Wydarzenia

jazzowa jesień

Jazzowa jesień: Lee Morgan „The Sidewinder”

Jesieni, trwaj! Zima nam nie straszna! A to dlatego, że „The Sidewinder” genialnego jazzowego trębacza Lee Morgana przywołuje swoim klimatem nawet nie jesień, a lato! Morgan był m.in. sidemanem Arta Blakeya, Johna Coltrane’a na legendarnym Blue Train oraz występował z big bandem Dizzy’ego Gillespie’a. Sam jednak szybko stał się liderem i między 1956 a 1971 rokiem nagrał blisko 30 albumów sygnowanych swoim nazwiskiem. Prawdopodobnie najsłynniejszy z nich The Sidewinder z 1964 roku zawierał pięć oryginalnych kompozycji, z których tytułowa stała się sygnaturowym utworem i największym przebojem Morgana. Wedle słów perkusisty Billy’ego Harta, sam Morgan podobno nie podzielał entuzjazmu dla sukcesu tego nagrania. Niestety w wieku zaledwie 33 lat Morgan został zastrzelony przez swoją żonę Helen More za kulisami podczas jednego ze swoich koncertów 19 lutego 1972 roku.

Jazzowa jesień: Cannonball Adderley „Autumn Leaves”

Amerykański saksofonista jazzowy Cannonball Adderley znany jest głównie ze współpracy z Milesem Davisem, który pojawił się także na jego legendarnym już krążku Somethin’ Else z 1958 roku, obok Arta Blakeya, Hanka Jonesa i Sama Jonesa. Wśród pięciu kompozycji jakie trafiły na album znalazło się także do szpiku jesienną interpretację „Autumn Leaves”, która uczyniła z tej francuskiej powojennej piosenki, jedenastominutowe jazzowe arcydzieło, dogłębnie oddające wszystkie poetykę każdej z bezliku jesiennych barw.

Jazzowa jesień: Brad Mehldau Trio „Where Do You Start?”

Co prawda jeszcze nie tak dawno pisaliśmy o całej płycie, ale tytułowy utwór „Where Do You Start?” wydaje się być idealnie skrojony na takie dni jak dzisiejszy. Subtelny, refleksyjny, wpisuje się w krajobraz z powagą i zrozumieniem. I kto teraz powie, że jazz nie jest idealnym dopełnieniem jesiennej sonaty?

Jazzowa jesień: Duke Ellington „Solitude”

Była Ella, musi być i Duke. I to Duke pieczołowicie wybrany, na wskroś jesienny, z prawdopodobnie najdoskonalszej z jego płyt — Money Jungle. To album, który chyba jak żaden inny, potrafi poddać klimat zasnutego deszczem miasta. Jeśli na co dzień macie dość szarych ulic, dżdżystych zimnych poranków i ulicznych korków, gwarantuję, że z Money Jungle w słuchawkach, poczujecie duszę tego zimnego, brudnego miasta.

„Solitude” to kompozycja Duke’a z 1934 roku (początkowo w wersji wokalno-instrumentalnej), która na Money Jungle została specjalnie przearanżowana i nagrana ponownie z towarzyszeniem Charlesa Mingusa i Maxa Roacha.

Jazzowa jesień: Ella Fitzgerald & Louis Armstrong „Autumn in New York”

Dlaczego? A cóż mam poradzić, że kiedy różnokolorowe liście zaczynają powoli opadać z drzew wypełniając ulice i parki, jazzowe płyty aż same rwą się by wpaść na talerz gramofonu! Dzisiejszy dzień utwierdził mnie w przekonaniu, że tegoroczne lato już na dobre nas opuściło i jako remedium zaserwowałem sobie cały szereg jazzowych standardów w jesiennym tonie, którymi będę się okazjonalnie dzielił, dopóki nie zaskoczy nas pierwszy śnieg.

„Autumn in New York” to zawsze pierwszy utwór, który przychodzi mi do głowy, gdy myślę o jesieni lub Nowym Jorku. A jest też bez wątpienia jednym z najpiękniejszych jazzowych staroci, traktujących o trzeciej porze roku. Zniewalająca Ella i ujmujący Louis, nagrali ten numer latem 1957 roku w Los Angeles, w jednej z sesji nagraniowych do ich drugiego wspólnego krążka Ella and Louis Again. Album ukazał się w tym samym roku, na podwójnym winylu, nakładem wytwórni Verve. Samo „Autumn in New York” bierze swój początek z Broadwayowskiego musicalu Thumbs Up! z 1934 roku. Od tamtego czasu powstało kilkadziesiąt różnych wersji „Autumn”, nierzadko w wykonaniu ikon jazzu m.in. Charliego Parkera, Billie Holiday czy Charles Mingusa. To tyle z historii, teraz posłuchajcie.