brad mehldau

Jazzbowl ’18: Jazzowe podsumowanie roku

Pewnie zauważyliście przez tych parę lat, że choć nie mamy jazzu w nazwie strony, temat samego jazzu pozostaje nam nieobcy. Nie jest to co prawda zbyt często wątek przewodni naszych niusów, ale systematycznie zagłębiamy się w świat jazzu, czy informując was w piątki o premierach płytowych, czy prowadząc audycję w Radiu LUZ, czy wreszcie podsumowując najciekawsze wydawnictwa kolejnych lat. Tym razem, jeszcze przed końcem spowitego jazzową aurą listopada, postanowiliśmy dodatkowo wyróżnić najciekawsze w mniemaniu redaktorów Miski krążki ze świata jazzu — niezależnie od zbliżających się wielkimi krokami rankingów końcoworocznych. Drodzy Czytelnicy, oto Jazzbowl ’18.


Origami Harvest

Ambrose Akinmusire

Blue Note

Ambrose Akinmusire odważnie przeciwstawia się dominującej we współczesnej krytyce muzycznej idei dopisywania politycznego kontekstu do abstrakcyjnej w formie muzyki. Jest w tym, owszem, coś niefrasobliwie dosłownego, bo na Origami Harvest Akinmusire w roli narratora obsadził rapowego outsidera Kool A.D., który we właściwy sobie sposób, gdzieś między prostym snuciem opowieści a koncepcyjnie porwanym, poetycznym free rapem, dzieli się prowadzi słuchacza przez kolejne jazzowe meandry nowej płyty utalentowanego trębacza. Jest jednocześnie głosem z offu i głosem z wnętrza, narratorem i bohaterem, jest obecny, ale iluzorycznie, mówi, ale niedopowiedzeniami. Sam Akinmusire także zawraca ze ścieżki klasycznego amerykańskiego post-bopu ku bardziej europejskiej muzyce kameralnej, w czym pomagają mu muzycy z Mivos Quartet. To, w połączeniu z wykonawczą i kompozycyjną wirtuozerią, politycznym przesłaniem, niecodzienną wrażliwością i nieoczywistą rapową narracją, kreśli kompetentny jazzowy portret współczesnej Ameryki. — Kurtek


Avantdale Bowling Club

Avantdale Bowling Club

Years Gone By

Avantdale Bowling Club — to właśnie nazwa zespołu, który mimo skrajnie małej popularności i swojego niszowego stylu, nagrał nie tylko jeden z najlepszych hip-hopowych, ale również jazzowych albumów w tym roku. Liderem formacji jest Tom Scott, weteran nowozelandzkiej sceny, który jest także częścią takich projektów jak Homebrew czy @peace. Na liczącym 8 utworów krążku, raper dotyka spraw takich jak przyjaźń, brak pieniędzy czy uzależnienia, jako tło wykorzystując bogato zaaranżowany i świetnie skomponowany jazz. Całość przypomina To Pimp A Butterfly, jednak z bardziej przyziemną tematyką i środkiem ciężkości położonym na swobodnych instrumentalnych eksperymentach. ”Years Gone By” doskonale reprezentuje brzmienie płyty, rzucając słuchacza w nostalgiczną podróż przez życie. Jeśli jesteście zainteresowani jakościowym jazz-rapem, w którym zarówno jazz, jak i rap stoją na najwyższym poziomie, nie mogliście lepiej trafić. — Adrian


Seymour Reads the Constitution!

Brad Mehldau Trio

Nonesuch

W marcu Brad Mehldau zaczarował słuchaczy wytrawnym studium Bachowskim balansującym na granicy kameralnego jazzu i muzyki barokowej. Nim zdążyli wziąć głębszy oddech, wrócił w swoim sygnaturowym trio z Jeffem Ballardem na perkusji i Larry’m Grenadierem na basie z koktajlowym krążkiem Seymour Reads the Constitution! Na płycie poza trzema oryginalnymi kompozycjami Mehldau znalazły się interpretacje popowej klasyki (Paul McCartney, Brian Wilson), reinterpretacje mistrzów jazzu (Elmo Hope, Sam Rivers) i jeden standard z wielkiego amerykańskiego śpiewnika („Almost Like Being in Love” Fredericka Loewe’a). Mehldau z ekipą nie odkrywają jazzowej Ameryki, ale po dwuletniej przerwie wracają rozmiłowani w lżejszej, choć nie prostolinijnej formule, której bliżej do klasycznego Billa Evansa, Cannonballa Adderleya czy wczesnego Milesa Davisa niż do sygnaturowego brzmienia wcześniejszych nagrań Mehldau. Nie jest to oczywiście cool jazz sensu stricto, ale pozostaje on niewątpliwym punktem wyjścia dla właściwym współczesnemu jazzowi improwizacji tria. — Kurtek


The People Could Fly

Camilla George

Ubuntu

Po ubiegłorocznym debiucie długogrającym „Isang”, londyńska kompozytorka i saksofonistka altowa Camilla George po raz kolejny udowadnia, że jest jedną z najciekawszych postaci współczesnej międzynarodowej sceny jazzowej. Wydane siłami labelu Ubuntu Music The People Could Fly to zapierający dech w piersiach miraż karaibsko-afrykańskiej tradycji artystycznej (narracja albumu oparta została na książce z afrykańskimi opowieściami ludowymi), niejednokrotnie dubujących groove’ów oraz funkującego spiritual jazzu rodem z najznamienitszych nagrań Johna Coltrane’a. — Mleczny


The Window

Cécile McLorin Salvant

Mack Avenue

Ostatnio trochę narzekaliśmy, że najnowszy album od Cécile McLorin Salvant po raz kolejny składa się ze zbioru cudzych kompozycji. Tymczasem „The Window” to świetne wydawnictwo, z którym warto zapoznać się bliżej. Nie bez przyczyny Cécile jest nazywana nadzieją wokalnego jazzu. Piąty krążek Amerykanki stanowi intymną, ale też pełną dojrzałości i charyzmy rozmowę wokalistki z pianistą. Niesamowicie brzmi minorowy ton, który artystka potrafi wydobyć z nawet najbardziej radosnego standardu. Sprawdźcie sobie, co wyczynia się tu z musicalowymi tematami jak „Where Thine That Special Face” czy ograne „Somewhere” z West Side Story. Pod względem nastroju to zdecydowanie jesienna płyta, ale artystka zapewnia, że starała się uchwycić pełnię dynamizmu towarzyszącego miłosnym cyrkulacjom. Ten plan wykonała w tysiącu procentach. W dobie wzmożonej kompresji takie kameralne, ale treściwe albumy to czysta przyjemność. — Maja Danilenko


An Angel Fell

Idris Ackamoor ☥ The Pyramids

!K7 Music

Fantastyczna trupa jazzowych podróżników pod wodzą charyzmatycznego saksofonisty Idrisa Ackamoora wróciła w tym roku z nową płytą, następcą przełomowego dla muzyków We Be All Africans sprzed dwóch lat. To udana kontynuacja stylistyki zaczerpniętej przez Ackamoora i spółkę z amerykańskiego spiritual jazzu i afrykańskiego folku. Sam muzyk mówi zresztą, że u podstaw nowej płyty stoją właśnie folklor, fantazja i dramaturgia, które mają służyć nie samym sobie, nie jedynie celom artystycznym, ale także, a może przede wszystkim dotarciu do świata z trudną wiadomością — o katastrofalnych skutkach globalnego ocieplenia i ekologicznej obojętności, za którą prędzej czy później zapłacimy wszyscy. Krążek wyprodukowany przez Malcolma Catto z The Heliocentrics wyciąga muzykę Ackamoora i spółki z plemiennego afrobeatu w rejony bliższe szeroko pojętej folkowej duchowości — tak jest w inspirowanym Sun Rą dubowym „The Land of Ra”, w orientalnym „Papyrus” czy w na wpół psychodelicznej, a na wpół awangardowej wariacji na klasycznej exotice w „Message to My People”. An Angel Fell to zrównoważony, bujający krążek ujmujący doskonałą synergią i magnetyzujący nienachalnym groove’m. — Kurtek


Starting Today

Joe Armon-Jones

Brownswood

Ten niepozornie wyglądający rozczochraniec wyrósł w 2018 roku na jednego z liderów młodej fali wyspiarskiego jazzu. Dał o sobie znać już w lutym, za sprawą premiery kompilacji We Out Here, będącej przewodnikiem po multikulturowych zakamarkach muzycznych Londynu. Trzy miesiące później otrzymaliśmy Starting Today — album wydany nigdzie indziej jak w Brownswood Recordings. Wbrew skądinąd słusznej taktyce nieoceniania zawartości po okładce, można śmiało stwierdzić, że ilustracja Starting Today oddaje doskonale istotę płyty, będącej skompresowaną definicją brzmienia wielkomiejskiej ulicy, której start zaczyna się w sercu wschodniego Londynu. Fuzja jazzu, dubu, soulu i parkowej poezji pełna jest w najrozmaitsze wpływy i inspiracje. To absolutna zaleta, która pozwala płycie być ścieżką dźwiękową zarówno do medytacji, jak i pośpiesznego spaceru pośród tłumu. — K.Zięba


The Return

Kamaal Williams

Black Focus

Zwolennicy poglądu o poprawie kondycji jazzu dzięki hiphopowym wpływom dostali w tym roku kolejny dowód na słuszność głoszonej tezy. Błędem jednak byłaby klasyfikacja The Return jako zapisu jedynie flirtu tychże gatunków. Podobną zagwozdkę musieli mieć recenzenci dorobku Roya Ayersa (Swoją drogą – czy w latach siedemdziesiątych soul również „ratował” jazz?), który należy prawdopodobnie do ulubieńców Kamaala. Album, nagrany wespół z Pete’em Martinem na basie oraz Joshuą McKenzie’em na bębnach zdominowany jest przez obłędnie ciepłe rhodesowe dźwięki oraz futurystycznie przestronne akordy, które narodziły się w głowie Williamsa. Słuchając The Return, można w myślach zakładać okulary przeciwsłoneczne i zapomnieć przy tym, że twórcy działają w wiecznie pochmurnym Londynie. Kamaal zafundował nam konkretną podróż z Kalifornią na horyzoncie. — K.Zięba


Heaven and Earth

Kamasi Washington

Young Turks

Niebo i ziemia. Dwa światy połączone ze sobą. Tytuł tegorocznego albumu Kamasiego Washingtona idealnie oddaje charakter jego twórczości. Muzyk niczym mityczny Prometeusz sprowadził jazz na ziemię i postanowił na nowo przedstawić go nowemu pokoleniu słuchaczy (pokoleniu, które może go kojarzyć głównie z nie jazzowych kolaboracji m.in. z Thundercatem lub Kendrickiem Lamarem). Brzmi patetycznie i górnolotnie? Jak samo Heaven and Earth! Bogate i rozbudowane kompozycje, inspiracje m.in. funkiem, R&B czy muzyką afrykańską, wsparcie wielu innych uznanych muzyków — Milesa Mosleya, Ryana Portera, Ronalda Brunera Jr. i Terrace’a Martina. To wszystko składa się na ten ponad 2-godzinny (choć krótszy niż wydane 3 lata temu The Epic) album. Jedna z tegorocznych pozycji obowiązkowych. A jeśli komuś będzie mało, zawsze może sięgnąć po dołączoną do krążka epkę The Choice. — Mateusz


MITH

Lonnie Holley

Jagjaguwar

Choć MITH Lonniego Holleya trudno jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo, bezapelacyjnie powinno uplasować się wysoko na tegorocznych liście płyt, które nie brzmią jak nic innego, czego wcześniej słuchaliście. Holley z właściwą sobie ekspresją, w formie gdzieś między Waitsowską quasimelodyjnością a Heronowską deklamacją, miesza słoniowaty parasol odcieni freakowego soulu z eksperymentalnym jazzem, który raz szuka źródła natchnienia w afroamerykańskiej muzyce ludowej i początkach gospel, innym uderza w te same post-minimalistyczne rejestry, które zbudowały uniwersum muzyczne Colina Stetsona, jeszcze później wije się wraz z psychodeliczną elektroniką. Sam Holley ma w sobie równie dużo z wokalisty, co performera, jawiąc się a to jako współczesny Screamin’ Jay Hawkins, a to free-jazzowy Charles Bradley, a to soulmate Georgii Anne Muldrow — w zależności od utworu i kontekstu. Z jego sugestywnie zatytułowanego debiutu Just Before Music z 2012 roku pozostał mu ambientowo-improwizowany background oraz inspiracja kazaniami afroamerykańskich pastorów, ale MITH eksploruje na szczęście mimo wszystko bardziej piosenkowe terytoria, z których, bez wątpienia, na czoło tegorocznego peletonu utworów-manifestów należy wyprowadzić przejmujące „I Woke Up in a Fucked-Up America”. — Kurtek


Universal Beings

Makaya McCraven

International Anthem

Makaya McCraven w swojej twórczości balansuje gdzieś na granicy kilku gatunków. Perkusista tworzy muzykę, w której odnaleźć można elementy instrumentalnego hip-hopu, jazzu oraz funku z domieszką chicagowskich brzmień. Określenie „producent bitów” byłoby nieodpowiednie dla tak utalentowanego artysty, chociaż jego utwory często mylnie przypominają hiphopowe bity stworzone z sampli muzyki jazzowej. Sam Makaya wśród inspiracji wymienia na równi zespół The Pharcyde oraz takich jazzmanów jak Archie Shepp. Upodobania te słychać na jego najnowszym albumie Universal Beings. Z jednej strony, materiał miejscami wydaje się beattape’m, ale rozbudowane partie instrumentalne raz po raz przypominają, że mamy do czynienia z pełnoprawnym albumem jazzowym. McCraven kontynuuje tradycje chicagowskiego AACM, nieoczekiwanie mieszając je z elementami post-rocka. Kolejny raz udowadnia, że nie boi się eksperymentu. —Polazofia


The Optimist

Ryan Porter

World Galaxy

The Optimist Ryana Portera to wzorcowa płyta z historią. Zanim ukazała się w lutym tego roku, spędziła prawie dekadę na półce i pewnie jeszcze przez jakiś czas nie doczekałaby się oficjalnej premiery, gdyby nie to, że Porter grał na puzonie na wydanym w 2015 roku przełomowym The Epic Kamasiego Washingtona. To zresztą nie jedyne podobieństwo między oboma krążkami, bo choć muzyczny świat Portera w dużej mierze został zaklęty w klasycznym coltrane’owskim post-bopie, za oba albumy odpowiada mniej więcej ta sama ekipa. Miles Mosley na bazie, Cameron Graves na klawiszach, Tony Austin na bębnach, Brandon Coleman na pianie Rhodesa i oczywiście Kamasi Washington na saksofonie. I choć trudno ścigać się z The Epic Washingtona pod jakimkolwiek względem, The Optimist jest solidnym współczesnym jazzowym krążkiem sam w sobie — niesiony tą samą znakomitą synergią i wypełniony chwytliwymi, doskonale zdekonstruowanymi improwizacjami motywami melodycznymi. — Kurtek


Your Queen Is a Reptile

Sons of Kemet

Impulse

Muzyka jazzowa to nie tylko zimne improwizacje i wyścig kolejnych solówek. Istnieją też płyty będące swoistym manifestem i wyrazem buntu przeciwko zastałej sytuacji. Na najnowszej płycie projektu Sons of Kemet lider zespołu Shabaka Hutchings postanawia dać wyraz swojemu niezadowoleniu względem rządzącej Wielką Brytanią rodzinie królewskiej i w dziewięciu nagraniach zawartych na albumie na pierwszym miejscu stawia swoje własne królowe, które potrafią go wysłuchać i nie uznają niesprawiedliwości klasowej oraz dyskryminacji rasowej. Wśród kobiet, wysławianych w każdym z utworów znalazły się m.in. aktywistki społeczne, zbiegłe niewolnice, a nawet babcia Hutchingsa. Manifest swój artyści wyrażają przez jazz połączony z hip-hopem często przechodzącym w spoken word, a nawet dubowymi wibracjami. Muzyka z Londynu od zawsze pełna była łączenia gatunków i łamania barier, nie inaczej jest także i tutaj, gdzie kilka muzycznych światów, łączy się w jeden wyraźny strumień, z którgo przez niemal cały album, aż kipi wściekłość i bunt. Warto dodać również, że album ukazuje się w barwach legendarnego labelu Impulse, w którym swoje wielkie dzieła wydawali m.in. John Coltrane, Alice Coltrane czy Pharoah Sanders. — efdote


For Gyumri

Tigran Hamasyan

Nonesuch

Twórca jednej z najładniejszych zeszłorocznych płyt jazzowych An Ancient Observer, ormiański pianista Tigran Hamasyan i w tym roku nie pozostawił nas z niczym. Wydana w lutym epka zatytułowana For Gyumri jest symbolicznym hołdem dla Giumri, drugiego największego miasta we współczesnej Armenii, niegdyś znanego jako Aleksandropol i pełniącego rolę artystycznej stolicy regionu, ale poddanego w XX wieku wielu trudnym próbom z katastrofalnym trzęsieniem ziemi w 1988 roku na czele. For Gyumri musi więc traktować na swój sposób o mierzeniu się z traumą i stratą (wirtuozeryjnie poszarpana miniatura „Self-Portrait” to doskonała alegoria najnowszej historii miasta i jego mieszkańców), ale przede wszystkim przynosi wyczekiwane ukojenie — czy to w ostatnich taktach kończącego płytę „Revolving-Prayer”, czy w post-cool-jazzowym „The American” zwieńczonym zwodniczo beztroskim pogwizdywaniem, czy w zapuszczającym się na terytoria post-impresjonistycznego ambientu, rozświetlającym „Rays of Light”. — Kurtek


We Out Here

Różni wykonawcy

Bronswood

Trudno chyba o lepsze podsumowanie tego, co dzieje się obecnie na młodej jazzowej scenie Wielkiej Brytanii, niż to co zaprezentowano nam na tej kompilacji. Kompilacji nietypowej, nie jest to bowiem selekcja gotowych już nagrań, a efekt pewnej sesji nagraniowej. Pod okiem dyrektora muzycznego przedsięwzięcie, którym był występujący zresztą na płycie — Shabaka Hutchings oraz właściciela labelu Brownswood RecordingsGillesa Petersona, w przeciągu trzech długich i owocnych dni w studiu North West London, powstał krążek, będący zarówno podsumowaniem niesamowitej rewolucji zachodzącej obecnie w brytyjskim jazzie, jak i zapowiedzią tego, czego możemy spodziewać się po nim w przyszłości. Usłyszeć można tam zarówno znane już zespoły, jak np. Ezra Collective czy Kokoroko, jak i całe grono artystów, którzy dopiero podbijają scenę, ale posiadają olbrzymi talent. Każda z dziewięciu kompozycji tu zawartych to mistrzowski kawałek muzyki, a po wysłuchaniu całości można dojść tylko do jednego wniosku — ekspansja młodych jazzowych artystów z Wysp dopiero się rozpoczyna, a za sprawą We Out Here, już teraz sprawdzić można, jakiego jazzu słuchać będziemy w kolejnych latach. — efdote


Zbiorcza plejlista z naszymi jazzowymi hajlajtami roku poniżej:

Rusza wrocławski Jazztopad

Z Jazztopadem jest co prawda trochę tak jak z Open’erem, że kolejną edycję organizator, czyli Narodowe Forum Muzyki, zaczyna zapowiadać zaraz po zakończeniu poprzedniej, a lajnup krystalizuje się na wiele miesięcy przed. Koniec końców jednak festiwal, jak co roku już po raz piętnasty, wystartuje we Wrocławiu w ten piątek i potrwa przez dziewięć kolejnych dni, kiedy w niedzielę 25 listopada całość zamknie koncert Esperanzy Spalding. Tegoroczny repertuar jest zresztą wyjątkowo smakowity dla nadodrzańskich miłośników jazzu. Oprócz fusionjazzowej wokalistki na tegorocznej edycji wystąpią także autorzy jednej z najgłośniejszych jazzowych płyt tego roku Sons of Kemet z utytułowanym Shabaką Hutchingsem, Amir ElSaffar wraz z Ksawerym Wójcińskim, Wacławem Zimplem i Lutosławski Quartet czy tuz żydowskiego jazzu Avishai Cohen wraz z zespołem. Fortepianowy recital solo zagra Chick Corea, a Brad Mehldau zagra dla wrocławskiej publiczności coś ekstra wraz z Orkiestrą Symfoniczną NFM pod batutą Clarka Rundella. — To wynik rozmów z Bradem Mehldauem po jego recitalu w Narodowym Forum Muzyki — opowiada Piotr Turkiewicz, dyrektor artystyczny Jazztopadu. Pełny program imprezy znajdziecie na stronie internetowej NFM.

#FridayRoundup: Patrick Page II, Rapture OST, Brad Mehldau Trio i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych.


Letters of Irrelevance

Patrick Paige II

Empire

Po tym jak w zeszłym roku część składu The Internet — Steve Lacy, Syd i Matt Martians — brylowało solowymi projektami i pracowało na własne nazwiska, naturalną kolejną rzeczy był debiutancki longplay basisty grupy — Patricka Paige’a II. Krążek zatytułowany Letters of Irrelevance to prawie 40 minut pierwszorzędnego jazzującego, post-D’Angelowskiego neo-soulu i efekt dwuletniej pracy muzyka. —Kurtek


Rapture (Netflix Original TV Series Soundtrack)

Różni wykonawcy

Netflix Studios

Dziewięciu bohaterów, osiem odcinków i mnóstwo wnikliwych refleksji na temat tego, jak obecnie wygląda hip-hop. W wyprodukowanym przez Mass Appeal serialu Rapture, o kulturze czterech elementów opowiadają Nas, Dave East, Logic, T.I., G-Eazy, 2 Chainz, Rapsody, A Boogie Wit da Hoodie oraz Just Blaze. Dzięki Rapture możemy nie tylko dowiedzieć się o ich wizji hip-hopu, ale i poznać nieco zakulisowego życia każdego z muzyków. Nad wszystkim czuwał Sacha Jenkins – reżyser i znawca kultury hip-hop. Serial od ponad miesiąca oglądać można na Netfliksie, ale dopiero teraz ukazał się oficjalny soundtrack. To zaledwie osiem utworów, ale ze zwrotkami wymienionych wcześniej muzyków. Soundtrack warto sprawdzić chociażby dla takich kolaboracji jak Dave East i A Boogie Wit da Hoodie w jednym tracku czy Logic u boku 2 Chainz’a. —Polazofia


Seymour Reads the Constitution!

Brad Mehldau Trio

Nonesuch

W marcu Brad Mehldau zaczarował słuchaczy wytrawnym studium Bachowskim balansującym na granicy kameralnego jazzu i muzyki barokowej. Nim zdążyliśmy wziąć głębszy oddech, wraca w swoim sygnaturowym trio z Jeffem Ballardem na perkusji i Larry’m Grenadierem na basie z koktajlowym cool jazzowym krążkiem Seymour Reads the Constitution! Na płycie poza trzema oryginalnymi kompozycjami Mehldau znajdziemy interpretacje popowej klasyki (Paul McCartney, Brian Wilson), reinterpretacje mistrzów jazzu (Elmo Hope, Sam Rivers) i jeden standard z wielkiego amerykańskiego śpiewnika („Almost Like Being in Love” Fredericka Loewe’a). Jeśli cenicie sobie lekki, ale nie prostolinijny jazz, z pewnością będziecie usatysfakcjonowani! — Kurtek


Understand What Black Is

The Last Poets

Studio Rockers

Kontrowersyjne rządy Donalda Trumpa niejednego artystę pchają do tworzenia muzycznego protestu przeciw nowemu prezydentowi USA. Niektórzy, jak na przykład The Last Poets reaktywują się, aby na swój muzyczno-poetycki sposób rozprawić się z przywódcą. Umar Bin Hassan i Abiodun Oyewole postanowili więc wskrzesić legendarny zespół i wydać płytę Understand What Black Is, odzwierciedlającą obecne czasy, ale zaprezentowaną w iście poetyckim stylu. Dziesięć kompozycji zostało połączonych w całość dzięki swobodnej trąbce, melodii saksofonu i fletu oraz rytmicznej perkusji i bitowi rodem z reggae. Okazuje się, że głoszone od zawsze przez The Last Poets hasła miłości, świadomości i wrażliwości, okazują się ponadczasowe i szczególnie w dzisiejszym świecie pozostają aktualne. — Forrel


Butterflies

Basia

Magic Records

Nowy album Basi Trzetrzelewskiej, znanej międzynarodowo jako po prostu Basia, jest powrotem do klasycznych brzmień jazzu i bossa novy. Głos artystki jest wciąż niezwykle elastyczny i czysty, jakby czas w ogóle nie zaznaczył się na jej strunach głosowych. Basia wciąż operuje swoim wokalem niezwykle swobodnie, z wyczuciem i nie forsując go nadmiernie. Wszystko jest wyważone i zoptymalizowane. Złośliwi powiedzą, że utwory są zbyt uśrednione, ale to przecież jest atutem Polki, która w delikatny sposób potrafi zaprezentować całą gamę dźwięków. Oprócz wspomnianego jazzu i bossy, na Butterflies znajdziemy oczywiście inteligenty pop, brzmiący w wykonaniu Basi be.popowo. — Forrel


Lake of Light: Compositions for AquaSonics

William Parker

Gotta Let It Out

Legendarny kontrabasista jazzowy, multiinstrumentalista, kompozytor i aktywista William Parker wraca z nowym projektem z kompozycjami dla jego kwartetu AquaSonic. W skład zespołu wchodzi dwójka uznanych artystów-grafików Anne Humanfeld i Jeff Schlanger oraz dwóch wszechstronnych muzyków — estoński perkusista Leonid Galaganov i sam Parker grający tutaj na waterphonie — mistycznym instrumencie stworzonym przez Jacksona Kralla. Parker tworzy tutaj zupełnie odrębny muzyczny świat — plemienny, współczesny, elektroniczny, improwizacyjny, przyszłościowy? Ocenę pozostawiamy wam! — Kurtek


Love & Soul

Corneille

W Lab

Kanadyjski wokalistka, znany głównie z jednego singla „Parce qu’on vient de loin” ze swojego debiutanckiego albumu o tym samym tytule, wydał jeszcze kilka kolejnych płyt, ale ostatnio zrobił sobie krótką przerwę. Zajął się rodziną, a teraz przypomina o sobie w sposób najbardziej typowy, czyli wydając płytę z kowerami Love & Soul. W nowych aranżacjach, artysta zaprezentował takie utwory, jak „Baby Can I Hold You” Tracy Chapman, „Time After Time” Cindy Lauper, „Fantasy” Earth, Wind & Fire, czy „It Ain’t Over `Till It’s Over” Lenny’ego Kravitza. Niektóre utwory są bardziej udane, jak ten od Sade „Smooth Operator”, czy Toto „Georgy Porgy”, a inne mniej lub znacznie gorzej, jak na przykład nieco biesiadne „Careless Whisper” George’a Michaela oraz „True” Spandau Ballet. Całości akompaniują wszechobecne dźwięki delfinów. O ile uwielbiam wokal Cormeliusa, o tyle ten krążek pozostawia wiele do życzenia. Wokalista przebył niechlubną drogę od znośnego R&B, przez jego uwspółcześnioną wersję, aż do tandetnego popu. — Forrel


Mother

Amina Buddafly

Jeśli śledzicie trochę scenę R&B naszych zachodnich sąsiadów, to być może duet Black Buddafly nie jest wam obcy. Projekt tworzony przez bliźniaczki Aminę i Jazz próbował swoich sił bez większych sukcesów w ojczyźnie za to z dwoma umiarkowanymi przebojami radiowymi. Połowa duetu, Amina Buddafly, wciąż nagrywa R&B i dziś ukazał się jej trzeci długogrający album Mother, gdzie w 12 utworach eksploatuje brzmienie na pograniczu popu i R&B lat 90. Amina o wokalu momentami łudząco podobnym do Robyn uderza w te same nuty, co Rina Sawayama, choć nie dorównuje jej fantazją, być może przez brak ironicznego szkiełka, które by tę stylistykę trochę wykrzywiło i osadziło w realiach muzyki 2018 roku. — Kurtek


Take 3

Bahja Rodriguez

Fast Life World Wide

Jeśli soundcloudowi raperzy to wasz konik, mamy dla was dla przełamania konwencji soundcloudową piosenkarkę R&B. Bahja Rodriguez ma 23 lata i marzy o wielkiej karierze z teledyskami w BET i recenzjami na Pitchforku. Take 3 to zgodnie z tytułem jej trzecie podejście do formatu (prawie) długogrającego po debiutanckim „It Gets Better” i „Luv” z 2016 roku. Jeśli macie sentyment do Ashanti i jest wam przykro, że Teairra Mari nadal nie wydała drugiej płyty, Bahja Rodriguez jest typiarą dla was. — Kurtek


Light of Mine

Kyle

Atlantic

Pamiętacie Kyle’a i jego „iSpy” z Lil Yachtym? Bardzo przyjemny kawałek, który w ubiegłym roku radził sobie całkiem nieźle. Sukces numeru sprawił, że spośród ostatniej listy Freshmanów XXL, Kyle był jednym z ciekawszych wyborów. Chyba jednak nie wszystko poszło zgodnie z przewidywaniami rapera z Kalifornii, ponieważ kolejne single przeszły raczej bez echa (mimo gościnnych występów Kehlani czy 2 Chainza). Teraz do naszych rąk trafia jego debiutancki krążek zatytułowany Light of Mine, na którym znajdzie się 15 kawałków, w tym wspomniane wcześniej „iSpy”. Prócz gości wymienionych powyżej pojawią się jeszcze m.in. Khalid, Alessia Cara czy Take 6. Czy Kyle odzyska zainteresowanie publiki? — Mateusz


Reckless

Nav

XO Records

Pierwsze solowe kroki postawione w ubiegłym roku przez Nava spotkały się z mieszanymi opiniami. Chyba najczęściej wytaczanym zarzutem wobec Kanadyjczyka jest brak charyzmy i wyróżniającego stylu. Ubiegłorocznego Perfect Timing nie zdołały wyratować nawet produkcje od Metro. Jak więc z tym problemem upora się na najnowszym krążku Reckless? Na płycie pojawi się 12 utworów, a gościnnie wystąpią Travis Scott, Quavo i Lil Uzi Vert. Czy raper wziął sobie do serca uwagi krytyków? — Mateusz

Brad Mehldau i Chris Thile zapowiadają wspólny album

chris-thile-brad-mehldau-450x409

27 stycznia nakładem Nonesuch do sklepów trafi wspólny album amerykańskiego pianisty jazzowego Brada Mehldau oraz mandolinisty i piosenkarza Chrisa Thile’a. Muzycy po raz pierwszy koncertowali wspólnie w 2013 roku, a dwa lata później spotkali się na scenie ponownie i postanowili przenieść to doświadczenie do studia, czego efektem będzie płyta zatytułowana po prostu Chris Thile & Brad Mehldau. Na krążku znajdzie się 11 kompozycji — zarówno oryginalnych, jak i coverów (wśród nich m.in. klasyczne „Don’t Think Twice It’s Alright” tegorocznego noblisty Boba Dylana). Album promuje singiel „Scarlet Town” napisany przez Davida Rawlingsa i Gillian Welch.

Spis utworów:
1. „The Old Shade Tree”
2. „Tallahassee Junction”
3. „Scarlet Town”
4. „I Cover the Waterfront”
5. „Independence Day”
6. „Noise Machine”
7. „The Watcher”
8. „Daughter of Eve”
9. „Marcie”
10. „Don’t Think Twice It’s Alright”
11. „Tabhair dom do Lámh”

Recenzja: Brad Mehldau Trio Blues and Ballads

Brad Mehldau Trio

Blues and Ballads (2016)

Nonesuch

Bardziej bluesowe dla tych, którzy spodziewali się jazzu i niepodważalnie jazzowe dla tych, którzy nastawili się na blues. Takie jest Blues and Ballads — najnowszy album Brad Mehldau Trio. Amerykański pianista wraz ze swoim triem poniekąd przedłużył na tym krążku swoją ostatnią trasę koncertową, w ramach której prezentował wyłącznie jazzowe interpretacje utworów innych wykonawców. Na Blues and Ballads w przeciwieństwie do wcześniejszych projektów Mehldau’a znajdziemy bowiem nie tyle oryginalne kompozycje, ale, co warto podkreślić, oryginalne wykonanie. Na warsztat trafili między innymi Beatlesi (doskonale prezentujące się w kameralnym jazzowym aranżu szeroko znane „And I Love Her” z katalogu grupy i niedawny solowy singiel McCartneya „My Valentine”) i rozmaite, pokryte już w wielu przypadkach patyną standardy z ery klasycznego jazzu — wśród nich chociażby Charlie Parker, Cole Porter czy Frank Sinatra.

Mehldau nie traktuje jednak bluesa instrumentalnie — ten bowiem poza tym, że przejawia się w łatwo odczytywalnych reinterpretacjach posępnych klasyków, jest także mocno obecny w artykulacji muzyków — zauważalnie nadaje ton i kształt całej płycie. Trio gra po swojemu, z jak zwykle mocno post-minimalistycznym zacięciem, ale jednocześnie na swój sposób hołduje konwencji klasycznego tria jazzowego, co jak na dłoni słychać w Parkerowskim „Cheryl”. Udaje się im jednak z jednej strony skutecznie przyjętą stylistykę ujarzmić, a z drugiej — głęboko nad nią pochylić — choć w zderzeniu z klasycznym Sinatrą wydają się równie bezsilni co Bob Dylan w swojej ostatniej odsłonie. W ostatecznym rozrachunku Blues and Ballads ujmuje jednak błyskotliwością ukrytą między wierszami kojącej prostolinijności i nawet jeśli trudno określić ten krążek mianem magnum opus Mehldau’a, trudno się w nim choć na chwilę nie zatracić.

Jazzująco: Brad Mehldau Trio powróci w czerwcu z płytą Blues and Ballads

CeQz30xUsAAEXdz

Jeden z najciekawszych współczesnych pianistów jazzowych po światowym solowym tournée i niezbyt udanym duecie z Markiem Guilianą wraca do rozkosznej formy jazzowego tria. Od ostatniego krążka grupy Where Do You Start w październiku minęłyby już cztery lata, ale na szczęście Mehldau i spółka postanowili do tego nie dopuścić i już w czerwcu usłyszymy ich najnowszy krążek zatytułowany Blues and Ballads.

Na krążku, który trafi do sprzedaży 3 czerwca nakładem wytwórni Nonesuch znajdziemy siedem jazzowych interpretacji klasycznych amerykańskich ballad, które wyszły oryginalnie spod piór takich tuzów muzyki jak Cole Porter, Charlie Parker, Lennon & McCartney czy Jon Brion. Jednego z numerów, „Little Person” można już posłuchać poniżej. Więcej szczegółów i opcje preorderu znajdziecie na oficjalnej stronie muzyka.

Tracklista:
1. „Since I Fell for You”
2. „I Concentrate on You”
3. „Little Person”
4. „Cheryl”
5. „These Foolish Things (Remind Me of You)”
6. „And I Love Her”
7. „My Valentine”

Jazzująco: Brad Mehldau, Vijay Iyer, Ambrose Akinmusire i inni na tegorocznym Warsaw Summer Jazz Days

Image1

Tegoroczna edycja powstałego w 1992 roku festiwalu Warsaw Summer Jazz Days zapowiada się wyjątkowo ciekawie. W programie największe nazwiska amerykańskiego jazzu i intrygujące projekty polskie, europejskie i światowe. Tegoroczna edycja odbędzie się między 9 a 12 lipca w warszawskim Soho Factory.

Już pierwszego dnia imprezy usłyszymy dwa znakomite projekty muzyczne ostatnich miesięcy Vijay Iyer Trio wykona materiał z ich najnowszego krążka Break Stuff wydanego przez ECM, a kwartet Ambrose’a Akinmusire’a zaprezentuje m.in. kompozycje z wydanej przed rokiem post-bopowej płyty The Imagined Savior Is Far Easier to Paint. Tego samego dnia usłyszymy włoskie Giovanni Guidi Trio, które przed tygodniem nakładem ECM wydało swój najnowszy album This Is the Day.

Drugiego dnia natomiast będzie okazja podsłuchać projektu Vibes Quartet, namłodszego z braci Marsalis, wibrafonisty Jasona Marsalisa oraz tria organowego amerykańskiego saksofonisty Jamesa Cartera, który na przełomie wieków zasłynął takimi płytami jak Conversin’ With the Elders czy Chasin’ the Gypsy. Line-up domknie występ być może najważniejszego amerykańskiego pianisty jazzowego minionego dwudziestolecia, Brada Mehldau, który wystąpi z towarzyszeniem swojego nieśmiertelnego tria.

Dzień trzeci wypełnią projekty specjalne — najpierw koncert laureata konkursu OpenJazz, a następnie występ Krzysztofa Kobylińskiego z The World Orchestra Project, w ramach którego kompozycje muzyka zostaną specjalnie zaaranżowane dla Orkiestry Aukso, najbardziej znanego polskiego zespołu grającego muzykę współczesną, dyrygowanego przez Marka Mosia.

Natomiast ostatniego dnia imprezy będziemy mogli usłyszeć dwa nietuzinkowe projekty Sly & Robbie meets Nils Petter Molvær, gdzie słynna jamajska sekcja rytmiczna (która swego czasu remiksowała m.in. utwory Fugees czy No Doubt) spotka się z norweskim trębaczem Nilsem Petterem Molværem (któremu towarzyszyć będą zresztą nie mniej uznane nazwiska — Eivind Aarset na gitarze i Vladislav Delay na klawiszach). Festiwal zamknie koncert basisty Billa Laswella, który zaprosił do współpracy marokańską grupę Master Musicians of Jajouka.

Szczegółowy program festiwalu:

Dzień pierwszy: 9 lipca

Giovanni Guidi Trio
Ambrose Akinmusire Quartet
Vijay Iyer Trio

Dzień drugi: 10 lipca

Jason Marsalis Vibes Quartet
James Carter Organ Trio
Brad Mehldau Trio

Dzień trzeci: 11 lipca

Laureat konkursu OpenJazz
Laureaci Jazzowego Debiutu Fonograficznego 2015 Instytutu Muzyki i Tańca:Apprentice
Patryk Kraśniewski Trio
Music of Krzysztof Kobyliński: Joey Calderazzo, KK Pearls, Orkiestra Aukso, Stanisław Soyka

Dzień czwarty: 12 lipca

Sly & Robbie meet Nils Petter Molvaer
Bill Laswell Material & The Master Musicians of Jajouka

Recenzja: Brad Mehldau & Mark Guiliana Mehliana: Taming the Dragon

Brad Mehldau & Mark Guiliana

Mehliana: Taming the Dragon (2014)

Nonesuch

Brad Mehldau jest tak utytułowanym i solidnym muzykiem, że ostatnią rzeczą, jakiej można by się po nim spodziewać, jest płyta tak bezbarwna i monotonna jak wydana pod koniec lutego, na spółkę z perkusistą Markiem Guilianą, Mehliana: Taming the Dragon.

Duet, który mógł wprowadzić nową jakość do współczesnego jazzu, bezceremonialnie strzelił sobie w kolano, albo przynajmniej w stopę. Badawcze podejście muzyków do materiału kończy się tu na mieszaniu jazzowych wzorców kompozycyjnych z elektronicznym efekciarstwem — czy to w eksploracji brzmienia absurdalnie anachronicznych syntezatorów, czy w przeplataniu mechanicznie szablonowych bitów dźwiękowymi cytatami à la musique concrète. By wynagrodzić słuchaczowi oczywiste uproszczenia strukturalne, duet w desperacji prezentuje panoramę niekonsekwentnych, przestarzałych efektów dźwiękowych — poczynając od kosmicznego, ambientowego echa, a na odgłosach wybuchów kończąc. To, co Marek Biliński czy Herbie Hancock z powodzeniem wyeksploatowali do cna przed trzydziestoma laty, tu zostało bezrefleksyjnie przywrócone do życia w formie niemiłosiernie długiej, ponad 70-minutowej płyty, równie nijakiej i wtórnej co jej tytuł — Mehliana.

Już lata temu jazz wypracował sobie sposoby na efektowne i inspirujące mariaże z elektroniką, ale Mehldau i Guiliana zdają się tu na tyle skutecznie manewrować między nimi, że ostateczny efekt jest równie niezręczny co zeszłoroczna kolaboracja Nilsa Pettera Molværa z Moritzem von Oswaldem. Miłośnicy jazzu czy sympatycy muzyki elektronicznej mogą poczuć się zawiedzeni, ale dopiero ci, którzy cenią sobie oba te style, będą prawdziwie zdegustowani.

Jazzowa jesień: Brad Mehldau Trio „Where Do You Start?”

Co prawda jeszcze nie tak dawno pisaliśmy o całej płycie, ale tytułowy utwór „Where Do You Start?” wydaje się być idealnie skrojony na takie dni jak dzisiejszy. Subtelny, refleksyjny, wpisuje się w krajobraz z powagą i zrozumieniem. I kto teraz powie, że jazz nie jest idealnym dopełnieniem jesiennej sonaty?

Recenzja: Brad Mehldau Trio Where Do You Start

Brad Mehldau Trio

Where Do You Start (2012)

Nonsuch

Where Do You Start to już drugi w tym roku album nagrany przez Brada Mehldau z towarzyszeniem basisty Larry’ego Grenadiera i bębniarza Jeffa Ballarda. Jednak w przeciwieństwie do marcowego Ode, na który składały się wyłącznie oryginalne kompozycje, nowy krążek zawiera głównie reinterpretacje.

Wachlarz oryginałów, jakie muzycy wzięli na warsztat jest imponujący: Sufjan Stevens, Elvis Costello, Sonny Rollins czy Chico Buarque niekoniecznie zazębiają się stylistycznie. A jednak – na Where Do You Start jesteśmy w zupełnie innym świecie, gdzie nie autor, ale wykonawcy dyktują warunki. Z muzycznych rozmaitości przełożonych na język fortepianu, Mehldau z właściwą mu wirtuozerią uwalnia specyficzny, tak charakterystyczny dla wszystkich jego nagrań, klimat. Jest stonowany, ale bezpośredni — szykowny, ale naturalny zarazem. Na Where Do You Start w całej rozciągłości obcujemy z prawdziwą muzyką — czasem dramatyczną i nieskrępowaną, innym razem przenikliwie piękną, ale nigdy nazbyt sentymentalną czy przeprodukowaną.

Niezależnie od repertuaru: czy to w karkołomnej, ale po stokroć udanej, próbie jazzowej reinkarnacji rockowego klasyka „Hey Joe” (kojarzonego głównie z Jimmy’m Hendrixem), czy w subtelnym i eterycznym „Where Do You Start” (przywodzącym na myśl najpiękniejsze melodie Vince’a Guaraldi’ego), Mehldau i jego trio zawsze wykazują się zrozumieniem i wyobraźnią wobec muzyki jaką wykonują. To sprawia, że pozornie obce melodie, bez trudu zamieniają w swoje własne.

Jazzująco: Brad Mehldau Highway Rider

mehldau

O jazzie na Soul Misce piszemy co prawda bardzo okazjonalnie, a jeśli już piszemy to raczej o czarnym funkującym plumkaniu. Brad Mehldau reprezentuje jednak zupełnie inny rodzaj jazzu – bardziej stonowany, poważny, z wirtuozerskim zacięciem. I chociaż w mainstreamowych mediach, przynajmniej polskich, raczej ciężko dopatrzeć się obecności tego pana, jak to czasami bywa w przypadku takiego gatunku muzyki, to Mehldau z powodzeniem nagrywa już od 1993 roku i zdążył przez ten czas wyrobić sobie nazwisko w jazzowym światku. Występował z takimi wielkimi współczesnego jazzu jak Pat MethenyWayne Shorter czy wokalistkami operowymi Renee FlemingAnne Sofie von Otter. Nowa płyta, wydana w marcu tego roku przez Nonesuch Records, przez wielu już została okrzyknięta jego opus magnum. To dość tajemniczy i niepokojący krążek, który mimo swojej czysto jazzowej natury, czerpie bardzo wiele z symfonicznego dziedzictwa muzyki klasycznej. Miejscami układny i staranny, czasem zupełnie nieprzewidywalny. Coś definitywnie jest na rzeczy…

Brad Mehldau „John Boy”: