Recenzja: Brad Mehldau Trio Where Do You Start

Data: 22 października 2012 Autor: Komentarzy:

Brad Mehldau Trio

Where Do You Start (2012)

Nonsuch

Where Do You Start to już drugi w tym roku album nagrany przez Brada Mehldau z towarzyszeniem basisty Larry’ego Grenadiera i bębniarza Jeffa Ballarda. Jednak w przeciwieństwie do marcowego Ode, na który składały się wyłącznie oryginalne kompozycje, nowy krążek zawiera głównie reinterpretacje.

Wachlarz oryginałów, jakie muzycy wzięli na warsztat jest imponujący: Sufjan Stevens, Elvis Costello, Sonny Rollins czy Chico Buarque niekoniecznie zazębiają się stylistycznie. A jednak – na Where Do You Start jesteśmy w zupełnie innym świecie, gdzie nie autor, ale wykonawcy dyktują warunki. Z muzycznych rozmaitości przełożonych na język fortepianu, Mehldau z właściwą mu wirtuozerią uwalnia specyficzny, tak charakterystyczny dla wszystkich jego nagrań, klimat. Jest stonowany, ale bezpośredni — szykowny, ale naturalny zarazem. Na Where Do You Start w całej rozciągłości obcujemy z prawdziwą muzyką — czasem dramatyczną i nieskrępowaną, innym razem przenikliwie piękną, ale nigdy nazbyt sentymentalną czy przeprodukowaną.

Niezależnie od repertuaru: czy to w karkołomnej, ale po stokroć udanej, próbie jazzowej reinkarnacji rockowego klasyka „Hey Joe” (kojarzonego głównie z Jimmy’m Hendrixem), czy w subtelnym i eterycznym „Where Do You Start” (przywodzącym na myśl najpiękniejsze melodie Vince’a Guaraldi’ego), Mehldau i jego trio zawsze wykazują się zrozumieniem i wyobraźnią wobec muzyki jaką wykonują. To sprawia, że pozornie obce melodie, bez trudu zamieniają w swoje własne.

Komentarze

komentarzy