janelle monae

Janelle Monáe lubi to, a my lubimy Janelle

Janelle Monáe nie zwalnia tempa przed premierą trzeciego longplaya — po barwnym klipie do „Pynk” w minioną środę, już dzieli kolejnym singlem. „I Like That” to zręczny pomost pomiędzy soulową a Janelle a trapową Django Jane. Pomimo modnego bitu udaje jej się zachować wypracowany przez lata styl. Po raz kolejny jest niepoprawna i nie bierze jeńców. Dirty Computer otworzy dla piosenkarki zupełnie nowy rozdział. Premiera w przyszły piątek — 27 kwietnia. Czekamy!

Janelle Monáe ponownie łączy siły z Grimes

Od premiery Dirty Computer dzielą nas już tylko dwa tygodnie. Tymczasem Janelle Monáe nie ustaje w działaniach promocyjnych i prezentuje trzeci rewelacyjnym funkowym „Make Me Feel” i nieco bardziej wyszczekanym na wpół trapowym „Django Jane” singiel z nadchodzącej płyty. Na potrzeby „Pynk” ponownie łączy siły z księżniczką kanadyjskiego art indie popu Grimes, z którą w 2015 roku nagrała już rewelacyjny electrobanger „Venus Fly”. W świecie „Pynk” zgodnie z tytułem wszystko jest różowe — przez różową pustynię między różowymi górami między kłębami różowego pyłu sunie różowy Cadillac. Za różem kryje się także uwielbienie dla kobiecego ciała, które można też odczytać jako swoistą feministyczną odezwę. Brzmieniowo i melodycznie zaś to chyba najbardziej zachowawcza odsłona nowego projektu Monáe — nieco bardziej uduchowiona, mniej mechaniczna wersja nieszczęsnej „Yogi”. Za wcześnie oceniać, jaki kształt przybierze finalnie Dirty Computer, ale będzie to na pewno dla piosenkarki zupełnie nowy rozdział.

Janelle Monáe prezentuje dwa single i okładkę nadchodzącej płyty

Pisaliśmy niedawno, że już niedługo premiera nowej płyty Janelle Monáe. Wiemy, że Dirty Computer ukaże się 27 kwietnia nakładem Bad Boy Records, a dzisiaj pojawiła się okładka krążka, którą widzicie powyżej i dwa single promujące ten materiał — „Make Me Feel” i „Django Jane”. Obydwa prezentują się dobrze i do tego zostały do nich nakręcone naprawdę świetne klipy. Pierwszy numer mocno kojarzy się z Prince’em, co w zasadzie nie powinno dziwić, bo jego twórczość wyraźnie odcisnęła swoje piętno na Janelle. Drugi ma bardzo klimatyczny, lekko trapowy bit, a Monáe wokalnie idzie w stronę czegoś na pograniczu rapu i śpiewu. Nie muszę chyba dodawać, że wychodzi to bardzo przekonująco.

 

Janelle Monáe zapowiada nowy album Dirty Computer

Pannę Monáe w ostatnich latach spotkać można było co najwyżej w kinie, ale jako że, jak być może zauważyliście, a być może nie, nie ma jej w żadnym tegorocznym Oscarowym filmie, co musiało oznaczać, że nowa płyta już za rogiem. I rzeczywiście — właśnie ogłoszono, że (prawdopodobnie) ostatnia część serii Metropolis ukaże się niebawem. Mamy luty, więc pewnie Dirty Computer opisanego w trailerze jako „emotion picture” możemy z powodzeniem spodziewać się niebawem. Na tę chwilę dyskografię Monáe zamyka The Electric Lady z 2013 roku, chyba że liczycie tę marną epkę Wondalandu, to wtedy z 2015. Tak czy siak — najwyższy czas na nowy album!

Nowy teledysk: Grimes feat. Janelle Monáe „Venus Fly”

grimes-janelle-venus-fly-868x680

Niewątpliwy hajlajt z wydanego jeszcze w 2015 roku krążka Art Angels nareszcie doczekał się teledysku. Grimes i Janelle Monáe postanowiły zresztą na szczęście zrekompensować nam to oczekiwanie z nawiązką, realizując ponad 7-minutowy niesamowicie barwny i ekspresyjny klip do alternatywnej, rozszerzonej wersji numeru. Kosmiczny klip koniecznie ogarnijcie poniżej.

Przed premierą pierwszej serii i soundtracku The Get Down

rsz_the-get-down-from-the-netflix-original-series-original-sountrack-2016

Pewnie już słyszeliście — Netflix jutro wypuszcza połowę pierwszej liczącej w sumie dwanaście odcinków serii swojego nowego oryginalnego serialu The Get Down opowiadającego o początkach hip hopu w Nowym Jorku pod koniec lat 70. Wśród producentów serialu znaleźli się m.in. reżyser Wielkiego Gatsby’ego Baz Luhrmann czy raper Nas, który jest także producentem wykonawczym ścieżki dźwiękowej, która również do dystrybucji trafi jutro. Ponadto na płycie usłyszymy jeszcze takich wykonawców jak Christina Aguilera, Zayn, Michael Kiwanuka, Leon Bridges, Jaden Smith, Raury, Grandmaster Flash, Malay, Nile Rodgers, Miguel czy Janelle Monáe. Utwory tej ostatniej dwójki — kolejno „Cadillac” i “Hum Along & Dance (Gotta Get Down)” można już usłyszeć na platformie Apple Music.


Nowy teledysk: Jeezy feat. Janelle Monáe „Sweet Life”

jeezy-janelle
Wczoraj oczy całej Ameryki zwrócone były na Martina Luthera Kinga. Swoją cegiełkę do uhonorowania polityka dołożył także Jeezy, który opublikował teledysk do piosenki „Sweet Life”. Czarno-biały obrazek, w którym wystąpiła i zaśpiewała także Janelle Monáe, rzuca światło na dzisiejsze pojęcie sprawiedliwości. Numer pochodzi z ostatniego krążka rapera, Church in These Streets.

Soul music fashion – moda w muzyce

fashio_soulModa i muzyka, to dwa nierozłączne terminy. Jedno od zawsze uzupełnia drugie, dlatego nie sposób nie wspomnieć o muzycznych ikonach stylu. Będzie to subiektywny przegląd artystów czarnej muzyki, którzy lubią lub lubili bawić się modą. Niektórzy podchodzili do niej zbyt poważnie, inni luźno odkrywali swój styl. Nie zabrakło ojca chrzestnego soulu, bardzo popularnej grupy żeńskiej z lat sześćdziesiątych, neo-soulowej artystki o nieprzeciętnym imieniu, a także stylowego nieokrzesańca. Jeżeli interesuje was połączenie mody i muzyki, to zapraszam do lektury.

 

The Supremes

Swoją działalność żeński kwartet rozpoczął w 1959 roku pod inną nazwą, a mianowicie The Primettes. Szybko jednak przemianowano grupę na The Supremes. Dziewczyny w latach sześćdziesiątych były najbardziej znanym i najbardziej komercyjnym dzieckiem labelu Motown. Szyk i elegancja królowały na scenie wraz z delikatnym, jak na czarnoskórą kobietę, wokalem frontmanki Diany Ross. Grupa stworzyła uznany w tamtych czasach styl wzorowany na doo-wopowym zespole Frankie Lymon & the Teenagers. Dystyngowany wygląd sceniczny rodem z musicali, w połączeniu ze wspomnianym wcześniej wokalem liderki i chwytliwymi utworami wyniosły The Supremes na szczyt list przebojów, zdobywając 12 numerów jeden listy Billboard Hot 100. Któż nie zna takich hitów jak podniosłe „Stop! In the Name of Love” czy miłosne „Baby Love” oraz chwytliwe „You Keep Me Hangin’ On”. Jako pierwsza czarnoskóra grupa popularyzowała kobiecy image, a należy pamiętać, że w ówczesnym czasie wciąż panowała segregacja rasowa. Na zespole wzorowano film SparkleDreamgirls. Do ostatniego powstała okładka do soundtracku z wierną kopią okładki Craem of the Crop z 1969 roku. W 1970 roku odejście z zespołu ogłosiła Diana Ross, która zajęła się karierą solową. Styl girlsbandu można określić jako pełen elegancji, bardzo kobiecy i glamour.

The Supremes „You Keep Me Hangin’ On”
 


James Brown

„Ojciec chrzestny” soulu uznawany jest za Boga stylu. Publiczność oszalała na jego punkcie gdy w 1966 roku wystąpił w telewizyjnym show z utworem „I Feel Good”. Pokazał się wówczas w kolorowym garniturze i warstwowej koszuli. Od tamtej pory eksperymentował, a jego ubiory stawały się coraz bardziej odważne i jaskrawe. Do swojego wizerunku dodawał pelerynę, zapinane na zamek kostiumy, a koszule rozpinał szeroko, by wodzić damską część publiczności. Gdy nastała era flower power Brown wprowadził kwieciste motywy. Do ostatniej chwili udowadniał na scenie, że nie stracił swojego poczucia stylu.

James Brown „I Feel Good”
 


Marvin Gaye

Nazywany jest „dzieckiem soulu” i „księciem Motown”. Jeden z najbardziej nieśmiałych artystów uchodzi za prawdziwą ikonę stylu. Dzięki nienagannie skrojonym stylowym garniturom i eleganckiemu wizerunkowi oraz przepełnionych romantyzmem soulowym balladom jak w „That’s The Way Love Is” rozkochał w sobie rzeszę fanek. Jako osoba niezwykle zaangażowana społeczno-politycznie zamienił swój wizerunek seksownego romantycznego wokalisty na buntowniczego człowieka klasy pracującej, wprowadzając do swojej garderoby dżinsy denim, flanelowe koszule, skórzane kurtki i awiatory. Zyskał wtedy uznanie stając się głosem ludu, a jego album What’s Going On podbił czarne listy przebojów. To dziś pozostaje inspiracją dla wielu artystów.

Marvin Gaye „Let’s Get It On”
 


Missy Elliott

Najbardziej znana raperka, która niedawno powróciła z nowym singlem, ma się dobrze, ubiera się w hip-hop i ciągle dba o swój styl. Ale nie w sposób przesadzony. Nie trzyma się sztywno ustalonych trendów. Nigdy nie zamierzała wyglądać sexy czy nawet bardzo fajnie. Jako przedstawicielka streetwearu, styl uliczny przeniosła do mody i wraz z albumem Respect ME! rozpoczęła współpracę z firmą Adidas, wprowadzając na rynek swobodne i wygodne dresy, buty sportowe i czapeczki. Zwinnie przemyciła luźny styl Supa Dupa Fly z lat dziewięćdziesiątych do początku XXI wieku, przez co świat poznał unowocześniony denim, workowate kombinezony i kolorowe skóry.

Missy Elliott „The Rain”
 


India.Arie

Jest jedną z nielicznych artystek, która udowadnia, że nie tylko seks się sprzedaje. Pojawiła się na rynku muzycznym we właściwym czasie, kiedy ludzie spragnieni byli autentyzmu. Pomimo oskarżeń o rozjaśnienie skóry na okładce jej najnowszego albumu Songversation, bez skrępowania celebrowała swój kolor skóry i naturalne piękno. Na dwóch pierwszych płytach Acoustic Soul oraz Voyage to India pozostawała wierna swoim korzeniom i prezentowała ubiory inspirowane kulturą afrykańską, jak w „Brown Skin” czy „Can I Walk With You”. Pozostając wierną muzyce soul, wraz z każdym projektem muzycznym, który stawał się nieco bardziej dojrzały i komercyjny, ewoluował również jej styl. Afrykańskie kostiumy zastąpione zostały codziennymi stylizacjami („I Am Not My Hair”), a później kreacjami ze szczyptą smaku i elegancji. Niezmienny pozostał turban na głowie artystki. Jak bardzo zmieniałby się wygląd India.Arie, to nie zatraca się ona w modowym snobizmie, a jej ubiór nie jest pustą demonstracją marki.

India.Arie „Can I Walk With You”
 


Goapele

Jedna z najlepszych neo-soulowych wokalistek o charakterystycznym mglistym wokalu. Artyści tego gatunku wyróżniają się indywidualnością, odmiennością i dystyngowanym stylem. Prowadzą zazwyczaj organiczne życie zgodne z naturą. Południowoafrykańskie korzenie dały artystce nieprzeciętną urodę. Od początku kariery nie ugina się ona pod presją panujących trendów muzycznych i nie boi się eksperymentować. Jako wykształcona i silna kobieta walczy o prawa człowieka na różnych płaszczyznach. Szeroka działalność nie przeszkodziła jej zaangażować się w promocję firm odzieżowych wspierających ochronę środowiska. Przy współpracy z firmą odzieżową Wildlife Works zaprojektowała T-Shirt wyprodukowany metodą niskiej emisji dwutlenku węgla. Celem jest wsparcie projektu ochrony dzikich zwierząt i lasów w Południowo-Wschodniej Kenii. Styl Goapele, jej oryginalne i kolorowe stroje z afrykańskimi elementami zostały dostrzeżone przez japońską firmę odzieżową Uniqlo, dzięki czemu została ona ambasadorką firmy. Przez jej teledyski przewijają się eleganckie sceny z wpływami afrykańskiej kultury i dzikiej przyrody. Nie sposób przejść obok jej pomysłowych wizualizacji i kreatywnych stylizacji i fryzur. Przekonajcie się poniżej.

Goapele „Closer”
 


Kanye West

Obok kontrowersyjnego zachowania i zadziornego charakteru Kanye ma również oryginalny styl. Nie zawsze jego wizerunek był taki, jaki widzimy obecnie. Chociaż nosząc luźne spodnie dresowe, zbyt obszerne koszulki polo i mnóstwo świecidełek można powiedzieć, że również był ikoną stylu, ale złego. Teraz jest doradcą modowym swojej żony, projektuje ubrania, a jego marka i wizerunek jako projektanta jest równie silny, jako artysty.

Kanye West „Love Lockdown”
 


Janelle Monáe

Zszokowała rynek modowy pokazując się w presleyowskiej fryzurze i ubraniach przeznaczonych głównie dla mężczyzn. W jej wizerunek na dobre wpasowały się smokingi z minionych epok, plisowane koszule, szelki i ciasno dopasowane spodnie. Swój równie oryginalny styl muzyczny przeniosła na siebie zacierając granice między modą męską a damską. Jak sama powiedziała „Nie wierzę w męskie ubrania lub damskie ubrania, po prostu lubię to, co lubię”.

Janelle Monáe feat. Big Boi „Tightrope”
 

Nowy teledysk: Duran Duran feat. Nile Rodgers & Janelle Monáe „Pressure Off”

Image5

Duran Duran wiecznie młodzi. Weterani brytyjskiego popu na swój czternasty album Paper Gods, który ukazał się we wrześniu, by obronić tezę, zaprosili m.in. Janelle Monáe (a także Kieszę, Mra Hudsona czy Lindsay Lohan, ale nieważne). Ważne, że Monáe w electro-rock-n-rollowym sosie czuje się jak ryba w wodzie, a numer „Pressure Off”, w którym na gitarze usłyszymy także wszędobylskiego ostatnimi czasy Nile’a Rodgersa to pierwszorzędny feel-good song.

Nowy utwór: Jeezy feat. Janelle Monáe „Sweet Life”

street

Jeezy konsekwentnie rozgrzewa sobie publikę przed wypuszczeniem nowego krążka. Album zatytułowany Church In These Streets ma się ukazać 13 listopada, a więc tym bardziej trzeba postawić na promocję, bo na ten dzień zaplanowanych jest już kilka innych, wyczekiwanych premier (och, w tym Bieber). Na zachętę dostajemy duet z Janelle Monáe. Na papierze wygląda to całkiem nieźle, ale odsłuch nie powala i kawałek nie chce za bardzo na dłużej zostać w głowie. Nie wszystko jednak stracone — kilka dni temu z okazji dwudziestej rocznicy Marszu Miliona Mężczyzn, do sieci trafiła EPka Politically Correct wyprodukowana przez D. Richa. Całości możecie posłuchać tutaj.

Roman GianArthur interpretuje Radiohead i D’Angelo

romain

Jeszcze nie zdążyliśmy się otrząsnąć po bylejakości epki Wondaland Records, a już jeden z podopiecznych Janelle Monae zdążył wypuścić kolejny materiał. Spokojnie, spokojnie słuchaczu nigdy w stresie, bo wydawnictwo to nie ma nic wspólnego z przebojami typu „Classic Man”„Yoga”. OK LADY  od gitrzysty/wokalisty Romana GianArthura to epka kipiąca neo-soulową wrażliwością i szacunkiem do tego, na czym zbudowano fundamenty tego labelu. Motywem przewodnim epki są większe lub mniejsze nawiązania do twórczości kultowej grupy Radiohead, takie jak interpretacje „All I Need”„Paranoid Android” w duchu BilalaD’Angelo. Zresztą epka zamykana jest właśnie przez cover tego ostatniego („Send It On”Voodoo). Podsumowując: jeśli przestraszyliście się kierunku, w jakim zaczęło zmierzać Wondaland Arts Society, zapoznajcie się z OK LADY i odetchnijcie wreszcie z ulgą.

Recenzja: Wondaland Presents: The Eephus

Wondaland Records

The Eephus (2015)

Wondaland Records

Mleko się rozlało. Kości zostały rzucone. Słowo się rzekło. Co się stało, to się nie odstanie. Zastanawialiście się kiedyś co zrobi Janelle Monáe, gdy zakończy sagę Metropolis? Ona pewnie też o tym myślała, bo przed dwoma laty przy okazji The Electric Lady przedłużyła serię o kolejne dwie suity. Na odejście od międzygalaktycznej stylistyki i progresywnej nowatorskiej fuzji R&B z innymi gatunkami zdecydowała się jednak już teraz.

Idea Wondaland Records (wcześniej Wondaland Arts Society) przewijała się w kuluarach twórczości Monáe właściwie od początku jej kariery, a przynajmniej od powstania kosmicznego konceptu Metropolis. Można było odczytywać je wówczas jako kreatywne zaplecze piosenkarki, która choć była mastermindem całego przedsięwzięcia, nie zaszłaby zbyt daleko bez enigmatycznych — Nate’a Wondera i Chucka Lightninga, którzy w różnych konfiguracjach są współautorami i producentami zdecydowanej większości piosenek artystki. Ci sami panowie zajęli się także songwriterską i produkcyjną stroną The Eephus, które rozszerza pojęcie Wondalandu na kilka nowych podmiotów wykonawczych — m.in. debiutującego z impetem Jidenny oraz znany z The ArchAndroid funkrockowy duet Deep Cotton. Na epce w nowej roli i pod własnym nazwiskiem pojawia się także także stały współpracownik Monáe — Roman GianArthur.

Podstawowe pytanie, jakie nasuwa się podczas odsłuchu tak naprawdę któregokolwiek z utworów na krążku to dlaczego. Monáe miewała na swoich dotychczasowych płytach niezbyt natchnione momenty, które jednak zawsze udawało się wpisać w koncept przedsięwzięcia na tyle naturalnie, że nie było problemu z ich legitymacją. The Eephus jest właściwie zbiorem właśnie takich nienatchnionych momentów odizolowanych od jakiejkolwiek sensownej myśli przewodniej — czy to ideologicznej, czy stylistycznej. Przeciętność można sprzedać prościej i liczniej, czego koronnym dowodem jest (o zgrozo!) największy komercyjny przebój w karierze Monáe — „Yoga”, drastyczny stylistyczny zwrot w stronę bezrefleksyjnej radiowości. Niewiele lepiej, choć jednak odrobinę bardziej wyraziście wypada partner w zbrodni Janelle — Jidenna — w narcystycznym „Classic Man”, które udało się wypromować w amerykańskim radiu na bazie nieortodoksyjnego imidżu wokalisty i generycznego bictu pożyczonego od Iggy Azalei, która z kolei wcześniej ukradła go Tydze. Koniec końców — seks i szpan to w czarnej muzyce nadal niepokonany oręż w walce o lokaty na listach sprzedaży. Z tego też powodu „Classic Man” pojawia się na ledwie 20-minutowej epce aż dwukrotnie, wieńcząc wydawnictwo niepotrzebnym featuringiem Kendricka Lamara. Ideałom wierne pozostaje jedynie Deep Cotton, które otwiera The Eephus pop-funkowym „Let’s Get Caught” w sferze wokalno-aranżacyjnej zawdzięczające wiele Prince’owi.

Dlaczego Wondaland z, wydawałoby się, przyczółku nieskrępowanej kreatywności na muzycznej mapie czarnej Ameryki przeistoczył się w kolejną kuźnię schematów? I jak wpłynie to na kolejne projekty Monáe i spółki? Ciąg dalszy na pewno nastąpi niebawem.

Protest Song od Janelle Monáe i Wondaland Records

hytb
„HELL YOU TALMBOUT” – krzyczy do nas nowy utwór Janelle Monáe i innych członków jej wytwórni Wondaland Records. Nagrany z okazji niedawnego marszu przeciwko brutalności policji utwór jest oszczędny w środkach, ale nie szczędzi wymowności. Pod rytm marszowej, etnicznej perkusji poszczególni członkowie labelu (w tym Jidenna, Deep Cotton, Roman GianArthur i oczywiście sama Janelle) wykrzykują imiona i nazwiska ofiar i apelują o pamięć o nich. Dodajemy do tego chwtliwy hymn i otrzymujemy doskonały hymn-protest song, w sam raz pod marsz w słusznej według artystów sprawie. Przy okazji przypominamy, że epka służąca za showcase Wondaland Arts Society wychodzi już jutro.

Okładka i tracklista epki Wondaland Records

theeephus
Premiera epki wytwórni Wondaland Records przeciąga się już od kilku miesięcy, ale wygląda na to, że znamy już ostateczną datę. 14 sierpnia. Prezentujemy Wam zatem kosmiczną okładkę oraz tracklistę projektu zatytułowanego The Eephus. Będzie się on składał z sześciu utworów, z których niestety połowę już znamy („Yoga” oraz „Classic Man” w wersji bez Kendricka i z Kendrickiem). Drugie „niestety” jest takie, że nie usłyszymy tutaj już niczego więcej nowego od samej Janelle Monáe. Usłyszymy za to nowe utwory Deep Cotton, Jidenny, Romana GianArthuraSt. Beauty. Materiał z pewnością spełni swoją rolę jako showcase składu wytwórni, ale z jakim efektem? Przekonamy się za dwa tygodnie.

1. Deep Cotton – „Let’s Get Caught (Ft. Jidenna)”
2. Jidenna – „Classic Man (Ft. Roman GianArthur)”
3. Janelle Monáe & Jidenna – „Yoga”
4. St. Beauty – „Going Nowhere”
5. Roman GianArthur – „iKnow”
6. Jidenna – „Classic Man (Remix) (Ft. Kendrick Lamar)”

Nowy teledysk: Janelle Monáe & Jidenna „Yoga”

janyoga

„Yoga” jest chyba pierwszym utworem Janelle Monáe, który zdołał aż w takim stopniu podzielić słuchaczy. Pomimo mojej niechęci do eksperymentów artystki ze współczesnym r&b, nie mogę powiedzieć, że singiel ten nie jest klasycznym przykłądem earworma. Teledysk do piosenki również wygląda dość normalnie i ludzko jak na Janelle, ale wciąż przemyca ten magiczny pierwiastek wyższej klasy. Swoją drogą pierwsze ujęcie to chyba wyraźna inspiracja laureatem tegorocznego Oscara za film roku. W kipie pojawia się także współautor piosenki, wciąż nie wychodzący ze swojej charakterystycznej kreacji Jidenna. Premiera epki od ekipy Wondaland Arts Society już za około miesiąc.

Nowy utwór: Janelle Monáe & Jidenna „Yoga”

Janelle-Monáe-Jidenna-Yoga-iTunes

Przypominamy, że w maju będzie miała miejsce premiera The Eephus — epki promującej twórczość artystów zrzeszonych pod marką Wondaland Arts Society, będącej od niedawna częścią Epic Records. Projekt ten promowany jest przez singiel, w którym założycielka labelu Janelle Monáe występuje w duecie ze swoim podopiecznym Jidenną. Odnośnie „Yoga” nie mam niestety zbyt wiele dobrego do powiedzenia. Utwór uchylił się bardziej w muzycznym kierunku Jidenny i wyszła z tego gorsza wersja całkiem przyjemnego „Classic Man”. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się jak Janelle brzmiałaby w typowym dla współczesnego R&B, odtwórczym repertuarze, to właśnie tu i teraz macie niepowtarzalną (oby była niepowtarzalna!) okazję.

Epka od Janelle Monáe w maju

janelle-monae-wondaland-and-epic-records-announce-eephus-compilation-ep
Od razu zaznaczamy, żeby zbyt długo nie wprowadzać Was w błąd — nie, nie będzie to kolejna suita Archandroida, nie będzie to nowy materiał solowy od Janelle. Eephus, bo taki tytuł będzie nosić to pięciotrackowe EP, będzie składanką promującą artystów zrzeszonych w jej wytwórni Wondaland Arts Society. Udzielą się na niej sama założycielka labelu, Roman GianArthur, grupa Deep Cotton, oraz ostatni nabytek: raper/wokalista Jidenna. Premiera epki zaplanowana jest na 6 maja, a jej wydanie zostanie wsparte przez Epic Records (lekkie zaskoczenie, gdyż do tej pory Janelle Monáe i jej Kraina Czarów działały pod skrzydłami Atlantic Records). Czekamy do maja, a tymczasem zapraszamy do zapoznania się z jeszcze świeżym debiutanckim singlem wspomnianego Jidenny.

Solange, Beyoncé i inni wspominają Voodoo D’Angelo

15yearsofvoodoo

Niespodziewana premiera nowego albumu D’Angelo kompletnie przyćmiła fakt, że kilka dni temu powinniśmy świętować okrągłą (piętnastą) rocznicę premiery wybitnego Voodoo. Są oczywiście tacy, którzy pamiętali o tym mocno, a wśród nich Solange. Młodsza ze śpiewających sióstr Knowles wciąż rozkręca markę Saint Heron mającą na celu promowanie młodych soulowych i okołsoulowych talentów, tym razem postanowiła utrwalić pamięć o jednym z klasyków. Na stronie wytwórni pojawił się wczoraj artykuł, w którym wokalistka, jej bardziej znana siostra, oraz imponujący zestaw innych muzycznych znajomych wspomina premierę drugiego albumu D‚ oraz jego wpływ na całą współczesną muzykę. Voodoo to kościół, do którego wszyscy przychodzimy wyznawać wiarę w muzykę soul — takimi mocnymi słowami Sol otwiera własną wypowiedź. Beyoncé dodaje: to jest D.N.A. czarnej muzyki — cała ta miłość, ból, przekaz do społeczeństwa, surowość podkreślona przez jego lekkość w przechodzeniu niskiego wokalu do seksownego falsetu. Olbrzymim fanem wokalisty jest również A-Trak. D’Angelo odmienił muzykę r&b już przy okazji pierwszego albumu. Wydawało się niemożliwe by zrobić to drugi raz, a jednak udało mu się — deklaruje producent i szef wytwórni Fool’s Gold. Album dał mi zupełnie nowe spojrzenie na to, jak mogę posługiwać się moim instrumentem — twierdzi Thundercat, jeden z najważniejszych obecnie soulowych basistów. Całość wspomnianych i pominiętych (wśród których znajdziecie jeszcze ciepłe słowa od Janelle Monáe, Tweet, KindnessaStasii z grupy TheeSatisfaction) wypowiedzi znajdziecie tutaj.

Janelle Monáe odwiedziła Ulicę Sezamkową

Image5

Dwa tygodnie po podróży na Brooklyn, Janelle Monáe zatrzymała się na innej nowojorskiej ulicy — Ulicy Sezamkowej, gdzie wraz ze sztandarowymi postaciami serii — Bertem, Elmo, Ciasteczkowym Potworem czy Wielkim Ptakiem, wykonała przezabawny utwór „The Power of Yet” o tym, że nie warto się poddawać, jeśli coś nam nie wychodzi. Kto jak kto, ale Janelle idealnie odnalazła się w sezamkowym klimacie.

Janelle Monáe zaskoczyła ulicznych muzyków

Image3

Nie jestem pewien, na ile zaskoczyła ich naprawdę, a na ile rzecz była wyreżyserowana, ale kogo to obchodzi? Wieść głosi, że piosenkarka dowiedziała się, że jeden z brooklyńskich ulicznych live bandów The Drummatics grywa jej numer „Dance Apocalyptic” i wraz z Pepsi (które najwyraźniej reklamuje?) postanowiła ich zaskoczyć i dołączyć do nich podczas jednego z występów. Efekt? Czterominutowy klip, który z pewnością rozjaśni wam ten szary dzień.