiennych, przesterowanych trapach z których zdążył zasłynąć, często nie miał okazji w pełni wybuchnąć. Tutaj pod (jak zwykle) gimnastyczną lirykę Curry’ego kroi przyjemnie psychodelizujące podróże w kierunku ojców gatunku z Madvillainy i Dillą na czele, mnoży samplowe odwołania i skleja swoje dźwiękowe kolaże z finezją i gracją. Dla sierotek po najsłynniejszym rapowym rzezimieszku obowiązkowa opcja.– Wojtek


Houses

Steve Spacek

Black Focus Records

Steve Spacek to człowiek instytucja. Zaczynał w duecie Spacek by potem rozpocząć udaną solową karierę i firmować swoim nazwiskiem kilka projektów, takich jak Space Invadas czy Africa HiTech. Powinniście pamiętać jego udany album Space Shift z 2005 roku ze świetnym bitem J Dilli w numerze „Dollar”. Krótko mówiąc – to jedna z głównych postaci brytyjskiego future soulu, ale także niezależnej muzyki klubowej, co powinno być słyszalne na nowym albumie artysty „Houses”. Płyta wyszła w Black Focus Records – labelu, który ma na koncie krążki Kamaala Williamsa czy Mansura Browna, a więc gorących towarów, jeśli chodzi o brytyjską scenę jazzową. Zapowiada się interesująco. — Dill


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Makaya McCraven w hołdzie Gilowi Scottowi-Heronowi

Gil Scott-Heron

Gil Scott-Heron

Ostatni longplay Gila Scotta-Herona doczeka się jazzowego reworku

W tym roku minie dziesięć lat od premiery ostatniego studyjnego krążka Gila Scotta-Herona I’m New Here. Upamiętnienia legendarnego artysty podjął się jeden z naszych ulubionych współczesnych jazzmanów — perkusista Makaya McCraven. Muzyk wziął na warsztat niespełna ponad minutową miniaturkę „Where Did the Night Go” — jeden z najbardziej charakterystycznych punktów kultowego krążka — który podszył ekspresyjnymi bębnami i świdrującym progresywnie fletem. To jednocześnie pierwszy zwiastun projektu z reworkami albumu McCravena zatytułowanego We’re New Again, który 7 lutego wypuści XL Recordings. Jesteśmy zaintrygowani.

Recenzja: Gil Scott-Heron Nothing New

Gil Scott-Heron

Nothing New (2014)

XL Recordings

O wartości tego wydawnictwa nie świadczą rozbudowane kompozycje, zaskakujące producenckie zabiegi, ani też oszałamiające grono gości zajmujących na co dzień najwyższe pozycje na listach przebojów. Wyjątkowość albumu opiera się na sile wspomnień, magii słów i prostocie przekazu. Gdy w 2005 roku producent Richard Russell rozpoczął współpracę z Heronem, miał na myśli właśnie taki krążek, dlatego poprosił artystę o wybranie utworów z wcześniejszej dyskografii, które chciałby zarejestrować w wersji akustycznej. Jednak podczas sesji nagraniowych zaczęło powstawać coraz więcej nowego materiału i pierwotny projekt zszedł na dalszy plan, ustępując miejsca płycie I’m New Here, a następnie zestawowi remiksów We’re New Here. Po śmierci Gila, Russell powrócił do wyselekcjonowanych kompozycji, sięgających aż do wydawnictwa Pieces of a Man z 1971 roku i złożył z nich album, który wytłoczył w zaledwie trzech egzemplarzach jako pamiątkę dla najbliższych Herona. Na szczęście syn artysty — Rumal Rackley — uznał, że ten materiał powinien trafić do szerszej publiczności i tak otrzymaliśmy Nothing New. Co prawda też w ograniczonej liczbie egzemplarzy, ale tym razem liczącej trzy tysiące winylowych kopii.

To nie jest po prostu akustyczna płyta wpisująca się w kategorię The Best Of. Gil Scott-Heron wybrał jedne ze swoich najlepszych utworów, których teksty są niezmiennie aktualne, wydobywając esencję czternastu wydanych wcześniej krążków. Nie są to też przytłaczające goryczą interpretacje wyśpiewane przez zmęczonego, ciężko doświadczonego przez życie starszego pana — mimo upływu czasu, głos Herona nie stracił dawnej charyzmy, a wręcz niektóre utwory, jak chociażby „Alien (Hold On To Your Dreams)” czy „95 South (All the Places We’ve Been)”, brzmią nawet lepiej po latach. Wyłącznie przy akompaniamencie pianina, bez zbędnych dodatków i upiększeń, potwierdza się, jak niesamowitym był wykonawcą. Na niesamowitości jednak jeszcze nie koniec, bo przecież nie można zapomnieć o poczuciu humoru — nagrania zostały uzupełnione fragmentami rozmów producenta z artystą, które sprawiają, że to wydawnictwo jest jeszcze bardziej szczególne.

W tym roku Gil Scott-Heron świętowałby 65-te urodziny. Nie będzie to nic nowego, gdy napiszę, że odszedł zdecydowanie za szybko. Być może Nothing New nie jest albumem, który przyciągnie uwagę odbiorców zupełnie niezaznajomionych z jego twórczością, ale jest za to wspaniałym dodatkiem do jego bogatego, muzycznego dorobku. Dla mnie to wzruszające postscriptum, które każe wziąć sobie do serca bardzo cenną myśl, że „The most importatnt thing is to enjoy yourself”.

XL Recordings wyda pośmiertny album Gila Scotta-Herona

gil-scott-heron-nothing-new-lp-lead1 kwietnia 1949 roku na świat przyszedł Gil Scott-Heron – artysta wybitny, autor klasycznych już albumów z pogranicza muzyki soul, jazz, blues, takich jak Pieces of a Man, Winter in America czy Real Eyes. Uliczny poeta, jeden z popularyzatorów formy spoken word, amerykańska legenda walki o prawa czarnoskórej społeczności, człowiek, który przez wielu uznawany jest za ojca chrzestnego hip hopu… Zasługi długo by wymieniać. Z okazji 65 rocznicy jego urodzin wytwórnia XL Recordings planuje wypuścić pośmiertny album artysty, zatytułowany Nothing New. Podczas sesji nagraniowej do albumu I’m New Here, przy akompaniamencie pianina, Heron zarejestrował kilka nowych wersji swoich starych utworów. 6 miesięcy po jego śmierci w 2011 roku Richard Russel, będący właścicielem wspomnianej wytwórni, powrócił do tych nagrań i skompilował z nich tę właśnie płytę. Ta nie lada gratka dla kolekcjonerów woskowych krążków ukazać ma się w limitowanej wersji winylowej już 19 kwietnia, a  zawierać będzie takie tytuły:

Side A:

01 Did You Hear What They Said
02 Better Days Ahead
03 Household Name (Interlude)
04 Your Daddy Loves You
05 Changing Yourself (Interlude)
06 Pieces of a Man
07 Enjoying Yourself (Outro)

Side B:

01 Alien (Hold On To Your Dreams)
02 Before I Hit the Bottom (Interlude)
03 95 South (All the Places We’ve Been)
04 The Other Side
05 The On/Off Switch (Interlude)
06 Blue Collar
07 On Bobby Blue Bland (Outro)

Poniżej odsłuch jednego z utworów, który znajdzie się na tym wydawnictwie, w oryginale pochodzący z albumu 1980.

Konkretna wiadomość dla fanów Melting Pot Music

14 grudnia oficyna Melting Pot Music wyda okolicznościowy zestaw pięciu „siódemek” zawierających w sumie dziesięć  utworów, z czego pięć premierowych. Wśród wykonawców znajdą się m.in. Miles Bonny, Dexter, Eric Lau, Funkommunity czy Suff Daddy. Z uwagi na kolekcjonerski charakter wydawnictwa, wytwórnia wypuści do obiegu jedynie 2000 takich zestawów. Miejmy nadzieję, że będzie można upolować te płyty w Polsce. Na zachętę pierwszy singiel z Milesem w roli głównej:

Zmarł Gil Scott-Heron

gil-scott-heron

W piątek w Nowym Jorku w wieku 62 lat zmarł ojciec chrzestny rapu, ikona soulu, autor świadomych tekstów, poeta – Gil Scott-Heron. Artysta zadebiutował w 1970 roku albumem z miejską poezją Small Talk at 125th and Lenox. Na kolejnych krążkach kontynuował swój niepowtarzalny styl łącząc minimalistyczne beaty z prekursorskim wówczas mówiono-śpiewanym wokalem. W zeszłym roku powrócił po długiej przerwie z rewelacyjnym krążkiem I’m New Here, inspirowanym jazzem, funkiem i elektroniką. W lutym tego roku ukazała się zremixowana przez Jamie’go xx wersja krążka, zatytułowana We’re New Here.

To wielka strata dla świata i muzyki. Ja przeżyłem prawdziwy szok. Naprawdę miałem nadzieję na kolejny równie dobry album. Spoczywaj w pokoju!

„Revolution Will Not Be Televised”:

„New York Is Killing Me”:

JukeBox #16: Gil Scott Heron „The Klan”

heron

Gil Scott Heron w zeszłym miesiącu, po 15-stu latach przerwy, powrócił z nowym krążkiem „I’m New Here”. Mocna rzecz, z którą warto się bliżej zapoznać. Dzisiaj cofniemy się w czasie o 30-ści lat. W 1980 roku muzyk wydał krążek pt. „Real Eyes”. Z tego albumu pochodzi jeden z moich ulubionych numerów Heron’a, czyli „The Klan”. Miłego słuchania.

Nowy teledysk: Gil Scott-Heron „Me And The Devil”

Pojawił się teledysk do singla „Me And The Devil”, który to zwiastuje nowy album Gil Scott-Herona. Videoclip bardzo mroczny, tajemniczy, oddający charakter kawałka. To już drugi taki, po obrazku Jay’a, który mnie zachwycił. Jednak nie wiem czy nasi czytelnicy odnajdą tutaj jakieś okultystyczne przesłania jak wypadku Hovy. Po takim singlu i teledysku apetyty wszystkim powinny się zaostrzyć. Dosłownie już za chwilkę trafi do naszych rąk świeżutkie dzieło pana Herona „I’m New Here”.

Eklektik Session: Boxed