lenny kravitz

#FridayRoundup: Masego, Yves Tumor, Seinabo Sey, Lenny Kravitz i inni

Kolejny weekend obfitujący w ciekawe premiery płytowe. Jak zwykle mamy dla Was przekrój przez różne gatunki i z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Zaczynajmy!


Lady Lady

Masego

EQT Recordings

Czy wam też okładka Lady Lady wydaje się wyrafinowaną wariacją na temat okładki Take Care Drake’a? Ale spokojnie. Micah Davis na debiutanckim albumie dostarcza nam wszystkiego tego, czego się po nim spodziewaliśmy. W pełni rozwija tu autorską koncepcję „żywej”, soulowo-jazzowej muzyki, podszytej hip-hopem czy trapem. Znajdziemy więc na Lady Lady subtelne utwory, ale w bogatych i bezpretensjonalnych aranżacjach. Album jest oczywiście poświęcony kobietom, które muzyk przedstawia jako najważniejsze źródło inspiracji. Na płycie gościnnie m.in. Tiffany Gouché, SiR czy FKJ w dobrze już znanym „Tadow” (w obu wersjach). Nie tylko posiadacze biletów na warszawski koncert powinni być zadowoleni. — Maja Danilenko


Safe in the Hands of Love

Yves Tumor

Human Re Sources

Bezpieczny w rękach miłości. Miłość u Yvesa Tumora to pojęcie złożone, które przetwarza w swojej obecnej twórczości na własny użytek. Traktowane ironiczne wzniosłe uczucie posiada w jego eksplikacji wiele aspektów. Zanurzając się w Safe in the Hands of Love podążamy wraz z Tumorem po najgłębszych zakamarkach jego umysłu i poznajemy kolejne aspekty miłości. Wiara w zbawienie, wolność, szczerość, paranoja, nadzieja – tworzą to finalne pojęcie. Klasyczne instrumentarium współgra z glitchową eksperymentalną estetyką, przynosząc ekscentryczny wytwór artystycznej wyobraźni eskapisty-ekstrawertyka. Uwolnijcie Wewnętrznego Lwa i odlećcie z nową muzyką Yvesa Tumora! — ibinks


I’m a Dream

Seinabo Sey

Saraba AB

Szwedzka wokalistka o afrykańskich korzeniach zadebiutowała mocnym albumem Pretend, który odniósł znaczący komercyjny sukces. Druga płyta Seinabo Sey może nie zawiera radiowych hitów, ale jest dojrzałym i świadomym zapisem ostatnich lat artystki. Podróż do rodzinnych stron, przemyślenia i obcowanie z tamtejszą kulturą, pozwoliły Szwedce zrozumieć swoje pochodzenie, w pełni je zaakceptować i podążać wyznaczoną przez siebie ścieżką, nie uginając się pod naciskami zachodnich trendów. Słychać to na krążku I’m a Dream, na którym mniej jest popu, przeważającego na debiucie, a więcej R&B, soulu i naleciałości muzycznych z Afryki. Słychać również świadome wyrażanie własnych myśli, bez zbędnych obaw i strachu przed ewentualną cenzurą, dzięki czemu z albumu bije wolność liryczna i dźwiękowa, tak potrzebna w obecnych czasach. — Forrel


Raise Vibration

Lenny Kravitz

Roxie / BMG

Lenny Kravitz ogłosił wrześniowy termin premiery jedenastego już studyjnego krążka Raise Vibration jeszcze w maju i honorowo go dotrzymał. Trzy promujące płytę single klimatycznie i tematycznie nie miały wielu stycznych punktów, ale stylistycznie zazębiały się w jednym — wszystkie stanowiły mocny powrót Kravitza do brzmienia połowy lat 90. Szukając potwierdzenia we wczesnych płytach artysty, po 12 nowych utworach można więc spodziewać się zarówno gitarowych popisów, jak i soulujących ballad.— Kurtek


Dancehall

The Blaze

Animal 63

Jeśli marzy wam się Young Fathers w bardziej klubowej odsłonie, to klaustrofobiczny house francuskiego duetu The Blaze ma szanse się wam spodobać. Po dobrze przyjętej zeszłorocznej epce Territory bracia Alric przekładają swoją minimalistyczną, ale niezwykle intensywą wizję muzyki na długogrający projekt Dancehall. Jako że zwiastujące projekt single niczym nie ustępowały ich wcześniejszemu materiałowi, z pełną odpowiedzialnością polecamy.— Kurtek


Indigo

Kandace Springs

Blue Note / UMG

Przed dwoma laty dość szeroko rozpisywaliśmy się o długogrającym debiucie wokalistki jazzowej Kandace Springs Soul Eyes, który przenosił jej soulowe inspiracje w świat subtelnego jazzu. Teraz piosenkarka wraca z drugą płytą Indigo i wraca do soulowych inspiracji, które na pierwszym albumie zostały dość zaskakująco stłumione. Indigo kontynuuje drogę inspirowanego jazzem soulu po śladach takich piosenkarek jak Lizz Wright, India.Arie czy Amel Larrieux. — Kurtek


Mothe

Kilo Kish

Human Re Sources

Gdyby Lana del Rey chciała rozpocząć karierę hip-hopowej księżniczki, brzmiałaby jak Kilo Kish. Po zaliczeniu udanych featuringów u Gorillaz i jej starego kolegi Vince’a Staplesa, Lakisha Kimberly Robinson powraca z mini-albumem Mothe. Po intrygującym „Elegance” Kish wyskakuje ze stroju baletnicy, by przeobrazić się w ćmę i sięgnąć po inteligentne disco, wyeksplorowane przez jej koleżanki Kelelę, Ojerime czy Abrę. Na Mothe delikatność jak u Rey przyćmiewa miks bassu, ambient popu i elektroniki z barokowymi wstawkami. Zwolnione tempo w stylowym „San Perdo”, duszne „Like Honey” oraz pozostałe kompozycje tworzą playlistę do wypadów do klubów i sennych powrotów autobusem. — ibinks


Language

MNEK

Digital Teddy

Powiedzieć, że MNEK przespał swój moment sławy to nie powiedzieć nic. W końcu jednak doczekaliśmy się premiery jego debiutanckiego krążka pt. Language. Hity takie jak „Every Little Word” czy „Ready for Your Love” to niestety echo zamierzchłych czasów, jednak w rekompensacie brytyjski wokalista przygotował dla swoich fanów aż 16 świeżych utworów. Single „Colour”, „Crazy World” czy „Correct” zwiastują dużą różnorodność i sporo pozytywnej energii. Miejmy nadzieję, że na płycie nie zabraknie jednak popowych ballad, które są idealnym tłem dla imponujących popisów wokalnych artysty. Liczę na naprawdę porywające wydawnictwo i powrót MNEKa w formie sprzed lat — Adrian


Love, Loss, and Auto-Tune

Swamp Dogg

Joyful Noise

Już za chwilę minie 10 lat od wydania 808s & Heartbreak, po którym Kanye West musiał się tłumaczyć z nadużywania auto-tune’a, a to narzędzie wciąż wzbudza silne emocje. Soulowy tytan Jerry Williams Jr., czyli Swamp Dogg, wykorzystuje auto-tune jako pretekst do swoistej dekonstrukcji czystej krwi rhythm and bluesa. Niby nic imponującego, ale chyba jeszcze nie było nikogo, kto z taką ostentacją przedstawiałby to urządzenie jako jednego z głównych bohaterów albumu. Niepotrzebna fanaberia czy ciekawy zabieg stylistyczny? Zachęcamy do sprawdzenia na własną rękę, bo Love, Loss and Auto-Tune łatwo przeoczyć w natłoku premier, a to zdecydowanie pozycja, którą szkoda przegapić. — Maja Danilenko


Lover’s Rock

Estelle

VP Records

O najnowszym albumie Estelle napisaliśmy wcześniej już wiele słów, mało pochlebnych. Wokalistka z każdym kolejnym projektem schodzi w dół artystycznej drabiny. Jej najlepszemu krążkowi Shine wciąż nic nie dorównuje z dotychczasowej dyskografii. Lovers Rock również nie podoła temu zadaniu. Nowy wakacyjny kierunek muzyczny, który Estelle obrała na wydawnictwie, wpasowuje się w popularny wciąż nurt reggae, ale z pewnością nie dorasta do pięt największym płytom tego gatunku. Lovers Rock pozostaje daleko w tyle, a za nim jest tylko wspólna płyta Syleeny Johnson i Musiq Soulchilda. Nie bez powodu album był wielokrotnie przekładany, a single ginęły gdzieś w eterze. Wierzę jednak, że longplay Brytyjki znajdzie fanów, którym jej rytmy przypadną do gustu. — Forrel


Ringo’s Desert

ZHU

Mind of a Genius

Przedsmak drugiego longplaya jednego z najbardziej tajemniczych, ale również utalentowanych producentów muzyki elektronicznej, został zaprezentowany w kwietniu tego roku. Ringo’s Desert Pt. 1 zawierał siedem kompozycji i wszystkie znalazły się na płycie Ringo’s Desert. Oprócz wspomnianych kawałków z epki, do grona unikalnych i hipnotyzujących melodii, dołączyły między innymi kawałki z gościnnym udziałem TOKiMONSTA, Majid Jordan czy Karnaval Blues. ZHU przenosi słuchacza tym razem na pustynię, na której hipnotyzujące „brudne” synthy mieszają się z wyrazistymi elektronicznymi dźwiękami, przywołującymi na myśl pustynny pejzaż, z dującym wiatrem na czele. Wybierzcie się w muzyczną podróż z ZHU, podczas której będziecie tylko wy, muzyka i pustynny krajobraz. — Forrel


The Difference Between Me & You

Black Joe Lewis & The Honeybears

self released

Choć Black Joe Lewis i jego grupa The Honeybears nie stawiają już w centrum swojej twórczości klasycznego rhythm & bluesa, ale raczej garażowy rock, w ich żyłach nadal płynie ciekły funk, a dusze aż kipią soulem. Wydany dziś piąty długogrający album zespołu The Difference Between Me & You to uduchowione gitarowe granie stawiające duży nacisk na wyrazistą rytmikę i emocjonalne wokale. Dla sympatyków The Black Keys i The Dirtbombs.— Kurtek


Young Sick Camellia

St. Paul & The Broken Bones

Records

St. Paul & The Broken Bones zachwycili miłośników klasycznego soulu w 2014 roku niezwykle natchnioną i wyważoną wizją południowego odłamu gatunku na debiutanckim Half the City. Teraz amerykański kolektyw wraca z trzecim krążkiem Young Sick Camellia, przełamując swoje organiczne brzmienie klasycznym funkiem i disco. Miłośnicy złotej ery Motown nie będą zawiedzeni.— Kurtek


Passion Like Fire

Tamia

Puls1

Na swoim siódmym albumie Tamia niezmiennie kroczy wyznaczoną wcześniej ścieżką celebracji szczęśliwego małżeństwa. Tematyka Passion Like Fire, zaczerpnięta z prawdziwego życia artystki, obraca się między bezgraniczną miłością do męża, pasją, seksem i – jak bywa w każdym związku – kłótniami, które w konsekwencji umacniają relacje. Krążek zawiera dwanaście kompozycji spod znaku R&B, wyprodukowanych przez długoletnich przyjaciół Kanadyjki Salaama Remi, Lil Ronnie’go oraz Shepa Crawforda, a szczyptę latino dodali Andres Torres i Gray Hawken. Na Passion Like Fire Tamia zdecydowanie zaprasza do sypialni na romantyczny wieczór wśród świec. Jej długoletnie małżeństwo z Grantem Hillem tylko potwierdza, że wokalistka wie jak nieustannie rozpalać i podsycać uczucie. — Forrel


Even More

Major.

BOE / Empire

Jeśli pseudonim Major. mówi wam niewiele, śpieszymy wyjaśnić, że to mniej więcej ta sama kategoria piosenkarza R&B, co Musiq Soulchild, Dwele czy Raheem DeVaughn, który robi swoje po cichu i niekoniecznie należy spodziewać się po nim świeżego brzmienia czy innowacyjnych rozwiązań. Może za to liczyć na to, że będzie grało go radio. Tak było przed dwoma laty z „Why I Love You” z debiutanckiego krążka piosenkarza. Teraz wrócił z nową płytą Even More, która z pewnością nie odkryje Ameryki, zwłaszcza jeśli macie już pojęcie o współczesnej scenie R&B.— Kurtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Lenny Kravitz odlicza dni do lata

Lenny Kravitz odlicza dni do lata

Wakacyjny okres trwa w najlepsze i aż ciężko uwierzyć, że jesteśmy już na półmetku. Za to Lenny Kravitz dopiero odlicza dni do lata. Artyście zostało jeszcze tylko pięć dni do słonecznego lenistwa. Z tej okazji wypuścił singla o lekkim tytule „5 More Days ‚Til Summer”, który promuje jego nadchodzące wydawnictwo. Kompozycja juz w nazwie zapowiada, że będzie bardziej swobodna i nieco szybsza. Niestety w związku z tym, #5MDTS jest również bardzo przeciętnym utworem. O ile „It’s Enough” oraz „Low” sprawnie trafiły na listy przebojów, o tyle trzeci singiel przez swoje jednostajne brzmienie, może zaginąć w eterze.

Premiera nowego albumu Amerykanina odbędzie się 7 września. Raise Vibration będzie jedenastym krążkiem w karierze Kravitza. Kierunek muzyczny, jaki obrał na nim, nie był od początku taki oczywisty. Przez trzydzieści lat bycia na scenie artysta zrobił już bardzo wiele, a pomysłów na nowe nagrania brakowało. Jednak jak przyznał, obudził się pewnego ranka i już wiedział, jak będzie brzmiała płyta. Wyśnił sobie cały projekt. Oby jego sny były równie barwne, jak powyższa okładka singla.

Lenny Kravitz gra na perkusji w minimalistycznym teledysku

Polskie rozgłośnie radiowe chętnie podchwyciły „Low”, drugi singiel promujący zapowiadany na wrzesień krążek Raise Vibration. Nie ma się co dziwić — to prostolinijny powrót Kravitza do korzeni — nie najgorzej podany, ale dosyć zachowawczy. Podobnie jak minimalistyczny teledysk do piosenki, w którym przeważają zbliżenia na muzyka grającego na perkusji na pogrążonym w teatralnej czerni scenicznym podeście.

Lenny Kravitz mierzy nisko?

Tytuły nowych nagrań Lenny’ego Kravitza prezentują się dość ponuro. Dwa tygodnie temu muzyk podzielił się 8-minutowym „It’s Enough”, a w miniony piątek w internecie pojawił się kolejny zwiastun zapowiadanego na wrzesień krążka Raise Vibration. Numer zatytułowany „Low” to organiczny powrót do brzmienia połowy lat 90. — z lekko funkowym vibe’m, kojącym refrenem, zaskakująco progresywną aranżacją i lekko triphopową aurą. Trudno powiedzieć jak to się dalej potoczy. Jak dotąd jest równie intrygująco, co zachowawczo. Jak wysoko mierzy Kravitz tą płytą?

Lenny Kravitz wraca z zapowiedzią płyty i nowym singlem „It’s Enough”

We wrześniu miną cztery lata od premiery poprzedniego krążka Lenny’ego Kravitza Strut — dziś muzyk zaprezentował światu singiel zapowiadający jego kolejny album. Na wpół akustyczne nagranie „It’s Enough” to powrót Kravitza to metapopowego soulu z początku XX wieku. Nagranie wyraźnie celuje w plejlisty stacji Adult Contemporary, przywodząc na myśl wcześniejsze radiowe przeboje piosenkarza — z tą różnicą, że zaprezentowana wersja numeru trwa w sumie niemal 8 minut. 11 album Kravitza zatytułowany Raise Vibration ukaże się 7 września.

Lenny Kravitz odwiedzi Polskę latem

Kolejne fantastyczne propozycje koncertowe na przyszły rok napływają do Polski – tym razem ogłoszono przybycie Lenny’ego Kravitza, którego raczej nie trzeba nikomu bliżej przedstawiać. Wybitny artysta zdaje się lubić występy w naszym kraju – pojawi się w Polsce trzeci raz w ciągu ostatnich pięciu lat.  Kravitz, który obecnie przygotowuje muzyczne nowości, zagra w krakowskiej Tauron Arenie 8 czerwca w ramach trasy „Raise Vibration 2018”. Sprzedaż biletów na stronie Live Nation rusza już pojutrze o 10:00 – lepiej nie czekać za długo!

Zwiastun 2. sezonu Empire

empire-season-2-600x383

Drugi sezon ogromnego hitu stacji FOX zbliża się wielkimi krokami! Już 23 września rozpocznie się napięcie dotyczące tego, co dzieje się w rodzinie Lyonów. Empire to nie tylko spiski, intrygi, muzyka, bankiety i wielka wytwórnia. To także opowieść o tym, jak przezwyciężać własny strach, sięgać pewnym ruchem po sukces, a także nie bać się i iść naprzód, nawet, gdy dookoła dzieją się bardzo złe rzeczy. W odróżnieniu do pierwszej serii, drugi sezon liczyć będzie 18 odcinków. Co więcej, wśród gwiazd występujących w show znaleźli się: Alicia Keys, Lenny Kravitz, Ludacris, Chris Rock czy też Kelly Rowland, która wystąpi w roli matki Luciousa (oczywiście w retrospekcjach). Dodatkowo, lecz nie mniej ważne jest to, że w obsadzie znalazł się Andre Royo (słynny z roli Bubbles’a z klasycznego The Wire). Cały świat skanduje #FreeLucious. Jak potoczy się los muzycznego „magnata”? Przekonamy się już niedługo, a tymczasem dzielimy się z Wami świeżutkim zwiastunem nowej serii.

This could get interesting….. #empireseason2

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @ludacris

Nowy teledysk: Lenny Kravitz „The Pleasure and the Pain”

Image2

Po długiej przerwie od ostatniego singla z zeszłorocznego Strut Kravitz przypomina o sobie kolejnym teledyskiem. Tym razem zrealizowano obrazek do czwartego singla z płyty, na który wybrano orkiestrowo-gitarowe midtempo „The Pleasure and the Pain”. W niemal sześciominutowym czarno-białym klipie Lenny kontynuuje przedstawianie swoich hipisowskich i rock’n’rollowych inspiracji. Niby nic czego byśmy nie znali, ale słucha i ogląda się przyjemnie.

Nowy teledysk: Lenny Kravitz „Sex”

Image3

Jeden z najjaśniejszych punktów zeszłorocznego albumu Lenny’ego Kravitza doczekał się wreszcie teledysku. W stylizowanym na przełom lat 60. i 70. czarno-białym klipie piosenkarza, wcielającego się naturalnie w rolę samego siebie tj. gwiazdy rock & rolla, otaczają skąpo ubrane modelki oraz księża i zakonnice, którzy mają stanowić rzekomą ekipę producencko-techniczną teledysku. Biorąc pod uwagę, że numer nazywa się „Sex”, rzecz wypada dość prowokacyjnie, a właściwie wypadałaby, gdybyśmy wciąż żyli na przełomie lat 60. i 70.

Missy zdominowała Super Bowl Halftime Show

Pepsi Super Bowl XLIX Halftime Show
W niedzielę odbył się sławetny Super Bowl Halftime, w którym „gwiazdą” była Katy Perry. Cukierkowy występ fałszującej wokalistki z przedszkolnymi drzewkami i panami przebranymi za rekiny w tle kosztował pewnie majątek, ale organizatorzy mogą sobie na to pozwolić. Reklamodawcy płacą do 4,5 miliona dolarów za pół minuty reklam. O Lennym Kravitzie nawet nie warto się rozpisywać. Tyle tytułem wstępu i głównego punktu programu. Nic dobrego powiedzieć nie można. Całą imprezę uratowała dawno niewidziana Missy Elliott, której występ był niemałym zaskoczeniem. Z jednej strony fantastycznie było ją usłyszeć, pomimo półplaybacku, z medley jej wielkich hitów od „Get Ur Freak On” po „Work It” i skończywszy na „Lose Control” (niestety z absencją Ciary). Z drugiej strony dziwi mnie fakt, że raperka pojawiła się u boku skomercjalizowanej pop gwiazdki, której repertuar skierowany jest raczej do dzieci. Niemniej jednak Missy rządziła. Jej taneczne ruchy zsynchronizowane z tancerzami, doskonale współgrały z wokalem. Przeszkadzał tylko pstrokaty słup w postaci Perry. Miejmy nadzieję, że występ Elliott był rodzajem promocji i przypomnienia o sobie przed wydaniem nowego materiału.

Recenzja: Lenny Kravitz Strut

Lenny Kravitz

Strut (2014)

Roxie Records / Kobalt

By opisać muzykę Lenny’ego Kravitza z pewnością nie użylibyśmy ani określenia „bezkompromisowy”, ani tym bardziej „stylowy”, ale przecież nie stąd, a z fantastycznego wyczucia melodii bierze się jego artystyczna siła. I choć od lat nie nagrał płyty, która zauważalnie wpisałaby się w mapę współczesnej muzyki, wciąż konsekwentnie wydaje kolejne lepsze lub gorsze krążki, które jednak — trzeba to uczciwie przyznać — nigdy nie schodzą poniżej pewnego poziomu.

Niedorzecznością byłoby oczekiwać po Strut muzycznej rewolucji. A jednak dwa pierwsze single („The Chamber” i „Sex”), mocno osadzone w stylistyce ejtisowej nowej fali, jakby wbrew logice dopuszczały możliwość subtelnej zmiany kierunku. Bo gdyby jednak okazało się, że gitary we wszystkich utworach na Strut brzmią z tą samą anachroniczną nonszalancją co we wspomnianym „Sex” (zręcznie zresztą otwierającym krążek, niejako wyznaczającym kierunek dla całej płyty), Kravitzowi byłoby dziś pewnie bliżej do Prince’a z połowy lat 80., niż do którejkolwiek własnej płyty z minionego ćwierćwiecza.

W rzeczywistości jednak na tych dwóch utworach opisana historia się kończy. Kravitz szybko wraca do swojego sztandarowego brzmienia — post-hendriksowskiej fuzji rock & rolla i funku umiejętnie sformatowanego pod amerykańskie radiostacje top 40 z drugiej połowy lat 90. I koniec końców to właśnie do tego dziesięciolecia muzycznie odnosi się zdecydowana większość materiału na Strut — nawet jeśli trudno jednoznacznie zdecydować o przynależności saksofonowych solówek do którejkolwiek z dekad. Kravitz brzmi równie witalnie co na klasycznych płytach, które zdefiniowały go jako artystę i otworzyły przed nim drzwi do wielkiej kariery — Mama SaidAre You Gonna Go My Way sprzed ponad 20 lat.

Cover Smokey’go Robinsona „Ooo Baby Baby” uderza w te same nuty, którymi przed laty zachwyciło „It Ain’t Over ’til It’s Over”, „I’m a Believer” od pierwszego odsłuchu uderza prostolinijną rock & rollową przebojowością i natchnionym refrenem, a „Frankenstein” łączy klimat klasycznych kravitzowskich ballad (których zresztą na płycie jest kilka) z hipnotyzującą rytmiką, ascetycznie dubowego bluesa. Wspólnym mianownikiem całej płyty jest więc siłą rzeczy sam Kravitz ze wspomnianym już przeze mnie, nie bez przyczyny zresztą, fantastycznym wyczuciem melodii. Tym samym udaje mu się dodać do swojego twórczego dorobku kolejną nieprzełomową, ale jak najbardziej satysfakcjonującą płytę.

Nowy utwór: Lenny Kravitz „New York City”

nyc lenny kravitz
My się niecierpliwimy, a on znowu podsyca naszą ciekawość! Pod koniec września światło dzienne ujrzy 10 album mojego-boga-wszystkiego, czyli Lenny’ego Kravitza. Dziś artysta zaprezentował nam kolejny utwór z płyty Strut.

„New York City” to piosenka traktująca o miłości. Nie, nie – żaden nowojorski romans z długonogą pięknością. Choć gdyby doszukiwać się pewnych analogii, to mogłoby się zgadzać, bowiem 50-latek (!) poprzez rozbudowaną linię melodyczną, skupiającą główną uwagę na gitarze, basie oraz pysznie grooviących bębnach, częstuje nas funkową historią o uczuciu do jednego z najpiękniejszych miast świata. Jak sam sprawca twierdzi – dorastanie w Nowym Jorku pomogło mu stać się tym, kim jest.

Przy okazji przypominamy, że Lenny wystąpi w Polsce już 3 listopada. Kto czeka na album i z kim będziemy śpiewać w Atlas Arenie?

Lenny Kravitz zagra w Polsce

Untitled-1
Nienawidzisz poniedziałku? Nie tym razem. Oto wiadomość, która zrobiła nam już cały tydzień — Lenny Kravitz zagra w Polsce. (więcej…)

Lenny Kravitz zapowiada nowy album

Image1

Po trzech latach przerwy, muzyk wraca do gry z krążkiem zatytułowanym Strut. Jego jedenasty krążek ma ukazać się 23 września nakładem Kobalt Music, wiodącej niezależnej amerykańskiej oficyny wydawniczej. Podobno nowy album ma być bardziej minimalistyczny i akustyczny niż poprzedni. Tylko czy Lenny Kravitz ma jeszcze coś ciekawego do zaproponowania w 2014? Poczekamy, zobaczymy.

Nowy teledysk: Lenny Kravitz „Are You Gonna Go My Way” (Lyric Video)

457339_459426140764535_600607258_o

Trudno uwierzyć, że mija już 20 lat odkąd „Are You Gonna Go My Way” sprawiło, iż Lenny Kravitz z chłopaka z Brooklynu przeistoczył się w prawdziwą gwiazdę rocka. Każdy z nas, niezależnie od wieku, zna ten utwór i pamięta teledysk (genialna Cindy Blackman na perkusji!).

Z okazji tej rocznicy Lenny postanowił zaprosić swoich fanów do celebracji wydarzenia. Otrzymali możliwość wzięcia udziału w Lyric Video, przesyłając swoje filmy i zdjęcia ze słowami „Are You Gonna Go My Way” poprzez hashtag #lennygomyway na Instagramie. Oto efekty:

Lenny Kravitz zagra Marvina Gaye’a


Co za wiadomość! Powstanie film o legendzie muzyki soul, Marvinie Gaye’u. Według gazety „The Evening Standard” główną rolę zagra Lenny Kravitz, dla którego będzie to pierwsze poważne aktorskie wyzwanie. Sam obraz zostanie wyreżyserowany przez Juliena Temple’a (m.in. film o zespole Sex Pistols „The Great Rock N’ Roll Swindle”) i skupi się na ostatnich latach życia wokalisty, jego problemach z używkami i tragicznej śmierci w 1984 roku. Można spodziewać się w przyszłości pewnych kontrowersji, ponieważ wdowa po Marvinie, Janis Gaye nie jest do końca przekonana do powstania takiego filmu. A co słychać u Kravitza? Pracuje on obecnie nad nowym, podobno bardzo funkowym albumem Negrophilia.Dobrej muzyki nigdy dość, przypomnijmy sobie jeden z hitów wielkiego Marvina:

Nowy utwór: Lenny Kravitz „Sunflower” ft. Drake

Mam wrażenie, że niedługo otworzę lodówkę i wyskoczy z niej Drake. Ta młoda gwiazda udziela się prawie na każdym nowym albumie gwiazd z pogranicza soulu, r’n’b i rapu! Jego talent wykorzystał nawet sam Lenny Kravitz. Na najnowszej płycie Black and White America Aubrey pojawi się gościnnie w kawałku „Sunflower”. Moim zdaniem jak na Lennego ten numer jest dość przeciętny i mdły. Wierzymy jednak, że krążek nie zawiedzie. Przypominam, że premiera już za cztery dni!

Lenny w Polsce!

lenny-kravitz__1424496c

Letnie koncerty w naszym kraju zaczęły mnie zaskakiwać. Do szanownego grona gwiazd z naszej miski w tym momencie dołącza także Lenny Kravitz. Artysty możecie się spodziewać już 9 listopada na warszawskim Torwarze. Będzie on promował swoje nowe wydawnictwo ‚Black and White America’, które półki sklepowe nawiedzi w sierpniu. Oh Lenny, jakiś Ty piękny.

Lenny Kravitz śpiewa Marleya

Wszyscy wrzucają klipy z hołdem dla Boba Marleya, więc nie chciałem być gorszy. Sprawdźcie jak z jamajską legendą poradził sobie Lenny Kravitz w utworze „Roots, Rock Reggae”, oczywiście w towarzystwie niezastąpionych The Roots.

Nowy Lenny nadchodzi!

22766

Przepiękny Lenny Kravitz przypominam nam co jakiś czas o swoim nadchodzącym krążku zatytułowanym ‚Black and White America’. Płyta miała wyjść dawno temu, pierwszego singla dostaliśmy już w 2010 roku z okazji koszykówki (nie pytajcie o co chodzi) teraz podobno niekonkretna data przewiduje drugą połowę wakacji. Poza typowymi dla wokalisty mocnymi gitarami, usłyszymy także funk, r’n’b, pop, a nawet blues i jazz… W sumie ciekawie się zapowiada. Po skoku kolejna piosenka ‚Everything’ na tle videa zza kulis. Czeka ktoś w ogóle?

(więcej…)